23 października 2014

ROZDZIAŁ V – W odmętach mroku

Hejka ^^"
Wybaczcie, że te rozdziały pojawiają się tak cholernie niesystematycznie i rzadko, ale po prostu mam tyle spraw na głowie, że czasami przyznam bez bicia zapominam o tym, że zaczęłam prowadzić tego bloga ;-;
Mam jednak nadzieję, że to iż te rozdziały pojawiają sie tak cholernie rzadko nie zniechęci was do czytania tej historii ;)
W najbliżej przyszłości postaram się by pojawiały się częściej niż raz na pół roki xp
A teraz już nie zawracając głowy dalszym bezsensownym gadaniem zapraszam do czytania ;)))

_____________________________________________________________________________




Mężczyzna siedzący w wygodnym fotelu z wysokim oparciu sączył z kieliszka wino. Zastanawiał się jak zebrać tych, którzy rozproszyli się po klęsce jego brata.
  Musi wymyślić inny sposób na  zebranie jego poddanych. Tylko jak ?
Znak Chrisa nie służył nigdy do wzywania śmierciożerców, nie odczuwał też nigdy gniewu, czy rozkazu stawienia się na zebraniu.. Znamię było przeznaczone do komunikacji z bratem, chociaż nie zawsze. No właśnie ! Młodszy Riddle znalazł lukę w prastarym rytuale, która pozwoliła mu na wyłączenie go spośród naznaczonych piętnem obowiązku i uległości.. Gdyby tylko wiedział gdzie szukać tych ksiąg ! Chciał odwrócić urok Lorda .. nie , nie chciał ! On po prostu musiał to zrobić !
Nie dość, że ma problem z dotarciem do sług, to jeszcze musi śledzić nowinki z magicznego świata- Nikt nie wiedział, bowiem o jego istnieniu, o tym że Tom Riddle ma brata. Świadoma tego faktu była tylko jedna osoba. Tak to Dumbledore- wielki dyrektor Hogwartu, który śmiał sprzeciwić się polityce Mrocznego Lorda wiedział o jego istnieniu, ale nigdy nikomu nie powierzył tej wiadomości. Zawsze traktował go jak sekret, który należy trzymać w tajemnicy. Mężczyzna nie raz się zastanawiał dlaczego ten fakt został przemilczany, przecież był tak samo potężny i zdolny magicznie jak bliźniak. Być może ten wielbiciel dropsów miał względem jego osoby jakieś plany? To by miało sens. W końcu połowa jego planów spełniła się. Przeklęty chłopak robi wszystko co stary pryk mu każe. Wątpił by Potterowi dało się wyjaśnić jaka jest prawda. Był zbyt zapatrzony w dyrektora, którego traktował niczym dziadka nie dostrzegając jego oczywistych motywów działania… No a skoro się nie da wyjaśnić to trzeba zabić. Proste? Oczywiście, c’est la vie !. Jednak czemu by nie spróbować wpierw przekonać do siebie Harrego. Dzieckiem już nie jest może da sobie wyjaśnić parę spraw. Naiwna nadzieja? Być może. Jedno jest pewne.
Musi pozostać ostrożny i działać rozważnie. Jeżeli zbyt szybko wyda się, że ktoś zbiera śmierciożerców zaczną wierzyć w powrót Czarnego Pana – powrót Voldemorta... Chociaż? Te plotki mogły by być przydatne.
 Mężczyzna podniósł się z fotela i postanowił przejść się po rezydencji, w której wcześniej urzędował jego brat. Nóż widelec znajdzie coś co pomoże mu w wezwaniu śmierciożerców. Najpierw udał się więc do sypialni Toma. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Kolory, które dominowały w tym pokoju to były oczywiście zieleń i srebro – kolory Slitherina. Pozostałe pomieszczenia były w ciemnych kolorach. Christian zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Zaglądnął do szafki przy biurku i znalazł mały notesik. Zaczął go przeglądać. Jednak nie było tam nic ciekawego, a bynajmniej nic co pomogło by mu w wymyśleniu sposobu zebrania śmierciożerców.  Doskonale wiedział kto należy do zwolenników jego brata. Jednak przecież nie zwoła ich do siebie wysyłając listowne zaproszenia przez pocztę, prawda? O ironio! Więc jak ma to zrobić? Może lepiej pójdzie sobie osobiście do każdego z nich, zapuka kulturalnie do ich domów i każe im ze sobą iść… Zabawne? No pewnie.. bardzo… Kłopotliwe było, że jego istnienie było utrzymywane w tajemnicy nawet przed wiernymi sługami Lorda. Okey.. Chris wiedział, że jego brat chciał by był bezpieczny, ale bez przesady. Przecież on umiał o siebie zadbać. Mężczyzna rozmyślał coraz intensywniej w jaki sposób zebrać wiernych śmierciożerców (ale czy aby na pewno wiernych) wokół niego.


