W końcu mi sie udało i czwarty rozdział sie pojawił^^"
Mam nadzieję, że Ci co czytali są wytrwali i doczekali sie tegoż rozdziału. Kolejny pojawi się dopiero w lipcu gdyż teraz wyjeżdżam na wakacje.
Kolejna rzecz jest taka, że moja przyjaciółka nie będzie już pisała wspólnie ze mną tego opowiadania. Po prostu doszłyśmy do wniosku, że tak będzie lepiej gdyż nie pisała go ze mną od samego początku, ale to nie znaczy, że niczego razem nie napiszemy. Mamy pewien pomysł, ae na razie nie będę nic ujawniać:)
Co do regularności pojawiania się notek obawiam się, że będą sie pojawiać bardzo nieregularnie więc proszę czytających o cierpliwość^^
No to tyle z ogłoszeń i miłego czytania :)
Słońce
leniwie budziło się do życia, a wraz z nim budziła się także przyroda. Pierwsze
promienie porannego słońca wpadły do jednej z komnat w zamku powodując, że
śpiący chłopak jęknął niezadowolony. Wychylił dłoń spod kołdry i złapał
różdżkę. Machnął nią i zasłonił zasłony przeklinając się w duchy, że nie
uczynił tego wieczorem. Odłożył różdżkę i przykrył się kołdrą licząc, że uda mu
się zasnąć ponownie. Jednakże po jakoś piętnastu minutach odstąp ich od tego
pomysłu. Zwlókł się niechętnie z posłania i poczłapał do łazienki. Przemył
wpierw twarz zimną wodą by chodź trochę się obudzić. Następnie udał się pod
prysznic. Po kolejnych dwudziestu minutach był wymyty i wysuszony rzuconym na
siebie zaklęciem, bo nie chciało mu się wycierać. Ubrał na tyłek bokserki i
zaczął szukać Świerzych skarpetek, potem spodni i koszuli. W końcu ubrał te
rzeczy na siebie. Założył krawat i szatę po czym stwierdził, że jest gotowy do
śniadania. Opuścił więc swoją sypialnię i poszedł do pokoju wspólnego.
Rozglądnął się w poszukiwaniu blond czupryny i zauważył jej właściciela
siedzącego przed kominkiem. Podszedł więc do fotela i stanął za nim.
-
Dobry Fretko – przywitał się pochylając w stronę Malfoya, który lekko się
wzdrygnął, ale zaraz opanował i odwrócił w stronę chłopca-który-przezył.
- Potty, nie uczyli cię kultury? Nie ładnie tak skradać się do ludzi – ofuknął go blondyn. Brunet Wyszczerzył się na to oskarżenie.
- Przesadzasz Fretko – uśmiechnął się Potter. Draco łaskawie podniósł się z fotela.
- Jak minęła pierwsza noc? – spytał blondyn.
- Wyśmienicie Fretko, przynajmniej oprócz cholernych promieni słonecznych nic, ani nikt inny nie mógł mnie obudzić – chłopak był wyraźnie z tego zadowolony.
- Szkoda, a już myślałem, że nie mogłeś odpędzić się od koszmarów. No wiesz liczyłem, że duchy związane z Sliyherinem trochę cie podręczą – udał ubolewanie Malfoy.
- A co czyżby ciebie postraszyły w nocy? – Potter uniósł kąciki ust w kpiarskim uśmiechu.
- Mnie? – Malfoy udał oburzenie. – Nie śmiały by jestem dziedzicem rodu Malfoyów, w moich żyłach płynie najczystsza krew.
- Tak, tak – machnął lekceważącą ręką Potter. – To już słyszałem nie jeden raz Malfoy, lepiej się rusz i chodź na śniadanie – Potter ruszył w kierunku wyjścia z pokoju wspólnego.
- Potty, Potty, Potty chyba mi nie powiesz, że to nie jest prawda? – Draco ruszył za brunetem.
- Ależ gdzieżbym śmiał Fretko – odgryzł się brunet.
- Potty, nie uczyli cię kultury? Nie ładnie tak skradać się do ludzi – ofuknął go blondyn. Brunet Wyszczerzył się na to oskarżenie.
- Przesadzasz Fretko – uśmiechnął się Potter. Draco łaskawie podniósł się z fotela.
- Jak minęła pierwsza noc? – spytał blondyn.
- Wyśmienicie Fretko, przynajmniej oprócz cholernych promieni słonecznych nic, ani nikt inny nie mógł mnie obudzić – chłopak był wyraźnie z tego zadowolony.
- Szkoda, a już myślałem, że nie mogłeś odpędzić się od koszmarów. No wiesz liczyłem, że duchy związane z Sliyherinem trochę cie podręczą – udał ubolewanie Malfoy.
- A co czyżby ciebie postraszyły w nocy? – Potter uniósł kąciki ust w kpiarskim uśmiechu.
