Hej^^ Udało się i w końcu pojawia się upragniony 7 rozdział. Nie ma cie pojęcia jak się cieszę, że udało mi się go w końcu skończyć. Chyba z dziesięć razy wracałam do wcześniejszych rozdziałów, żeby czegoś nie przekręcić tak to jest jak się nie pisze regularnie xD
Cieszę się też, że mimo, iż te rozdziały właśnie pojawiają się w takim trybie nieregularnym to i tak czekacie na kolejne rozdziały. Nie ma cie pojęcia jak to mnie motywuje, żeby w końcu siąść i zacząć dalej pisać:)
Dobra dłużej już was nie zanudzam, tylko oddaje w łapki 7 rozdział i życzę miłego czytania ;)
Dobra dłużej już was nie zanudzam, tylko oddaje w łapki 7 rozdział i życzę miłego czytania ;)
______________________________________________________________
Dumbledore siedział na
wygodnym fotelu za swoim biurkiem. Trzeba przyznać, że ten starzec był mistrzem
w ukrywaniu emocji. Nikt, bowiem nie mógł przypuszczać, że mimo jakże spokojnej
twarzy w środku szalał istny Armagedon. Gdyby tak dobrze zastanowić się nad
powodem owego zdenerwowania siwego starca można w lot połapać się, iż źródłem
niepokoju była zapewne gazeta, która spoczywała otwarta na drugiej stronie na
nieszczęsnym artykule. Nic wszak dziwnego, że Dumbledora tak bardzo poruszył i
rozsierdził artykuł reporterki. W końcu jak by nie patrzeć nie na darmo wolał
unikać tej paniusi. Kto, jak kto, ale Rita była mistrzem w swoim fachu i pomimo
czasami, a nawet częściej niż czasami używała niekonwencjonalnych metod
zdobywania informacji. Nie ma się, więc czemu wszak dziwić, że starzec wolał
unikać kontaktu z ową czarownicą. Nie pomogło mu to jednak, a wręcz miał
wrażenie, że zaszkodziło. Bowiem nauczyciele patrzyli na niego z lekka
nieprzychylnym okiem chodź tylko w tedy, gdy jak sądzili on tego nie widzi.
Biedni głupcy żyjący w niewiedzy. Jednak to nie ich wina, iż nie zdają sobie
sprawy, że tak na prawdę nie mają ani chwili prywatności, bowiem Albus za
pomocą jednego z zakazanych zaklęć cały czas był na bieżąco z tym, co robili. Chodź
był w jego gronie nauczycielskim osobnik, na którego ta magia nie działała.
Osławiony mistrz eliksirów, postrach Hogwartu i naczelny koszmar senny
większości studentów, a mowa tu oczywiście o nikim innym jak o Severusie Snape.
Co prawda Dumbledore podejrzewał, że na jego szpiega podobne zaklęcie rzucił swego
czasu Voldemort razem z zaklęciem ochronnym na wypadek gdyby ktoś chciał
pokrzyżować mu plany, ale nie mógł przecież wiedzieć, że jego rzekomy sługa nie
jest jego pieskiem tylko należy do Dumbledora. Starzec nie przejął się w tedy
owym zaklęciem, gdyż sądził, że wraz z upadkiem Lorda będzie mógł szpiegować
Seva jak całą resztę jednak nadal coś go blokowało. Dumbledore przypuszczał, iż
zaklęcie czarnoksiężnika najwyraźniej miało skutki nieodwracalne. Jednak to nie
miało znaczenia dla starca gdyż ufał Severusowi, co było niezwykłe w jego
przypadku gdyż Albus zwykł nie ufać nikomu poza samym sobą. Szkoda tylko, że w
tym samouwielbieniu i zadufaniu nie widział, że człowiek, którego uważał za
oddanego sobie tak naprawdę nigdy nie był jego pieskiem. Severus Snape może i
był najlepszym podwójnym agentem jednak na pewno nigdy nie był szpiegiem na
usługach Dumbledora. Nawet teraz, gdy nie było już Czarnego Pana Severus nadal
grał posłusznego pionka mając nadzieję, że znajdzie się ktokolwiek, kto pozna
się na zamiarach tego starca i będzie na tyle silny, aby mu się przeciwstawić i
wygrać.