(…)


Severus siedział w fotelu w swoim gabinecie i czekał na tego irytującego chłopca-który-śmie-się-spóźniać. Gdy w końcu usłyszał łaskawe pukanie do drzwi rzucił ciche wejść lecz drzwi zdążyły się uchylić nim on zdążył dokończyć słowo. No tak chłopiec-który-nawet-nie-wie-co-to-dobre-wychowanie raczył się w końcu zjawić. Snape uraczył go chłodnym spojrzeniem. Harry wszedł do środka i nie pewnie spojrzał na swojego nauczyciela eliksirów. Mężczyzna lubował się w tej niepewności. Zawsze napawał się strachem swoich uczniów. Może i było to nieźle pokręcone, ale cóż poradzić. Taki już był. Lubił gdy uczniowie okazywali mu szacunek i bali się. Jednak pewien nader irytujący czarnowłosy chłopak już nie raz mu pokazał, że się go nie boi. Nie dorzeczność. 

 
- Na reszcie, Panie Potter – odezwał się chłodno. – Za spóźnienie odbieram Slitherinowi pięć punktów. Niech to Pana nauczy Potter, że nie będę tego tolerował u moich uczniów.
- Przepraszam, Panie profesorze zostałem zatrzymany przez Rona i Hermionę – chłopak starał się nie okazywać niczego gdy wypowiadał te dwa imiona. Imiona osób, które już nic, ale to nic dla niego nie znaczyły.


Snape uważnie otaksował go spojrzeniem jak by szukając czy to prawda. Jednak nie widział oznak tego, że mógłby kłamać. Jednak to w niczym nie przeszkadza by się powyzywać na tym bezczelnym chłopaku. Fakt czasami przesadzał z tą swoją całą nienawiścią do złotego chłopca, ale to nie jego wina, że jest tak bardzo podobny do tego cholernego James’a. Dobra wyżywanie się na dzieciach za błędy ich rodziców było głupotą, ale co to obchodzi Snape’a. Ponadto ten chłopiec zapewne dorastał w luksusach i miał wszystko więc i tak jest krnąbrny, bezczelny i rozpuszczony. Oczywiście w tych oskarżeniach nie było, ani krztyny prawdy, ale czy to miało jakieś znaczenie. Snape tak naprawdę (jak i zresztą każdy inny) nie miał pojęcia w jakich warunkach wychowywał się Potter. Dumbledore odstawiając malutkiego Harrego do wujostwa nigdy nikomu nie mówił jak żyje młody chłopiec. Sam jednak wiedział doskonale, a jednak nic z tym nigdy nie zrobił. Dzieciak w końcu był mu potrzebny, ale o tym też Snape nie miał pojęcia. Nienawidził tego chłopca za to, że wizualnie tak bardzo przypominał James’a a jednocześnie za to, że charakterem był podobny do jego ukochanej słodkiej Lily. Na dodatek posiadał jej oczy. Te przecudne zielone oczy. Oczy koloru Avady. Snape skapnął się, że chłopak przypatruje mu się zapewne dlatego, że ten się zamyślił co w obecności uczniów rzadko mu się zdarzało.

