Hej hoł i czołem^^ Rany serio to TYLKO dwa tygodnie i jest nowy rozdział O.O Mam nadzieję, że cieszycie się z tego faktu tak samo mocno jak ja xD Ten rozdział pojawił się szybko, ale nie wiem kiedy pojawi się kolejny gdyż od jutra zaczynam pracę więc będzie mniej czasu na pisanie;) Ale nie martwcie się rozdziały będą sie pojawiać. Sama czasami mam wrażenie, że poznaję moją historię na nowo świetne uczucie na prawdę;)
No ale dosyć tego gadania od rzeczy serdecznie zapraszam na rozdział Ósmy i mam nadzieję, że pozostawicie po sobie ślad w komentarzy bo na prawdę wasze podpisy wiele dla mnie znaczą i aż chce się pisać!
Ps.: Edzia kochana obiecałam dedyk to go masz! <3 Specjalnie dla Ciebie:*
No ale dosyć tego gadania od rzeczy serdecznie zapraszam na rozdział Ósmy i mam nadzieję, że pozostawicie po sobie ślad w komentarzy bo na prawdę wasze podpisy wiele dla mnie znaczą i aż chce się pisać!
Ps.: Edzia kochana obiecałam dedyk to go masz! <3 Specjalnie dla Ciebie:*
Miłego czytania wszystkim <3
________________________________________________________
Minęło niespełna
dziesięć minut odkąd Potter opuścił mury Hogwartu i udał się do miejsca gdzie
spędzał całe swoje dzieciństwo. Draco gdyby ktokolwiek mu zasugerował, że
martwi się o przebieg spotkania Harrego z wujostwem potraktowałby jakąś klątwą,
jednak przed samym sobą musiał przyznać, że po przeczytaniu artykułu napisanego
przez Ritę tak właśnie było. On Draco Malfoy dziedzic fortuny Malfoyów
niepokoił się czy przeklętemu Potterowi, aby nie stanie się krzywda. Co prawda
sam pomagał mu zorganizować swoje wyjście tak, aby nikt niczego nie podejrzewał
i nawet go krył. Ktoś patrzący z boku od razu powie, że Malfoy ma w tym ukryty
cel, a sam zainteresowany tylko by potwierdził jednak prawda była z goła inna.
Może i na początku chłopak miał ukryte cele i motywy swoich działań, ale
obecnie za jego czynami nie krył się, żaden podstęp. Draco naprawdę liczył, że
gdy pomoże Potterowi to może chodź trochę poprawią się ich stosunki. Nie
liczył, że z dnia na dzień nienawiść przerodzi się w wielką przyjaźń, ale
liczył, że chłopak przestanie postrzegać go, jako wroga. Blondyn wciąż nie
otrząsnął się do końca po tym, w jaki sposób pożegnał się z nim Harry nim
aportował się do Little Whinging.
***
- Potter pośpiesz się
do cholery świstoklik nie będzie na ciebie czekać – warknął zirytowany blondyn
- przecież się spieszę – odburknął brunet, co w zasadzie było prawdą. Potter naprawdę się spieszył jednak wiele rzeczy wypadało mu z dłoni gdyż jednocześnie strasznie denerwował się nadchodzącym spotkaniem.
- Pokaż mi to – prychnął blondyn i jednym machnięciem różdżki spakował chłopaka – idziemy – popędził go, a już po chwili obaj przemykali korytarzami.
- przecież się spieszę – odburknął brunet, co w zasadzie było prawdą. Potter naprawdę się spieszył jednak wiele rzeczy wypadało mu z dłoni gdyż jednocześnie strasznie denerwował się nadchodzącym spotkaniem.
- Pokaż mi to – prychnął blondyn i jednym machnięciem różdżki spakował chłopaka – idziemy – popędził go, a już po chwili obaj przemykali korytarzami.
