aut . Mamy nadzieję, że ktoś jeszcze czyta tę historię .. Nie wiemy kiedy pojawi się kolejna notka. Komentujcie a będzie to jak najszybciej :) Cóż .. jak już wspominałyśmy wcześniej brak śladów, że ktoś czyta nasze wypociny powoduje utratę motywacji i chęci do dalszego pisania .. Zapobiegnijcie temu :)
Dziękujemy tym, którzy do tej pory docenili naszą pracę i zostawili komentarz :) !
Rozdział dodany na zachętę dla Was :D
____________________________________________________________
Harry
usiadł przy stole ślizgonów w wielkiej Sali. Wciąż nie dowierzał w swoje
szczęście.
W końcu był tam gdzie od samego początku było jego miejsce. Tak teraz to czuł. Wiedział.. był głupim dzieciakiem, które posłuchało pewnego rudzielca. Przez to skreślił dom węża nie dając mu szansy, na pokazanie, że to przecież idealne miejsce dla niego. Potter siedział spokojnie u boku Draco, kątem oka obserwując pozostałe stoły. Widział różne reakcje ludzi na tą wiadomość. Jednak najbardziej był ciekaw jak zareagowała pewna dwójka jego byłych,
bo już był tego pewien, przyjaciół. Patrzył jak Ron zamaszyście gestykuluje wykrzykując coś jak zwykle z buzią pełną jedzenia, a Hermiona stara się go uspokoić. Tak, to była jej rola. Przez wszystkie lata znajomości zawsze starała się załagodzić wszelkie spory między nimi, chodź nie zawsze jej się udawało. Teraz najwyraźniej też nie, bo w końcu wstała zbulwersowana i wyszła z wielkiej Sali, a rudzielec został z nadętą miną. Całkiem zabawny widok.
Do ich stołu podszedł Snape, który zlustrował Wybrańca wzrokiem.
W końcu był tam gdzie od samego początku było jego miejsce. Tak teraz to czuł. Wiedział.. był głupim dzieciakiem, które posłuchało pewnego rudzielca. Przez to skreślił dom węża nie dając mu szansy, na pokazanie, że to przecież idealne miejsce dla niego. Potter siedział spokojnie u boku Draco, kątem oka obserwując pozostałe stoły. Widział różne reakcje ludzi na tą wiadomość. Jednak najbardziej był ciekaw jak zareagowała pewna dwójka jego byłych,
bo już był tego pewien, przyjaciół. Patrzył jak Ron zamaszyście gestykuluje wykrzykując coś jak zwykle z buzią pełną jedzenia, a Hermiona stara się go uspokoić. Tak, to była jej rola. Przez wszystkie lata znajomości zawsze starała się załagodzić wszelkie spory między nimi, chodź nie zawsze jej się udawało. Teraz najwyraźniej też nie, bo w końcu wstała zbulwersowana i wyszła z wielkiej Sali, a rudzielec został z nadętą miną. Całkiem zabawny widok.
Do ich stołu podszedł Snape, który zlustrował Wybrańca wzrokiem.
-
Nie wiem Potter, co zrobiłeś temu staremu kapeluszowi, ani jak go przekonałeś,
żebyś wylądował w moim domu. Wiedz, że tutaj nie ma ulgowego traktowania dla bohaterów
– powiedział z typowym dla siebie jadem w głosie. Potter tylko kpiąco się uśmiechnął.
- Nie musi się pan martwic Profesorze. Nie musiałem wpływać na decyzję tiary.. Na pana nieszczęście wylądowałbym w tym domu już w pierwszej klasie, ale przekonałem starą czapkę, żeby mnie tu nie umieszczała, co niestety było wielkim błędem .– odpowiedział swobodnie. Snape uniósł jedną brew w geście zdziwienia. Zdecydowanie nie tego się spodziewał.
- A to ciekawa bajeczka Panie Potter, ale nie mnie ją wciskać.
- Oczywiście.. Profesorze – odparł sarkastycznie Potter.
– powiedział z typowym dla siebie jadem w głosie. Potter tylko kpiąco się uśmiechnął.
- Nie musi się pan martwic Profesorze. Nie musiałem wpływać na decyzję tiary.. Na pana nieszczęście wylądowałbym w tym domu już w pierwszej klasie, ale przekonałem starą czapkę, żeby mnie tu nie umieszczała, co niestety było wielkim błędem .– odpowiedział swobodnie. Snape uniósł jedną brew w geście zdziwienia. Zdecydowanie nie tego się spodziewał.