- Mnie? – Malfoy udał oburzenie. – Nie śmiały by jestem dziedzicem rodu Malfoyów, w moich żyłach płynie najczystsza krew.
- Tak, tak – machnął lekceważącą ręką Potter. – To już słyszałem nie jeden raz Malfoy, lepiej się rusz i chodź na śniadanie – Potter ruszył w kierunku wyjścia z pokoju wspólnego.
- Potty, Potty, Potty chyba mi nie powiesz, że to nie jest prawda? – Draco ruszył za brunetem.
- Ależ gdzieżbym śmiał Fretko – odgryzł się brunet.
Obaj
chłopcy przez całą drogę do wielkiej Sali przegadali ze sobą. Nic więc
dziwnego, że ich pojawienie się wywołało szumy i szepty. Jednak Potter przywykł
już do tego, w końcu od przekroczenia bram szkoły w Hogwarcie nie towarzyszyło
mu nic innego poza szeptaniem. Czy teraz miało się to zmienić? A skąd. Był
niemal pewien, że jego przeniesienie przez Tiarę do domu Salazara oraz fakt, że
nie drą już kotów z Malfoem powodowało jeszcze większą fale plotek. Szczerze?
Miał to gdzie. Niech sobie plotkują. Najwyraźniej nie mają nic ciekawszego do
roboty. Biedactwa..
Potter wraz z Malfoyem doszli do stołu wspólnego Ślizgonów i zajęli miejsce u samej góry. Potter mimowolnie zerknął w stronę stołu Gryfonów ciekaw co też robią jego „przyjaciele”. Cóż ciekawość to przecież nic złego, prawda? Harry zauważył, że rudzielec kłuci się o coś ostro z Granger. Wyglądało na to, że dziewczyna usiłuje go do czegoś przekonać, ale najwyraźniej wiewiórowi ten pomysł się nie podobał. Jednak Panna-wiem-wszysto nie ustępowała i w końcu Harry mógł zauważyć kapitulację rudzielca i samozadowolenie mugoli. Poczuł dziwny dreszcz i niejasne przeczucie, że do czego kol wiek namówiła rudzielca dziewczyna, miało to poniekąd związek z jego osobą. Miał jednak nadzieję, że się mylił. Jakoś nie miał najmniejszej ochoty na rozmowy z tą dwójką…
Kuksaniem od Malfoya wyrwał chłopaka z zamyślenia. Nałożył sobie na talerz kiełbaskę i parę innych rzeczy by po chwili zabrać się za ich konsumpcję. Po zakończonym posiłku wstał by wraz z towarzyszącym mu Malfoyem udać się do Sali eliksirów, która znajdywała się w lochach. Zerknął na plan by już po chwili stwierdzić, że eliksiry mają z Gryfonami. Nic nowego. Wszedł zaraz po Draconie do Sali i usiadł obok niego. Malfoy bowiem wyrzucił Pansy, która to zawsze zajmowała owe miejsce. Mopsica jednak nie chciała odpuścić
Potter wraz z Malfoyem doszli do stołu wspólnego Ślizgonów i zajęli miejsce u samej góry. Potter mimowolnie zerknął w stronę stołu Gryfonów ciekaw co też robią jego „przyjaciele”. Cóż ciekawość to przecież nic złego, prawda? Harry zauważył, że rudzielec kłuci się o coś ostro z Granger. Wyglądało na to, że dziewczyna usiłuje go do czegoś przekonać, ale najwyraźniej wiewiórowi ten pomysł się nie podobał. Jednak Panna-wiem-wszysto nie ustępowała i w końcu Harry mógł zauważyć kapitulację rudzielca i samozadowolenie mugoli. Poczuł dziwny dreszcz i niejasne przeczucie, że do czego kol wiek namówiła rudzielca dziewczyna, miało to poniekąd związek z jego osobą. Miał jednak nadzieję, że się mylił. Jakoś nie miał najmniejszej ochoty na rozmowy z tą dwójką…
Kuksaniem od Malfoya wyrwał chłopaka z zamyślenia. Nałożył sobie na talerz kiełbaskę i parę innych rzeczy by po chwili zabrać się za ich konsumpcję. Po zakończonym posiłku wstał by wraz z towarzyszącym mu Malfoyem udać się do Sali eliksirów, która znajdywała się w lochach. Zerknął na plan by już po chwili stwierdzić, że eliksiry mają z Gryfonami. Nic nowego. Wszedł zaraz po Draconie do Sali i usiadł obok niego. Malfoy bowiem wyrzucił Pansy, która to zawsze zajmowała owe miejsce. Mopsica jednak nie chciała odpuścić
.
-
Draco, jak możesz, przecież zawsze siedzieliśmy razem – zaprotestowała
ślizgona.
- Ale teraz już nie siedzimy – odparł z typowym dla siebie sarkazmem Malfoy.
