15 czerwca 2015

Rozdział VIII - Trudne decyzje



Hej hoł i czołem^^ Rany serio to TYLKO dwa tygodnie i jest nowy rozdział O.O Mam nadzieję, że cieszycie się z tego faktu tak samo mocno jak ja xD Ten rozdział pojawił się szybko, ale nie wiem kiedy pojawi się kolejny gdyż od jutra zaczynam pracę więc będzie mniej czasu na pisanie;) Ale nie martwcie się rozdziały będą sie pojawiać. Sama czasami mam wrażenie, że poznaję moją historię na nowo świetne uczucie na prawdę;)
No ale dosyć tego gadania od rzeczy serdecznie zapraszam na rozdział Ósmy i mam nadzieję, że pozostawicie po sobie ślad w komentarzy bo na prawdę wasze podpisy wiele dla mnie znaczą i aż chce się pisać!
Ps.: Edzia kochana obiecałam dedyk to go masz! <3 Specjalnie dla Ciebie:*

Miłego czytania wszystkim <3

________________________________________________________


Minęło niespełna dziesięć minut odkąd Potter opuścił mury Hogwartu i udał się do miejsca gdzie spędzał całe swoje dzieciństwo. Draco gdyby ktokolwiek mu zasugerował, że martwi się o przebieg spotkania Harrego z wujostwem potraktowałby jakąś klątwą, jednak przed samym sobą musiał przyznać, że po przeczytaniu artykułu napisanego przez Ritę tak właśnie było. On Draco Malfoy dziedzic fortuny Malfoyów niepokoił się czy przeklętemu Potterowi, aby nie stanie się krzywda. Co prawda sam pomagał mu zorganizować swoje wyjście tak, aby nikt niczego nie podejrzewał i nawet go krył. Ktoś patrzący z boku od razu powie, że Malfoy ma w tym ukryty cel, a sam zainteresowany tylko by potwierdził jednak prawda była z goła inna. Może i na początku chłopak miał ukryte cele i motywy swoich działań, ale obecnie za jego czynami nie krył się, żaden podstęp. Draco naprawdę liczył, że gdy pomoże Potterowi to może chodź trochę poprawią się ich stosunki. Nie liczył, że z dnia na dzień nienawiść przerodzi się w wielką przyjaźń, ale liczył, że chłopak przestanie postrzegać go, jako wroga. Blondyn wciąż nie otrząsnął się do końca po tym, w jaki sposób pożegnał się z nim Harry nim aportował się do Little Whinging.

***

- Potter pośpiesz się do cholery świstoklik nie będzie na ciebie czekać – warknął zirytowany blondyn
- przecież się spieszę – odburknął brunet, co w zasadzie było prawdą. Potter naprawdę się spieszył jednak wiele rzeczy wypadało mu z dłoni gdyż jednocześnie strasznie denerwował się nadchodzącym spotkaniem.
- Pokaż mi to – prychnął blondyn i jednym machnięciem różdżki spakował chłopaka – idziemy – popędził go, a już po chwili obaj przemykali korytarzami.

Draco zaprowadził go do pokoju życzeń, po drodze omijając skrzętnie korytarze, gdzie zwykł przechadzać się Filcz i Pani Noris, a tarze te gdzie miał dyżur nietoperz. Draco stanął pod ścianą i szybko przeszedł się wzdłuż niej trzy razy, a gdy tylko pojawiły się na niej drzwi wepchnął Harrego do środka.

- Może mi powiesz skąd ten pośpiech? – warknął nieco poirytowany brunet.
- mówiłem ci wcześniej – prychnął wyjmując kartkę, która jak domyślił się Harry była jego świstoklikiem. Draco westchnął przewracając oczami. – Potter nie udawaj głupszego niż jesteś. Trzymaj ten świstoklik aktywuje się dokładnie za dziesięć minut. Tyle masz czasu by odejść poza pole ochronne zamku, więc rusz się… - niedane mu było skończyć, bo Harry wpadł mu w słowo
- i tylko po to mnie tutaj targałeś? Od naszego pokoju wspólnego było by szybciej – warknął.
- Kretynie nie wziąłbym cie tutaj gdyby tak rzeczywiście było. Stąd jest tunel, który prowadzi poza mury zamku, a teraz zamknij tą buzię o wyglądasz jak longbotom na eliksirach i rusz się – ponaglił chłopaka. Harry na szczęście szybko odzyskał rezon.
- Jasne, no to spadam – mruknął.
Blondyn kiwnął głową nie licząc, na żadne miłe słowa podziękowania od chłopaka. Jednak czekało go miłe zaskoczenie. Bowiem nim brunet zniknął w tunelu odwrócił się do stojącego blondyna, a jego twarz zdobił prawdziwy uśmiech, co zaskoczyło blondyna.

- Dziękuję za pomoc Draco – rzucił szybko, po czym zniknął w tunelu zostawiając lekko zszokowanego chłopaka, na którego twarzy również zagościł szczery uśmiech.

***

Draco otworzył oczy, a nad nim stała Pansy. Cholera zasnął? Najwyraźniej tak i na dodatek przyśniła mu się ostatnia rozmowa z Potterem. Spojrzał na dziewczynę, która przerwała mu sen.

- Czego chcesz Pansy? – spytał chłodno.
- Gdzie jest Potter? – odparła pytaniem na pytanie dziewczyna.
- Nie twój interes, ale skoro koniecznie chcesz wiedzieć, to leży nagi w moim łóżku czekając na mój powrót – odparł zjadliwie.
- Wiesz, że, z kim to robisz najmniej mnie interesuje, ale myślałam, że masz lepszy gust – warknęła ślizgonka.
- Wyobraź sobie, ze mój gust jest niebywale wyrachowany, jak myślisz, dlaczego tam leży Potter, a nie ty? – zakpił.
- Może, dlatego, że wielki Draco Malfoy potrafi zadowolić się tanią dziwką? – odbiła sprawnie piłeczkę.
- Jak miło, że masz o mnie tak wysokie mniemanie – prychnął. – Do rzeczy nie mam całego dnia powiesz mi, do czego potrzebny ci Potter?
- Mnie? Do niczego palcem bym go nie tknęła, w przeciwieństwie do ciebie mam lepszy gust, to dyrektor chce z nim porozmawiać, więc idź przekaż Potterowi, że ma się tam zjawić jak najszybciej – poinformowała, po czym zostawiła Draco samego, na rzecz towarzystwa Blaisa.