- A to ciekawa bajeczka Panie Potter, ale nie mnie ją wciskać.
- Oczywiście.. Profesorze – odparł sarkastycznie Potter.
Snape
nie uraczył go już odpowiedzią tylko rzucił na stół plany zajęć dla wszystkich,
nie kwapił się tak jak McGonagal, aby wręcz każdemu z osobna świstek papieru.
To było zadanie dla prefekta, czyli w tym przypadku Dracona, który zebrał wszystkie kartki
i spokojnie poszedł je porozdawać. Po kilku minutach wszyscy mieli w dłoniach swoje plany
i mogli udać się do pokoju wspólnego.
nie kwapił się tak jak McGonagal, aby wręcz każdemu z osobna świstek papieru.
To było zadanie dla prefekta, czyli w tym przypadku Dracona, który zebrał wszystkie kartki
i spokojnie poszedł je porozdawać. Po kilku minutach wszyscy mieli w dłoniach swoje plany
i mogli udać się do pokoju wspólnego.
-
Chodź Potter – Malfoy zawołał nowy nabytek ich domu. Złoty chłopiec (może już
nie
taki złoty?) podszedł do prefekta
- Hymm?
- Idziemy do pokoju wspólnego, a skoro nie wiesz gdzie on jest..
- Tak się składa, że wiem – powiedział szybciej niż zamierzał i dał sobie mentalnego kopniaka. Blondyn popatrzył na niego zdziwiony.
- Skąd?
- Później ci wyjaśnię – obiecał chłopak.
taki złoty?) podszedł do prefekta
- Hymm?
- Idziemy do pokoju wspólnego, a skoro nie wiesz gdzie on jest..
- Tak się składa, że wiem – powiedział szybciej niż zamierzał i dał sobie mentalnego kopniaka. Blondyn popatrzył na niego zdziwiony.
- Skąd?
- Później ci wyjaśnię – obiecał chłopak.
Draco
ruszył więc z pierwszoroczniakami i Potterem w kierunku lochów, by po chwili stanąć
przed portretem przodka Voldemorta.
- Zapamiętajcie hasło, bo nie będę każdemu z osobna go podawał – powiedział głośno, następnie zwrócił się do mężczyzny na obrazie – Memento Mori.
- Zapamiętajcie hasło, bo nie będę każdemu z osobna go podawał – powiedział głośno, następnie zwrócił się do mężczyzny na obrazie – Memento Mori.
Harry musiał przyznać, że odpowiada mu wystrój
tego pomieszczenia o wiele bardziej niż jaskrawe barwy Lwów. Tutaj przynajmniej
było bardziej mroczno i klimatycznie, akurat w jego stylu.
-
Dobra, poczekaj tutaj Potty, ja pokażę pierwszoroczniakom ich sypialni twoja
będzie gdzie indziej – oznajmił i poszedł z innymi uczniami.
Usiadł w jednym z foteli nie przejmując się
tym, że mieszkańcy domu węża patrzą na niego nieprzychylnie. Rozsiadł się
wygodnie i czekał cierpliwie. W końcu blondyn wrócił już sam
i podszedł do fotela gdzie siedział złoty chłopiec.
i podszedł do fotela gdzie siedział złoty chłopiec.
-
Potter podnoś tyłek i się rusz – ponaglił go.
- Idę wasza wysokość – zakpił brunet, na co Draco uniósł leniwie kąciki ust
w kpiarskim uśmiechu.
- Twoja sypialnia jest w tej samej części lochów co moja. Tak będziesz miał osobne lokum. To z pewnością nie dlatego, że jesteś Złotym-Chłopcem-który-nie-chciał -do-cholery-umrzeć. Profesor Snape po prostu woli nie dawać twojej osoby do wspólnych sypialni. Boi się, że ktoś w nocy postanowi poderżnąć ci gardło. Pewnie by go to ucieszyło, jednak mnóstwo papierkowej roboty jest po śmierci ucznia.
Wiesz dobrze, że nie jesteś tu przez wszystkich mile widziany – skwitował blondyn.
- Wiem o tym fretko, wiem, ale twoja aprobata w zupełności resztę rekompensuje –
uśmiechnął się drwiąco brunet.