- Ależ Draco, dlaczego pozwalasz siedzieć obok siebie temu.. Potterowi – zawiesiła na chwilę głos nim powiedziała jadowicie nazwisko Harrego.
- No nie wiem Pansy, pomyślmy… Może dlatego, że Potter nie ślini się do mnie co chwila i nie szczebiota, ani nie chichocze jak pomyleniec – odparł sarkastycznie Draco.
- Ale teraz już nie siedzimy – odparł z typowym dla siebie sarkazmem Malfoy.
- Ależ Draco, dlaczego pozwalasz siedzieć obok siebie temu.. Potterowi – zawiesiła na chwilę głos nim powiedziała jadowicie nazwisko Harrego.
- No nie wiem Pansy, pomyślmy… Może dlatego, że Potter nie ślini się do mnie co chwila i nie szczebiota, ani nie chichocze jak pomyleniec – odparł sarkastycznie Draco.
Pansy wzburzona odeszła i usiadła obok Zabiniego, który nie do końca był zadowolony z towarzystwa dziewczyny, bowiem przyjdzie mu po raz n-ty wysłuchiwać o tym jaka to ona jest nieszczęśliwa i niesprawiedliwie traktowana przez Draco, a przecież ona tak bardzo go kocha i jest gotowa zrobić dla niego wszystko. Harry przyglądał się tej małej scenie, która rozegrała się nim Profesor Snape wszedł do Sali i musiał stwierdzić, że nie dziwi się blondynowi, który ma dziewczyn y powyżej uszu. Przez te minione sześć lat kiedy śledził Malfoya zauważył, że Pansy zawsze się koło niego kręci i flirtuje z nim w każdy możliwy sposób. Była tak nachalna, że aż mdliło od tego. Nic dziwnego, że Draco miał jej dość.
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się w Sali Profesora eliksirów, który jak zawsze przeszedł przez całą długość klasy powiewając swoją czarną peleryną i podszedł do katedry. Stanął za nią i odwrócił się w stronę klasy.
-
Witam was na zaawansowanych eliksirach – odezwał się cicho, jednak w klasie
panowała niezmącona niczym cicha, więc Snape nie musiał podnosić głosu by było
go słychać, z czego zdawał sobie doskonale sprawę. – Jak wiecie zaawansowane
eliksiry to nie zabawa, ci z was, którzy i w tym roku będą je ważyć wiedzą już,
że najmniejszy błąd może kosztować nas tu wszystkich nawet życie. Dlatego też
zastanawiam się co poniektórzy z was robią na moich zajęciach – tutaj nie
omieszkał spojrzeć z politowaniem na Nevila, który jak zawsze pod spojrzeniem
nietoperza wydawał się być jeszcze bardziej drobniejszy i wystraszony niż
normalnie. Z Longbotoma profesor przeniósł wzrok na rudzielca. Ten jednak nie odwrócił,
ani nie spuścił wzroku ze Snapea, tylko patrzył na niego wojowniczo. – Przejdźmy zatem do tajemnej sztuki ważenia
eliksirów. Dzisiaj będziecie się uczyć jak uwarzyć eliksir żywej śmierci.
Składniki macie wypisane na tablicy, macie czas do końca zajęć. Pod koniec
przejdę i sprawdzę wasze eliksiry i ocenię je – Snape usiadł za katedrą dając
znak, że mają się zabierać do roboty.
Harry
wstał więc ze swojego miejsca i ruszył by zabrać składniki. Potrzebował sześciu
liści Tojadu żółtego, wyciągu z soku mandragory i paru innych składników.
Zauważył kątem okaz, że Ron wygląda jak by za chwilę miał zemdleć. Cóż wiewiór
bał się pająków i to nie ważne czy te były żywe czy martwe, a do sporządzenia
tego eliksiry był potrzebny jeden pajęczak. Potter zabrał swoje składniki i
wrócił do stołu kładąc je na nim. Malfoy od razu wziął się do roboty wydając
Harremu pomniejsze polecenia do wykonania. Tak więc Potter zajął się siekaniem
szczurzego ogona podczas gdy Malfoy zmieszał żółć pancernika z sokiem
mandragory dorzucił do tego pięć gramów oczu żuka i zaczął to gotować.
Oczywiście Malfoy zerkał kątem oka na to w jaki sposób Potter sieka ogon by w
razie czego poprawić go bądź samemu to zrobić. Jednak o dziwo nie musiał nic
poprawiać. W połowie czasu, który już minął Snape zaczął przechadzać się po
klasie by zobaczyć jakie postępy zdążyli
zrobić znajdujący się w jego klasie studenci. Jak to miał w zwyczaju do
kociołków Ślizgonów nie doczepił się, bo i po co. Jego uczniowie mieli naturalny
talent do eliksirów. Za to bardzo chętnie zatrzymał się nad kociołkiem biednego
Nevila, który cały się trząsł i ledwo mógł utrzymać nóż w dłoniach. Snape
zaglądnął do jego kociołka i uśmiechnął się kpiąco.
