29 marca 2014

ROZDZIAŁ III – Witaj w domu węża



aut . Mamy nadzieję, że ktoś jeszcze czyta tę historię .. Nie wiemy kiedy pojawi się kolejna notka. Komentujcie a będzie to jak najszybciej :) Cóż .. jak już wspominałyśmy wcześniej brak śladów, że ktoś czyta nasze wypociny powoduje utratę motywacji i chęci do dalszego pisania .. Zapobiegnijcie temu :)
Dziękujemy tym, którzy do tej pory docenili naszą pracę i zostawili komentarz :) ! 
Rozdział dodany na zachętę dla Was :D

____________________________________________________________

Harry usiadł przy stole ślizgonów w wielkiej Sali. Wciąż nie dowierzał w swoje szczęście.
 W końcu był tam gdzie od samego początku było jego miejsce.  Tak teraz to czuł. Wiedział.. był głupim dzieciakiem, które posłuchało pewnego rudzielca. Przez to skreślił dom węża nie dając mu szansy, na pokazanie, że to przecież idealne miejsce dla niego. Potter siedział spokojnie u boku Draco, kątem oka obserwując pozostałe stoły. Widział różne reakcje ludzi na tą wiadomość. Jednak najbardziej był ciekaw jak zareagowała pewna dwójka jego byłych,
bo już był tego pewien, przyjaciół. Patrzył jak Ron zamaszyście gestykuluje wykrzykując coś jak zwykle z buzią pełną jedzenia, a Hermiona stara się go uspokoić. Tak, to była jej rola. Przez wszystkie lata znajomości zawsze starała  się załagodzić wszelkie spory między nimi, chodź nie zawsze jej się udawało.  Teraz najwyraźniej też nie, bo w końcu wstała zbulwersowana i wyszła z wielkiej Sali, a rudzielec został z nadętą miną. Całkiem zabawny widok.
 Do ich stołu podszedł Snape, który zlustrował Wybrańca wzrokiem.

- Nie wiem Potter, co zrobiłeś temu staremu kapeluszowi, ani jak go przekonałeś, żebyś wylądował w moim domu. Wiedz, że tutaj nie ma ulgowego traktowania dla  bohaterów
 – powiedział z typowym dla siebie jadem w głosie. Potter tylko kpiąco się uśmiechnął.

- Nie musi się pan martwic Profesorze. Nie musiałem wpływać na decyzję tiary.. Na pana nieszczęście wylądowałbym w tym domu już w pierwszej klasie, ale przekonałem starą czapkę, żeby mnie tu nie umieszczała, co niestety było wielkim błędem .– odpowiedział swobodnie. Snape uniósł jedną brew w geście zdziwienia. Zdecydowanie nie tego się spodziewał.

- A to ciekawa bajeczka Panie Potter, ale nie mnie ją wciskać.

- Oczywiście.. Profesorze – odparł sarkastycznie Potter.
Snape nie uraczył go już odpowiedzią tylko rzucił na stół plany zajęć dla wszystkich,
nie kwapił się tak jak McGonagal, aby wręcz każdemu z osobna świstek papieru.
To było zadanie dla prefekta, czyli w tym przypadku Dracona, który zebrał wszystkie kartki
i spokojnie poszedł je porozdawać. Po kilku minutach wszyscy mieli w dłoniach swoje plany
 i mogli udać się do pokoju wspólnego.

- Chodź Potter – Malfoy zawołał nowy nabytek ich domu. Złoty chłopiec (może już nie
taki złoty?) podszedł do prefekta
- Hymm?
- Idziemy do pokoju wspólnego, a skoro nie wiesz gdzie on jest..

- Tak się składa, że wiem – powiedział szybciej niż zamierzał i dał sobie mentalnego kopniaka. Blondyn popatrzył na niego zdziwiony.

- Skąd?

- Później ci wyjaśnię – obiecał chłopak.
Draco ruszył więc z pierwszoroczniakami i Potterem w kierunku lochów, by po chwili stanąć przed portretem przodka Voldemorta.

- Zapamiętajcie hasło, bo nie będę każdemu z osobna go podawał – powiedział głośno, następnie zwrócił się do mężczyzny na obrazie – Memento Mori.
 Harry musiał przyznać, że odpowiada mu wystrój tego pomieszczenia o wiele bardziej niż jaskrawe barwy Lwów. Tutaj przynajmniej było bardziej mroczno i klimatycznie, akurat w jego stylu.

- Dobra, poczekaj tutaj Potty, ja pokażę pierwszoroczniakom ich sypialni twoja będzie gdzie indziej – oznajmił i poszedł z innymi uczniami.
 Usiadł w jednym z foteli nie przejmując się tym, że mieszkańcy domu węża patrzą na niego nieprzychylnie. Rozsiadł się wygodnie i czekał cierpliwie. W końcu blondyn wrócił już sam
i podszedł do fotela gdzie siedział złoty chłopiec.

- Potter podnoś tyłek i się rusz – ponaglił go.
- Idę wasza wysokość – zakpił brunet, na co Draco uniósł leniwie kąciki ust
w kpiarskim uśmiechu.

- Twoja sypialnia jest w tej samej części lochów co moja. Tak będziesz miał osobne lokum. To z pewnością nie dlatego, że jesteś Złotym-Chłopcem-który-nie-chciał -do-cholery-umrzeć. Profesor Snape po prostu woli nie dawać twojej osoby do wspólnych sypialni. Boi się, że ktoś w nocy postanowi poderżnąć ci gardło. Pewnie by go to ucieszyło, jednak mnóstwo papierkowej roboty jest po śmierci ucznia.
Wiesz dobrze, że nie jesteś tu przez wszystkich mile widziany – skwitował blondyn.

- Wiem o tym fretko, wiem, ale twoja aprobata w zupełności resztę rekompensuje –
uśmiechnął się drwiąco brunet.
Pół godziny później Potter leżał na szerokim wygodnym łożu z baldachimem w osobnym dormitorium. Było to o tyle dziwniejsze, że do dziś dnia dzielił sypialnię z innymi chłopcami. Jednak jeśli miał być szczery jakoś szczególnie mu to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Taka odmiana bardzo mu odpowiadała. Nikt nie poganiał do spania, nikt też nie zrywał się wcześniej, bądź nie było nikogo kogo siła trzeba by było ściągać z łóżka (jak to było w przypadku Rona). Idealne życie czas zacząć. Nagle rozległo się pukanie drzwi jego azylu, a po chwili w środku pojawił się Draco.

- I jak? Co o tym sądzisz? – spytał obejmując lekkim machnięciem ręki cały pokój.

- Podoba mi się – odpowiedział luźno Potter. – Przynajmniej nie będę miał drażniących
 współlokatorów, a to mi odpowiada – powiedział będąc przez chwilę szczerym.

- Lepiej się do tego nie przyzwyczajaj. Profesor Snape powiedział, że to chwilowe, dopóki się nie zaaklimatyzujesz i dopóki współ domownicy się do ciebie nie przyzwyczają.