Draco zaprowadził go do
pokoju życzeń, po drodze omijając skrzętnie korytarze, gdzie zwykł przechadzać
się Filcz i Pani Noris, a tarze te gdzie miał dyżur nietoperz. Draco stanął pod
ścianą i szybko przeszedł się wzdłuż niej trzy razy, a gdy tylko pojawiły się na
niej drzwi wepchnął Harrego do środka.
- Może mi powiesz skąd
ten pośpiech? – warknął nieco poirytowany brunet.
- mówiłem ci wcześniej – prychnął wyjmując kartkę, która jak domyślił się Harry była jego świstoklikiem. Draco westchnął przewracając oczami. – Potter nie udawaj głupszego niż jesteś. Trzymaj ten świstoklik aktywuje się dokładnie za dziesięć minut. Tyle masz czasu by odejść poza pole ochronne zamku, więc rusz się… - niedane mu było skończyć, bo Harry wpadł mu w słowo
- i tylko po to mnie tutaj targałeś? Od naszego pokoju wspólnego było by szybciej – warknął.
- Kretynie nie wziąłbym cie tutaj gdyby tak rzeczywiście było. Stąd jest tunel, który prowadzi poza mury zamku, a teraz zamknij tą buzię o wyglądasz jak longbotom na eliksirach i rusz się – ponaglił chłopaka. Harry na szczęście szybko odzyskał rezon.
- Jasne, no to spadam – mruknął.
- mówiłem ci wcześniej – prychnął wyjmując kartkę, która jak domyślił się Harry była jego świstoklikiem. Draco westchnął przewracając oczami. – Potter nie udawaj głupszego niż jesteś. Trzymaj ten świstoklik aktywuje się dokładnie za dziesięć minut. Tyle masz czasu by odejść poza pole ochronne zamku, więc rusz się… - niedane mu było skończyć, bo Harry wpadł mu w słowo
- i tylko po to mnie tutaj targałeś? Od naszego pokoju wspólnego było by szybciej – warknął.
- Kretynie nie wziąłbym cie tutaj gdyby tak rzeczywiście było. Stąd jest tunel, który prowadzi poza mury zamku, a teraz zamknij tą buzię o wyglądasz jak longbotom na eliksirach i rusz się – ponaglił chłopaka. Harry na szczęście szybko odzyskał rezon.
- Jasne, no to spadam – mruknął.
Blondyn kiwnął głową nie licząc, na żadne
miłe słowa podziękowania od chłopaka. Jednak czekało go miłe zaskoczenie.
Bowiem nim brunet zniknął w tunelu odwrócił się do stojącego blondyna, a jego
twarz zdobił prawdziwy uśmiech, co zaskoczyło blondyna.
- Dziękuję za pomoc
Draco – rzucił szybko, po czym zniknął w tunelu zostawiając lekko zszokowanego
chłopaka, na którego twarzy również zagościł szczery uśmiech.
***
Draco otworzył oczy, a
nad nim stała Pansy. Cholera zasnął? Najwyraźniej tak i na dodatek przyśniła mu
się ostatnia rozmowa z Potterem. Spojrzał na dziewczynę, która przerwała mu
sen.
- Czego chcesz Pansy? –
spytał chłodno.
- Gdzie jest Potter? – odparła pytaniem na pytanie dziewczyna.
- Nie twój interes, ale skoro koniecznie chcesz wiedzieć, to leży nagi w moim łóżku czekając na mój powrót – odparł zjadliwie.
- Wiesz, że, z kim to robisz najmniej mnie interesuje, ale myślałam, że masz lepszy gust – warknęła ślizgonka.
- Wyobraź sobie, ze mój gust jest niebywale wyrachowany, jak myślisz, dlaczego tam leży Potter, a nie ty? – zakpił.
- Może, dlatego, że wielki Draco Malfoy potrafi zadowolić się tanią dziwką? – odbiła sprawnie piłeczkę.