-
Panie Longboton, nie wiem co pan chce tym zrobić, ale ten eliksir do niczego
się nie nada. Może posiada pan zdolności w dziedzinie zielarstwa, ale nie
posiada pan krztyny daru do eliksirów. Minus pięć punktów dla Gryfindoru –
powiedział ze złośliwym uśmiechem co wywołało szum oburzenia Gryfonów.
Snape
jednak nie przejął się tym kompletnie. Zawsze może odebrać im punkty za zbyt
głośnie oddychanie na jego zajęciach. Minął bez słowa kociołek Granger. Cóż nie
miał się do czego przyczepić. Dziewczyna mimo swego mugoskiego pochodzenia
miała naturalny dar do eliksirów, czego nie można powiedzieć o Weslayu, ale
dopóki pracuje pod czujnym okiem Panny Greanger klasie nie groził żaden wybuch.
Kolejnym kociołkiem przy którym profesor zatrzymał się na dłużej był kociołek
Harrego i Draco.
-
No, no Panie Potter, widzę, że pod czujnym okiem Pana Malfoya jest Pan wstanie
uwarzyć eliksir, który wszystkich nas nie uszkodzi – zakpił Snape.
- Myślę, panie profesorze, że i bez pomocy Draco, byłbym w stanie uwarzyć eliksir – odpowiedział siląc się na grzeczny ton.
- Na moich Zajęciach się nie pyskuje Panie Potter. Widzę pana dzisiaj u siebie po zajęciach – powiedział nietoperz po czym oddalił się od ich kociołka.
- Widziałeś to – Potter zaciskał dłonie w pięści.
- Ja sądzę, że on od ciebie coś po prostu chce – stwierdził Mlafoy.
- Skoro tak twierdzisz, to nie mógł kazać mi normalnie przyjść?
- Znasz Profesora Snape’a Potty.
- Myślę, panie profesorze, że i bez pomocy Draco, byłbym w stanie uwarzyć eliksir – odpowiedział siląc się na grzeczny ton.
- Na moich Zajęciach się nie pyskuje Panie Potter. Widzę pana dzisiaj u siebie po zajęciach – powiedział nietoperz po czym oddalił się od ich kociołka.
- Widziałeś to – Potter zaciskał dłonie w pięści.
- Ja sądzę, że on od ciebie coś po prostu chce – stwierdził Mlafoy.
- Skoro tak twierdzisz, to nie mógł kazać mi normalnie przyjść?
- Znasz Profesora Snape’a Potty.
Harry
chcąc nie chcąc musiał przyznać Malfoyowi rację. Dał sobie spokój z
rozmyślaniem nad tym o co może chodzić opiekunowi jego domu i skupił się na
dokończeniu wraz z Draco eliksiru. Pod koniec zajęć Snape zaczął przechodzić
się po klasie w celu ocenienia ich pracy. Jak można było przewidzieć Nevil
dostał O co spowodowało, że biedak się rozpłakał. Ron z Hermioną dostali P.
Gryfonka jednak nie wyglądała na zadowoloną z wyniku. Kiedy zaś nietoperz
podszedł do nich wyglądał na usatysfakcjonowanego z rezultatu, który chłopcy mu
zaprezentowali. Dał im W, oraz po dziesięć punktów na głowę dla Slitherinu.
Harry więc mógł zaliczyć zajęcia do jak najbardziej udanych. Opuścił więc klasę
eliksirów z uśmiechem na ustach i w towarzystwie Draco co nie umknęło czujnemu
oku jego przyjaciół. Ron szepnął coś Hemrionie na ucho, jednak ta odpowiedziała
coś co spowodowało, że Ron zarumienił się najwyraźniej z zażenowania.
Potter wraz z Malfoyem udali się więc na kolejne zajęcia – Transmutacja. Oczywiście McGonagal musiała poprosić Harrego na stronę, by powiedzieć mu, że jeżeli poprosi Dyrektora, to na pewno będą w stanie przenieść go powrotem do Gryfindoru. Harry jednak podziękował Profesorce i powiedział, że odpowiada mu ta zmiana czym wywołał szok na twarzy kobiety. Zadowolony wrócił na swoje miejsce, które teraz znajdowało się obok blondyna. McGonagal zaczęła prowadzić zajęcia jednak co jakiś czas śledziła chłopaka wzrokiem. Harry jednak nic sobie z tego nie robił. Po zakończonych zajęciach udał się na ostatnie dwie godziny, które miał w tym dniu. Teraz miała być OPCM z Syriuszem. Szybko znaleźli się w klasie i czekali, aż pojawi się nowy nauczyciel. W końcu Syriusz wszedł do klasy lustrując uczniów wzrokiem. Dłużej zatrzymał się na Harrym i puścił mu oczko na co jego chrześniak odpowiedział szerokim uśmiechem. Black stanął przy katedrze i w końcu zwrócił się do klasy.
