8 lutego 2015

Rozdział VI – Prawda zostaje ujawniona

Hejka wszystkim czytelnikom :)
Straszne długo nie było nowego rozdziału lecz mam nadzieję, że Ci których to opowiadanie zaciekawiło odczują satysfakcję z tego rozdziału.
Niestety nie mogę obiecać, że rozdziały będą się pojawiać regularnie choć wierzcie mi, że chciałabym tego bardzo. Postaram się jednak by tak się stało;)

To tyle tytułem wstępu, a ja życzę miłej lektury i zapraszam do komentowania ^^

_________________________________________________________



Czarnowłosy mężczyzna ściskał w dłoniach gazetę, którą po chwili odrzucił na stół. Nagłówek wręcz krzyczał z pierwszej strony proroka.

„Rodzina Harrego Pottera pod wpływem zaklęcia Imperiusa? Ujawniamy szokujące fakty!”

Tekst, który widniał pod nagłówkiem wcale lepszy nie był.

„Doszły mnie słuchy – pisze nasza reporterka – że rodzina Harrego Pottera była pod wpływem klątwy Imperiusa. Nie wiadomo jednak jak na razie kto i dla czego rzucił ową klątwę, ale przypuszczamy, że osobą zdolną do tak niegodziwego czynu byłby niewątpliwie Ten-którego-imienia-nie-wolno-wymawiać. Jaki mógłby mieć w tym cel? Bardzo prosty. Zapewne chciał aby Chłopiec, który przeżył, żył w przekonaniu, że jest nienawidzony przez swoją rodzinę co zapewne miało na celu załamanie się Złotego chłopca. Nasuwa się jednak pytanie dlaczego w takim wypadku chłopiec ten był karany za swoje przewinienia mugolskimi sposobami skoro rodzina, w której żył należy do społeczności rodzin magicznych, a oboje jego opiekunów ukończyło Hogwart. Aby więc posunąć się krok na przód w celu rozwiązania zagadki i gromadzonych się pytań udałam się do Hogwartu – szkoły magii i czarodziejstwa, aby dowiedzieć się od dyrektora tejże placówki samego Albusa Dumbledora dlaczego Harry Potter mieszkał przez tyle lat z rodziną, która będąc pod wpływem klątwy traktowała go gorzej niż zwykło się traktować skrzata domowego. Jednak na miejscu czekała mnie przykra niespodzianka, bowiem dyrektor odmówił rozmowy ze mną, oraz odmówił spotkania z poszkodowanym, którym jest w tym wypadku Harry Potter. Zapytany o powód oznajmił, że robi to dla dobra Harrego. Gdy zadałam mu jeszcze jedno pytanie, w którym chciałam się dowiedzieć jak to się w ogóle stało, że przez tyle lat nikt nie dopatrzył się, że rodzina, w której przebywał zbawca czarodziejskiego świata była pod wpływem klątwy zostałam wyproszona z jego gabinetu pod pretekstem nawału pracy. Jest więc zastanawiającym dla nas zachowanie Albusa Dumbledora. Chcąc więc wyjaśnić sprawę Ministerstwo wszczęło śledztwo mające na celu wyjaśnienie tej niejasnej jak na razie dla nas wszystkich sytuacji. W tym celu będą przeprowadzone rozmowy z Dursleyami oraz z Harry Potterem. Zachęcam więc do śledzenia przebiegu sprawy w proroku codziennym.
Wasza nieoceniona Rita Sceter”

Syriusz krążył nerwowo po pokoju nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą czytał. Jednak patrząc na to z tej perspektywy tłumaczyło  by to dziwne zachowanie siostry Lili. Black jedno wiedział na pewno. Będzie koniecznie musiał udać się na Privet Drive 4 i porozmawiać o tym z Petunią i to najlepiej zrobi już teraz. Miał tylko nadzieję, że Harry jeszcze nie widział tej gazety bo wolałby być pierwszym, który porozmawia z tą rodziną.