***
W pokoju wspólnym Gryffindoru
panowało niebywałe poruszenie. Zbieranina była tak duża, że postronny
obserwator mógł pomyśleć, że Gryfoni coś świętują. Jednak tym razem powód
spotkania w pokoju wspólnym zdecydowanie nie miał nic wspólnego z imprezami.
Każdy z uczniów trzymał w swoich dłoniach gazetę i obserwował drugą osobę
szukając na jej twarzy tego samego szoku, co na swojej własnej. O tak Gryfoni
byli zdecydowanie zszokowani nowinami, jakie zaserwowała im Rita. Większość nie
chciała dać wiary słowom znienawidzonej reporterki jednak coś w ich głowach
szeptało im, że była to jednak przykra prawda. Wzrok wszystkich, co jakiś czas
prześlizgiwał się na siedzących w odosobnieniu Rona i Hermionę, którzy ci
chwilę ponownie analizowali artykuł czytając go oraz rzucając na niego
wszelakie zaklęcia ujawniające kłamstwa. Jednak było to bezskuteczne i oboje
powoli przyjmowali do siebie fakt, że owy nieszczęsny artykuł to jednak nie
głupi dowcip w wykonaniu Rity, a na nieszczęście przykra i przerażająca prawda.
Hermiona, która od dłuższego czasu pochlipywała nad owym tekstem w gazecie
poderwała się nagle, czym zszokowała zarówno Rona, który popatrzył na nią jak
na wariatkę, ale też całą resztę osób, które przyglądały się jej z mieszaniną
strachu, ale i zaciekawienia. Rudowłosa dziewczyna pociągnęła Rona, który podniósł
się i podążył za przyjaciółką. Granger poprowadziła ich do pokoju życzeń. Chciała,
bowiem w spokoju porozmawiać z Ronem, a pokój wspólny nie był do tego najlepszym
miejscem. Gdy tylko otworzyli drzwi i weszli do komnaty ta jak by już na nich
czekała. W środku były dwa obszerne wygodne fotele, a pomiędzy nimi mały
stolik, na którym ktoś postawił ciepłe kakao i jakieś ciasteczka, najwyraźniej
robota skrzatów. W rogu pojawił się kominek, który mrugał do nich wesoło
czerwonymi płomieniami. Hermiona zajęła fotel, który znajdował się bliżej
kominka, zaś Ron usiadł naprzeciwko niej.
- Herm może mi powiesz
w końcu, dlaczego tutaj przyszliśmy? - Spytał w konsternacji marszcząc brwi i
zajmując fotel. Przyjaciółka popatrzyła na niego groźnie.
-A jak myślisz Ronaldzie Wesley? - Spytała uderzając w swój "filozoficzny" zdaniem Rona ton. Rudzielec popatrzył na nią niezrozumiałym wzrokiem. - RON NA BOGA ZACZNIJ MYŚLEĆ! - Hermiona musiała wsiąść głębszy wdech, aby uspokoić skołatane myśli.
- Hermi wiem, o co Ci chodzi. Martwisz się o Harrego - Dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc słowa przyjaciela. Zaskoczyło ją, że Ron wypowiedział imię ich „przyjaciela” bez krzty nienawiści czy złości.
- Tak masz rację - odezwała się w końcu - martwię się o niego i to bardzo, ale martwię się też o Ciebie. Pokłóciłeś się z nim na amen. Nie dałeś mu nic wyjaśnić. Posądziłeś z góry o przynależność do Voldemorta chodź wiedziałeś, że gad nie żyje tylko, dlatego, że miał znak. To cud, że nie poleciałeś z tym od razu do Dropsa. Teraz na prawdę się cieszę, że cię od tego odciągnęłam nakazując wszystko przemyśleć. Powiedz mi Ron czy teraz znając treść artykułu i niejaką choćby namiastkę przeszłości Harrego też poszedłbyś do dyrektora, aby mu o tym powiedzieć? - spytała kończąc swoją tyradę.