Potter wraz z Malfoyem udali się więc na kolejne zajęcia – Transmutacja. Oczywiście McGonagal musiała poprosić Harrego na stronę, by powiedzieć mu, że jeżeli poprosi Dyrektora, to na pewno będą w stanie przenieść go powrotem do Gryfindoru. Harry jednak podziękował Profesorce i powiedział, że odpowiada mu ta zmiana czym wywołał szok na twarzy kobiety. Zadowolony wrócił na swoje miejsce, które teraz znajdowało się obok blondyna. McGonagal zaczęła prowadzić zajęcia jednak co jakiś czas śledziła chłopaka wzrokiem. Harry jednak nic sobie z tego nie robił. Po zakończonych zajęciach udał się na ostatnie dwie godziny, które miał w tym dniu. Teraz miała być OPCM z Syriuszem. Szybko znaleźli się w klasie i czekali, aż pojawi się nowy nauczyciel. W końcu Syriusz wszedł do klasy lustrując uczniów wzrokiem. Dłużej zatrzymał się na Harrym i puścił mu oczko na co jego chrześniak odpowiedział szerokim uśmiechem. Black stanął przy katedrze i w końcu zwrócił się do klasy.
-
Witam na zajęciach z Obrony Przeciw Ciemnym Mocom. Nazywam się Syriusz Black i
od dzisiaj będę waszym nauczycielem. Zapewne wielu zna mnie jako słynnego
zbiega z twierdzy Azkabanu….
- Jednak nie ma się czy martwić, z reguły jest potulny jak baranek, wystarczy tylko podrapać za uchem - wszedł mu w słowo Harry. Black wyszczerzył się do chrześniaka, a klasa rozbrzmiała cichym śmiechem. Black szybko ich uciszył.
- Dobra młodzieży, skoro Harry raczył mnie już zaprezentować, to przejdźmy do zajęć – zarządził. – Na początek chciałbym, abyście rozwiązali, krótki test z wiedzy teoretycznej, gdyż chciałbym wiedzieć na jakim poziomie stoi wasza klasa – odezwał się Syriusz wyciągając kartki z testem, co spowodowało szum protestów. – Cisza! – klasa momentalnie ucichła. – To nie jest na ocenę, a tylko dla mojej wiedzy, nie ma się czym martwić – po tym zdaniu można było usłyszeć westchnienia ulgi. Profesor przeszedł przez klasę i rozdał każdemu uczniowi kartkę z pytaniami.
- Macie dwadzieścia minut. Po tym czasie zbiorę kartki – zarządził i pozwolił klasie zabrać się za pisanie.
- Jednak nie ma się czy martwić, z reguły jest potulny jak baranek, wystarczy tylko podrapać za uchem - wszedł mu w słowo Harry. Black wyszczerzył się do chrześniaka, a klasa rozbrzmiała cichym śmiechem. Black szybko ich uciszył.
- Dobra młodzieży, skoro Harry raczył mnie już zaprezentować, to przejdźmy do zajęć – zarządził. – Na początek chciałbym, abyście rozwiązali, krótki test z wiedzy teoretycznej, gdyż chciałbym wiedzieć na jakim poziomie stoi wasza klasa – odezwał się Syriusz wyciągając kartki z testem, co spowodowało szum protestów. – Cisza! – klasa momentalnie ucichła. – To nie jest na ocenę, a tylko dla mojej wiedzy, nie ma się czym martwić – po tym zdaniu można było usłyszeć westchnienia ulgi. Profesor przeszedł przez klasę i rozdał każdemu uczniowi kartkę z pytaniami.
- Macie dwadzieścia minut. Po tym czasie zbiorę kartki – zarządził i pozwolił klasie zabrać się za pisanie.
Harry
zaczął czytać pytania. Jak dla niego były banalnie proste, no ale on nie mając
co robić przez wakacje (a bynajmniej przez tę ich część, którą spędził w domu
wujostwa) przeczytał podręcznik do OPCM. Teraz więc bez problemu odpowiadał na
pytania, które miał na teście. Kiedy więc Syriusz zaczął zbierać kartki oddał
swoją bez cienia strachu. Był pewien swoich odpowiedzi. Syriusz odłożył je na
biurko i ponownie zwrócił się do klasy.
- A
teraz chciałbym zobaczyć jak walczycie. Dlatego więc stoczycie pojedynki z
partnerami z ławki – zarządził i wywołał pierwszą parę, która miała
zaprezentować swoje zdolności w dziedzinie obrony. Jako pierwszą parę wywołał
Rona i Hemrionę. Harry zauważył, że rudzielec nie potrafi się skupić. Oboje
jednak ukłonili się chodź Ron zrobił to strasznie sztywno i mogli rozpocząć
pojedynek.