- Czyli zostaję tutaj – odrzekł spokojnie Potter, zdając sobie sprawę, że nie jest możliwe.
Węże z całą pewnością nie przyjmą w swoje szeregi kogoś, kto przez sześć lat należał
do wrogiego obozu.

- Żebyś się nie zdziwił Potter. Wiele osób zauważyło twój nowy styl jak i zmianę zachowania. Zaakceptują cię szybciej niż sądzisz.

- Lepiej, żebyś się mylił, bardzo mi odpowiada ta sypialnia i wolałbym ją zachować – skwitował kwaśno Harry.

- To jedno z dormitoriów dla prefektów. Jednak nasz dom posiada tylko jednego - mnie. Żebyś tu został na stałe musiałbyś stać się ulubieńcem Severuva…
a to ci na całe szczęście nie grozi – zauważył Malfoy.

- Żebyś się nie zdziwił – Potter uniósł kąciki ust w kpiącym uśmiechu.

- Nie każ mi wątpić w moje prorocze zdolności Zloty Chłopcze!  A, i właśnie Potter dzisiaj o północy bądź w pokoju wspólnym tylko ubierz się, a nie przyłaź w pidżamie - powiedział kpiąco ślizgon, odwracając się z zamiarem wyjścia.

- Po co? – zapytał szybko z koncentracją mrugając oczyma.

- Przekonasz się Potty. – odparł zamykając drzwi pokoju nowego domownika.

Harry został sam. Zastanawiał się co takiego go czeka o północy, że Malfoy kazał mu zejść do pokoju wspólnego na dodatek ubranemu w ciuchy, jakby zazwyczaj paradował po zamku o zgrozo, nago ! Jeśli ten dupek coś kombinuje to lepiej, żeby przestał, bo jak to mówią zemsta jest słodka. Chcąc nie chcąc musiał znaleźć jakieś zajęcie na te kilka godzin. Do umówionej pory zostało mu niewiele czasu, akurat tyle by skończyć czytać podręcznik z eliksirów. Nie myślcie, że Harry nagle zapałał miłością do tego przedmiotu, po prostu jakiś czas temu stwierdził eliksiry nie są wcale takie trudne jak mu się do tej pory wydawało, zwłaszcza jeśli nikt nie sabotuje jego pracy.  Siadł więc i machnięciem patyka zaczarował zegarek, tak by pięć minut przed północą poinformował go o tym. Czas mijał w zafascynowany chłopak raz za razem przerzucał kolejne stronnice.  Dopiero dźwięk budzika wyrwał go z transu. Poprawił włosy i zszedł do pokoju wspólnego Slitherinu. Bystrymi oczyma omiótł całe pomieszczenie, zatrzymując wzrok na pierwszoroczniakach i Malfoy’u.

- No nareszcie – odezwał się ten ostatni. – Ile można na ciebie czekać?

- Ile będzie trzeb Fretko – odgryzł się były gryfon.

- Dobra, przejdźmy zatem do rzeczy. Wszyscy, którym kazałem się tutaj zebrać są nowymi mieszkańcami domu węża, co za tym idzie muszę wam przedstawić jego regulamin. Powinniście wiedzieć jak się zachowywać, jak chodzić, jak się wysławiać by godnie reprezentować przynależność do Salazara . Zostaliście tutaj przydzieleni, co powinniście traktować jak zaszczyt i jednocześnie dążyć do tego, aby stać się chlubą dla swojego domu – Malfoy zdecydowanie nadawał się na przewodniczącego.
Aktualnie nawet Potter musiał stwierdzić, że bił od niego autorytet i pewna władczość,
ale co się dziwić Malfoy pochodził z arystokratycznego rodu, więc wyniosłość i dowodzenie miał we krwi.

- Teraz każdy z was przejdzie przez te drzwi - osobno, by móc zostać wprowadzonym właściwie do domu Salazara, do którego od dzisiaj każdy z was będzie należał.

Harry zaintrygowany spojrzał na wskazane drzwi. Były typowe dla Hogwartu. Masywne, ale z drobnymi ozdobami w kształcie węży. Draco podszedł do nich i wpuścił pierwszego dzieciaka, podążając tuż za nim. Kiedy prefekt zniknął za zatrzaśniętymi drzwiami zaraz rozgorzała żywa dyskusja na temat tego co tam się będzie działo. Po upływie około dziesięciu minut drzwi otwarły się, ale pojawił się tylko Draco. Młodego ucznia nie było z nim. Blondyn uśmiechał się lekko, acz drapieżnie. Nowi ślizgoni popatrzyli na niego niepewnie.

- A gdzie Eric? – spytał ktoś cicho.

- W sypialni, nic mu nie jest. Nie ma cie się co martwić – uspokoił ich młodzieniec.
Dzieciaki nie wyglądały na przekonane. Malfoy brał ich po kolei do nieznanej komnaty, aż w końcu w pokoju wspólnym został sam Potter. W końcu przyszła i jego kolej.

- Zapraszam Potty, chyba że cykasz – zakpił blondyn.
- Chciałbyś blondasku – odszczeknął brunet.

. Harry zaintrygowany przekroczył ostrożnie próg pomieszczenia. Była to niewielka komnata w typowych dla tego domu barwach. Dominowała zieleń i srebro. Harry niepewnie się rozejrzał. Komnata była prawie pusta. Prawie bo po lewej stronie stała niewielka szafa, a na prawo ukryty w cieniu wisiał jaki obraz.

- Nie patrz tak, nic ci nie grozi – zakpił blondyn.

- Przy tobie Malfoy wszystkiego bym się spodziewał – odbił pałeczkę.

- Wielkie dzięki Potter – odparł zimno chłopak.
Zielonooki zdał sobie sprawę, że chyba przesadził, ale nie dostał szansy na złagodzenie sporu. Ciszę, która zapanowała pomiędzy dwójką uczniów przerwało ciche chrząknięcie. Jak na komendę oboje spojrzeli w tamtym kierunku.

- Harry Potter .. kto by pomyślał, że kiedyś przekroczysz próg moje domu.- Powiedziało
 z lekkim rozbawieniem widmo Salazara, jednego z założycieli Hogwartu.- Nidy nie powinieneś trafić do domu Godryka. To była zła decyzja, prawda chłopcze ? – Zamilkł na krótką chwilę, jednak nie oczekiwał odpowiedzi.
- Nikt nie powinien ingerować w decyzje Tiary. Tylko ona jest w stanie dostrzec wszystko co ukryte jest w naszych duszach.

- Myślałem, że tak będzie lepiej – Odparł chłopiec, czując jak serce wali mu w piersi. Zdecydowanie nie tego się spodziewał – Bałem się.. Bałem się, że będę taki jak Riddle. – Zakończył z odrazą wypluwając nazwisko mężczyzny. Wiekowy starzec gwałtownie odwrócił się z grymasem wściekłości wymalowanym na twarzy.