- Nie Hermi, nie poszedłbym i nawet nie wiesz jak żałuję wykrzyczanych w złości słów - powiedział, a z jego głosu biła ewidentna skrucha i chęć zadośćuczynienia. – Zrozum Herm, mimo, że podświadomie wiedziałem, iż on nie żyje i nie miał możliwości naznaczenia Harrego jakoś nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że być może oni tam w tym pokręconym domu mają jakieś naznaczanie tatuażami, czy kij tam wie, czym.
- Cieszy mnie to Ron, że coś do ciebie dotarło, naprawdę mnie cieszy. Bo będę cię prosiła, abyś pogodził się z Harrym, - Ron pokiwał głową. Był gotów pogodzić się z przyjacielem, przeprosić go za swoją arogancję i głupotę - Och Ron nawet nie wiesz jak bardzo mi go brakuje - powiedziała nagle zmieniając ton głosu na lekko płaczliwi. Ron niepewnie ją przytulił. Nigdy nie był dobry w pocieszaniu kogoś, a już zwłaszcza, jeśli ten ktoś mu się podobał, a Hermiona zdecydowanie zaliczała się do tego drugiego grona osób.
- Spokojnie Hermi. Będzie dobrze, zobaczysz. Chodź znajdźmy Harrego trzeba z nim porozmawiać - powiedział mając nadzieję, że przyjaciółka weźmie się w garść.
- Masz rację Ron chodźmy go poszukać - powiedziała podrywając się i ocierając lekko wilgotne oczy. Rudzielec odetchnął w duchu. Całe szczęście, bo nie wiedział czy poradziłby sobie gdyby dziewczyna na dobre się rozkleiła.
-A jak myślisz Ronaldzie Wesley? - Spytała uderzając w swój "filozoficzny" zdaniem Rona ton. Rudzielec popatrzył na nią niezrozumiałym wzrokiem. - RON NA BOGA ZACZNIJ MYŚLEĆ! - Hermiona musiała wsiąść głębszy wdech, aby uspokoić skołatane myśli.
- Hermi wiem, o co Ci chodzi. Martwisz się o Harrego - Dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc słowa przyjaciela. Zaskoczyło ją, że Ron wypowiedział imię ich „przyjaciela” bez krzty nienawiści czy złości.
- Tak masz rację - odezwała się w końcu - martwię się o niego i to bardzo, ale martwię się też o Ciebie. Pokłóciłeś się z nim na amen. Nie dałeś mu nic wyjaśnić. Posądziłeś z góry o przynależność do Voldemorta chodź wiedziałeś, że gad nie żyje tylko, dlatego, że miał znak. To cud, że nie poleciałeś z tym od razu do Dropsa. Teraz na prawdę się cieszę, że cię od tego odciągnęłam nakazując wszystko przemyśleć. Powiedz mi Ron czy teraz znając treść artykułu i niejaką choćby namiastkę przeszłości Harrego też poszedłbyś do dyrektora, aby mu o tym powiedzieć? - spytała kończąc swoją tyradę.
- Nie Hermi, nie poszedłbym i nawet nie wiesz jak żałuję wykrzyczanych w złości słów - powiedział, a z jego głosu biła ewidentna skrucha i chęć zadośćuczynienia. – Zrozum Herm, mimo, że podświadomie wiedziałem, iż on nie żyje i nie miał możliwości naznaczenia Harrego jakoś nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że być może oni tam w tym pokręconym domu mają jakieś naznaczanie tatuażami, czy kij tam wie, czym.
- Cieszy mnie to Ron, że coś do ciebie dotarło, naprawdę mnie cieszy. Bo będę cię prosiła, abyś pogodził się z Harrym, - Ron pokiwał głową. Był gotów pogodzić się z przyjacielem, przeprosić go za swoją arogancję i głupotę - Och Ron nawet nie wiesz jak bardzo mi go brakuje - powiedziała nagle zmieniając ton głosu na lekko płaczliwi. Ron niepewnie ją przytulił. Nigdy nie był dobry w pocieszaniu kogoś, a już zwłaszcza, jeśli ten ktoś mu się podobał, a Hermiona zdecydowanie zaliczała się do tego drugiego grona osób.