Chłopak zaklął szpetnie pod nosem. Niby jak ma się pojawić jak nawet nie ma go w zamku? Poza tym chyba dyrektor wiedział, że jest chory. Draco miał dwie możliwości, albo sprowadzić bruneta do zamku i to jak najszybciej, albo iść do Severusa, po pomoc. Zdecydowanie wolał tę drugą opcję. Pobiegł szybko do komnat swojego wuja, jednak, gdy zapukał nie usłyszał tradycyjnego oschłego „wejść”. Odpowiedziała mu cisza. Czyżby Seva nie było w zamku? Cholera. Czy ten przeklęty złoty chłopiec musi przyciągać wszelkie nieszczęścia jak magnes?


***
 
Harry Potter nie mógł wiedzieć, co się dzieje w Hogwarcie bowiem właśnie stał twarzą w twarz ze swoją znienawidzoną ciotką. Ta słysząc pytanie szybko się ocknęła z pierwszego odrętwienia.

- Harry.. – zaczęła niepewnie – wejdź proszę… może porozmawiamy? Chyba mamy sobie wiele do wyjaśnienia – powiedziała licząc, że chłopak zechce ją wysłuchać. 

O dziwo brunet skinął głową i wszedł do środka. Ciotka zamknęła z nim drzwi. Oboje skierowali się do kuchni gdzie siedział jego wuj i kuzyn. Chłopak spiął się co nie umknęło ich uwadze, ale pozostawili to bez złośliwego komentarza.

- Witaj Harry – Dudley wyciągnął w jego stronę niepewnie dłoń na powitanie. Harrego zdziwił ten gest, ale przyjął dłoń i przywitał się z kuzynem.
- Tak witaj chłopcze, dobrze cię widzieć – wuj poklepał go lekko po plecach.
-Nie mogę tego samego powiedzieć o was – mruknął lustrując ich uważnie wzrokiem.
- Domyślamy się, jednak, gdy pozwolisz nam wyjaśnić swoje zachowanie chętnie to uczynimy – powiedział Vernon
- Pozwolę, bo właśnie po to tutaj przybyłem – odpowiedział Potter. Wuj skinął głową.
- Proponuję ci usiąść, bowiem to będzie dłuższa historia. 

Potter skorzystał z tej propozycji i usiadł naprzeciwko wujka, ciotki i kuzyna.

- Widzisz Harry to wszystko nie jest wcale takie proste jak by się mogło wydawać…
- Więc nie utrudniaj i wyjaśnij tak prosto jak się da – prychnął chłopak, nie zamierzając mitrężyć czasu na wysłuchiwanie rozrzewnionych historii.
- Spokojnie Harry, wiem, że słuchanie nas i naszej historii jest zapewne ostatnią rzeczą, na którą obecnie masz ochotę, ale jeśli chcesz wszystko zrozumieć i poznać, musisz uzbroić się w cierpliwość i poświęcić nam jednak trochę czasu – odpowiedziała spokojnie próbując wpłynąć na bratanka.
- Na razie zamierzam cię słuchać, ale jeśli stwierdzę, że twoje wyjaśnienia mi się nie podobają to nie odpowiadam za siebie – uśmiechnął się mściwie. Petunia spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Nie do wiary jak ten cichy i potulnie spełniający każdy ich najmniejszy najbardziej absurdalny rozkaz chłopiec się zmienił. 