- Minus pięć punktów – oznajmił chłodno zirytowany mężczyzna.
- Ale za co – wzbronił się Potter.
- I jeszcze minus pięć za pyskowanie – warknął, a chłopak zacisnął pięści.
Snape zdawał sobie sprawę, że niesłusznie pozbawił go tych dziesięciu punktów, ale nie mógł się powstrzymać.
- Siadaj w końcu Potter, a może mam wysłać specjalnie zaproszenie by twoje łaskawe cztery litery zaszczyciły ten fotel naprzeciwko mojego biurka – zakpił nietoperz. 

Harry oblał się lekkim rumieńcem, ale zacisnął usta w wąską linię by czegoś nie odpyskować Snapeowi. Nie chciał stracić jeszcze większej ilości punktów przez tego cholernego nietoperza. Usiadł na wskazanym fotelu i odważnie spojrzał w oczy nauczyciela. Tak to właśnie tej bezczelności Snape u niego nienawidził. 

- Skoro już raczyłeś zaszczycić mnie swoja obecnością Potter to przejdźmy do sedna sprawy – powiedział cichym głosem jak zawsze bez zbędnego wysilania się i tak każdy go usłyszy.
- Więc, na czym ma polegać mój szlaban panie profesorze? – spytał spokojnie Harry. Snape uniósł brwi i uśmiechnął się kpiąco do chłopaka.
- Nie przyszedłeś tutaj na szlaban Panie Potter – Snape napawał się chwilowym zwycięstwem patrząc na zdekoncentrowaną minę Harrego.
- Więc… dlaczego pan mnie tutaj wezwał? – spytał ostrożnie młody Potter.
- Właśnie usiłuję przejść do tego wątku, ale mi nie pozwalasz – zakpił na co brunet odwrócił wzrok. – Do rzeczy Potter jak ci już wiadomo jestem opiekunem domu Slitherina – Harry uniósł kpiąco brwi - no toż to nowość - Snape jednak udał, że tego nie widzi i konturował swoją wypowiedź – i mogę wyznaczyć osoby o pewnym talencie do gry w
Quidditcha, a muszę przyznać, że pan Panie Potter posiada taki talent.

Harry zaniemówił wpatrując się w Snape z lekko uchylonymi ustami co spowodowało, że wyglądał ciut głupkowato, ale nic nie mógł na to poradzić. Kiedy został przez tiarę umieszczony w domu węża, kompletnie zapomniał o istnieniu Quidditcha gdyż miał trochę spraw na głowie, a teraz nie dość, że Snape przypomina mu o jego ukochanej grze to jeszcze daje miejsce w drużynie? 

- Potter zamknij te usta. Wyglądasz jak Grabe albo Goile, a chciałbym wierzyć, że posiadasz chodź ociupinkę inteligencji – zakpił profesor. Harry momentalnie zamknął usta. – Doskonale. Posłuchaj mnie uważnie Potter, nieraz widziałem jak grasz i chcąc nie chcąc muszę przyznać, że posiadasz wrodzony talent do tej gry, a ja nie jest tak głupi aby ten talent zmarnować Potter. Tak więc jutro o dziewiętnastej masz się stawić na stadionie na trening, wcześniej uzgodnij wszystko z Panem Malfoyem, w końcu jest on kapitanem ślizgońskiej drużyny więc tym samym i twoim Potter – Harry pokiwał głową na znak, że rozumie po czym zaczął się podnosić pewien, że to koniec spotkania z profesorem jednak Snape go zatrzymał.
- A ty dokąd Potter? Pozwoliłem ci odejść? Nie.. więc z łaski swojej siadaj z powrotem na miejscu – powiedział oschle, a Harry opadł na fotel zastanawiając się czy może jednak Snape planuje dać mu jakiś szlaban.
- Do rzeczy Panie Potter bo już i tak zmitrężyłem przez Pana osobę zbyt dużo cennego czasu. Ostatnią rzeczą jaką muszę panu przekazać jest to, że od dzisiaj na prośbę profesora Dumbledora będzie Pan prefektem naczelnym – Harry wybałuszył oczy. Poważnie? On prefektem? – Ponieważ ja nie zamierzam mitrężyć już ani sekundy dłużej na Pana osobę wszystko co związane z obowiązkami prefekta objaśni Panu, Pan Malfoy. A teraz wynocha! – warknął na chłopaka, który zaraz zerwał się z fotela i z nową plakietką informującą o jego funkcji opuścił gabinet opiekuna domu Slitherina. 