***


Gdy Harry Potter opuścił Privet Drive na zawsze zaklęcie rzucone na Dursleyów również straciło swoją moc. Jednak dla zwykłych ludzi zwanych przez czarodziejów mugolami wszystko wciąż pozostawało w należytym początku. Vernon bowiem jak zawsze wsiadał w samochód i jechał do pracy, Dudley wychodził ze swoją bandą dręczyć młodsze dzieciaki, a Petunia siedziała w domu. Wydawać by się mogło, że Dursleyowie wciąż pozostają tymi samymi ludźmi jakimi byli pod wpływem zaklęcia. Wszystko to jednak było kamuflażem jaki obrała rodzica Dursleyów. Ie chcieli by ktoś zauważył, że coś jest nie tak. Nie chcieli by do uszu pewnego czarodzieja dodarła informacja, że coś jest inaczej niż zwykle. Pozory. Tak to właśnie to też im pozostawało. Trzeba przyznać, że radzili sobie niezwykle dobrze. Mijał powoli drugi tydzień od dnia wyprowadzki ich siostrzeńca i czwarty dzień od wydrukowania w Proroku Codziennym artykułu jednak o tym ostatnim nie mieli pojęcia.
Spokój jaki powoli zaczynali odczuwać został zaburzony w drugą niedzielę od wyjścia Harrego. Gdy Vernon siedział i popijał brendy, a Petunia prasowała rzeczy nagle do drzwi wejściowych ktoś zaczął pukać na zmianę z naciskaniem guzika od dzwonka. Petunia ze strachem w oczach spojrzała na swojego męża. Vernon wziął swoją różdżkę. Jeśli przyszli po nich będzie się bronić. Ostrożnie podszedł do drzwi i jednym szarpnięciem otworzył je celując różdżką pomiędzy oczy przybysza.

- Hola! Hola! Nie jestem groźny! – Petunia poderwała się słysząc znajomy głos.
- Vernon przestań to Syriusz! – szybko pojawiła się w drzwiach i nerwowo rozglądnęła. Syriusz zauważył to i szybko wszedł do domu nie czekając na zaproszenie.
- Co cię tutaj sprowadza? – spytała zdziwiona.
- Nie domyślasz się? – Suriusz uniósł brwi, a kobieta pokręciła przecząco głową.

Łapa rzucił więc na stolik gazetę i ruchem głowy zachęcił oboje, aby przeczytali. Petunia wzięła Proroka do rąk i niepewnie zaczęła czytać artykuł. Z każdym kolejnym zdaniem jej oczy robiły się jeszcze większe. Gdy skończyła podała ją Vernonowi, aby i on zapoznał się z tekstem. Syriusz obserwował ja uważnie podczas czytania jednak nie widział by kobieta zachowywała się podejrzanie.

- Więc? Czy to prawda? – spytał patrząc na nią niecierpliwie.
- Tak Syri to niestety jest prawda – odpowiedziała załamując ręce.
- Ale.. ale jak na miłość boską to się stało? I kto?
- Dumbledor – padła odpowiedź znad gazety. Vernon spojrzał na Syriusza – nie patrz tak na mnie wiem co mówię i wiem kto nam to zrobił. Ten cholerny dyrektorek nie chciał by Dudley chodził z Harrym do tej samej szkoły. Bal się, ż w tedy nie będzie mógł pilnować chłopaka i przeciągnąć go na swoja stronę całkowicie. W końcu kto uwierzy w słowa mordercy – Vernon prawie wypluł ostatnie słowo.
- Mordercy? – powtórzył Łapa nie do końca rozumiejąc.
- Tak Syriuszu mordercy. Albus Dumbledor jest mordercą rodziców Harrego Pottera taka jest prawda. A Lord Voldemort jest niewinny.


***


- Potter gdzieś ty znowu był? – Draco naprawdę robił się zły tym bardziej, że mieli napisać raporty dla Sneypa, a Złoty Chłopiec jeszcze nawet nie zaczął. Chodź raporty raportami tak naprawdę mógł je napisać sam, ale chciał pokazać mu gazetę.
- Co jest Smoczku stęskniłeś się za mną? - zakpił brunet. Draco zmrużył oczy.
- Nie bardzo – warknął. – Przeczytaj – rzucił mu gazetę. Potter złapał ją bez problemu i spojrzał na pierwszą stronę.
- O nie. Nie zmierzam czytać czegoś co napisała ta krętaczka Rita – prychnął.
- Czytaj do cholery Potter! – brunet spojrzał zdzwiony na Draco.

Od kiedy tak mu zależy by coś przeczytał. Usiadł na fotelu i wziął gazetę. Otworzył odpowiedni artykuł i zaczął czytać. Draco uważnie obserwował twarz Złotego chłopca jak by poprzez emocje, które miały tam wystąpić miał cokolwiek zrozumieć. Jednak oblicze Pottera pozostawało nieodgadnione. Jedynie lekka zmarszczka na czole świadczyła o tym, że chłopak skupia się na czytanym tekście. W końcu Harry skończył czytać artykuł i odłożył gazetę na stolik po czym spojrzał na Draco.