- Dobrze Harry, postaram się, aby moje wyjaśnienia cię usatysfakcjonowały – odpowiedziała spokojnie niespecjalnie przestraszona ukrytą groźbą siostrzeńca. – Nie wiem ile zostało ci powiedziane przez Dumbledora, ani co więc zacznę od samego początku, a właściwie od Lorda Voldemorta, a raczej Toma Marvolo Rodlla. Chyba najpierw powinnam ci powiedzieć, że Tom wcale nie mieszkał w przytułku i nie był żadnym sierotą. Jego życie może i nie było usłane różami, ale też nie wyglądało tak jak przedstawia je wszystkim Albus. Ridlle pochodzi z rodziny, która za potomka posiada samego Salazara Slitherina. Rodziny czarodziejów takich jak Ridlle szczycą się tym, że posiadają w swej rodzinie czarodziejów i czarownice wyłącznie czystej krwi. W obecnych czasach całej społeczności magicznej coraz trudniej utrzymać czystość krwi, dlatego tak wielu podejmuje drastyczne kroi i decyzje ożenku z niemagicznymi. Jednak do tej kwestii dojdziemy. Wracając do Toma. Jako dziecko był wychowywany tak jak to ma miejsce w tego typu starych rodach. Przede wszystkim nie wychowywali go rodzice, lecz specjalnie dobrani opiekunowie. To nianie miały obowiązek opiekować się chłopcem do ukończenia przez niego jedenastu lat, bowiem w tedy młode dziecko posyłano do jednej z magicznych szkół. Młody Ridlle trafił do Hogwartu. Zamek pokochał od razu tak samo jak zaklętą w nim magię. Uwielbiał się uczyć i trzeba przyznać, że był bardzo pilnym uczniem. Pochłaniał wiedzę bardzo szybko i bardzo chętnie. Najbardziej ukochał eliksiry i obronę przeciw czarnej magii. W przyszłości chciał nawet uczyć jednego z tych przedmiotów, jednak, gdy w między czasie zmienił się dyrektor na obecnego to marzenie musiał porzucić gdyż Albus nie zgadzał się na to by Tom uczył młodych ludzi. Rodzina Toma pragnęła, aby w takim wypadku szkolił się na mistrza eliksirów, gdyż dobry mistrz zbiera fortunę na swoich specyfikach. Ponieważ Ridlle wykazywał ogromny talent i chęci do nauki tej magicznej sztuki sam chętnie na to przystał. Kto wie czy dzisiaj nie byłby bardzo znanym mistrzem eliksirów, jednak pewne zdarzenie całkowicie zmieniło jego poglądy. Gdy Tom skończył trzydziesty rok życia zmarli jego dziadkowie, a w niedługim czasie również jego ojciec. Modemu wówczas mężczyźnie wydawało się to podejrzane gdyż zarówno jego ojciec jak i dziadkowie byli całkowicie zdrowi. W krótce odkryto, że śmierć tych członków rodziny nie była przypadkowa. Ktoś chciałby to zginął on Tom Ridlle, lecz najwyraźniej nieumiejętnie podkładał trutki. Mężczyzna dostał szału. Zaprzestał zabawy z eliksirami i począł zagłębiać się w tajniki czarnej magii. Chciał przywrócić tych, których kochał do życia. Jednak nawet czarna magia nie dawała takich możliwości, co najwyżej pozwalała uniknąć śmierci. Tom postanowił, zatem uchronić swoja matkę nim i jej stanie się krzywda, lecz nie zdążył. Tamtego dnia poprzysiągł zemstę człowiekowi, który był odpowiedzialny za śmierć jego najbliższych. Mężczyzna opuścił, więc rodzinne włości pozostawiając rezydencję pod opieką skrzatów, a sam udał się w podróż, aby pogłębiać tajniki czarnej magii, ale też i białej.
W tym miejscu zostawmy na razie przeszłość Voldemorta, a przejdźmy do przeszłości Twoich rodziców i twojej zresztą też. Moja rodzina była rodziną czystokrwistą, tak samo jak rodzina twojego wuja oraz ojca. Twoja siostra oraz ja, jako dzieci przejawiałyśmy bardzo silne objawy magiczne co bardzo radowało naszych rodziców. Pamiętam jak wraz z Lili nie mogłyśmy się doczekać gdy w końcu pojedziemy do Hogwartu. Gdy ten dzień w końcu nadszedł byłyśmy najszczęśliwsze na świecie. W szkole dostałyśmy się do Gryfinforu, z czego byłyśmy dumne, w końcu to był najlepszy dom w szkole. Twój ojciec również trafił do Gryfindoru, ale za to twój wuj był w Slitherinie. Będąc dziećmi często się sprzeczaliśmy i kłóciliśmy między członkami naszych domów oraz solennie nienawidziliśmy węży. Jednak na nienawiść z biegiem lat całkowicie zanikła. Gdy byliśmy w szóstej klasie Lili chodziła już z Jamesem, a ja z Vernonem. Do dzisiaj pamiętam nasze podwójne randki – zaśmiała się cicho przerywając swoją opowieść, jednak szybko powróciła do kontynuowania jej. – Gdy skończyliśmy szesnaście lat mogliśmy w końcu poznać Toma Ridlle. Dla nas był to człowiek owiany tajemnicą, o którym w rodzinach czystokrwistych mówiło się jak o bogu. Byliśmy zachwyceni tym spotkaniem. Tom przedstawił nam swoje poglądy i zaproponował, abyśmy po skończeniu szkoły dołączyli do niego. Z wielką chęcią na to przystaliśmy. Gdy tylko szkoła dobiegła końca na naszych przedramionach pojawił się znak. Byliśmy z tego dumni. W między czasie twoja matka i ja wzięliśmy śluby, a w krotce pojawiliście się wy. Ty i Dudley. Nawet nie wiesz ile radości przynieśliście nam wszystkim. Jednak radość nie trwała długo. A już zwłaszcza radość twoich rodziców. Bowiem zaledwie rok po tym jak się urodziłeś zostałeś sierotą. Jednak nie zginąłeś z ręki Toma, bo niby, dlaczego miałby zabijać dziecko ludzi, którzy byli z nim i byli jego przyjaciółmi? Człowiek, a raczej czarnoksiężnik odpowiedzialny za ich śmierć to nie, kto inny jak Albus Dumbledor – dyrektor szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie – Petunia zamilkła przypatrując się uważnie bratankowi. Harry wziął głębszy wdech.

- Czy ty chcesz mi wmówić, że moi rodzice byli śmierciożercami, a dyrektor to ten zły?
- Nie, nie chcę ci wmówić, lecz pokazuję ci prawdę, jeśli mi nie wierzysz może wejść do mojej głowy i przejrzeć wspomnienia. Nie zblokuję cię, ani nie będę kontrolować wspomnień – zaproponowała.

Petuni naprawdę bardzo zależało na tym, by jej siostrzeniec zrozumiał, że nigdy nie chcieli go skrzywdzić, ale najpierw musi zrozumieć, że to nie Tom zabił jego rodziców

- No dobrze, powiedzmy, że ci wierzę, ale w takim układzie skoro jesteś czarownicą, a oni czarownikami to dlaczego traktowaliście mnie jak śmiecia?
- To Harry, również wina tego starego manipulatora – tym razem głos zabrał jego wuj. – Gdy zabił twoich rodziców nam trafiłeś się ty. Nie mógł cię zabić, bo Lili oddała za ciebie swoje życie i chroniła cię jej tarcza, dlatego dał nam ciebie na wychowanie. Nie wiedzieliśmy, co się stało, a on powiedział, że to Voldemort przybył do was i zabił twoich rodziców, a potem próbował zabić ciebie i pokazał na twoją bliznę. Ja od razu wiedziałem, że ta blizna nie jest prawdziwa tylko sfingowana. Stary troll użył magii by ci ją stworzyć. Ponadto nie wierzyliśmy mu, niby, dlaczego Tom miałby zrobić coś tak okrutnego? Ta blizna Harry to zapewne zaklęcie czasowe, które utrzymuje się dzięki temu, że on je odnawia. Musiałeś często się z nim widywać zastanów się ile razy do roku wzywał cię do siebie?

Harry zmarszczył brwi. Po woli słowa, które kierowali do niego nabierały sensu.