- Spokojnie Hermi. Będzie dobrze, zobaczysz. Chodź znajdźmy Harrego trzeba z nim porozmawiać - powiedział mając nadzieję, że przyjaciółka weźmie się w garść.
- Masz rację Ron chodźmy go poszukać - powiedziała podrywając się i ocierając lekko wilgotne oczy. Rudzielec odetchnął w duchu. Całe szczęście, bo nie wiedział czy poradziłby sobie gdyby dziewczyna na dobre się rozkleiła.
Upewniwszy się, że
Hermiona już nie płacze, ani nie jest aż tak bardzo przygnębiona opuścili ramię
w ramię pokój wspólny i skierowali się w stronę lochów. Hermiona szła z zaciętą
miną gotowa na rozmowę z Harrym, a jeśli zaszła by potrzeba to wejdzie do
pokoju wspólnego Slitherinu używając zaklęcia i wywarzając drzwi, ale to była ostateczność.
Miała, bowiem nadzieję, że jak poprosi Zgredka to ten zawoła dla niej Harrego,
a ten przyjdzie, a nie odeśle ich z kwitkiem. Szli ostrożnie. Nie chcieli w
końcu trafić, ani na nietoperza, ani tym bardziej na Filcza i jego wyliniałą
kotkę panią Noris. Na całe szczęście, korytarze były puste. Chodź w sumie było
to z lekka dziwne. Był, bowiem poniedziałek, niedawno skończyła się pierwsza część
zajęć, więc pomiędzy kolejnymi było parę wolnych godzin, a ci, którzy nie
wybrali za dużo zajęć mieli już wolne, więc puste korytarze nie były czymś
normalnym. Ta anomalia wyraźnie nie podobała się dwójce podążającej do lochów.
Jednak to nie przeszkodziło im w dotarciu do celu. Stanęli przed ścianą
prowadzącą do pokoju Slitherinu.
- Jak zamierzamy tam
wejść? - Spytał Ron patrząc z po wątpieniem na ścianę
- Spokojnie, przemyślałam wszystko - mruknęła - Zgredek - zawołała w przestrzeń, a już po chwili pojawił się skrzat.
- Pani wzywała Zgredka? - Już po chwili szeroko się uśmiechnął - Ach przyjaciele Harrego Pottera, czy Zgredek może jakoś pomóc? - spytał cały rozpromieniony skrzat.
- Tak Zgredku - Hermiona pluła sobie w twarz, że wykorzystuje skrzata i łamie własne założenia stowarzyszenia WESZ. Jednak przekonywała siebie, że ta sytuacja jest wyjątkowa. - Chciałam cię prosić, żebym zawołał Harrego. Powiedz, że chcemy z nim porozmawiać. Skrzat ukłonił się i obiecał spełnić prośbę, po czym zniknął z cichym "pyk" Ron popatrzył na przyjaciółkę.
- No, no Hermi. Nie sądziłem, że zdecydujesz się użyć Zgredka - Hermiona popatrzyła na niego oburzona.
- Ronaldzie Wesley ja nie użyłam Zgredka tylko poprosiłam go o pomoc - odpowiedziała oburzona. Jednak Ronowi niedane było już odpowiedzieć, bowiem wrócił skrzat. Wyraźnie pochmurny.
- Coś się stało? - Spytała pełna obaw Hermiona.
- Panicz Harry nie chce was widzieć i kazał powiedzieć, że macie sobie pójść, albo będzie zmuszony odebrać wam punktu za szwendanie się po nieswoich korytarzach. - Na te słowa dwójce czekających opadły szczęki. Hermiona szybciej się pozbierała.
- Dobrze dziękuję Zgredku możesz iść. - Skrzat skinął główką i zniknął.