- I znów wszystko sprowadza się do Toma..- warknął, jednaka na jego ustach wykwitł melancholijny uśmiech. -  Kiedy go poznałem był uroczym dzieckiem. Nie był nawet świadomy, że jest moim dziedzicem.. Jednak widziałem ten błysk w jego oczach, zdradzający tak wiele. Fascynowała go magia, Harry. Magia w najgłębszym tego słowa znaczeniu – prastara magia.. Masz ten sam błysk w oczach chłopcze, chęć wiedzy, potęgi, władzy . Brakuje tylko praktyki i zawziętości, jaką posiadał Tom. Wbrew pozorom nie różnicie się tak bardzo
.
 –Salazar wyczuwał u bruneta spore pokłady magicznej mocy. Mocy, która jednak pozostawała uśpiona do czasu.. Był jednak pewien, że ten stan nie utrzyma się już długo. Magia powoli się budzi niczym z letargu, a gdy wybuchnie.. Uśmiechnął się smutno, po czym otworzył usta chcąc kontynuować. Jednak z głębi pomieszczenia dobiegł zamyślony głos zielonookiego młodzieńca.

- Tak .. jesteśmy podobni z wyglądu jak i z charakteru.. Chciałbym, abyś spełnił jedną moją prośbę !  – Odrzekł nabierając pewności siebie, którą zgubił gdzieś w drodze do tej komnaty. Malfoy gwałtownie zaczerpnął powietrza. Co za głupiec musi być z Pottera, żeby targować się akurat z tym czarownikiem. – Udostępnij mi swoje księgi. Wiem że Riddle w młodości uczył się z nich w zamku. - zakończył, bez lęku wpatrując się w ducha.


- Te księgi mogą Cię zgubić mój chłopcze, kiedy rozpoczniesz naukę nie ma już powrotu.. Jednak chyba znasz już podstawy TEJ dziedziny magii i nie powinno to stwarzać zagrożenia. – Pochylił głowę powolnym, uroczystym ruchem, jakby odpowiadał  twierdząco na prośbę ucznia. Podszedł i w geście przypieczętowania umowy dotknął jego przedramienia.

–  Szukaj ich w miejscach, o których inni nie mają pojęcia. – Uśmiechnął się, kiedy w oczach Pottera dostrzegł błysk zrozumienia. Dał znak Draconowi, że spotkanie dobiegło końca. Ten podążył szybko do nakreślonego kredą koła i jednym machnięciem różdżki zgasił wszystkie płonące świece. Blondyn spojrzał na chłopaka, który tępym wzrokiem wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze sekundę temu można było zobaczyć założyciela ich domu.

- Co ja zrobiłem? – wymamrotał cicho przenosząc wzrok na swoją dłoń-
Co ja właściwie zrobiłem? - Ręka powyżej nadgarstka piekła, ból stawał się coraz bardziej intensywny. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Zadrżał gwałtownie, gdy zobaczył, że na ręce coraz wyraźniejsze staje się wypalone znamię. To był znak. Patrzył przerażony,
w pierwszej chwili nie rozumiejąc, skąd piętno mogło się wziąć na jego skórze. Już kiedyś widział  go wiele razy. Harry pamiętał ból, który odczuwali ci, którym Tom Riddle wypalał mroczny znak. W końcu przez więź mógł to odczuwać. Popatrzył nic nie rozumiejąc
na blondyna.

- Taką inicjacje otrzymuje każdy z waszego domu ? – warknął najwyraźniej zbyt zdezorientowany by zachować obojętność.

- Tak, każdy otrzymuje znamię. Jest to tak jakby symbol przynależności do Slytherinu. – Odpowiedział z pewnością i podwinął swój rękaw, a na jego lewym ramieniu widniał herb domu węża. – Nie wiem dlaczego Ty otrzymałeś inny od nas wszystkich. Harry tyko z rezygnacją pokręcił głową. Spojrzał na wypalony na swojej skórze mroczny znak. Wyglądał jakby znajdował się na właściwym miejscu. O ironio ! Był zbyt skołowany ostatnim wydarzeniem, a w jego głowie wciąż rozbrzmiewały słowa starca „ Wbrew pozorom nie różniliście się tak bardzo”. Wykrzywił usta w lekkim grymasie mającym przypominać uśmiech. Cóż najwyraźniej byli bardziej do siebie podobni niż mu się wydawało.

- Nareszcie w domu – Mruknął siląc się na optymistyczny ton.

- Chodź Harry, jutro mamy o ósmej zajęcia trzeba się położyć na kilka godzin – ponaglił chłopaka. Ten potrząsnął głową ruszając w stronę drzwi oddzielających ich od pokoju wspólnego.

- Nazwałeś mnie po imieniu.. – stwierdził zerkając na niego z ironicznym błyskiem w zielonych tęczówkach.

- Błagam Złoty Chłopcze. Myślałem, że mamy to za sobą – Malfoy wywrócił oczami, po czym zatrzasnął za nimi drzwi, które po kilku sekundach znikły ze ściany.

17 marca 2014

Rozdział II – Koniec starego początkiem nowego.




Princess Of Darknes - to super, że spodobał się zarówno prolog jak i Pierwszy rozdział. Mam również nadzieję, że będziesz śledziła dalsze losy bohaterów :). Dzięki również za wytknięcie błędu w prologu - został poprawiony :D

Daniel Korus - cóż na niektóre pytania niestety nie odpowiem ( za wiele by zostało wyjawione^^). Jeżeli będziesz dalej czytał sądzę, że się nie zawiedziesz. Mogę jedynie powiedzieć -  tak to będzie Yaoi.. a kto będzie drugą połówką Harrego dowiesz się z czasem :P - jedno jest pewne będzie wiele niespodzianek

Teraz zapraszamy do czytania kolejnego rozdziału .  Zostawcie po sobie jakiś ślad, bo komentarze motywują do dalszego pisania:) !
Pozdrawiamy:)

 Rozdział II 


Harry niemal zbiegł do jadalni, gdzie Syriusz siedział za stołem i jadł spokojnie śniadanie. Widząc swojego chrześniaka uśmiechnął się radośnie i podał mu drugi talerz zapełniony kanapkami.

- Ruchy Harry, niedługo trzeba się zbierać, pociąg nie będzie czekał – mrugnął do niego, na co gryfon odburknął coś niewyraźnie.

Z jednej strony cieszył się na powrót do szkoły. To tam odnalazł swoje miejsce i to właśnie ten zamek przez ostatnie sześć lat był dla niego domem, którego nie posiadał, aż do teraz.
W tym roku nie do końca chciał tam wracać. Po pierwsze będzie musiał spotkać się
ze swoimi przyjaciółmi – Ronem i Hermioną, a był niemal pewien, że to będzie ciężkie przeżycie.. Ta dwójka z  pewnością nie zaakceptuje zmian w jego charakterze. Cieszył się natomiast z zawarcia znajomości  z Draconem. W sumie nie nazwałby 
jeszcze ich relacji  przyjacielskimi, ale na pewno nie traktowali się już jak wrogowie. Przełknął ostatni kęs kanapki, zatrzymując wzrok na swoim opiekunie.

- Możemy iść – Powiedział wstając od stołu i zbierając naczynia.
- To świetnie – Syriusz uśmiechnął się łobuzersko. Nigdy nie zachowywał się adekwatnie
do swojego wieku. 