- Najmniej cztery razy do roku – odpowiedział chłopak. – Więc chcecie mi powiedzieć, że człowiek, którego zabiłem w zeszłym roku wcale nie był zły?
- Tak Harry. Tom nie był zły i wcale nie miał w planach zabicia mugoli. To Dumbedor od samego początku bał się niemagicznych. Widzisz Harry nie dawno był tutaj Syriusz i nie do końca powiedzieliśmy mu prawdę w kwestii planów obu czarnoksiężników. Jednak nie zrobiliśmy tego złośliwie. Syri ma pozmieniane wspomnienia nawet nie pamięta, że też należał do szeregów Toma, więc trochę inaczej mu powiedzieliśmy. Syri myśli, że Tom chciał chronić czarodziejów od świata mugoli, a Dubledor chciał czarodziejów wprowadzić w ten świat pozbawiając ich magii. Jednak to nie tak. Dubledor tak naprawdę nie chciał mieć z mugolami nic do czynienia. Nie chciał nawet słyszeć o związkach półmagicznych. Chciałby czarodzieje byli zamknięci w swoim wlanym świecie i by nikt nigdy o nich nie usłyszał. Jednak nas jest coraz mniej. Gdy wciąż będziemy się łączyć między sobą, w końcu całkiem wymrzemy. Dumbledor zdaje sobie z tego sprawę, ale jest szalony i kompletnie opętany wizją magicznego świata bez mugoli. W tę noc, gdy zginąłeś… To nie był przypadek.. nie wiem ile wiesz o tym, co się stało… - wuj popatrzył na bratanka pytająco.
- No ja.. w zasadzie nie wiele wiem. Dyrektor.. on mi powiedział, że to Voldemort zabił moich rodziców, bo nie chcieli się do niego przyłączyć i razem z nim zabijać mugoli dla rozrywki.
- Nie Harry, to nie tak.. widzisz… jego czynami kierowała nieszczęsna przepowiednia…
- Przepowiednia? – Harry uniósł brwi zdziwiony. Nigdy o niczym takim nie słyszał.
- Tak przepowiednia.. Pewna czarownica posiadająca dar przepowiadania przyszłości przepowiedziała ją Dumbledorowi na jego własne życzenie, oczywiście sowicie jej za to zapłacił. Niestety nie pamiętam owej przepowiedni gdyż tylko raz miałem okazje ja usłyszeć jednak wiem, o co w niej chodziło. Przepowiednia głosiła o narodzinach najsilniejszego członka złotego rodu, który swoja mocą pokona ciemność i pogodzi zwaśnione rody złota i zieleni, dzięki czemu rody te położą kres rodu czerni, który panoszy się i sieje zamęt od wielu już pokoleń. Przepowiedni ta bardzo wystraszyła starego wariata, który sądził, że jak zabije Twoich rodziców, a ciebie odda nam to pozbędzie się katastrofy. Na nas nałożył specjalne zaklęcie, które powodowało, że do ukończenia przez ciebie siedemnastu lat lub do dnia twojej wyprowadzki, będziemy traktować twoja osobę jak wrzód na dupie, a magia będzie dla nas czymś, czego będziemy się bać i co będziemy nienawidzić – dokończył czekając na ostateczną reakcję bratanka.
- Ja.. ja muszę to przemyśleć. Nie mówię, że wam nie wierzę, ale nie mówię też, że od razu łyknąłem wszystko, czym mnie uraczyliście – jego wujostwo pokiwało ze zrozumieniem łowami – teraz muszę już wracać do szkoły. Nie mogą się domyśleć, że mnie nie ma, a przy okazji Dudley, nawet mi szkoda, że nie miałeś okazji chodzić do Hogwartu, nie licząc zwichrowanego dyra, reszta jest spoko – wyszczerzył się do kuzyna, po czym spojrzał znów na swoje wujostwo – w takim układzie do zobaczenia ciociu, wuju – skinął im głowami, po czym szybko wyszedł z domu pod numerem cztery by aportować się w pobliże szkoły.

4 czerwca 2015

Rozdział VII – Dlaczego?



Hej^^ Udało się i w końcu pojawia się upragniony 7 rozdział. Nie ma cie pojęcia jak się cieszę, że udało mi się go w końcu skończyć. Chyba z dziesięć razy wracałam do wcześniejszych rozdziałów, żeby czegoś nie przekręcić tak to jest jak się nie pisze regularnie xD
 Cieszę się też, że mimo, iż te rozdziały właśnie pojawiają się w takim trybie nieregularnym to i tak czekacie na kolejne rozdziały. Nie ma cie pojęcia jak to mnie motywuje, żeby w końcu siąść i zacząć dalej pisać:)
Dobra dłużej już was nie zanudzam, tylko oddaje w łapki 7 rozdział i życzę miłego czytania ;)



______________________________________________________________




Dumbledore siedział na wygodnym fotelu za swoim biurkiem. Trzeba przyznać, że ten starzec był mistrzem w ukrywaniu emocji. Nikt, bowiem nie mógł przypuszczać, że mimo jakże spokojnej twarzy w środku szalał istny Armagedon. Gdyby tak dobrze zastanowić się nad powodem owego zdenerwowania siwego starca można w lot połapać się, iż źródłem niepokoju była zapewne gazeta, która spoczywała otwarta na drugiej stronie na nieszczęsnym artykule. Nic wszak dziwnego, że Dumbledora tak bardzo poruszył i rozsierdził artykuł reporterki. W końcu jak by nie patrzeć nie na darmo wolał unikać tej paniusi. Kto, jak kto, ale Rita była mistrzem w swoim fachu i pomimo czasami, a nawet częściej niż czasami używała niekonwencjonalnych metod zdobywania informacji. Nie ma się, więc czemu wszak dziwić, że starzec wolał unikać kontaktu z ową czarownicą. Nie pomogło mu to jednak, a wręcz miał wrażenie, że zaszkodziło. Bowiem nauczyciele patrzyli na niego z lekka nieprzychylnym okiem chodź tylko w tedy, gdy jak sądzili on tego nie widzi. Biedni głupcy żyjący w niewiedzy. Jednak to nie ich wina, iż nie zdają sobie sprawy, że tak na prawdę nie mają ani chwili prywatności, bowiem Albus za pomocą jednego z zakazanych zaklęć cały czas był na bieżąco z tym, co robili. Chodź był w jego gronie nauczycielskim osobnik, na którego ta magia nie działała. Osławiony mistrz eliksirów, postrach Hogwartu i naczelny koszmar senny większości studentów, a mowa tu oczywiście o nikim innym jak o Severusie Snape. Co prawda Dumbledore podejrzewał, że na jego szpiega podobne zaklęcie rzucił swego czasu Voldemort razem z zaklęciem ochronnym na wypadek gdyby ktoś chciał pokrzyżować mu plany, ale nie mógł przecież wiedzieć, że jego rzekomy sługa nie jest jego pieskiem tylko należy do Dumbledora. Starzec nie przejął się w tedy owym zaklęciem, gdyż sądził, że wraz z upadkiem Lorda będzie mógł szpiegować Seva jak całą resztę jednak nadal coś go blokowało. Dumbledore przypuszczał, iż zaklęcie czarnoksiężnika najwyraźniej miało skutki nieodwracalne. Jednak to nie miało znaczenia dla starca gdyż ufał Severusowi, co było niezwykłe w jego przypadku gdyż Albus zwykł nie ufać nikomu poza samym sobą. Szkoda tylko, że w tym samouwielbieniu i zadufaniu nie widział, że człowiek, którego uważał za oddanego sobie tak naprawdę nigdy nie był jego pieskiem. Severus Snape może i był najlepszym podwójnym agentem jednak na pewno nigdy nie był szpiegiem na usługach Dumbledora. Nawet teraz, gdy nie było już Czarnego Pana Severus nadal grał posłusznego pionka mając nadzieję, że znajdzie się ktokolwiek, kto pozna się na zamiarach tego starca i będzie na tyle silny, aby mu się przeciwstawić i wygrać.