- Idę wasza wysokość – zakpił brunet, na co Draco uniósł leniwie kąciki ust
w kpiarskim uśmiechu.
- Twoja sypialnia jest w tej samej części lochów co moja. Tak będziesz miał osobne lokum. To z pewnością nie dlatego, że jesteś Złotym-Chłopcem-który-nie-chciał -do-cholery-umrzeć. Profesor Snape po prostu woli nie dawać twojej osoby do wspólnych sypialni. Boi się, że ktoś w nocy postanowi poderżnąć ci gardło. Pewnie by go to ucieszyło, jednak mnóstwo papierkowej roboty jest po śmierci ucznia.
Wiesz dobrze, że nie jesteś tu przez wszystkich mile widziany – skwitował blondyn.
- Wiem o tym fretko, wiem, ale twoja aprobata w zupełności resztę rekompensuje –
uśmiechnął się drwiąco brunet.
Pół
godziny później Potter leżał na szerokim wygodnym łożu z baldachimem w osobnym
dormitorium. Było to o tyle dziwniejsze, że do dziś dnia dzielił sypialnię z
innymi chłopcami. Jednak jeśli miał być szczery jakoś szczególnie mu to nie
przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Taka odmiana bardzo mu odpowiadała. Nikt nie
poganiał do spania, nikt też nie zrywał się wcześniej, bądź nie było nikogo
kogo siła trzeba by było ściągać z łóżka (jak to było w przypadku Rona).
Idealne życie czas zacząć. Nagle rozległo się pukanie drzwi jego azylu, a po
chwili w środku pojawił się Draco.
- I
jak? Co o tym sądzisz? – spytał obejmując lekkim machnięciem ręki cały pokój.
- Podoba mi się – odpowiedział luźno Potter. – Przynajmniej nie będę miał drażniących
współlokatorów, a to mi odpowiada – powiedział będąc przez chwilę szczerym.
- Lepiej się do tego nie przyzwyczajaj. Profesor Snape powiedział, że to chwilowe, dopóki się nie zaaklimatyzujesz i dopóki współ domownicy się do ciebie nie przyzwyczają.
- Czyli zostaję tutaj – odrzekł spokojnie Potter, zdając sobie sprawę, że nie jest możliwe.
Węże z całą pewnością nie przyjmą w swoje szeregi kogoś, kto przez sześć lat należał
do wrogiego obozu.
- Żebyś się nie zdziwił Potter. Wiele osób zauważyło twój nowy styl jak i zmianę zachowania. Zaakceptują cię szybciej niż sądzisz.
- Lepiej, żebyś się mylił, bardzo mi odpowiada ta sypialnia i wolałbym ją zachować – skwitował kwaśno Harry.
- To jedno z dormitoriów dla prefektów. Jednak nasz dom posiada tylko jednego - mnie. Żebyś tu został na stałe musiałbyś stać się ulubieńcem Severuva…
a to ci na całe szczęście nie grozi – zauważył Malfoy.
- Żebyś się nie zdziwił – Potter uniósł kąciki ust w kpiącym uśmiechu.
- Nie każ mi wątpić w moje prorocze zdolności Zloty Chłopcze! A, i właśnie Potter dzisiaj o północy bądź w pokoju wspólnym tylko ubierz się, a nie przyłaź w pidżamie - powiedział kpiąco ślizgon, odwracając się z zamiarem wyjścia.
- Po co? – zapytał szybko z koncentracją mrugając oczyma.
- Przekonasz się Potty. – odparł zamykając drzwi pokoju nowego domownika.
- Podoba mi się – odpowiedział luźno Potter. – Przynajmniej nie będę miał drażniących
współlokatorów, a to mi odpowiada – powiedział będąc przez chwilę szczerym.
- Lepiej się do tego nie przyzwyczajaj. Profesor Snape powiedział, że to chwilowe, dopóki się nie zaaklimatyzujesz i dopóki współ domownicy się do ciebie nie przyzwyczają.
- Czyli zostaję tutaj – odrzekł spokojnie Potter, zdając sobie sprawę, że nie jest możliwe.
Węże z całą pewnością nie przyjmą w swoje szeregi kogoś, kto przez sześć lat należał
do wrogiego obozu.
- Żebyś się nie zdziwił Potter. Wiele osób zauważyło twój nowy styl jak i zmianę zachowania. Zaakceptują cię szybciej niż sądzisz.