Poszedł do pokoju Harrego i pomógł mu spakować bagaże i zmniejszyć je.
Po upływie kilku minut chrześniaka dobiegł krzyk z salonu, że za piętnaście minut przyjedzie po nich taksówka.

- Syriuszu, powiesz mi w końcu, co to za niespodzianka związana z początkiem nowego roku? – Zapytał chłopak zeskakując o trzech ostatnich stopni schodów. Odkąd Black wspomniał o owej niespodziance pierwszego dnia, zżerała go ciekawość. Nie mógł się doczekać, a niestety cierpliwość nie była mocną stroną czarnowłosego.
- Spokojnie, dowiesz się w swoim czasie – mężczyzna mrugnął do niego wesoło. Potter chcąc nie chcąc musiał skapitulować. Jednak jego uwadze nie umknął mu kufer, który łapa miał spakowany w swoim pokoju. 

Równo po kwadransie przyjechała zamówiona przez Blacka taksówka. Oboje schowali swoje zmniejszone bagaże do kieszeni płaszczy i  wsiedli do pojazdu, który ruszył spod ich rezydencji by dziesięć minut przed odjazdem pociągu dotrzeć na dworzec King's Cross. Na peronie
 9 i 3/4 Syriusz od razu pożegnał się z chrześniakiem i oddalił się na przód pociągu gdzie wsiadł do jednego z licznych wagonów. Harry mający również zamiar zadomowienia się na czas podróży w przedziale usłyszał krzyki Hermiony i szybkie kroki zapewne należące do Rona. Westchnął mentalnie. Jednak nadzieja na uniknięcie spotkania z przyjaciółmi okazała się próżna. Przywołując na usta coś na kształt uśmiechu odwrócił się w stronę nadchodzących osób.
Dziewczyna z radością rzuciła mu się w ramiona, nie zauważając jego cierpiętniczej miny, natomiast Weasley uśmiechał się głupkowato. Och miał ochotę zetrzeć im te uśmieszki z twarzy jednak starał się panować nad sobą. Kilka głębszych wdechów i wszystko będzie dobrze.

- Cześć stary, jak tam? – Ron podszedł i poklepał go przyjacielsko po plecach.
Przez moment, ale tylko przez moment poczuł się tak jakby ostatnie problemy nie miały miejsca, a oni nadal byli najlepszymi przyjaciółmi, ale tak nie było. Czas płynął, pewne wydarzenia jednak miały miejsce, a on sam? Zmienił się. Potter wyswobodził się z ramion Hermiony.
- Was też miło widzieć – powiedział trochę zbyt chłodno, co zostało zauważone przez Rona, który dziwnie na niego spojrzał jak by dopiero teraz zauważając zmianę w image’u przyjaciela.
- Stary, coś ty się tak odpicował? – zlustrował go wzrokiem. – I gdzie masz okulary?
- Już ich nie potrzebuje, noszę soczewki. Są o wiele wygodniejsze – odpowiedział luźno Potter. – A co do stroju, to odpowiada mi taki styl – wzruszył ramionami.
- Tylko, że wyglądasz jak typ z pod ciemnej gwiazdy, bez urazy. – Ron pokręcił głową.
- Ron daj spokój, jeśli Harremu się podoba, to nic nam do tego – Hermiona od razu zaczęła uspokajać rudzielca, jakby obawiając się burzy.
- Mi się tam podoba styl Harrego – do uszu całej trójki dobiegł głos Malfoy’a. Harry odwrócił się w stronę blondyna.
- Cześć Draco – powitał go spokojnie, na co jego przyjaciel wybałuszył oczy.
-  Zadajesz się ze ŚLIZGONEM? To jest Malfoy – wredna fretka? Już o tym zapomniałeś?
- Nie Ron, nie zapomniałem.  Przejrzałem tylko na oczy. Nie należy zawsze ulegać stereotypom, czy rozpamiętywać dawne urazy. Można dostrzec w ludziach sporo zalet. Nawet w tym ślizgońskim dupku.. wiem , też byłem zaskoczony – odpowiedział ze śmiechem, a Ron lekko poczerwieniał na twarzy.
- Harry jak możesz ?!– starał się go jeszcze przekonać. – Przecież to my jesteśmy Twoimi przyjaciółmi.
-  Jedno nie wyklucza drugiego, chyb.. – Chłopak chciał jeszcze coś dodać,
ale jego wypowiedź została przerwana przez Dracona, który jak zawsze musiał wtrącić swoje trzy grosze.
- Widzisz Weasley wygląda na to, że Potter przestał zadawać się z pospólstwem – zakpił, co spowodowało, że Ron gwałtowanie zaczerpnął powietrza.
- Zdrajca – wycedził w stronę Harrego urażony chłopak, na co ten tylko potrząsnął głową
- Ronaldzie Weasley ! DOŚĆ ! – krzyknęła dziewczyna - Pora wsiadać do pociągu bo za chwilę odjedzie bez nas! – Hermiona najwyraźniej chciała zapobiec większej kłótni i pociągnęła szarpiącego się chłopaka w stronę pociągu. 

Draco z Harrym weszli spokojnie do ekspressu
 i zajęli jeden z przedziałów. Niedługo potem dosiedli się do nich pozostali domownicy Slytherinu nieco zdziwieni obecnością kogoś z wrogiego im domu na ich terytorium. Podróż do Hogwartu minęła im w przyjemnej atmosferze, na rozmowie i opowiadaniu  dowcipów czy wakacyjnych przygód, przy czym było dużo śmiechu i łez. Harry musiał przyznać, że  wcale nie oni tacy źli. Po raz któryś z kolei zaczął żałować, że sześć lat temu nakłonił tiarę, by nie umieszczała go w domu węża. Kilka godzin potem, kiedy expres- Hogwart  zaczął zbliżać się do celu podróży wszyscy założyli szaty i powoli zaczęli zbierać się do wyjścia.
Pociąg w końcu wjechał do Hogsmade i zatrzymał się. Wszyscy uczniowie opuścili wagony, wylewając się jak jedna czarna masa na peron, by udać się w kierunku szkoły w łódkach przez piękne jezioro, jak corocznie pierwszoklasiści lub w powozach ciągniętych przez Testrale,
jak czyniła to reszta uczniów, która miała już zaszczyt nie jeden raz przekraczać Hogwarckie bramy. W zamku jak zawsze zajęli swoje miejsca przy stołach czterech domów.  Tym razem każdy kto popatrzył na stół Gryfindoru mógł zauważyć, że złota trójca nie siedzi razem. Harry bowiem siedział przy końcu stołu podczas gdy pozostała dwójka siedziała tam gdzie zawsze. Jednak złotemu chłopcu jakoś szczególnie to nie przeszkadzało.
Jego nowy styl jak i fryzura oraz brak okularów nie przeszedł bez echa. Szepty dało się słyszeć nie tylko pośród damskiej części, ale też pośród mężczyzn. Potter lekceważył ten fakt jak zawsze - w końcu kiedy w tej szkole nie był na ustach wszystkich osób ? -  Nigdy.  
Zerknął z ukosa na stół prezydialny, gdzie Dumbledore siedział u jego szczytu z tym swoim dobrotliwym uśmiechem, zerkającego niebieskimi oczami znad okularów połówek na uczniów, którzy siedzieli przy stołach, jak i na nowo przybyłych, którzy kłębili się przy wejściu i nerwowo rozglądali.  Po kilku minutach szumu Dyrektor wstał i podszedł do mównicy, a sowa rozpostarła swoje skrzydła.