DRĘTWOTA!
w stronę wiewióra poleciało pierwsze zaklęcie, które wybrała Hermiona. Łatwe i proste do odbicia. Jednak Ron, który najwyraźniej myślami był zupełnie gdzie indziej nie zdążył go zablokować i oberwał nim. Ron podniósł się z podłogi będąc lekko oszołomionym. Jednak zaraz skierował różdżkę w stronę swojej przyjaciółki.
EXPELLIARMUS!
Ron
też wybrał jedno z podstawowych zaklęć jednak Hermiona bez problemu się przed
nim obroniła. Po czym odpowiedziała dokładnie tym samym zaklęciem rozbrajając
Rona, przejmując jego różdżkę i tym samy wygrywając pojedynek. Rudzielec
naburmuszony wrócił na miejsce. Po nich na środku zaprezentowało się kilka par
w tym Nevil, który omal nie zrobił krzywdy
kilku osobom w jego pobliżu. Na szczęście Syriusz w porę zniwelował
wybrane przez niego zaklęcie. W końcu przyszła pora na Draco i Harrego. Obaj
chłopcy zajęli środek klasy i skłonili się unosząc różdżki na wysokość twarzy.
W momencie gdy dostali sygnał do rozpoczęcia ataku zaatakowali oboje
jednocześnie
EXSPELLIARMUS!
Głos
Pottera rozniósł się po Sali.
TARANTALLEGRA
TARANTALLEGRA
W tym samym momencie dało się słyszeć głos
Draco.
Dwa
zaklęcia uderzyły o siebie. Z różdżki Harrego wyszedł czerwony promień zaś z
różdżki Draco żółty. Oba promienie zderzyły się ze sobą walcząc o dominację. W
końcu jednak odbiły się od siebie, a oboje chłopców odrzuciło lekko w tył.
Draco momentalnie pozbierał się z podłogi, tak samo jak Harry i mogli znów
kontynuować pojedynek.
-RICTUSEMPRA!
Malfoy
rzucił w Harrego zaklęcie rozweselające.
PROTEGO!
PROTEGO!
Potter odbił je bez większego problemu tarczą.
DRĘTWOTA!
Draco ponownie zaatakował, wybierając jedno z podstawowych zaklęć. Przed, którym Harry bez większych problemów się obronił używając znów zaklęcia tarczy.
LOCOMOTOR MORTIS!
Blondyn
wybiera kolejne zaklęcie celując w nogi przeciwnika, aby je unieruchomić.
FINITE INCANTATEM!
Potter
znów broni się jednak tym razem używa trochę innego zaklęcia tarczy. Obaj
chłopcy walczyli ze sobą zaciekle jednak nie tak by się pozabijać. Widać było,
że po prostu chcąc pokazać ile umieją. W końcu Black przerwał ich popisy
oznajmiać, że jest remis. Chłopcy skinęli głowami wracając na miejsca. Syriusz,
który oglądał wszystkie pojedynki notował jednocześnie uwagi spostrzeżenia, a
gdy lekcja dobiegła końca pożegnał wszystkich i kazał się rozejść. Harry
wyszedł wraz z Draco z Draco z Sali OPCM i udali się do Wielkiej Sali na obiad.
Kiedy posiłek dobiegł końca chłopcy rozdzielili się. Harry poszedł do gabinety
profesora Snape’a aby dowiedzieć się o co może chodzić nietoperzowi, a Draco
wraz z Zabinim i Pansy, która momentalnie się przy nich znalazła udali się do
biblioteki. Potter współczuł Draco. Gdyby do niego kleiła się jakaś laska tak
jak Pansy do Draco, to chyba potraktowałby ją jakąś klątwą. W drodze do komnat
Snape natknął się na swoich przyjaciół. Zaklął w duchu, jednak przywołał na
twarz uśmiech. Hermiona, która po chwili go zauwarzyła rzuciła mu się z impetem
na szyję, zamykając go w uścisku i cicho pochlipując w jego ramię.
-
Herm, puść mnie, co się dzieje? – Potter starał się nadać swojemu głosi barwę
lekkiej troski, ale z marnym skutkiem.
- Ach Harry! – Hermiona jednak nie przejmowała się jego znudzonym brzmieniem głosu. – Martwiliśmy się o ciebie – powiedziała stanowczo, a Ron pokiwał skwapliwie głową.
- Ach Harry! – Hermiona jednak nie przejmowała się jego znudzonym brzmieniem głosu. – Martwiliśmy się o ciebie – powiedziała stanowczo, a Ron pokiwał skwapliwie głową.
Harry
zaraz zrozumiał, że owa rozmowa przy śniadaniu, jednak dotyczyła jego osoby.