- Jak miło, że masz o mnie tak wysokie mniemanie – prychnął. – Do rzeczy nie mam całego dnia powiesz mi, do czego potrzebny ci Potter?
- Mnie? Do niczego palcem bym go nie tknęła, w przeciwieństwie do ciebie mam lepszy gust, to dyrektor chce z nim porozmawiać, więc idź przekaż Potterowi, że ma się tam zjawić jak najszybciej – poinformowała, po czym zostawiła Draco samego, na rzecz towarzystwa Blaisa.
- Gdzie jest Potter? – odparła pytaniem na pytanie dziewczyna.
- Nie twój interes, ale skoro koniecznie chcesz wiedzieć, to leży nagi w moim łóżku czekając na mój powrót – odparł zjadliwie.
- Wiesz, że, z kim to robisz najmniej mnie interesuje, ale myślałam, że masz lepszy gust – warknęła ślizgonka.
- Wyobraź sobie, ze mój gust jest niebywale wyrachowany, jak myślisz, dlaczego tam leży Potter, a nie ty? – zakpił.
- Może, dlatego, że wielki Draco Malfoy potrafi zadowolić się tanią dziwką? – odbiła sprawnie piłeczkę.
- Jak miło, że masz o mnie tak wysokie mniemanie – prychnął. – Do rzeczy nie mam całego dnia powiesz mi, do czego potrzebny ci Potter?
- Mnie? Do niczego palcem bym go nie tknęła, w przeciwieństwie do ciebie mam lepszy gust, to dyrektor chce z nim porozmawiać, więc idź przekaż Potterowi, że ma się tam zjawić jak najszybciej – poinformowała, po czym zostawiła Draco samego, na rzecz towarzystwa Blaisa.
Chłopak zaklął szpetnie
pod nosem. Niby jak ma się pojawić jak nawet nie ma go w zamku? Poza tym chyba
dyrektor wiedział, że jest chory. Draco miał dwie możliwości, albo sprowadzić
bruneta do zamku i to jak najszybciej, albo iść do Severusa, po pomoc.
Zdecydowanie wolał tę drugą opcję. Pobiegł szybko do komnat swojego wuja, jednak,
gdy zapukał nie usłyszał tradycyjnego oschłego „wejść”. Odpowiedziała mu cisza.
Czyżby Seva nie było w zamku? Cholera. Czy ten przeklęty złoty chłopiec musi
przyciągać wszelkie nieszczęścia jak magnes?
***
Harry Potter nie mógł wiedzieć,
co się dzieje w Hogwarcie bowiem właśnie stał twarzą w twarz ze swoją
znienawidzoną ciotką. Ta słysząc pytanie szybko się ocknęła z pierwszego
odrętwienia.
- Harry.. – zaczęła
niepewnie – wejdź proszę… może porozmawiamy? Chyba mamy sobie wiele do
wyjaśnienia – powiedziała licząc, że chłopak zechce ją wysłuchać.
O dziwo
brunet skinął głową i wszedł do środka. Ciotka zamknęła z nim drzwi. Oboje
skierowali się do kuchni gdzie siedział jego wuj i kuzyn. Chłopak spiął się co
nie umknęło ich uwadze, ale pozostawili to bez złośliwego komentarza.
- Witaj Harry – Dudley wyciągnął w jego stronę niepewnie dłoń na powitanie. Harrego zdziwił ten gest, ale przyjął dłoń i przywitał się z kuzynem.
- Tak witaj chłopcze, dobrze cię widzieć – wuj poklepał go lekko po plecach.
-Nie mogę tego samego powiedzieć o was – mruknął lustrując ich uważnie wzrokiem.
- Domyślamy się, jednak, gdy pozwolisz nam wyjaśnić swoje zachowanie chętnie to uczynimy – powiedział Vernon
- Pozwolę, bo właśnie po to tutaj przybyłem – odpowiedział Potter. Wuj skinął głową.