- Witajcie drodzy uczniowie!  Rozpoczyna się  kolejny rok nauki w szkole magii i czarodziejstwa, w Hogwarcie – zaczął przemówienie swoim spokojnym przyjaznym głosem od którego Haremu nie wiedzieć czemu robiło się niedobrze.
– Aby na dobry początek was nie zanudzić, pragnę przypomnieć, że wstęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony i pan Filch  dopilnuje tego. Kto złamie regulamin zostanie ukarany szlabanem u opiekuna swojego domu. Chciałbym przedstawić również nowego profesora Obrony Przed Czarną Magią,  Profesora Syriusza Blacka. 

Harry zaskoczony zerknął ponownie na stół prezydialny i dopiero teraz dojrzał swojego ojca chrzestnego. Przedtem zbytnio się skupił na Dropsie i ten drobny, ale ważny szczegół umknął jego uwadze. Uśmiechnął się do siebie. Więc to pewnie była ta niespodzianka. Musiał przyznać, że bardzo miła. Słysząc oklaski machinalnie się do nich dołączył. Dobrze, że Dumbledore zakończył przemówienie. Teraz czekała  ich tylko Ceremonia przydziału. McGonagal wyniosła na środek stołek i położyła na nim stary kapelusz, który po chwili rozpruł się i zaczął śpiewać:



Cieszcie się młodzieży póki czas ku temu
cieszcie się, bowiem to nie kres zagrożeniu.
Jeszcze ta walka nie jest wygrana
Pod czarnym płaszczem groza schowana

Domy w Hogwarcie zjednoczy siła
chodź droga kręta jest i zawiła,
Lecz bez podziałów jak jedna rodzina
Dobro zwycięży już bliska godzina

Więc śmiało Lwy do walki stawajcie
Kruki swą wiedza przyjaciół wspierajcie
i wy Węże sprytu swego nie szczędźcie
Puchoni najwyższy czas wykazać się męstwem

Tę oto radę daję wam w sekrecie
wy z nią poczniecie, co tylko zechcecie
Jednak ja w mądrość serc waszych wierzę
i wiem, że wybierzecie rozsądnie i śmiele.
 
 Wydawać się może, że to koniec mej pieśni
Jednakże tak nie jest czemu? Już się dowiecie.
Proroctwo bowiem w połowie spełnione
prawda ukryta, a kłamstwo obnażone

O co w tym chodzi już wkrótce się dowiecie
Gdy ten, który żyje w kłamstwie prawdę w końcu pozna.
Dzień ten jest już blisko nim się obejrzycie,
a teraz moi drodzy na razie żegnajcie.



Tiara zakończyła swoją pieśń, a w Wielkiej Sali zapanowała cisza. Nikt nie wiedział jak interpretować słowa starego kapelusza, ale jedno wiedzieli na pewno -  Coś się wydarzy.
Kiedy? - Niewiadomo, ale z pewnością będzie to miało związek z złotym  chłopcem Gryfindoru. McGonagal, która szybko odzyskała rezon wyszła na środek.

- Więc, moi drodzy teraz rozpocznie się ceremonia przydziału. Będę wyczytywać nazwiska,
a wy będziecie podchodzić do tiary, która umieści was w jednym  z domów. Dom do, którego traficie stanie się dla was czymś na kształt rodziny na kolejne siedem lat nauki. Pamiętajcie, aby dbać o honor swojego domu i być dla niego chlubą – wicedyrektorka zawiesiła głos jakby się nad czyś zastanawiając.
 – W tym roku co niezmiernie nas zdziwiło, tiara wyraziła jedno życzenie. - Kontynuowała dalej -
 Jako, że  jest magicznym artefaktem, nie mogliśmy zlekceważyć tej prośby. Dlatego też jedno z was, osób które już uczęszcza do Hogwartu i ma swój dom, zostanie przydzielone ponownie – pośród domów przeszedł szmer, a Złoty Chłopiec poczuł przyśpieszone bicie serca.
 – Prosiłabym, więc, aby na środek jako pierwsza osoba podszedł pan …
Harry Potter! – Kobieta wywołała chłopaka po krótkiej pauzie. Harry wstał i spokojnie podszedł do kapelusza. Usiadł na Sołku zakładając magiczny artefakt na głowę.
- Harry Potter – odezwał się cichy głosik. – Więc jednak do mnie wróciłeś. Wiedziałam, że tak się stanie, ja, bowiem nigdy się nie mylę. Już czas byś stanął twarzą twarz ze swoim przeznaczenie, dlatego wybieram..

SLYTHERIN!!!

Harry miał wrażenie jak by właśnie spełniło się jedno z jego gorących życzeń, marzeń które snuł przez ostatnie wakacje, a które wydawały się wtedy mało realne i niemożliwe do spełnienia. Koniec z Gryfindorem. Koniec z domem, do którego nie pasował. Idąc za poleceniem dawnej opiekunki domu, do którego uprzednio należał udał się do stołu Slitherinu. Nie krył faktu, że jest zaskoczony, ale jednak cieszy się tą nagłą zmianą. Jednak nie wszystkim obecnym na tej Sali podobała się decyzja podjęta przez starą czapkę. Miny jego dawnych przyjaciół odzwierciedlały zaskoczenie jak i zniesmaczenie tym faktem.  Tak dawnych przyjaciół, bowiem teraz był już
w stu procentach pewny, że odwrócą się od niego - w końcu przynależność do 'kolebki czarnoksiężników' znaczyła dla nich bardzo wiele. Snape za to patrzył na niego tak jak by Potter co najmniej pozbawił życia któregoś z członków jego rodziny.. Cóż jakby na to nie patrzeć, całkiem miła perspektywa. Harry usiadł obok Malfoya, który uśmiechnął się do niego z wyższością i pogratulował mu cicho. Potter był niezwykle usatysfakcjonowany. Zaczynał również sądzić, że ten rok jednak nie będzie taki zły jak przypuszczał . Jednak pytanie co dalej ?


___________________________________________________________
OD AUTOREK  : BRAK KOMENTARZY = BRAK KOLEJNEGO ROZDZIAŁU. 
tak wiemy, trochę rygorystycznie .. ale niestety nie widząc zainteresowania człowiek traci wenę, a przede wszystkim chęć do pisania . :(

3 marca 2014

Rozdział I – Nowy początek


Tak o to dajemy pierwszy rozdział, dziękujemy czytelnikom za słowa otuchy i wsparcia :)
Następna notka za około tydzień !