Snape w końcu mógł się odprężyć i pozbyć typowej dla siebie maski, którą wdziewał w obecności prawie wszystkich osób, poza Draco i Lucjuszem. Cóż ciężko udawać kogoś innego przed własnym chrześniakiem. Tak Draco za dobrze go znał, ale Lucjusz też w końcu nic w tym dziwnego. Severus wstał i podszedł do baru z alkoholami. Wyjął z niej Martini i nalał sobie do kieliszka. Usiadł z powrotem za biurkiem i zaczął sączyć napój.
Tym czasem Potter wrócił do swoich komnat, które już na stałe (a bynajmniej do końca ostatniej a więc siódmej klasy) będą należeć do niego. Kiedy ten fakt do niego dotarł uśmiechnął się z satysfakcją. Bardzo nie chciał wracać do wspólnych sypialni, a teraz tak się nie stanie. Zaczął się zastanawiać dlaczego Dumbledor chciał, aby został prefektem, przecież doskonale zdawał sobie sprawę jak dużo miał nauki, w końcu to przedostatni rok. Na dodatek jako członek drużyny też ma dodatkową robotę, a on jeszcze ma sobie poradzić z obowiązkami prefekta? Owszem widział jak Hermiona wykonywała swoje obowiązki i na czym one polegały, jednak nie widział siebie w tejże roli. Pokręcił głową by odrzucić od siebie niechciane myśli. Usiadł na łóżku i sięgnął po mapę Huncwotów ukrytą na dnie kufra. Wziął ją do ręki i stuknął w nią różdżką mrucząc cicho pod nosem słowa zaklęcia. Na mapie zaczęły pojawiać się linie, aż w końcu oczom chłopaka ukazał się Hogwart w całej okazałości. Harry zaczął rozglądać się za kropką z napisem Malfoy, ale nagle zauważył, że w pokoju Dropsa jest jeszcze jedna kropka z napisem Weaslay. Więc jednak polazł do tego starego wielbiciela dropsów. Harry miał niejasne przeczucia, że jego kariera jako prefekta skończy się szybciej niż się zaczęła o ile w ogóle nie wywalą go ze szkoły. Zaklął pod nosem szukając dalej kropki świadczącej o miejscu przebywania blondyna jednak na mapie takowej nie znalazł. Mogło to oznaczać, że albo nie ma go na terenie Hogwartu (a w to wątpił) albo jest w pokoju życzeń (a to było bardziej prawdopodobne). Nie zamierzał specjalnie do niego leźć. Poczeka sobie tutaj, aż Malfoy łaskawie wróci do pokoju wspólnego, a w tedy z nim pogada.


(…)