***

W pokoju wspólnym Gryffindoru panowało niebywałe poruszenie. Zbieranina była tak duża, że postronny obserwator mógł pomyśleć, że Gryfoni coś świętują. Jednak tym razem powód spotkania w pokoju wspólnym zdecydowanie nie miał nic wspólnego z imprezami. Każdy z uczniów trzymał w swoich dłoniach gazetę i obserwował drugą osobę szukając na jej twarzy tego samego szoku, co na swojej własnej. O tak Gryfoni byli zdecydowanie zszokowani nowinami, jakie zaserwowała im Rita. Większość nie chciała dać wiary słowom znienawidzonej reporterki jednak coś w ich głowach szeptało im, że była to jednak przykra prawda. Wzrok wszystkich, co jakiś czas prześlizgiwał się na siedzących w odosobnieniu Rona i Hermionę, którzy ci chwilę ponownie analizowali artykuł czytając go oraz rzucając na niego wszelakie zaklęcia ujawniające kłamstwa. Jednak było to bezskuteczne i oboje powoli przyjmowali do siebie fakt, że owy nieszczęsny artykuł to jednak nie głupi dowcip w wykonaniu Rity, a na nieszczęście przykra i przerażająca prawda. Hermiona, która od dłuższego czasu pochlipywała nad owym tekstem w gazecie poderwała się nagle, czym zszokowała zarówno Rona, który popatrzył na nią jak na wariatkę, ale też całą resztę osób, które przyglądały się jej z mieszaniną strachu, ale i zaciekawienia. Rudowłosa dziewczyna pociągnęła Rona, który podniósł się i podążył za przyjaciółką. Granger poprowadziła ich do pokoju życzeń. Chciała, bowiem w spokoju porozmawiać z Ronem, a pokój wspólny nie był do tego najlepszym miejscem. Gdy tylko otworzyli drzwi i weszli do komnaty ta jak by już na nich czekała. W środku były dwa obszerne wygodne fotele, a pomiędzy nimi mały stolik, na którym ktoś postawił ciepłe kakao i jakieś ciasteczka, najwyraźniej robota skrzatów. W rogu pojawił się kominek, który mrugał do nich wesoło czerwonymi płomieniami. Hermiona zajęła fotel, który znajdował się bliżej kominka, zaś Ron usiadł naprzeciwko niej.

- Herm może mi powiesz w końcu, dlaczego tutaj przyszliśmy? - Spytał w konsternacji marszcząc brwi i zajmując fotel. Przyjaciółka popatrzyła na niego groźnie.
-A jak myślisz Ronaldzie Wesley? - Spytała uderzając w swój "filozoficzny" zdaniem Rona ton. Rudzielec popatrzył na nią niezrozumiałym wzrokiem. - RON NA BOGA ZACZNIJ MYŚLEĆ! - Hermiona musiała wsiąść głębszy wdech, aby uspokoić skołatane myśli.
- Hermi wiem, o co Ci chodzi. Martwisz się o Harrego - Dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc słowa przyjaciela. Zaskoczyło ją, że Ron wypowiedział imię ich „przyjaciela” bez krzty nienawiści czy złości.
- Tak masz rację - odezwała się w końcu - martwię się o niego i to bardzo, ale martwię się też o Ciebie. Pokłóciłeś się z nim na amen. Nie dałeś mu nic wyjaśnić. Posądziłeś z góry o przynależność do Voldemorta chodź wiedziałeś, że gad nie żyje tylko, dlatego, że miał znak. To cud, że nie poleciałeś z tym od razu do Dropsa. Teraz na prawdę się cieszę, że cię od tego odciągnęłam nakazując wszystko przemyśleć. Powiedz mi Ron czy teraz znając treść artykułu i niejaką choćby namiastkę przeszłości Harrego też poszedłbyś do dyrektora, aby mu o tym powiedzieć? - spytała kończąc swoją tyradę.
- Nie Hermi, nie poszedłbym i nawet nie wiesz jak żałuję wykrzyczanych w złości słów - powiedział, a z jego głosu biła ewidentna skrucha i chęć zadośćuczynienia. – Zrozum Herm, mimo, że podświadomie wiedziałem, iż on nie żyje i nie miał możliwości naznaczenia Harrego jakoś nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że być może oni tam w tym pokręconym domu mają jakieś naznaczanie tatuażami, czy kij tam wie, czym.
- Cieszy mnie to Ron, że coś do ciebie dotarło, naprawdę mnie cieszy. Bo będę cię prosiła, abyś pogodził się z Harrym, - Ron pokiwał głową. Był gotów pogodzić się z przyjacielem, przeprosić go za swoją arogancję i głupotę - Och Ron nawet nie wiesz jak bardzo mi go brakuje - powiedziała nagle zmieniając ton głosu na lekko płaczliwi. Ron niepewnie ją przytulił. Nigdy nie był dobry w pocieszaniu kogoś, a już zwłaszcza, jeśli ten ktoś mu się podobał, a Hermiona zdecydowanie zaliczała się do tego drugiego grona osób.
- Spokojnie Hermi. Będzie dobrze, zobaczysz. Chodź znajdźmy Harrego trzeba z nim porozmawiać - powiedział mając nadzieję, że przyjaciółka weźmie się w garść.
- Masz rację Ron chodźmy go poszukać - powiedziała podrywając się i ocierając lekko wilgotne oczy. Rudzielec odetchnął w duchu. Całe szczęście, bo nie wiedział czy poradziłby sobie gdyby dziewczyna na dobre się rozkleiła.

Upewniwszy się, że Hermiona już nie płacze, ani nie jest aż tak bardzo przygnębiona opuścili ramię w ramię pokój wspólny i skierowali się w stronę lochów. Hermiona szła z zaciętą miną gotowa na rozmowę z Harrym, a jeśli zaszła by potrzeba to wejdzie do pokoju wspólnego Slitherinu używając zaklęcia i wywarzając drzwi, ale to była ostateczność. Miała, bowiem nadzieję, że jak poprosi Zgredka to ten zawoła dla niej Harrego, a ten przyjdzie, a nie odeśle ich z kwitkiem. Szli ostrożnie. Nie chcieli w końcu trafić, ani na nietoperza, ani tym bardziej na Filcza i jego wyliniałą kotkę panią Noris. Na całe szczęście, korytarze były puste. Chodź w sumie było to z lekka dziwne. Był, bowiem poniedziałek, niedawno skończyła się pierwsza część zajęć, więc pomiędzy kolejnymi było parę wolnych godzin, a ci, którzy nie wybrali za dużo zajęć mieli już wolne, więc puste korytarze nie były czymś normalnym. Ta anomalia wyraźnie nie podobała się dwójce podążającej do lochów. Jednak to nie przeszkodziło im w dotarciu do celu. Stanęli przed ścianą prowadzącą do pokoju Slitherinu.