Rukja - to świetnie, że podobają się arty jak i ten krótki prolog.  Mamy nadzieję, że rozdziały  i cała historia wywrze na Tobie pozytywne wrażenie :)

Mariposa - Szata bloga, tak coś w tym jest :D  fakt prolog krótki, ale im mniej informacji tym ciekawiej czyż nie tak :P

Lady - Dzięki za zauważenie tego drobnego mankamentu. W pierwszej wersji pisania Harry miał wrócić do Hogwartu na szóstym roku, a wykończyć Voldka na piątym.  Po drobnych zmianach ten fakt uległ poprawce, ale najwyraźniej umknął nam wiek Harrego;) Co do samej historii jest ciut zmieniona,
ale wkrótce sama sie przekonasz:)

To tyle od nas.
Życzymy miłej lektury:)  


______________________________
 


Rozdział I 


Harry obudził się nagle w środku nocy z krzykiem. Ostatnimi czasy bardzo często to mu się zdarzało, a po ostatnim roku i pamiętnej bitwie o Hogwart nasiliło się jeszcze bardziej. Tak miniony, szósty rok nauki obfitował w liczne, niekoniecznie miłe wydarzenia. Splotło się ze sobą wiele śmierci. Jedna, na którą czekało tak wielu czarodziejów i inne, które nie powinny mieć
w ogóle miejsca. Wiele osób straciło swe życie broniąc swoich domów, rodzin.
 Byli jednak i tacy, którzy poświęcili je w „imię większego dobra”.
 Złoty chłopiec od powrotu do nieszczęsnego domu swojego wujostwa nie miał lekko. 
Może i w świecie czarodziejów był aktualnie bohaterem, osobą numer jeden 
na wielu ustach, ale na Privet Drive wciąż był traktowany jak nic nie warty śmieć
Zarówno wuj jak i ciotka raczyli mu o tym nagminnie przypominać, zaś jego kuzyn nadal traktował go niczym worek treningowy. Jednak jak to miał w zwyczaju nie zamierzał ubolewać nad swoim losem. W końcu to miały być ostatnie wakacje w tym miejscu, którego z całego serca nienawidził. Następne, jakie nadejdą i kolejne,  spędzi w domu swojego ojca chrzestnego Syriusza Blacka, który został oczyszczony z zarzutów i przeproszony za fałszywe oskarżenia. Harry rozejrzał się po ciemnym pokoju nasłuchując, czy  jego krzyk nikogo nie obudził. Jakoś nie chciał konfrontacji w środku nocy z wściekłym wujostwem.
 Na szczęście w domu panowała niczym niezmącona cisza. Złoty chłopiec zdawał sobie sprawę, że teraz będzie miał poważne trudności z zaśnięciem. Westchnął więc cicho i wstał
 z łóżka. Zapalił lampkę, która była przy jego łóżku i wyjął jedną z ukrytych w szczelinie ksiąg magicznych OPCM i zaczął z nudów wertować podręcznik. Co było jednak dziwniejsze, przez te sny i budzenie się zbyt częste w środku nocy oprócz OPCM i paru innych podręczników nawet zaczął uczuć się o zgrozo eliksirów! Czasami miał wrażenie, że zamienia się
 w Hermionę, to w końcu jej domeną było nieustanne siedzenie nad książkami i zgłębianie wszelkiej wiedzy. Resztę wieczoru spędził więc czytając i odrabiając związaną z przedmiotem pracę domową zadaną na okres wakacyjny. Nad ranem, gdy odłożył książkę do skrytki pod łóżkową szczeliną udało mu się przysnąć. Jednak nie na długo. Już po chwili, bowiem słychać było głośne pukanie w drzwi jego pokoju i zirytowany głos jego ciotki nawołujący go do natychmiastowego przygotowania  śniadania.. Zrezygnowany zwlekł się z łóżka, ubrał i poszedł do kuchni powłócząc nogami i nieustannie ziewając. 

- Zrób jajka na bekonie, tylko ich nie spal – zażądała ciotka surowym głosem dochodzącym
 z łazienki.
- Dobrze – odpowiedział zabierając się do czynności, którą przyszło mu wykonać.
W końcu każdy dostał śniadanie i mógł zrobić również coś dla siebie. Jednak nie zdążył się dobrze wziąć za jedzenie, gdy usłyszał krząknięcie wuja.
- Czy coś się stało wuju? – spytał unosząc głowę znad swojego talerza i patrząc na swojego opiekuna.
- Czy wiesz, jaki dzisiaj mamy dzień? – odpowiedział pytaniem na pytanie Vernon. Harry zaczął się zastanawiać. Nie były to jego urodziny, urodziny Dudleya też nie. Pokręcił więc przecząco głową. 
– Tak też myślałem – kontynuował wuj niezdziwiony arogancją swojego bratanka. – Dzisiaj ja, Petunia oraz Dudley idziemy na zebranie kandydatów do szkoły średniej, w końcu
 w przeciwieństwie do ciebie nasz kochany Dudziaczek zaczyna normalną szkołę,
a ty znów wrócisz do tych dziwolągów – powiedział krzywiąc się. Harrego olśniło. Rzeczywiście dzisiaj mieli te zebranie. 
– Rzecz jasna nie zostawimy cię w tym domu – powiedział unosząc sugestywnie brew patrząc na niego jak na kogoś, kto mógłby zniszczyć w przeciągu kilku sekund dorobek całego jego życia. Petunia obdarzyła siostrzeńca dokładnie tym samym pogardliwym spojrzeniem. Nagle rozległo się pukanie do drzwi wejściowych. Vernon widocznie tym faktem niezadowolony kazał poczekać wszystkim w kuchni, a sam udał się, aby otworzyć drzwi niezapowiedzianemu gościowi.

Harry popatrzył za oddalającym się wujem i zabrał się za jedzenie korzystając ze sposobności, bo wiedział, że jak ten wróci to znów będzie musiał słuchać tego wywodu, który zapewne skończy się tym, że wyląduje w domu pani Fig. Już po chwili usłyszał jak jego wuj zachłysnął się powietrzem, a po chwili dało się słyszeć jego tubalny, zbulwersowany głos.

- KIM PAN JEST I CO PAN ROBI W MOIM DOMU TAK UBRANY?!– zagrzmiał podniesiony głos Vernona.

Harry poderwał się znad talerza i zaraz pobiegł do przedpokoju zobaczyć kto to.
Był niemal pewny, że to jakiś czarodziej, wywołał tyle zamieszania. Ku jego ogromnemu zdumieniu w drzwiach zobaczył swojego ojca chrzestnego, który najwyraźniej nie przejął się kompletnie krzykiem jego wuja, a na widok Harrego uśmiechnął się szeroko.

- Cześć Harry, pakuj się. Resztę wakacji spędzisz u mnie. – powiedział wesoło. 
- Jak to u ciebie? – chłopak był wyraźnie zdziwiony.
- Nie cieszysz się? – Syriusz przestał momentalnie się uśmiechać. W końcu nigdy nie wiedział jakie tak naprawdę stosunki łączą jego chrześniaka z wujostwem. 

Co prawda słyszał o tym, jak podobno jest traktowany, ale nie do końca chciał w to wierzyć. Znał tych ludzi jeszcze z czasów młodości Lili.. No przynajmniej jej siostrę. Jakoś nie wierzył,
że z własnej woli traktowała by bratanka jak śmiecia. 