- Proponuję ci usiąść, bowiem to będzie dłuższa historia.
Potter skorzystał z
tej propozycji i usiadł naprzeciwko wujka, ciotki i kuzyna.
- Widzisz Harry to wszystko nie jest wcale takie proste jak by się mogło wydawać…
- Więc nie utrudniaj i wyjaśnij tak prosto jak się da – prychnął chłopak, nie zamierzając mitrężyć czasu na wysłuchiwanie rozrzewnionych historii.
- Spokojnie Harry, wiem, że słuchanie nas i naszej historii jest zapewne ostatnią rzeczą, na którą obecnie masz ochotę, ale jeśli chcesz wszystko zrozumieć i poznać, musisz uzbroić się w cierpliwość i poświęcić nam jednak trochę czasu – odpowiedziała spokojnie próbując wpłynąć na bratanka.
- Na razie zamierzam cię słuchać, ale jeśli stwierdzę, że twoje wyjaśnienia mi się nie podobają to nie odpowiadam za siebie – uśmiechnął się mściwie. Petunia spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Nie do wiary jak ten cichy i potulnie spełniający każdy ich najmniejszy najbardziej absurdalny rozkaz chłopiec się zmienił.
- Widzisz Harry to wszystko nie jest wcale takie proste jak by się mogło wydawać…
- Więc nie utrudniaj i wyjaśnij tak prosto jak się da – prychnął chłopak, nie zamierzając mitrężyć czasu na wysłuchiwanie rozrzewnionych historii.
- Spokojnie Harry, wiem, że słuchanie nas i naszej historii jest zapewne ostatnią rzeczą, na którą obecnie masz ochotę, ale jeśli chcesz wszystko zrozumieć i poznać, musisz uzbroić się w cierpliwość i poświęcić nam jednak trochę czasu – odpowiedziała spokojnie próbując wpłynąć na bratanka.
- Na razie zamierzam cię słuchać, ale jeśli stwierdzę, że twoje wyjaśnienia mi się nie podobają to nie odpowiadam za siebie – uśmiechnął się mściwie. Petunia spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Nie do wiary jak ten cichy i potulnie spełniający każdy ich najmniejszy najbardziej absurdalny rozkaz chłopiec się zmienił.
- Dobrze Harry, postaram się, aby moje wyjaśnienia cię usatysfakcjonowały – odpowiedziała spokojnie niespecjalnie przestraszona ukrytą groźbą siostrzeńca. – Nie wiem ile zostało ci powiedziane przez Dumbledora, ani co więc zacznę od samego początku, a właściwie od Lorda Voldemorta, a raczej Toma Marvolo Rodlla. Chyba najpierw powinnam ci powiedzieć, że Tom wcale nie mieszkał w przytułku i nie był żadnym sierotą. Jego życie może i nie było usłane różami, ale też nie wyglądało tak jak przedstawia je wszystkim Albus. Ridlle pochodzi z rodziny, która za potomka posiada samego Salazara Slitherina. Rodziny czarodziejów takich jak Ridlle szczycą się tym, że posiadają w swej rodzinie czarodziejów i czarownice wyłącznie czystej krwi. W obecnych czasach całej społeczności magicznej coraz trudniej utrzymać czystość krwi, dlatego tak wielu podejmuje drastyczne kroi i decyzje ożenku z niemagicznymi. Jednak do tej kwestii dojdziemy. Wracając do Toma. Jako dziecko był wychowywany tak jak to ma miejsce w tego typu starych rodach. Przede wszystkim nie wychowywali go rodzice, lecz specjalnie dobrani opiekunowie. To nianie miały obowiązek opiekować się chłopcem do ukończenia przez niego jedenastu lat, bowiem w tedy młode dziecko posyłano do jednej z magicznych szkół. Młody Ridlle trafił do Hogwartu. Zamek pokochał od razu tak samo jak zaklętą w nim magię. Uwielbiał się uczyć i trzeba przyznać, że był bardzo pilnym uczniem. Pochłaniał wiedzę bardzo szybko i bardzo chętnie. Najbardziej ukochał eliksiry i obronę przeciw czarnej magii. W przyszłości chciał nawet uczyć jednego z tych przedmiotów, jednak, gdy w między czasie zmienił się dyrektor na obecnego to marzenie musiał porzucić gdyż