- Jak zamierzamy tam wejść? - Spytał Ron patrząc z po wątpieniem na ścianę
- Spokojnie, przemyślałam wszystko - mruknęła - Zgredek - zawołała w przestrzeń, a już po chwili pojawił się skrzat.
- Pani wzywała Zgredka? - Już po chwili szeroko się uśmiechnął - Ach przyjaciele Harrego Pottera, czy Zgredek może jakoś pomóc? - spytał cały rozpromieniony skrzat.
- Tak Zgredku - Hermiona pluła sobie w twarz, że wykorzystuje skrzata i łamie własne założenia stowarzyszenia WESZ. Jednak przekonywała siebie, że ta sytuacja jest wyjątkowa. - Chciałam cię prosić, żebym zawołał Harrego. Powiedz, że chcemy z nim porozmawiać. Skrzat ukłonił się i obiecał spełnić prośbę, po czym zniknął z cichym "pyk" Ron popatrzył na przyjaciółkę.
- No, no Hermi. Nie sądziłem, że zdecydujesz się użyć Zgredka - Hermiona popatrzyła na niego oburzona.
- Ronaldzie Wesley ja nie użyłam Zgredka tylko poprosiłam go o pomoc - odpowiedziała oburzona. Jednak Ronowi niedane było już odpowiedzieć, bowiem wrócił skrzat. Wyraźnie pochmurny.
- Coś się stało? - Spytała pełna obaw Hermiona.
- Panicz Harry nie chce was widzieć i kazał powiedzieć, że macie sobie pójść, albo będzie zmuszony odebrać wam punktu za szwendanie się po nieswoich korytarzach. - Na te słowa dwójce czekających opadły szczęki. Hermiona szybciej się pozbierała.
- Dobrze dziękuję Zgredku możesz iść. - Skrzat skinął główką i zniknął.
- Herm, co teraz? - Ron był wyraźnie rozbity. Hermiona zwęziła usta w cienką linię i zmarszczyła brwi.
- Teraz wejdziemy tam po mojemu - odpowiedziała.
- HARRY POTERZE WŁAŚNIE WYKOPAŁEŚ SOBIE CHOLERNY GRUP!!! - Krzyknęła podnosząc ton głosu za pomocą zaklęcia, po czym sprawnym ruchem ręki wykonała kolejne zaklęcie i rozwaliła drzwi do pokoju wspólnego (cóż bycie prefektem ma swoje zalety i dział zakazany można odziewać, a co za tym idzie parę przydatnych w takich chwilach zaklęć miała w głowie).

Trzeba przyznać, że takiego obrotu sprawy Harry się nie spodziewał. Podniesiony głos przyjaciółki usłyszeli wszyscy w lochach Slitherinu, ale nie sądził, że Hermiona może znać jakiekolwiek mroczne zaklęcie umożliwiające jej wejście do nie swojego pokoju wspólnego. Równie zdzwiony jak wszyscy w Slitherinie był Ron. Nie spodziewał się, że dziewczyna posunie się do czegoś takiego. Nagle w drzwiach jednej z sypialni pojawił się Potter.

- Możecie mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego demolujecie mi dom? - spytał wyraźnie wściekły.
- Bo nie raczysz zjawić się tak jak cię o to prosiliśmy i z nami porozmawiać - odpowiedziała dziarsko dziewczyna.
- To chyba oczywiste, że nie mamy, o czym rozmawiać - odpowiedział wykurzony.
- Tak ci się wydaje? Obawiam się, że mamy, o czym rozmawiać, a ty Harry Potterze, albo porozmawiasz z nami po dobroci, albo zmusimy cię do tego - powiedziała groźnie marszcząc brwi.
- Zmuś mnie, jeśli umiesz - warknął. Hermionie nie umknęła wrogość Harrego. Westchnęła w duchu zdając sobie sprawę, że oboje z Ronem zasłużyli na nią, ale Złoty Chłopiec mógł wykazać trochę altruizmu i łaskawie zgodzić się z nimi porozmawiać. To go nic nie kosztowało. Westchnęła niezadowolona.
- Dobrze Harry Potterze, ale obyś tego nie pożałował - powiedziała wyciągając różdżkę i celując nią w Harrego wymruczała jakieś zaklęcie i Harry już po chwili zupełnie wbrew sobie zaczął za nią iść. - Wybacz Harry, ale my MUSIMY z tobą porozmawiać - powiedziała z naciskiem.

Brunet westchnął, ale poddał się zdając sobie sprawę, że przegrał tę bitwę. Nie wiedział w sumie czy on sam chce z nimi rozmawiać, ale obawiał się, że nie miał wyjścia. Cóż po prostu ich wysłucha chodź czuł, że wie, dlaczego tu przyszli i co jest celem ich rozmowy. Jego byli (jak sądził) przyjaciele poprowadzili go do pokoju życzeń. Hermiona chwili pomyślała i na pustej ścianie pojawiły się drzwi. Dziewczyna pchnęła je i weszła do środka. Pokój był taki sam jak ten, który pojawił się tylko dla niej i Rona z tą różnicą, że były trzy, a nie dwa fotele i trzy, a nie dwa kubki napoju. Cała trójka usiadła. Harry mógł swobodnie już się ruszać, bowiem czarownica zdjęła zaklęcie. Chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na nią.