- Ależ, nie oczywiście, że się cieszę po prostu jestem zaskoczony – sprostował chłopak szybko wyrywając Syriusza z zamyślenia co spowodowało, że ten ponownie się uśmiechnął. 
- Chyba, że tak… Jeśli nie miałbyś nic przeciwko, możemy przenieść się 
już teraz – zaproponował. Harry już miał odpowiedzieć, że  bardzo chętnie gdy nagle
 w przedsionku pojawiła się jego ciotka. Spojrzała na swojego siostrzeńca, a potem na Syriusza. Nadal obowiązywała ją ta przeklęta przysięga.
- Black – powiedziała ostrzej niż by chciała. – Po co tu przyszedłeś chyba nie myślisz,
że wyjdziesz stąd z tym dzieciakiem? – spytała ostro. Black zmierzył ją chłodnym spojrzeniem.
- Oczywiście, że wyjdę Petunio i nie rozumiem twojego zachowania. Przecież kiedy cię poznałem nie byłaś taka – zamyślił się. – Harry idź się spakuj ja tutaj zaczekam – odesłał chrześniaka i spojrzał powrotem na jego ciotkę. – Petunio jest coś o czym chciałabyś mi powiedzieć?- Ta pokręciła głową…
- Nie.. nie mogę .. – powiedziała cicho. Syriusz zmarszczył brwi. Coś tu mu nie pasowało.
Tym czasem Harry szybko się spakował i zbiegł na dół razem z kufrem. Hedwiga spokojnie leciała za nim. Na jej widok zarówno Vernon jak i ciotka skrzywili się.
 - Harry, gotowy do drogi? – Syriusz spojrzał na chrześniaka. 
- Gotowy! – Uśmiechnął się promiennie, nie wierząc w swoje szczęście.
- Doskonale. Zatem do widzenia – pożegnał się. 
- Opiekuj.. się.. nim – wyszeptała Petunia, a ten skinął głową. Zszokowany Harry podążył za swoim chrzestnym, by kawałek dalej aportować się do ich nowego domu.
Młody Potter stanął przed bramą przepięknej rezydencji.
- Witamy w Black résidence – wyszczerzył się jego ojciec chrzestny – zapraszam do środka, wybierz sobie pokój i rozpakuj się. Harry wszedł do środka wielkiego domu, można by powiedzieć wręcz małego dworku i uśmiechnął się szeroko. Niezła chata.
- To ja się idę rozejrzeć – mruknął i już pędził schodami na górę. 

Chłopak otworzył pierwsze drzwi na jakie trafił zaraz po znalezieniu się na piętrze. 
Za nimi znajdowała się biblioteka, więc dosyć szybko je zamknął. To miejsce było dobre dla Hermiony. Na wspomnienie przyjaciółki coś zakuło go w piersi, jednak odrzucił wspomnienia i podążył dalej. Kolejnym pomieszczeniem było coś na kształt pokoju dziennego, kominek, fotele, bar z napojami alkoholowymi. Harry ruszył więc dalej chcąc zobaczyć kolejne pomieszczenia. W końcu natrafił na sypialnię. 
Była w kolorach zieleni, które zwykły królować w domu Salazara.  
Mimo całej niechęci do jego symboli i mieszkańców spodobała mu się. 
Położył się na chwilę na łóżku by przetestować jego wygodę, oczywiście okazało się być niezwykle miękkie. Po chwili zastanowienia zdecydował, że to będzie jego
pokój. Jak na zawołanie pojawił się kufer z jego rzeczami oraz ukochana sowa. 
Uśmiechnął się do siebie i zerknął do pomieszczenia za drzwiami  wnętrzu 
jego pokoju. Znajdowała się tam przytulna łazienka ze srebrnymi ornamentami 
węży przy wejściu. Korzystając z tego postanowił wziąć prysznic nim będzie musiał
pojawić się na obiedzie.
 Wieczorem położył się do łóżka, jednak wcześniej postanowił sprawdzić coś 
co przykuło jego uwagę. Gdy po południu chował do szafy swoje ubrania ( mogły 
co prawda zrobić to skrzaty, ale chciał wiedzieć co jeszcze musi uzupełnić w swojej garderobie), zauważył dziwne wybrzuszenie z tyłu. Najwyraźniej była to jakaś skrytka. Harry kierowany gryfońską ciekawością podszedł do szafy i spróbował dostać się do niej. Jednak były nałożone tam zabezpieczenia w wężomowie. W pierwszej chwili Złoty chłopiec chciał iść do Syriusza, jednak wrodzona skłonność do pakowania się w tarapaty zwyciężyła. Harry użył więc daru, który odziedziczył po pewnym beznosym dupku, bo tak zwykł w przeszłości nazywać swojego największego wroga - Toma Riddle'a - aby otworzyć skrytkę i już po chwili w jego dłoniach spoczywała czarna, gruba książka, której tytuł głosił „podstawy czarnej magii”. 

Harry z wrażenia upuścił opasły tom, jednak zaraz zreflektował się i podniósł go.
Postanowił na razie schować go pod łóżko i nic nie mówić Syriuszowi.
Miał zamiar jutro zerknąć do niej. Przejrzy kilka stron i powie Łapie, że ją znalazł.
 Bo przecież nic się nie stanie ? 
Nie będzie pragnął zdobyć zakazanej wiedzy i umiejętności ? 
Jednak dni spędzone w nowym domu mijały, a Harry nie wspomniał o znalezisku, wręcz przeciwnie. Z coraz większą pasją pochłaniał opasłe tomisko, a z każdą kolejną stroną  dochodził do wniosku, że czarna magia jest iście ciekawa. Nawet jego ojciec chrzestny wraz z upływem czasu, zauważył drobne zmiany zachodzące w Potterze. Złoty chłopiec zbył go jednak stwierdzając, że to zmęczenie 
i nowe środowisko. Niestety w głębi duszy musiał przyznać Blackowi rację – czarna magia zaczęła go fascynować.  Miał wrażenie, że stał się trochę bardziej ostrożny, mniej ufny w stosunku do przyjaciół. Od czasu wyprowadzki od Dursleyów dostał raptem jeden list od nich, na który nie odpisał. Przestał bowiem zwierzać się wszystkim ze swoich problemów i przemyśleń. Odkąd posiadł tę księgę jakoś nie tęsknił za przyjaciółmi. Stawał się niczym młody Tom Riddle, jednak nie chciał dopuścić do głosu swojej świadomości. 

.
 Czas w nowym domu płynął bardzo szybko. Początek nowego roku w Hogwarcie nadszedł szybciej niż Harry się spodziewał. Być może, dlatego, że resztę wakacji mógł zaliczyć do jak najbardziej udanych, spędzonych w rodzinnej atmosferze, nie tak jak zazwyczaj – jako popychadło u wujostwa. W przedostatni dzień wybrał się z Łapą na Pokątną by zakupić potrzebne książki, uzupełnić ingerencje do eliksirów na siódmy rok nauki w Hogwarcie oraz wyposażyć garderobę w nowe rzeczy. Harry kupił więc całkiem pokaźną ilość spodni
 i ciemnych podkoszulków. Ogólnie garderoba chłopaka nagle zmieniła się na bardziej mroczną co jemu osobiście bardzo się podobało. Uważał,
 że dodawała mu ona pazura. Syriusz zaś stwierdził, że to młodzieńczy okres buntu, a młody Potter nie zamierzał wyprowadzać go z błędu.