Albus nie zgadzał się na to by Tom uczył młodych ludzi. Rodzina Toma pragnęła, aby w takim wypadku szkolił się na mistrza eliksirów, gdyż dobry mistrz zbiera fortunę na swoich specyfikach. Ponieważ Ridlle wykazywał ogromny talent i chęci do nauki tej magicznej sztuki sam chętnie na to przystał. Kto wie czy dzisiaj nie byłby bardzo znanym mistrzem eliksirów, jednak pewne zdarzenie całkowicie zmieniło jego poglądy. Gdy Tom skończył trzydziesty rok życia zmarli jego dziadkowie, a w niedługim czasie również jego ojciec. Modemu wówczas mężczyźnie wydawało się to podejrzane gdyż zarówno jego ojciec jak i dziadkowie byli całkowicie zdrowi. W krótce odkryto, że śmierć tych członków rodziny nie była przypadkowa. Ktoś chciałby to zginął on Tom Ridlle, lecz najwyraźniej nieumiejętnie podkładał trutki. Mężczyzna dostał szału. Zaprzestał zabawy z eliksirami i począł zagłębiać się w tajniki czarnej magii. Chciał przywrócić tych, których kochał do życia. Jednak nawet czarna magia nie dawała takich możliwości, co najwyżej pozwalała uniknąć śmierci. Tom postanowił, zatem uchronić swoja matkę nim i jej stanie się krzywda, lecz nie zdążył. Tamtego dnia poprzysiągł zemstę człowiekowi, który był odpowiedzialny za śmierć jego najbliższych. Mężczyzna opuścił, więc rodzinne włości pozostawiając rezydencję pod opieką skrzatów, a sam udał się w podróż, aby pogłębiać tajniki czarnej magii, ale też i białej.
W tym miejscu zostawmy na razie przeszłość Voldemorta, a przejdźmy do przeszłości Twoich rodziców i twojej zresztą też. Moja rodzina była rodziną czystokrwistą, tak samo jak rodzina twojego wuja oraz ojca. Twoja siostra oraz ja, jako dzieci przejawiałyśmy bardzo silne objawy magiczne co bardzo radowało naszych rodziców. Pamiętam jak wraz z Lili nie mogłyśmy się doczekać gdy w końcu pojedziemy do Hogwartu. Gdy ten dzień w końcu nadszedł byłyśmy najszczęśliwsze na świecie. W szkole dostałyśmy się do Gryfinforu, z czego byłyśmy dumne, w końcu to był najlepszy dom w szkole. Twój ojciec również trafił do Gryfindoru, ale za to twój wuj był w Slitherinie. Będąc dziećmi często się sprzeczaliśmy i kłóciliśmy między członkami naszych domów oraz solennie nienawidziliśmy węży. Jednak na nienawiść z biegiem lat całkowicie zanikła. Gdy byliśmy w szóstej klasie Lili chodziła już z Jamesem, a ja z Vernonem. Do dzisiaj pamiętam nasze podwójne randki – zaśmiała się cicho przerywając swoją opowieść, jednak szybko powróciła do kontynuowania jej. – Gdy skończyliśmy szesnaście lat mogliśmy w końcu poznać Toma Ridlle. Dla nas był to człowiek owiany tajemnicą, o którym w rodzinach czystokrwistych mówiło się jak o bogu. Byliśmy zachwyceni tym spotkaniem. Tom przedstawił nam swoje poglądy i zaproponował, abyśmy po skończeniu szkoły dołączyli do niego. Z wielką chęcią na to przystaliśmy. Gdy tylko szkoła dobiegła końca na naszych przedramionach pojawił się znak. Byliśmy z tego dumni. W między czasie twoja matka i ja wzięliśmy śluby, a w krotce pojawiliście się wy. Ty i Dudley. Nawet nie wiesz ile radości przynieśliście nam wszystkim. Jednak radość nie trwała długo. A już zwłaszcza radość twoich rodziców. Bowiem zaledwie rok po tym jak się urodziłeś zostałeś sierotą. Jednak nie zginąłeś z ręki Toma, bo niby, dlaczego miałby zabijać dziecko ludzi, którzy byli z nim i byli jego przyjaciółmi? Człowiek, a raczej czarnoksiężnik odpowiedzialny za ich śmierć to nie, kto inny jak Albus Dumbledor – dyrektor szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie – Petunia zamilkła przypatrując się uważnie bratankowi. Harry wziął głębszy wdech.