- Lepiej, żebyś się mylił, bardzo mi odpowiada ta sypialnia i wolałbym ją zachować – skwitował kwaśno Harry.
- To jedno z dormitoriów dla prefektów. Jednak nasz dom posiada tylko jednego - mnie. Żebyś tu został na stałe musiałbyś stać się ulubieńcem Severuva…
a to ci na całe szczęście nie grozi – zauważył Malfoy.
- Żebyś się nie zdziwił – Potter uniósł kąciki ust w kpiącym uśmiechu.
- Nie każ mi wątpić w moje prorocze zdolności Zloty Chłopcze! A, i właśnie Potter dzisiaj o północy bądź w pokoju wspólnym tylko ubierz się, a nie przyłaź w pidżamie - powiedział kpiąco ślizgon, odwracając się z zamiarem wyjścia.
- Po co? – zapytał szybko z koncentracją mrugając oczyma.
- Przekonasz się Potty. – odparł zamykając drzwi pokoju nowego domownika.
Harry
został sam. Zastanawiał się co takiego go czeka o północy, że Malfoy kazał mu
zejść do pokoju wspólnego na dodatek ubranemu w ciuchy, jakby zazwyczaj
paradował po zamku o zgrozo, nago ! Jeśli ten dupek coś kombinuje to lepiej,
żeby przestał, bo jak to mówią zemsta jest słodka. Chcąc nie chcąc musiał znaleźć
jakieś zajęcie na te kilka godzin. Do umówionej pory zostało mu niewiele czasu,
akurat tyle by skończyć czytać podręcznik z eliksirów. Nie myślcie, że Harry
nagle zapałał miłością do tego przedmiotu, po prostu jakiś czas temu stwierdził
eliksiry nie są wcale takie trudne jak mu się do tej pory wydawało, zwłaszcza
jeśli nikt nie sabotuje jego pracy. Siadł więc i machnięciem patyka zaczarował
zegarek, tak by pięć minut przed północą poinformował go o tym. Czas mijał w
zafascynowany chłopak raz za razem przerzucał kolejne stronnice. Dopiero dźwięk budzika wyrwał go z transu. Poprawił
włosy i zszedł do pokoju wspólnego Slitherinu. Bystrymi oczyma omiótł całe
pomieszczenie, zatrzymując wzrok na pierwszoroczniakach i Malfoy’u.
- No
nareszcie – odezwał się ten ostatni. – Ile można na ciebie czekać?
- Ile będzie trzeb Fretko – odgryzł się były gryfon.
- Dobra, przejdźmy zatem do rzeczy. Wszyscy, którym kazałem się tutaj zebrać są nowymi mieszkańcami domu węża, co za tym idzie muszę wam przedstawić jego regulamin. Powinniście wiedzieć jak się zachowywać, jak chodzić, jak się wysławiać by godnie reprezentować przynależność do Salazara . Zostaliście tutaj przydzieleni, co powinniście traktować jak zaszczyt i jednocześnie dążyć do tego, aby stać się chlubą dla swojego domu – Malfoy zdecydowanie nadawał się na przewodniczącego.
- Ile będzie trzeb Fretko – odgryzł się były gryfon.
- Dobra, przejdźmy zatem do rzeczy. Wszyscy, którym kazałem się tutaj zebrać są nowymi mieszkańcami domu węża, co za tym idzie muszę wam przedstawić jego regulamin. Powinniście wiedzieć jak się zachowywać, jak chodzić, jak się wysławiać by godnie reprezentować przynależność do Salazara . Zostaliście tutaj przydzieleni, co powinniście traktować jak zaszczyt i jednocześnie dążyć do tego, aby stać się chlubą dla swojego domu – Malfoy zdecydowanie nadawał się na przewodniczącego.
Aktualnie
nawet Potter musiał stwierdzić, że bił od niego autorytet i pewna władczość,
ale co się dziwić Malfoy pochodził z arystokratycznego rodu, więc wyniosłość i dowodzenie miał we krwi.
ale co się dziwić Malfoy pochodził z arystokratycznego rodu, więc wyniosłość i dowodzenie miał we krwi.
-
Teraz każdy z was przejdzie przez te drzwi - osobno, by móc zostać wprowadzonym
właściwie do domu Salazara, do którego od dzisiaj każdy z was będzie należał.