Miał niejasne wrażenie, że jeżeli nie wyjaśni im raz, a porządnie, że ich
dalsza przyjaźń nie ma najmniejszego sensu to ci nie odpuszczą.
-
Nie potrzebnie, nic mi nie jest – mruknął.
- Ależ Harry, przed nami nie musisz udawać. W końcu mało kto odnalazłby się w takiej sytuacji – Hermiona starała się przekonać bruneta by z nimi szczerze pormowamiał.
- Ależ moja droga ta sytuacja nie jest trudna i naprawdę sobie radzę.– odpowiedział luźno.
- Harry jestem pewna, że jesteś smutny. W końcu to taka nagła zmiana – Ron pokiwał skwapliwie głową.
- Naprawdę Hermi nie ma się czym martwić radzę sobie.
- Nie wydaje mi się – odezwał się w końcu Ron – Stary ty nie zadawałbyś się z fretką
- Stary ja i owszem, ale zważ na to, że nie ma już starego mnie – zakpił Potter.
- Tak chyba masz rację – Ron starał się panować nad sobą.
- Nie rozumiem o co ci chodzi wiewiór – Harry specjalnie użył określenia, którego w stosunku do Rona używał Malfoy co spowodowało, że żyłka na czole gryfona zapulsowała.
Jak śmiesz! Czyżby towarzystwo Malfoya powodowało, że odstawiasz swoich przyjaciół na dalszy plan? – Ron zaczynał być na nowo podminowany.
- Ależ nie, ja tylko zaczynam ich selekcjonować – zakpił brunet.
- Jak śmiesz! Więc ta fretka jest ważniejsza niż my?!! Już zapomniałeś kto by z tobą przez te wszystkie lata?! My ci pomagaliśmy Harry! My z tobą byliśmy nie ta fretka! – rudzielec zaczynał tracić panowanie nad sobą.
- Draco po prostu pomaga mi się zaklimatyzować w nowym miejscu.
- No nie! I jeszcze nazywasz go po imieniu! – Ron miał dość. – Czyżbyś zapomniał jak on nas traktował? jak nazwał Hemrionę? Jak odnosił się do ciebie?
- Nie, ale to przeszłość, a ludzie się zmieniają- wzruszył ramionami.
- Nie stary.. ludzie tacy jak Mlafoy się nie zmieniają…
- Mylisz się. Wszyscy ludzie się zmieniają i ty to widzisz bo ja też się zmieniłem – zauważył Potter.
- Tak… masz rację, zmieniłeś się – chłopak odzyskał w miarę panowanie nad sobą.
- Więć? Dacie mi spokój i pójdzie cie sobie? – Hemriona zaczęła łkać.
- Tak, tylko jeszcze coś ci powiem – Ron podszedł blisko Harrego. – Zmieniłeś się stary i tu masz rację – rzekł wolno. – Jednak na gorsze. Stałeś się cyniczny, małostkowy, wybiórczy i wredny. Ubierasz się niczym słyszy Voldemorta do tego zachowujesz się jak jakiś arystokrata – Ron nie szczędził na nim obelg. Hermiona otwarcie łkała. – Popełniasz błąd stary zadajesz się nie z tymi ludźmi co trzeba….
- Już to gdzieś słyszałem – zauważył sucho brunet - i muszę przyznać, że tamta osoba miała rację – zakpił.
- Dosyć! Hermiona wracamy. Nic tu po nas. Harry najwyraźniej postanowił odwrócić się od właściwej strony. Dobrze, że Voldemort nie żyje, bo jeszcze byś do niego dołączył – Ron posłał mu zirytowane spojrzenie.
- Mówisz? Ciekawa perspektywa – zakpił brunet i podciągnął rękaw by z satysfakcja obserwować przerażenie., malujące się na twarzy dawnych przyjaciół. Ron już po chwili odzyskał w miarę panowanie nad sobą.
- MAM TEGO DOSYĆ!!! TO JUŻ PRZESADA!!! MOGŁEM PRZYMKNĄĆ OKO NA TWOJE ZADAWANIE SIĘ ZE ŚLIZGONEM! NIE TRZEPIAŁEM SIĘ TRAFIENIA DO SLITHERINU BO NIE MIAŁEŚ WPŁYWU NA DECYZJĘ TIARY! ALE TO?! TO JUŻ JAWNA ZNIEWAGA! MYŚLAŁEM, ŻE LEPIEJ CIĘ ZNAM!! MYŚLAŁEM, ŻE JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI!! MYLIŁEM SIĘ!! NIE WAŻ SIĘ NIGDY WIĘCEJ DO NAS ZBLIŻĄĆ!!! – Ron najwyraźniej zakończył tę tyradę, bo złapał Hermionę na nadgarstek i pobiegł w kierunku wierzy Gryfindoru, a Harry całkiem zadowolony ruszył do gabinetu Snape’a. Domyślał się, że ten pewnie będzie zły za jego spóźnienie, ale miał aktualnie tak dobry humor, że nawet Snape nie mógł by mu go zepsuć.