- Czy ty chcesz mi wmówić, że moi rodzice byli śmierciożercami, a dyrektor to ten zły?
- Nie, nie chcę ci wmówić, lecz pokazuję ci prawdę, jeśli mi nie wierzysz może wejść do mojej głowy i przejrzeć wspomnienia. Nie zblokuję cię, ani nie będę kontrolować wspomnień – zaproponowała.
Petuni naprawdę bardzo
zależało na tym, by jej siostrzeniec zrozumiał, że nigdy nie chcieli go
skrzywdzić, ale najpierw musi zrozumieć, że to nie Tom zabił jego rodziców
- No dobrze, powiedzmy,
że ci wierzę, ale w takim układzie skoro jesteś czarownicą, a oni czarownikami
to dlaczego traktowaliście mnie jak śmiecia?
- To Harry, również wina tego starego manipulatora – tym razem głos zabrał jego wuj. – Gdy zabił twoich rodziców nam trafiłeś się ty. Nie mógł cię zabić, bo Lili oddała za ciebie swoje życie i chroniła cię jej tarcza, dlatego dał nam ciebie na wychowanie. Nie wiedzieliśmy, co się stało, a on powiedział, że to Voldemort przybył do was i zabił twoich rodziców, a potem próbował zabić ciebie i pokazał na twoją bliznę. Ja od razu wiedziałem, że ta blizna nie jest prawdziwa tylko sfingowana. Stary troll użył magii by ci ją stworzyć. Ponadto nie wierzyliśmy mu, niby, dlaczego Tom miałby zrobić coś tak okrutnego? Ta blizna Harry to zapewne zaklęcie czasowe, które utrzymuje się dzięki temu, że on je odnawia. Musiałeś często się z nim widywać zastanów się ile razy do roku wzywał cię do siebie?
- To Harry, również wina tego starego manipulatora – tym razem głos zabrał jego wuj. – Gdy zabił twoich rodziców nam trafiłeś się ty. Nie mógł cię zabić, bo Lili oddała za ciebie swoje życie i chroniła cię jej tarcza, dlatego dał nam ciebie na wychowanie. Nie wiedzieliśmy, co się stało, a on powiedział, że to Voldemort przybył do was i zabił twoich rodziców, a potem próbował zabić ciebie i pokazał na twoją bliznę. Ja od razu wiedziałem, że ta blizna nie jest prawdziwa tylko sfingowana. Stary troll użył magii by ci ją stworzyć. Ponadto nie wierzyliśmy mu, niby, dlaczego Tom miałby zrobić coś tak okrutnego? Ta blizna Harry to zapewne zaklęcie czasowe, które utrzymuje się dzięki temu, że on je odnawia. Musiałeś często się z nim widywać zastanów się ile razy do roku wzywał cię do siebie?
Harry zmarszczył brwi.
Po woli słowa, które kierowali do niego nabierały sensu.