- Skąd Rita dowiedziała się czegoś takiego? – Potter wyglądał na lekko zszokowanego. Draco pokręcił głową. – Kurwa! Nic z tego nie pojmuję. Muszę porozmawiać z dursleyami teraz – warknął biorąc szybko pelerynę niewidkę.
- Potter kurwa czekaj! – Draco zagrodził mu drogę. Chłopak spojrzał na niego groźnie.
- Malfoy złaź mi z drogi jak nie chcesz, żebym cie potraktował oszałamiaczem – warknął.
- Nic z tego! Nie puszcze cię dopóki mi nie powiesz co zamierzasz.
- A co cię to interesuje? – warknął jednak Draco patrzył na niego stalowym wzrokiem czekając na odpowiedź. – Zamierzam udać się d mojego wujostwa – Potter odpuścił mając nadzieję, że wyjaśnienie pomoże i Draco go puści. Jednak blądyn nadal stał mu na drodze. – Noż kurwa przepuść mnie!
- Nie, nie widzę potrzeby byś szedł tam przed ciszą nocną. Jeśli ktoś się dowie wyleją cię ze szkoły.
- A ty się niby o to martwisz?
- No wyobraź sobie, że tak. Potter do cholery zacznij myśleć! Potrzeba ci alibi. Pójdziesz tam i nie patrz na mnie jak cielę do cholery! – Potter otrząsnął się z lekkiego szoku.
- Malfoy.. czy ty zamierzasz mi pomóc?
- A i owszem – odpowiedział spokojnie.
- Ale po co?
- Powiedzmy, że jestem ciekawy o co w tym wszystkim chodzi – blondyn  zruszył ramionami.
- Więc to o to chodzi – brunet pokręcił głową z rezygnacją. – A już myślałem, że odezwały się w tobie pokłady dobrej duszy i nagle zapalałeś wielka potrzeba pomocy innym.
- O nie Potty, nie wyobrażaj sobie za wiele. Na moją pomoc trzeba sobie zasłużyć
- Uważaj bo pomyślę, że jestem wyjątkowy – zakpił brunet. Draco uniósł jedną brew kpiącą.
- Nic z tego Potty, nie jesteś ani grama wyjątkowy – spokojnie odparł blondyn. – A teraz do rzeczy. Dzisiaj nigdzie nie pójdzie. Jutro natomiast powiem Profesorowi Snapeowi, że jesteś chory, a on załatwi ci zwolnienie. Będziesz miał około dziesięciu do dwunastu godzin na wyprawę do wujostwa i powrót tutaj.
- Wątpię by nietoperz zechciał pomóc – prychnął brunet.
- Snape’a zostaw mnie ty skup się na reszcie. I zapamiętaj nie pomagam bezinteresownie.
- Tak tego się domyśliłem. Jednak wciąż nie wiem czego chcesz w zamian
- Na razie niczego. Odwdzięczysz mi się we właściwym czasie – blondyn uśmiechnął się dziwnie. Tak miał pewien plan, a wiązał się on z osobą Pottera, a ten artykuł okazał się nieźle pomocny.
-  Niech ci będzie Fretko, umowa stoi – blondyn uśmiechnął się zwycięsko pod nosem. Zobaczysz Potty Malfoyowie zawsze dostają to czego chcą.