- Jest sens pytać cię skąd znasz TEGO typu zaklęcia? - spytał.
- Owszem, ale zostawię tłumaczenie tego na później. Są rzeczy ważniejsze Harry - odpowiedziała, a brunet westchnął. Czyli nie odwlecze niechcianego momentu. Tym razem jednak nie Hermi, a Ron się odezwał.
- Stary po pierwsze to chciałem cię przerosić za swoje zachowanie. Serio, zachowałem się jak skończony debil - wymamrotał. Harry roześmiał się złośliwie.
- Nie da się ukryć, ale sądził, że przeprosiny zrekompensują wszystko? Że przytulę cię, podam rękę, czy co tam i będzie fajnie? Mylisz się, poleciałeś do Dumbledora.. - nie skończył po przerwał mu zirytowany ton rudzielca.
- Tak się składa, że nie poleciałem. Hermiona mnie od tego odwiodła i dzisiaj jestem jej cholernie wdzięczy. Harry uniósł zdziwiony brwi.
- Serio? Na prawdę jedno z was ma więcej oleju i całe szczęście - westchnął.
- Harry proszę cię, nie chcemy się znów kłócić - weszła im w powoli kiełkującą sprzeczkę Hermiona.
- Dokładnie - zawtórował jej Ron. - Ja na prawdę nie chcę się już kłócić Chcę cię przerosić za to, co mówiłem i za swoje zachowanie. Na prawdę stary brakuje nam ciebie - głos rudzielca był szczery. Harry westchnął mentalnie. No i co on ma z nimi zrobić?
- Na prawdę - zaczął ostrym tonem - domyślam się, że czytaliście artykuł, który napisała Rita, i nagle was olśniło. Przypomnieliście sobie o mnie? - gorzki ton Harrego zszokował oboje. - Nie zaczynaj Hermiona - uciszył dawną przyjaciółkę nim ta zdążyła się odezwać Doceniam to, że nagle chcecie się pogodzić, ale nie zapominam tego jak zachowaliście się nie tak dawno, a zwłaszcza ty Ron. - Rudzielec poczerwieniał z zażenowania. - Na prawdę sądzicie, że jak teraz przyjdziecie i mnie przeprosicie to będzie okay? Wybaczę wam i znów będzie jak dawniej? Domyślam się, że tak, bo tacy jesteście. Wierni, aczkolwiek lekko nieufni. Wybaczcie, ale nie potrafię wam całkowicie zaufać. Obawiam się, że będziecie musieli mmi udowodnić swoje dobre zamiary - powiedział, a jego oczy błyszczały lekko fanatycznym blaskiem. Hermionę zaczęło to niepokoić. Coś było nie tak tylko, co?

***

Chris siedział w wydolnym dużym fotelu w bibliotece rezydencji Blacks Chadows i czekał. Od wysłania listów minęła niespełna jedna doba, a on już się niepokoił. Wiedział, że takim siedzeniem i denerwowaniem się czasu nie przyspieszy i lepiej by go spożytkował gdyby coś poczytał, albo czymkolwiek się zajął. Jednak jak na złość nic nie potrafiło odwrócić jego uwagi od faktu, że czas mijał, a nikt się nie pojawiał. Świstoklik zaklęty w liście nie był ustawiony na żadną konkretną godzinę. Czar można było aktywować w każdym momencie wystarczyło wypowiedzieć magiczne słowa, które znał tylko śmierciożerca, także nawet gdyby jakimś sposobem ktokolwiek odkrył, że owy list to świstoklik i tak by go nie aktywował. Nagle poczuł, że bariery ochronne rezydencji kogoś przepuściły. Jednak tylko jedna osoba się pojawiła. Chris podniósł się z fotela i wyszedł na spotkanie swojego gościa.
***
Hermiona była zła, że cała rozmowa nie potoczyła się po jej myśli. Przecież to miało się skończyć zbiorowym przytuleniem i miało być jak dawniej. Jednak tak się nie skończyło. Harry zażądał od nich dowodu wierności i przyjaźni, ale jak? Obawiała się, że czas to zweryfikuje, a to martwiło ją najbardziej. Czas, bowiem był nieprzewidywalnym graczem. Ron też był z tego niezadowolony, ale tak jak i jego przyjaciółka gotowy uwodnić swoją przyjaźń i wierność, tylko pytanie, kiedy i jak?

***

Zakapturzona postać rozglądała się po rezydencji, którą znała jak własny dom. List, który postać trzymała w dłoni został wypuszczony i lekko opadł na podłogę. Z głowy nieznajomego zsunął się ciemny kaptur i światło padło na twarz przybyłego, który przyglądał się stojącemu w bezpiecznej odległości mężczyźnie.

- Ktoś ty i dlaczego mnie tu sprowadziłeś? – Cichy chłodny głos rozniósł się echem po korytarzu.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz Severusie, jeśli zechcesz ze mną udać się do salonu i porozmawiać – odpowiedział mężczyzna. Snape zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Skąd wiesz, kim jestem? – Severus sięgnął po różdżkę jednak ta już tkwiła w dłoni nieznajomego.
- Nie obawiaj się mnie – na twarzy mężczyzny pojawił się cień uśmiechu – chętnie zwrócę ci twoją własność, ale wpierw obiecaj, że nie zaatakujesz mnie, ja ze swojej strony zapewnia, że nie zamierzam ciebie atakować – zapewnił przybyłego.
- Niech tak będzie, jednak jeden nieprzemyślany ruch z twojej strony, a jesteś martwy, a wierz mi rzucenie avady nie jest dla mnie czymś niewykonalnym – zakpił Severus.
- Wiem o tym Voldemort bardzo sobie to w tobie cenił – zapewnił go mężczyzna. Przywołanie wspomnienia nieżyjącego Toma wzbudziło zainteresowanie gościa,
- Skąd o tym wiesz? – Spytał Snape.
- Ponieważ Tom Marvolo Riddle był moim bratem, a ja jestem Christian Marvolo Riddle i jeśli pozwolisz chciałbym z tobą porozmawiać i wszystko ci wyjaśnić – odpowiedział spokojnie.

Snape wyglądał jak dostał nieciekawym zaklęciem. Jakoś nie do końca wierzył w słowa Christiana. Niby jak on miałby być bratem Toma? Przecież nie jest do niego ani trochę podobny. Zero jakiegokolwiek podobieństwa. Sev dokładnie lustrował mężczyznę jednak jak na złość nigdzie nie widział podobieństwa do Toma

- Jakoś ci nie wierzę, ale pójdę z tobą i dam ci szansę wszystko wyjaśnić. – Decyzje podjął w ułamku sekundy. Może to te oczy? Może to w nich dostrzegł ten cień podobieństwa? Cokolwiek to było Chris dostał swoją szansę. Mężczyzna kiwnął głową.
- Zatem zapraszam za mną – odwrócił się i pokierował ich do salonu.
Snape doskonale wiedział gdzie mają iść, ale spokojnie pozwolił mężczyźnie prowadzić, a gdy już zaleźli się w salonie oboje zajęli miejsca przy kominku, a po chwili pojawiły się przekąski i napoje.
- No dobrze – odezwał się bez wstępów Snape – wyjaśnij mi, zatem dlaczego skoro rzekomo jesteś jego bratem nikt o tobie nie wiedział?