- Najmniej cztery razy
do roku – odpowiedział chłopak. – Więc chcecie mi powiedzieć, że człowiek,
którego zabiłem w zeszłym roku wcale nie był zły?
- Tak Harry. Tom nie był zły i wcale nie miał w planach zabicia mugoli. To Dumbedor od samego początku bał się niemagicznych. Widzisz Harry nie dawno był tutaj Syriusz i nie do końca powiedzieliśmy mu prawdę w kwestii planów obu czarnoksiężników. Jednak nie zrobiliśmy tego złośliwie. Syri ma pozmieniane wspomnienia nawet nie pamięta, że też należał do szeregów Toma, więc trochę inaczej mu powiedzieliśmy. Syri myśli, że Tom chciał chronić czarodziejów od świata mugoli, a Dubledor chciał czarodziejów wprowadzić w ten świat pozbawiając ich magii. Jednak to nie tak. Dubledor tak naprawdę nie chciał mieć z mugolami nic do czynienia. Nie chciał nawet słyszeć o związkach półmagicznych. Chciałby czarodzieje byli zamknięci w swoim wlanym świecie i by nikt nigdy o nich nie usłyszał. Jednak nas jest coraz mniej. Gdy wciąż będziemy się łączyć między sobą, w końcu całkiem wymrzemy. Dumbledor zdaje sobie z tego sprawę, ale jest szalony i kompletnie opętany wizją magicznego świata bez mugoli. W tę noc, gdy zginąłeś… To nie był przypadek.. nie wiem ile wiesz o tym, co się stało… - wuj popatrzył na bratanka pytająco.
- No ja.. w zasadzie nie wiele wiem. Dyrektor.. on mi powiedział, że to Voldemort zabił moich rodziców, bo nie chcieli się do niego przyłączyć i razem z nim zabijać mugoli dla rozrywki.
- Nie Harry, to nie tak.. widzisz… jego czynami kierowała nieszczęsna przepowiednia…
- Przepowiednia? – Harry uniósł brwi zdziwiony. Nigdy o niczym takim nie słyszał.
- Tak przepowiednia.. Pewna czarownica posiadająca dar przepowiadania przyszłości przepowiedziała ją Dumbledorowi na jego własne życzenie, oczywiście sowicie jej za to zapłacił. Niestety nie pamiętam owej przepowiedni gdyż tylko raz miałem okazje ja usłyszeć jednak wiem, o co w niej chodziło. Przepowiednia głosiła o narodzinach najsilniejszego członka złotego rodu, który swoja mocą pokona ciemność i pogodzi zwaśnione rody złota i zieleni, dzięki czemu rody te położą kres rodu czerni, który panoszy się i sieje zamęt od wielu już pokoleń. Przepowiedni ta bardzo wystraszyła starego wariata, który sądził, że jak zabije Twoich rodziców, a ciebie odda nam to pozbędzie się katastrofy. Na nas nałożył specjalne zaklęcie, które powodowało, że do ukończenia przez ciebie siedemnastu lat lub do dnia twojej wyprowadzki, będziemy traktować twoja osobę jak wrzód na dupie, a magia będzie dla nas czymś, czego będziemy się bać i co będziemy nienawidzić – dokończył czekając na ostateczną reakcję bratanka.
- Ja.. ja muszę to przemyśleć. Nie mówię, że wam nie wierzę, ale nie mówię też, że od razu łyknąłem wszystko, czym mnie uraczyliście – jego wujostwo pokiwało ze zrozumieniem łowami – teraz muszę już wracać do szkoły. Nie mogą się domyśleć, że mnie nie ma, a przy okazji Dudley, nawet mi szkoda, że nie miałeś okazji chodzić do Hogwartu, nie licząc zwichrowanego dyra, reszta jest spoko – wyszczerzył się do kuzyna, po czym spojrzał znów na swoje wujostwo – w takim układzie do zobaczenia ciociu, wuju – skinął im głowami, po czym szybko wyszedł z domu pod numerem cztery by aportować się w pobliże szkoły.