***


- ŻE CO KURWA!!! CZY TY SIEBIE SŁYSZYSZ KOBIETO?!!! – Wysoki mężczyzna w nauczycielskich szatach i rozwichrzonych włosach wyglądał jak by doznał szoku.
- Tak słyszę i wiem co mówię – odparła spokojnie kobieta.
- Syriuszu natychmiast się uspokój! – Vernon pchnął lekko mężczyznę tak by ten wylądował na fotelu. – Wysłuchaj naszej historii, a wszystko zrozumiesz – spojrzał na mężczyznę wyczekując podjęcia decyzji. Jeśli zdecyduje się odejść nie wysłuchawszy historii nie pozwoli mu na to. Jednak Syriusz wykazał się na tyle inteligencją, że skinął głową.
- Dobrze więc, słucham tej absurdalnej opowieści.
- Dziękuję Syri, wierz mi za chwilę wszystko zrozumiesz.
- Oby tak było.
- Dobrze więc. Cofnijmy się do dnia, w którym po raz pierwszy poznaliśmy Toma, a raczej Lorda Vodemorta. Po pierwsze gdy go poznaliśmy nie wyglądał tak strasznie jak tamtego dni gdy zabił go Harry. Był młodym przystojnym mężczyzną, który wiedział czego chce. Imponował wielu, jednak nie wymagał wiele. Lili i James tak samo jak my od razu za nim poszliśmy tym bardziej, że Albusowi już w tedy zaczynało odbijać. Dumbledor chciał za wszelką cenę położyć kres poczynaniom Voldemorta. Gdy Tom spokojnie chciał z nim porozmawiać, dowiedzieć się dlaczego tam bardzo mu się nie podoba to co on robi, Albus wyrzucił go z gabinetu i jeszcze rzucił nań parę klątw. Jedna z nich całkowicie zmieniła wygląd mężczyzny. Jednak po długim czasie udało nam się zdjąć klątwę, ale Tom postanowił przybierać tę drugą formę wyglądu by straszyć ludzi popierających Albusa. Wielu wiedziało, że Tomowi zależy na opanowaniu świata mugoli i zawładnięciu nim. Jednak nie była to prawda. Tom nie chciał by mugole się o nas dowiedzieli. Chciał stworzyć świat bezpieczny dla nas. Całkowicie odrębny jednak Albus był temu przeciwny. Owszem też nie chciał pokazywać magii światłu dziennemu, jednak nie widział potrzeby tworzenia innego nowego świata. Wręcz przeciwnie. Uważał, że czarodzieje mogli by żyć w świecie mugoli tak samo jak oni. Czyli nie posługiwać się magią. Wszystko robić samemu. Normalnie pracować. Żyć jak zwykli niemagiczni ludzie. Tomowi się to nie podobało. No bo na co nam magia skoro mielibyśmy z niej nie korzystać? Po co kształcić nowych czarodziejów skoro mieliby skończyć w świecie mugolaków? Jednak Dumbledor był nieugięty. Zagroził, że każdy kto poprze Toma zginie. Jednak mimo to wielu poszło za nim i wielu przez to zginęło. Jednak nie dlatego, że Tom ich skrzywdził, ale dlatego, że Dumbledor odebrał życie ich i ich rodzin. Właśnie tu dochodzimy do mojej siostry. Lili nigdy nie popierała starucha, tak samo jak jej mąż i my. Gdy więc przyjęła znak Toma wraz ze swoim mężem Dumbledor ich znalazł w końcu był ich strażnikiem tajemnicy. Obiecał, że zawsze będzie ich chronić. Sam namawiał ich by weszli w szeregi Toma, By dla niego szpiegowali. Zgodzili się. Liczyli, że jak poprą Albusa i będą udawali, że robią to dla niego będą bezpieczni. Jednak Dumbledor szybko odkrył jaka jest prawda. Tamtego dnia było spotkanie zwolenników Toma jak nazywa ich Albus. Byli tam wszyscy. Po zakończonym spotkaniu wróciliśmy do domów. Pożegnałam się z siostrą i aportowaliśmy się. Tej nocy widziałam ja żywą ostatni raz. Alnus czekał na nich pod domem. Był wkurzony. To było szybkie. Nie mieli szans się obronić. Najpierw dostał James. Potem Lili krzycząc, że jej śmierć będzie ochroną dla Harrego. Albus był zły. Nie mógł zabić dziecka. Wykorzystał więc nas. Przybył tutaj dając mi dzieciaka. Potem zaklęciem zmusił nas byśmy traktowali go gorzej niż skrzata. Opieraliśmy się, ale jego magia była silniejsza. Wierz mi Syri, ze nigdy nie chciałam skrzywdzić Harrego. Kochałam go. Kocham nadal. Jednak wątpię by wybaczył mi to co mu zrobiłam.

Syriusz słuchał jej historii w zamyśleniu. Gdy skończyła spojrzał na nią dziwnie.

- Wiesz.. nie jestem pewny czy ci wierzę, ale nie jestem już taki pewny co do poczynań Dumbledora. Potrzebuję czasu. Nie martw się nie polecę do Dropsa. Zamierzam go obserwować. – Petunia skinęła głową. To jej na razie musi wystarczyć. Jednak ufała Syriuszowi. Wiedziała jak bardzo cenił sobie przyjaźń Jamesa i że kochał je jak siostry. Nie zdradził by ich.
- Wierzę ci i wiem, że nie zrobisz nic głupiego. Boje się tylko co zrobi Harry.
- O niego się nie martw. Zmienił się – mruknął Syriusz.
- Tak.. zauważyłam to. Jest w nim dziwny mrok, ale wszystko jest dobrze Syriuszu. On obierze właściwą drogę zobaczysz wszystko będzie dobrze – powiedziała z niepewnym uśmiechem.
- Obyś się nie myliła -  mruknął.

Syriusz posiedział jeszcze chwilę u dursleyów by w końcu pożegnać się i wrócić do szkoły. Będzie musiał poobserwować Dubledora. Wyglądało na to, że stare sztuczki Huncwotow znów będą musiały być użyte.

4 komentarze:

  1. Hejka. Dobrze, że jesteś. Że będziesz.
    A rozdział jak zawsze cudny. :)
    Weny i dużo wolnego czasu

    OdpowiedzUsuń
  2. super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Zatkało mnie na amen!! Gratuluję pomysłowości, genialny rozdział (jak całe opowiadanie), z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały! Nie mogę się doczekać slashu i (oby) upadku dupka Albusa.
    Życzę powodzenia!
    Pisz dalej :-)
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy nowy rozdział? D: Trzy miesiące! DDD= Mam nadzieję , że u Ciebie wszystko w porządku. I życzę weny!

    OdpowiedzUsuń

Zaczarowani