- Cóż… - zaczął powoli Chris. Mimo, że wiedział, iż takie pytania będą padać, jakoś ciężko mu było na nie odpowiadać. Westchnął jednak i kontynuował – Cóż… Tom potrafił być nadopiekuńczy – brew mistrza eliksirów wymownie uniosła się do góry – przez, co nie chciał by ktokolwiek mnie poznał przynajmniej dopóki Albus Dumbledore żyje i czyha na jego życie bowiem w tedy zapragnął by i mojej śmierci. Nie raz próbowałem wyperswadować mu, że nie jestem małym dzieckiem, które nieustannie potrzebuje opieki dorosłego i potrafię sam o siebie zadbać, więc mógłbym mu pomóc, ale o był uparty jak osioł. Nie chciałbym pojawiał się na zebraniach, czy wychodził ze swojego pokoju, gdy ktokolwiek inny poza nim i mną znajdował się w rezydencji, a że niestety często ktoś się tutaj pojawiał t praktycznie nieustannie przesiadywałem w zamkniętym prawym skrzydle posiadłości, do której nikt poza nim nie miał wstępu. Drażniło mnie to. Czułem się niechroniony, ale odepchnięty. Miałem wrażenie, że on nie chce mnie ratować, ale się boi, że mógłbym podważyć jego autorytet. Jednak, gdy próbowałem z nim rozmawiać wyśmiewał mnie, Twierdził, że mam wybujałą wyobraźnie i żebym nie opowiadał głupot. W końcu dałem sobie spokój i praktycznie przestałem w ogóle wychodzić z mojego pokoju. Nawet, gdy rezydencja była pusta ja siedziałem w czterech ścianach. Brat często mnie odwiedził, jednak jakoś mi to nie pomagało. Tamtego dnia, gdy szykowano się do walki po raz pierwszy od dłuższego czasu znów się zbuntowałem. Krzyczałem, że idę z wami, że mogę się przydać, że też znam potężne zaklęcia, że dam sobie radę, a co najważniejsze, że chcę go chronić. Byłem gotowy, czułem się gotowy, ale według Toma to nie wystarczyło. Nie pozwolił mi z wami iść, a gdy chciałem uciec, użył zaklęcia, które przywiązało mnie do łóżka i spowodowało utratę przytomności. Czar, który rzucił był potężny i mógł być zdjęty tylko na dwa sposoby, albo przez osobę, która go rzucała, albo samoistnie, gdy osoba odpowiedzialna za niego umarła. Gdy więc czar przestał działać, a ja zauważyłem podnosząc się z łózka, że jego nigdzie nie ma już wiedziałem, że nie przeżył tej bitwy, że Potter wygrał i tym samym pogrążył świat czarodziejów, bowiem skazał go na łaskę tego pomylonego starca. Nie wiedziałem, co robić. Pomimo, że czasami Tom działał mi na nerwy to jednak był moim bratem i kochałem go. Przez tego cholernego starca on nie miał nawet pogrzebu, bo społeczność czarodziejska uważa go za zło wcielone. Sam ciemna nocą odnalazłem ciało i sprowadziłem tutaj gdzie pochowałem go w rodzinnym grobowcu. Potem zastanawiałem się, co dalej. Z jednej strony najchętniej zabiłbym i Dumbledora i Pottera, a z drugiej strony ten dzieciak nie wie, co czyni słuchając ślepo rad starca. Dlatego postanowiłem najpierw sprowadzić ciebie Severusie oraz Lucjusza, bowiem wam mój brat ufał najbardziej i spytać czy podążycie za mną tak jak podążyliście za moim bratem i pomożecie mi położyć kres głupocie dyrektora Hogwartu?
 
Snape słuchał go w skupieniu, a z każdym kolejnym słowem nabierał coraz większej pewności, że mężczyzna nie kłamie i rzeczywiście jest bratem jego przyjaciela. Severus musiał przyznać, że niejako odczuł ulgę wiedząc, że jednak jest ktoś, kto być może będzie w stanie walczyć z tym cholernym wielbicielem dropsów jak równy z równym. Pozostaje jednak jeszcze sprawa Pottera.
 
- Jestem teraz przekonany, że mówisz prawdę i rzeczywiście jesteś bratem Toma, zatem obiecuję, że będę wierny Tobie i twoim ideałom tak jak byłem wierny twojemu bratu – Severus skłonił się przed nim
- Raduje mnie twoja decyzja Severusie – uśmiechnął się Chris.
- Jednak pozostaje sprawa chłopaka. Co zamierzasz uczynić z Harrym Potterem mój Panie?
- Najpierw spróbuję przekonać do siebie chłopaka, a czytają ostatnio gazety mam wrażenie, że nie powinno to być jakoś specjalnie trudne. Jednak, jeśli się mi nie powiedzie to chłopak wraz ze starcem zginie – Snape pokiwał głową.
- Sądzę, że to może się udać. Chłopak jest rozchwiany. Nie rozumie, co się dzieje. Starzec przez lata karmił go kłamstwami, a teraz sam widzi, że chłopak wymyka mu się z rąk. Potter już mu nie ufa, stał się strasznie czujny. Nawet nie rozmawia ze sowimi przyjaciółmi z Gryffindoru odkąd tiara na początku roku nagle przeniosła go do Slitherinu – wyjaśnił po krótce przebieg ostatnich tygodni od początku semestru.
- To dobra wieść Severusie. To powinno wiele ułatwić. Chłopak potrzebuje prawdy, więc ja dam mu tę prawdę, a potem pozwolę zdecydować – Chris w ułamku sekundy podjął decyzję, co nie umknęło uwag Severusa, który musiał przyznać, że ten mężczyzna szybko zdobędzie szacunek i zaufanie wśród wszystkich zwolenników Voldemorta.
 
***
 
Privet Drive jak zawsze było pogrążone w niezwykłej ciszy, która jednak została przerwana przez ciche pukanie do drzwi numeru czwartego. Słysząc to kobieta niepewnie poszła otworzyć drzwi jednak, gdy to zrobiła nie spodziewała się ujrzeć tej jednej konkretnej osoby przed swoim domem.
 
- Powiedz tylko, dlaczego? – padło pytanie z ust jej siostrzeńca.

Zaczarowani