Harry
zaintrygowany spojrzał na wskazane drzwi. Były typowe dla Hogwartu. Masywne,
ale z drobnymi ozdobami w kształcie węży. Draco podszedł do nich i wpuścił pierwszego dzieciaka, podążając tuż za nim. Kiedy prefekt zniknął za zatrzaśniętymi
drzwiami zaraz rozgorzała żywa dyskusja na temat tego co tam się będzie działo.
Po upływie około dziesięciu minut drzwi otwarły się, ale pojawił się tylko
Draco. Młodego ucznia nie było z nim. Blondyn uśmiechał się lekko, acz
drapieżnie. Nowi ślizgoni popatrzyli na niego niepewnie.
- A
gdzie Eric? – spytał ktoś cicho.
- W sypialni, nic mu nie jest. Nie ma cie się co martwić – uspokoił ich młodzieniec.
- W sypialni, nic mu nie jest. Nie ma cie się co martwić – uspokoił ich młodzieniec.
Dzieciaki
nie wyglądały na przekonane. Malfoy brał ich po kolei do nieznanej komnaty, aż
w końcu w pokoju wspólnym został sam Potter. W końcu przyszła i jego kolej.
-
Zapraszam Potty, chyba że cykasz – zakpił blondyn.
- Chciałbyś blondasku – odszczeknął brunet.
- Chciałbyś blondasku – odszczeknął brunet.
. Harry
zaintrygowany przekroczył ostrożnie próg pomieszczenia. Była to niewielka
komnata w typowych dla tego domu barwach. Dominowała zieleń i srebro. Harry
niepewnie się rozejrzał. Komnata była prawie pusta. Prawie bo po lewej stronie
stała niewielka szafa, a na prawo ukryty w cieniu wisiał jaki obraz.
- Nie patrz tak, nic ci nie grozi – zakpił blondyn.
- Przy tobie Malfoy wszystkiego bym się spodziewał – odbił pałeczkę.
- Wielkie dzięki Potter – odparł zimno chłopak.
- Nie patrz tak, nic ci nie grozi – zakpił blondyn.
- Przy tobie Malfoy wszystkiego bym się spodziewał – odbił pałeczkę.
- Wielkie dzięki Potter – odparł zimno chłopak.
Zielonooki
zdał sobie sprawę, że chyba przesadził, ale nie dostał szansy na złagodzenie
sporu. Ciszę, która zapanowała pomiędzy dwójką uczniów przerwało ciche
chrząknięcie. Jak na komendę oboje spojrzeli w tamtym kierunku.
-
Harry Potter .. kto by pomyślał, że kiedyś przekroczysz próg moje domu.-
Powiedziało
z lekkim rozbawieniem widmo Salazara, jednego z założycieli Hogwartu.- Nidy nie powinieneś trafić do domu Godryka. To była zła decyzja, prawda chłopcze ? – Zamilkł na krótką chwilę, jednak nie oczekiwał odpowiedzi.
- Nikt nie powinien ingerować w decyzje Tiary. Tylko ona jest w stanie dostrzec wszystko co ukryte jest w naszych duszach.
z lekkim rozbawieniem widmo Salazara, jednego z założycieli Hogwartu.- Nidy nie powinieneś trafić do domu Godryka. To była zła decyzja, prawda chłopcze ? – Zamilkł na krótką chwilę, jednak nie oczekiwał odpowiedzi.
- Nikt nie powinien ingerować w decyzje Tiary. Tylko ona jest w stanie dostrzec wszystko co ukryte jest w naszych duszach.
-
Myślałem, że tak będzie lepiej – Odparł chłopiec, czując jak serce wali mu w
piersi. Zdecydowanie nie tego się spodziewał – Bałem się.. Bałem się, że będę
taki jak Riddle. – Zakończył z odrazą wypluwając nazwisko mężczyzny. Wiekowy
starzec gwałtownie odwrócił się z grymasem wściekłości wymalowanym na twarzy.