- Ależ Harry, przed nami nie musisz udawać. W końcu mało kto odnalazłby się w takiej sytuacji – Hermiona starała się przekonać bruneta by z nimi szczerze pormowamiał.
- Ależ moja droga ta sytuacja nie jest trudna i naprawdę sobie radzę.– odpowiedział luźno.
- Harry jestem pewna, że jesteś smutny. W końcu to taka nagła zmiana – Ron pokiwał skwapliwie głową.
- Naprawdę Hermi nie ma się czym martwić radzę sobie.
- Nie wydaje mi się – odezwał się w końcu Ron – Stary ty nie zadawałbyś się z fretką
- Stary ja i owszem, ale zważ na to, że nie ma już starego mnie – zakpił Potter.
- Tak chyba masz rację – Ron starał się panować nad sobą.
- Nie rozumiem o co ci chodzi wiewiór – Harry specjalnie użył określenia, którego w stosunku do Rona używał Malfoy co spowodowało, że żyłka na czole gryfona zapulsowała.
Jak śmiesz! Czyżby towarzystwo Malfoya powodowało, że odstawiasz swoich przyjaciół na dalszy plan? – Ron zaczynał być na nowo podminowany.
- Ależ nie, ja tylko zaczynam ich selekcjonować – zakpił brunet.
- Jak śmiesz! Więc ta fretka jest ważniejsza niż my?!! Już zapomniałeś kto by z tobą przez te wszystkie lata?! My ci pomagaliśmy Harry! My z tobą byliśmy nie ta fretka! – rudzielec zaczynał tracić panowanie nad sobą.
- Draco po prostu pomaga mi się zaklimatyzować w nowym miejscu.
- No nie! I jeszcze nazywasz go po imieniu! – Ron miał dość. – Czyżbyś zapomniał jak on nas traktował? jak nazwał Hemrionę? Jak odnosił się do ciebie?
- Nie, ale to przeszłość, a ludzie się zmieniają- wzruszył ramionami.
- Nie stary.. ludzie tacy jak Mlafoy się nie zmieniają…
- Mylisz się. Wszyscy ludzie się zmieniają i ty to widzisz bo ja też się zmieniłem – zauważył Potter.
- Tak… masz rację, zmieniłeś się – chłopak odzyskał w miarę panowanie nad sobą.
- Więć? Dacie mi spokój i pójdzie cie sobie? – Hemriona zaczęła łkać.
- Tak, tylko jeszcze coś ci powiem – Ron podszedł blisko Harrego. – Zmieniłeś się stary i tu masz rację – rzekł wolno. – Jednak na gorsze. Stałeś się cyniczny, małostkowy, wybiórczy i wredny. Ubierasz się niczym słyszy Voldemorta do tego zachowujesz się jak jakiś arystokrata – Ron nie szczędził na nim obelg. Hermiona otwarcie łkała. – Popełniasz błąd stary zadajesz się nie z tymi ludźmi co trzeba….
- Już to gdzieś słyszałem – zauważył sucho brunet - i muszę przyznać, że tamta osoba miała rację – zakpił.
- Dosyć! Hermiona wracamy. Nic tu po nas. Harry najwyraźniej postanowił odwrócić się od właściwej strony. Dobrze, że Voldemort nie żyje, bo jeszcze byś do niego dołączył – Ron posłał mu zirytowane spojrzenie.
- Mówisz? Ciekawa perspektywa – zakpił brunet i podciągnął rękaw by z satysfakcja obserwować przerażenie., malujące się na twarzy dawnych przyjaciół. Ron już po chwili odzyskał w miarę panowanie nad sobą.
- MAM TEGO DOSYĆ!!! TO JUŻ PRZESADA!!! MOGŁEM PRZYMKNĄĆ OKO NA TWOJE ZADAWANIE SIĘ ZE ŚLIZGONEM! NIE TRZEPIAŁEM SIĘ TRAFIENIA DO SLITHERINU BO NIE MIAŁEŚ WPŁYWU NA DECYZJĘ TIARY! ALE TO?! TO JUŻ JAWNA ZNIEWAGA! MYŚLAŁEM, ŻE LEPIEJ CIĘ ZNAM!! MYŚLAŁEM, ŻE JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI!! MYLIŁEM SIĘ!! NIE WAŻ SIĘ NIGDY WIĘCEJ DO NAS ZBLIŻĄĆ!!! – Ron najwyraźniej zakończył tę tyradę, bo złapał Hermionę na nadgarstek i pobiegł w kierunku wierzy Gryfindoru, a Harry całkiem zadowolony ruszył do gabinetu Snape’a. Domyślał się, że ten pewnie będzie zły za jego spóźnienie, ale miał aktualnie tak dobry humor, że nawet Snape nie mógł by mu go zepsuć.