Christian sączył Martini z kieliszka zastanawiając się w jaki sposób zwołać do siebie sługi. Po głowie wciąż chodziły mu owe listy, a gdyby tak.. Eureka! W sumie początkowo odrzucał pomysł listów i sowiej poczty, no bo jak to niby miało by wyglądać? Zaproszenie na herbatkę do brata Voldemorta? Już sobie wyobraża minę tych z ministerstwa. Po namyśle jednak doszedł do wniosku, że poczta nie jest złym pomysłem jeśli odda się do owych listów odrobinkę magii. Czarnej magii rzecz jasna. Chris wstał z fotela kładąc kieliszek na stolik stojący obok i poszedł po kartki, długopis oraz koperty. Pora zabrać się za pisanie zaproszeń. Pomysł był banalny w swej prostocie. Dzięki specjalnemu zaklęciu, które mężczyzna nałoży na koperty nikt niepowołany nie odczyta zawartości tej prawdziwej oczywiście w kopercie. Zaklęcie było banalne. Odkrywało bowiem prawdziwą zawartość tylko przed tym, który posiadał znak Lorda Voldemorta. Dlatego ktoś inny, kto postanowi sprawdzić listy wysyłane do zwolenników jego brata zobaczy tam co najwyżej zaproszenie na herbatkę, albo na jakieś przyjęcie. Proste? Owszem, ale skuteczne. Mężczyzna zabrał się do pracy. Zamierzał wysłać listy w przeciągu dwóch tygodni. Nie był głupi wysłanie tak dużej ilości listów do konkretnego grona odbiorców, na pewno wzbudziło by podejrzenia ministerstwa. Wbrew pozorom pracujący tam ludzie głupi nie są. Dzisiaj jeszcze wyśle pierwsze listy, a za miesiąc będzie oczekiwał śmierciorzerów w tym domu. Była to stara posiadłość należąca do ich matki, jednak nikt o niej nie wiedział poza braćmi, spotkania bowiem odbywały się najczęściej w którymś z domostw śmierciożerców. Tom upatrzył sobie Malfoy Monor i to tam najczęściej się spotykali. Jednak tym razem spotkają się tutaj. Pora bowiem powrócić na arenę czarodziejskiego świata i wypełnić przepowiednię, której część już się spełniła, a druga powoli zaczyna się dopełniać.
Tym czasem, pośród śmierciożerców panował chaos. Od śmierci ich przywódcy Lorda Voldemorta żaden z nich nie wiedział co robić. Ci sprytniejsi zdołali powrócić do czarodziejskiego świata, bez żadnych przeszkód, ale ci, którzy byli nieostrożni zostali złapani i zamknięci w Ezkabanie. Jednak to nie przeszkodziło zarówno pierwszym jak i drugim w dalszym spiskowaniu. To, że Czarny Pan, a ich Mistrz nie żyje nie oznacza to, że oni zaprzestali walczyć o nie. Każdy z nich liczył na to, że ich cicha wojna doprowadzi do powstania nowego Maga zdolnego przeciwstawić się Dumbledorowi. Jednak jeszcze żaden z nich nie wiedział, że ktoś taki żyje i do już od dawna. Pierwszymi, którzy mieli się wkrótce o tym dowiedzieć byli Snape i Malfoy najwierniejsi pośród zwolenników Toma i to oni piersi odstąpią zaszczytu rozmowy z jego bratem przed innymi. Tego chciał Chris i to właśnie im jako pierwszy wysłał listy.
Dwie zwykłe koperty. Wyglądające jak najzwyklejsze zaproszenia niesione przed dwie zwykłe szare sówki, które doskonale wiedziały komu mają dostarczyć listy. Oczywiście tak jak spodziewał się tego Chris listy zostały skontrolowane jednak testy w ministerstwie nie wykazały niczego niepokojącego i już wkrótce adresaci trzymali koperty w swoich dłoniach.

4 komentarze:

  1. Super rozdział, super że jesteś. Życzę weny czekam na 6 rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę powtórzone z 4 rozdziału - po przeczytaniu 2 raz ale to nic i tak super. Czy będzie yaoi?

      Usuń
  2. Czemu niema jeszcze notki? Brak weny- szkoda. Czekam na wiecej

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, cudne opowiadanie!! Wciągnął mnie opis, więc wyszłam pełna nadziei na dłuższe, super opowiadanie i co widzę? Tylko 5 rozdziałów!!! Moje serce krwawi.
    Jest szansa, że pojawi się nowy rozdział? ?? Błagam oby był!
    Weny, czasu i chęci życzę! ! :-)
    Powodzenia!
    Rose

    OdpowiedzUsuń

Zaczarowani