 Na szczęście podczas tej wyprawy nie spotkał rodziny Weasleyów, ani Granger. Tym lepiej. 
Za to, ku niezmiernemu zdziwieniu napotkał Malfoya, który aż przystanął widząc nowy ubiór jak
 i fryzurę Harrego. Z włosami Potter też postanowił zrobić drobny porządek. Lekko je zapuścił
 i w końcu jakoś ułożył z niewielką pomocą fryzjera, a co najważniejsze końcówki przefarbował na kolor srebrny

- No, no Potter, co to się stało? – Draco uniósł brwi. 

Potter odwrócił się na głos dobrze znanej sobie osoby by stanąć twarzą w twarz z pewnym nader irytującym ślgońskim dupkiem. Jednak nie odpowiedział na tę zaczepkę tylko powrócił do wcześniejszej czynności czyli oglądania nowych modeli mioteł na wystawie sklepowej. Draco uniósł zdziwiony brew na to jawne zignorowanie jego osoby, a przecież czegoś takiego się nie robi. Nikt nie ignoruje Malfoya. To jego rodzina może ignorować innych. Ślizgon zlustrował całą sylwetkę szkolnego wroga dostrzegając to jak Gryfon był ubrany. Chcąc nie chcąc musiał przyznać, że taka zmiana dobrze na niego wpłynęła.

- Potter, nie wiem kto namówił cię na zmianę stylu, a chętnie spytałbym go czym Cię nafaszerował, że w końcu wyglądasz jak człowiek – zakpił z typowym dla siebie sarkazmem.
- Dzięki Malfoy to miłe – odparł Gryfon wzruszając ramionami, co spowodowało, że Draco przez chwilę wpatrywał się w niego totalnie zaskoczony .Zaraz jednak odzyskał rezon.
- No, no i język też ci się wyostrzył? Przyznaj się Potter jesteś pod działaniem jakiegoś zaklęcia – zakpił blondyn.
- Chciałbyś Malfoy – Gryfon odwrócił się łaskawie w jego stronę. – Znudził mi się wizerunek grzecznego chłopca., którego grałem przez tyle lat. – prychnął rozzłoszczony gryfiak, jednak jego postawa nie zdradzała najmniejszych oznak irytacji. 
- Wiesz, z żalem muszę stwierdzić, że ta zmiana ci służy Potter, wytłumacz mi tylko czemu nie ma z Tobą Grenger i Weaslye'a?
- Powiedzmy.. w końcu zrozumiałem, że nie tylko oni są na tym świecie – 
Harry wzruszył ramionami, co spowodowało kolejne zdziwienie na twarzy ślizgona, 
a w końcu spowodowało wybuch śmiechu, czego Harry był świadkiem po raz pierwszy.
- No, nie, naprawdę Potter, zaskakujesz mnie –  młody dziedzic Malfoyów uspokoił się dość szybko, zakładając na  twarz maskę chłodnego opanowania. Stojący naprzeciw chłopak uśmiechnął się drwiąco by następnie wyciągnąć w jego kierunku dłoń.
- Więc co powiesz na zaczęcie wszystkiego od nowa? – zamilkł, robiąc krótką aczkolwiek efektywną pauzę – Cześć, jestem Harry, Harry Potter... 
- A ja Draco, Draco Malfoy, miło widzieć, że w końcu wychodzisz na ludzi Potter – obaj chłopcy uścisnęli sobie dłonie.

Harry zadowolony wrócił do domu. Kładąc się spać mógł śmiało stwierdzić, że ten rok będzie
 o wiele lepszy od poprzedniego. Rano obudził się kilka godzin przed wyjazdem, by spokojnie się wykapać sprawdzić czy wszytko jest spakowane i w końcu pojawić się w jadalni oznajmiając Syriuszowi, że już jest gotowy do drogi.


(…)


Dolina Godryka tonęła w nocnej ciszy, której nie zagłuszał nawet najmniejszy szmer wiatru. Ponure okiennice domu, który mogli widzieć wybrani powodował dreszcze. Przypominał on bowiem o tym co stało się szesnaście lat temu. Ciszę tę przerwał trzask aportacii. Tajemnicza postać pojawiła się w Dolinie Godryka, bez problemu ruszając jedną ze słabo oświetlonych uliczek, które z pewnością prowadziły na obrzeża czarodziejskiego miasteczka. Po kilku minutach szybkiego marszu jego oczom ukazał się cel podróży. Oto on – z pozoru zaniedbany i z całą pewnością przez nikogo niezamieszkany budynek..  Rodzinny dom Harrego Pottera, zbawcy ludzkości i tego, który pozbawił życia samego Voldemorta. Jednak to już przeszłość. Mężczyzna przekraczając próg domu roześmiał się złowrogo, a jego oczy niepokojąco błysnęły w ciemnościach.  Ruszył ostrożnie korytarzem budynku, który w niektórych miejscach wyglądał jak by miał lada moment zawalić mu się na głowę.
 Poszukiwał jednej niewielkiej rzeczy.. Ostrożnie dotarł na wyższe piętro i udał się do pokoju,
w którym szesnaście lat temu straciła życie młoda kobieta, a potem mały chłopiec pozbawił mocy Toma, który był niemal pewien swojego zwycięstwa. Jednak teraz on tutaj powrócił. Powrócił by móc dokończyć dzieło rozpoczęte przez brata. Ostrożnie zaczął przetrząsać pokój w poszukiwaniu pewnej drobnej rzeczy, tej o której istnieniu zapomnieli zarówno Dumbledore, jak i Voldemort, co spowodowało klęskę tego ostatniego. Jednak on jest sprytniejszy. W końcu dostrzegł małą błyszczącą rzecz leżącą pod kołyską, w której niewątpliwie kiedyś spał mały Harry. Pochylił się i podniósł coś z podłogi.  Schował ów przedmiot do kieszeni czarnego płaszcza i spokojnie oddalił się z ruin domu Potterów, przez nikogo niezauważony
- zupełnie jak śmierć, która przez nikogo niedostrzeżona zbiera żniwo swych ofiar.
Zadowolony ze swojego znaleziska udał się do dawnej rezydencji Toma Riddle’a
 i spokojnie rozsiadł się w przestronnej komnacie. Teraz pozostaje mu tylko czekać 
i zebrać tych, którzy rozproszyli się, gdy Czarny Pan poniósł klęskę.
 Zbierze jego wiernych ludzi na nowo i da im siłę do ostatecznego pokonania dyrektora Hogwartu, a on sam będzie mógł dokonać zemsty na Złotym Chłopcu, 
za śmierć jedynej rodziny – śmierć swojego brata.


Zaczarowani