- Tak Harry. Tom nie był zły i wcale nie miał w planach zabicia mugoli. To Dumbedor od samego początku bał się niemagicznych. Widzisz Harry nie dawno był tutaj Syriusz i nie do końca powiedzieliśmy mu prawdę w kwestii planów obu czarnoksiężników. Jednak nie zrobiliśmy tego złośliwie. Syri ma pozmieniane wspomnienia nawet nie pamięta, że też należał do szeregów Toma, więc trochę inaczej mu powiedzieliśmy. Syri myśli, że Tom chciał chronić czarodziejów od świata mugoli, a Dubledor chciał czarodziejów wprowadzić w ten świat pozbawiając ich magii. Jednak to nie tak. Dubledor tak naprawdę nie chciał mieć z mugolami nic do czynienia. Nie chciał nawet słyszeć o związkach półmagicznych. Chciałby czarodzieje byli zamknięci w swoim wlanym świecie i by nikt nigdy o nich nie usłyszał. Jednak nas jest coraz mniej. Gdy wciąż będziemy się łączyć między sobą, w końcu całkiem wymrzemy. Dumbledor zdaje sobie z tego sprawę, ale jest szalony i kompletnie opętany wizją magicznego świata bez mugoli. W tę noc, gdy zginąłeś… To nie był przypadek.. nie wiem ile wiesz o tym, co się stało… - wuj popatrzył na bratanka pytająco.
- No ja.. w zasadzie nie wiele wiem. Dyrektor.. on mi powiedział, że to Voldemort zabił moich rodziców, bo nie chcieli się do niego przyłączyć i razem z nim zabijać mugoli dla rozrywki.
- Nie Harry, to nie tak.. widzisz… jego czynami kierowała nieszczęsna przepowiednia…
- Przepowiednia? – Harry uniósł brwi zdziwiony. Nigdy o niczym takim nie słyszał.
- Tak przepowiednia.. Pewna czarownica posiadająca dar przepowiadania przyszłości przepowiedziała ją Dumbledorowi na jego własne życzenie, oczywiście sowicie jej za to zapłacił. Niestety nie pamiętam owej przepowiedni gdyż tylko raz miałem okazje ja usłyszeć jednak wiem, o co w niej chodziło. Przepowiednia głosiła o narodzinach najsilniejszego członka złotego rodu, który swoja mocą pokona ciemność i pogodzi zwaśnione rody złota i zieleni, dzięki czemu rody te położą kres rodu czerni, który panoszy się i sieje zamęt od wielu już pokoleń. Przepowiedni ta bardzo wystraszyła starego wariata, który sądził, że jak zabije Twoich rodziców, a ciebie odda nam to pozbędzie się katastrofy. Na nas nałożył specjalne zaklęcie, które powodowało, że do ukończenia przez ciebie siedemnastu lat lub do dnia twojej wyprowadzki, będziemy traktować twoja osobę jak wrzód na dupie, a magia będzie dla nas czymś, czego będziemy się bać i co będziemy nienawidzić – dokończył czekając na ostateczną reakcję bratanka.
- Ja.. ja muszę to przemyśleć. Nie mówię, że wam nie wierzę, ale nie mówię też, że od razu łyknąłem wszystko, czym mnie uraczyliście – jego wujostwo pokiwało ze zrozumieniem łowami – teraz muszę już wracać do szkoły. Nie mogą się domyśleć, że mnie nie ma, a przy okazji Dudley, nawet mi szkoda, że nie miałeś okazji chodzić do Hogwartu, nie licząc zwichrowanego dyra, reszta jest spoko – wyszczerzył się do kuzyna, po czym spojrzał znów na swoje wujostwo – w takim układzie do zobaczenia ciociu, wuju – skinął im głowami, po czym szybko wyszedł z domu pod numerem cztery by aportować się w pobliże szkoły.