- I znów wszystko sprowadza się do Toma..- warknął, jednaka na jego ustach wykwitł melancholijny uśmiech. - Kiedy go poznałem był uroczym dzieckiem. Nie był nawet świadomy, że jest moim dziedzicem.. Jednak widziałem ten błysk w jego oczach, zdradzający tak wiele. Fascynowała go magia, Harry. Magia w najgłębszym tego słowa znaczeniu – prastara magia.. Masz ten sam błysk w oczach chłopcze, chęć wiedzy, potęgi, władzy . Brakuje tylko praktyki i zawziętości, jaką posiadał Tom. Wbrew pozorom nie różnicie się tak bardzo
- I znów wszystko sprowadza się do Toma..- warknął, jednaka na jego ustach wykwitł melancholijny uśmiech. - Kiedy go poznałem był uroczym dzieckiem. Nie był nawet świadomy, że jest moim dziedzicem.. Jednak widziałem ten błysk w jego oczach, zdradzający tak wiele. Fascynowała go magia, Harry. Magia w najgłębszym tego słowa znaczeniu – prastara magia.. Masz ten sam błysk w oczach chłopcze, chęć wiedzy, potęgi, władzy . Brakuje tylko praktyki i zawziętości, jaką posiadał Tom. Wbrew pozorom nie różnicie się tak bardzo
.
–Salazar wyczuwał u bruneta spore pokłady magicznej mocy. Mocy, która jednak pozostawała uśpiona do czasu.. Był jednak pewien, że ten stan nie utrzyma się już długo. Magia powoli się budzi niczym z letargu, a gdy wybuchnie.. Uśmiechnął się smutno, po czym otworzył usta chcąc kontynuować. Jednak z głębi pomieszczenia dobiegł zamyślony głos zielonookiego młodzieńca.
–Salazar wyczuwał u bruneta spore pokłady magicznej mocy. Mocy, która jednak pozostawała uśpiona do czasu.. Był jednak pewien, że ten stan nie utrzyma się już długo. Magia powoli się budzi niczym z letargu, a gdy wybuchnie.. Uśmiechnął się smutno, po czym otworzył usta chcąc kontynuować. Jednak z głębi pomieszczenia dobiegł zamyślony głos zielonookiego młodzieńca.
- Tak .. jesteśmy podobni z wyglądu jak i z charakteru.. Chciałbym, abyś spełnił jedną moją prośbę ! – Odrzekł nabierając pewności siebie, którą zgubił gdzieś w drodze do tej komnaty. Malfoy gwałtownie zaczerpnął powietrza. Co za głupiec musi być z Pottera, żeby targować się akurat z tym czarownikiem. – Udostępnij mi swoje księgi. Wiem że Riddle w młodości uczył się z nich w zamku. - zakończył, bez lęku wpatrując się w ducha.
- Te
księgi mogą Cię zgubić mój chłopcze, kiedy rozpoczniesz naukę nie ma już powrotu..
Jednak chyba znasz już podstawy TEJ dziedziny magii i nie powinno to
stwarzać zagrożenia. – Pochylił głowę powolnym, uroczystym ruchem, jakby
odpowiadał twierdząco na prośbę ucznia.
Podszedł i w geście przypieczętowania umowy dotknął jego przedramienia.
– Szukaj ich w miejscach, o których inni nie mają pojęcia. – Uśmiechnął się, kiedy w oczach Pottera dostrzegł błysk zrozumienia. Dał znak Draconowi, że spotkanie dobiegło końca. Ten podążył szybko do nakreślonego kredą koła i jednym machnięciem różdżki zgasił wszystkie płonące świece. Blondyn spojrzał na chłopaka, który tępym wzrokiem wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze sekundę temu można było zobaczyć założyciela ich domu.
- Co ja zrobiłem? – wymamrotał cicho przenosząc wzrok na swoją dłoń-
Co ja właściwie zrobiłem? - Ręka powyżej nadgarstka piekła, ból stawał się coraz bardziej intensywny. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Zadrżał gwałtownie, gdy zobaczył, że na ręce coraz wyraźniejsze staje się wypalone znamię. To był znak. Patrzył przerażony,
w pierwszej chwili nie rozumiejąc, skąd piętno mogło się wziąć na jego skórze. Już kiedyś widział go wiele razy. Harry pamiętał ból, który odczuwali ci, którym Tom Riddle wypalał mroczny znak. W końcu przez więź mógł to odczuwać. Popatrzył nic nie rozumiejąc
na blondyna.
- Taką inicjacje otrzymuje każdy z waszego domu ? – warknął najwyraźniej zbyt zdezorientowany by zachować obojętność.