- Herm, co teraz? - Ron był wyraźnie rozbity. Hermiona zwęziła usta w cienką linię i zmarszczyła brwi.
- Teraz wejdziemy tam po mojemu - odpowiedziała.
- HARRY POTERZE WŁAŚNIE WYKOPAŁEŚ SOBIE CHOLERNY GRUP!!! - Krzyknęła podnosząc ton głosu za pomocą zaklęcia, po czym sprawnym ruchem ręki wykonała kolejne zaklęcie i rozwaliła drzwi do pokoju wspólnego (cóż bycie prefektem ma swoje zalety i dział zakazany można odziewać, a co za tym idzie parę przydatnych w takich chwilach zaklęć miała w głowie).
- Spokojnie, przemyślałam wszystko - mruknęła - Zgredek - zawołała w przestrzeń, a już po chwili pojawił się skrzat.
- Pani wzywała Zgredka? - Już po chwili szeroko się uśmiechnął - Ach przyjaciele Harrego Pottera, czy Zgredek może jakoś pomóc? - spytał cały rozpromieniony skrzat.
- Tak Zgredku - Hermiona pluła sobie w twarz, że wykorzystuje skrzata i łamie własne założenia stowarzyszenia WESZ. Jednak przekonywała siebie, że ta sytuacja jest wyjątkowa. - Chciałam cię prosić, żebym zawołał Harrego. Powiedz, że chcemy z nim porozmawiać. Skrzat ukłonił się i obiecał spełnić prośbę, po czym zniknął z cichym "pyk" Ron popatrzył na przyjaciółkę.
- No, no Hermi. Nie sądziłem, że zdecydujesz się użyć Zgredka - Hermiona popatrzyła na niego oburzona.
- Ronaldzie Wesley ja nie użyłam Zgredka tylko poprosiłam go o pomoc - odpowiedziała oburzona. Jednak Ronowi niedane było już odpowiedzieć, bowiem wrócił skrzat. Wyraźnie pochmurny.
- Coś się stało? - Spytała pełna obaw Hermiona.
- Panicz Harry nie chce was widzieć i kazał powiedzieć, że macie sobie pójść, albo będzie zmuszony odebrać wam punktu za szwendanie się po nieswoich korytarzach. - Na te słowa dwójce czekających opadły szczęki. Hermiona szybciej się pozbierała.
- Dobrze dziękuję Zgredku możesz iść. - Skrzat skinął główką i zniknął.
- Herm, co teraz? - Ron był wyraźnie rozbity. Hermiona zwęziła usta w cienką linię i zmarszczyła brwi.
- Teraz wejdziemy tam po mojemu - odpowiedziała.
- HARRY POTERZE WŁAŚNIE WYKOPAŁEŚ SOBIE CHOLERNY GRUP!!! - Krzyknęła podnosząc ton głosu za pomocą zaklęcia, po czym sprawnym ruchem ręki wykonała kolejne zaklęcie i rozwaliła drzwi do pokoju wspólnego (cóż bycie prefektem ma swoje zalety i dział zakazany można odziewać, a co za tym idzie parę przydatnych w takich chwilach zaklęć miała w głowie).
Trzeba przyznać, że
takiego obrotu sprawy Harry się nie spodziewał. Podniesiony głos przyjaciółki
usłyszeli wszyscy w lochach Slitherinu, ale nie sądził, że Hermiona może znać
jakiekolwiek mroczne zaklęcie umożliwiające jej wejście do nie swojego pokoju
wspólnego. Równie zdzwiony jak wszyscy w Slitherinie był Ron. Nie spodziewał
się, że dziewczyna posunie się do czegoś takiego. Nagle w drzwiach jednej z
sypialni pojawił się Potter.
- Możecie mi łaskawie wyjaśnić,
dlaczego demolujecie mi dom? - spytał wyraźnie wściekły.
- Bo nie raczysz zjawić się tak jak cię o to prosiliśmy i z nami porozmawiać - odpowiedziała dziarsko dziewczyna.
- To chyba oczywiste, że nie mamy, o czym rozmawiać - odpowiedział wykurzony.