- Tak, każdy otrzymuje znamię. Jest to tak jakby symbol przynależności do Slytherinu. – Odpowiedział z pewnością i podwinął swój rękaw, a na jego lewym ramieniu widniał herb domu węża. – Nie wiem dlaczego Ty otrzymałeś inny od nas wszystkich. Harry tyko z rezygnacją pokręcił głową. Spojrzał na wypalony na swojej skórze mroczny znak. Wyglądał jakby znajdował się na właściwym miejscu. O ironio ! Był zbyt skołowany ostatnim wydarzeniem, a w jego głowie wciąż rozbrzmiewały słowa starca „ Wbrew pozorom nie różniliście się tak bardzo”. Wykrzywił usta w lekkim grymasie mającym przypominać uśmiech. Cóż najwyraźniej byli bardziej do siebie podobni niż mu się wydawało.
- Nareszcie w domu – Mruknął siląc się na optymistyczny ton.
- Chodź Harry, jutro mamy o ósmej zajęcia trzeba się położyć na kilka godzin – ponaglił chłopaka. Ten potrząsnął głową ruszając w stronę drzwi oddzielających ich od pokoju wspólnego.
- Nazwałeś mnie po imieniu.. – stwierdził zerkając na niego z ironicznym błyskiem w zielonych tęczówkach.
- Błagam Złoty Chłopcze. Myślałem, że mamy to za sobą – Malfoy wywrócił oczami, po czym zatrzasnął za nimi drzwi, które po kilku sekundach znikły ze ściany.
– Szukaj ich w miejscach, o których inni nie mają pojęcia. – Uśmiechnął się, kiedy w oczach Pottera dostrzegł błysk zrozumienia. Dał znak Draconowi, że spotkanie dobiegło końca. Ten podążył szybko do nakreślonego kredą koła i jednym machnięciem różdżki zgasił wszystkie płonące świece. Blondyn spojrzał na chłopaka, który tępym wzrokiem wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze sekundę temu można było zobaczyć założyciela ich domu.
- Co ja zrobiłem? – wymamrotał cicho przenosząc wzrok na swoją dłoń-
Co ja właściwie zrobiłem? - Ręka powyżej nadgarstka piekła, ból stawał się coraz bardziej intensywny. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Zadrżał gwałtownie, gdy zobaczył, że na ręce coraz wyraźniejsze staje się wypalone znamię. To był znak. Patrzył przerażony,
w pierwszej chwili nie rozumiejąc, skąd piętno mogło się wziąć na jego skórze. Już kiedyś widział go wiele razy. Harry pamiętał ból, który odczuwali ci, którym Tom Riddle wypalał mroczny znak. W końcu przez więź mógł to odczuwać. Popatrzył nic nie rozumiejąc
na blondyna.
- Taką inicjacje otrzymuje każdy z waszego domu ? – warknął najwyraźniej zbyt zdezorientowany by zachować obojętność.
- Tak, każdy otrzymuje znamię. Jest to tak jakby symbol przynależności do Slytherinu. – Odpowiedział z pewnością i podwinął swój rękaw, a na jego lewym ramieniu widniał herb domu węża. – Nie wiem dlaczego Ty otrzymałeś inny od nas wszystkich. Harry tyko z rezygnacją pokręcił głową. Spojrzał na wypalony na swojej skórze mroczny znak. Wyglądał jakby znajdował się na właściwym miejscu. O ironio ! Był zbyt skołowany ostatnim wydarzeniem, a w jego głowie wciąż rozbrzmiewały słowa starca „ Wbrew pozorom nie różniliście się tak bardzo”. Wykrzywił usta w lekkim grymasie mającym przypominać uśmiech. Cóż najwyraźniej byli bardziej do siebie podobni niż mu się wydawało.
- Nareszcie w domu – Mruknął siląc się na optymistyczny ton.
- Chodź Harry, jutro mamy o ósmej zajęcia trzeba się położyć na kilka godzin – ponaglił chłopaka. Ten potrząsnął głową ruszając w stronę drzwi oddzielających ich od pokoju wspólnego.
- Nazwałeś mnie po imieniu.. – stwierdził zerkając na niego z ironicznym błyskiem w zielonych tęczówkach.
- Błagam Złoty Chłopcze. Myślałem, że mamy to za sobą – Malfoy wywrócił oczami, po czym zatrzasnął za nimi drzwi, które po kilku sekundach znikły ze ściany.