- Tak ci się wydaje? Obawiam się, że mamy, o czym rozmawiać, a ty Harry Potterze, albo porozmawiasz z nami po dobroci, albo zmusimy cię do tego - powiedziała groźnie marszcząc brwi.
- Zmuś mnie, jeśli umiesz - warknął. Hermionie nie umknęła wrogość Harrego. Westchnęła w duchu zdając sobie sprawę, że oboje z Ronem zasłużyli na nią, ale Złoty Chłopiec mógł wykazać trochę altruizmu i łaskawie zgodzić się z nimi porozmawiać. To go nic nie kosztowało. Westchnęła niezadowolona.
- Dobrze Harry Potterze, ale obyś tego nie pożałował - powiedziała wyciągając różdżkę i celując nią w Harrego wymruczała jakieś zaklęcie i Harry już po chwili zupełnie wbrew sobie zaczął za nią iść. - Wybacz Harry, ale my MUSIMY z tobą porozmawiać - powiedziała z naciskiem.
- Bo nie raczysz zjawić się tak jak cię o to prosiliśmy i z nami porozmawiać - odpowiedziała dziarsko dziewczyna.
- To chyba oczywiste, że nie mamy, o czym rozmawiać - odpowiedział wykurzony.
- Tak ci się wydaje? Obawiam się, że mamy, o czym rozmawiać, a ty Harry Potterze, albo porozmawiasz z nami po dobroci, albo zmusimy cię do tego - powiedziała groźnie marszcząc brwi.
- Zmuś mnie, jeśli umiesz - warknął. Hermionie nie umknęła wrogość Harrego. Westchnęła w duchu zdając sobie sprawę, że oboje z Ronem zasłużyli na nią, ale Złoty Chłopiec mógł wykazać trochę altruizmu i łaskawie zgodzić się z nimi porozmawiać. To go nic nie kosztowało. Westchnęła niezadowolona.
- Dobrze Harry Potterze, ale obyś tego nie pożałował - powiedziała wyciągając różdżkę i celując nią w Harrego wymruczała jakieś zaklęcie i Harry już po chwili zupełnie wbrew sobie zaczął za nią iść. - Wybacz Harry, ale my MUSIMY z tobą porozmawiać - powiedziała z naciskiem.
Brunet westchnął, ale poddał się zdając sobie sprawę, że przegrał tę bitwę. Nie wiedział w sumie czy on sam chce z nimi rozmawiać, ale obawiał się, że nie miał wyjścia. Cóż po prostu ich wysłucha chodź czuł, że wie, dlaczego tu przyszli i co jest celem ich rozmowy. Jego byli (jak sądził) przyjaciele poprowadzili go do pokoju życzeń. Hermiona chwili pomyślała i na pustej ścianie pojawiły się drzwi. Dziewczyna pchnęła je i weszła do środka. Pokój był taki sam jak ten, który pojawił się tylko dla niej i Rona z tą różnicą, że były trzy, a nie dwa fotele i trzy, a nie dwa kubki napoju. Cała trójka usiadła. Harry mógł swobodnie już się ruszać, bowiem czarownica zdjęła zaklęcie. Chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na nią.
- Jest sens pytać cię
skąd znasz TEGO typu zaklęcia? - spytał.
- Owszem, ale zostawię tłumaczenie tego na później. Są rzeczy ważniejsze Harry - odpowiedziała, a brunet westchnął. Czyli nie odwlecze niechcianego momentu. Tym razem jednak nie Hermi, a Ron się odezwał.
- Stary po pierwsze to chciałem cię przerosić za swoje zachowanie. Serio, zachowałem się jak skończony debil - wymamrotał. Harry roześmiał się złośliwie.
- Nie da się ukryć, ale sądził, że przeprosiny zrekompensują wszystko? Że przytulę cię, podam rękę, czy co tam i będzie fajnie? Mylisz się, poleciałeś do Dumbledora.. - nie skończył po przerwał mu zirytowany ton rudzielca.
- Tak się składa, że nie poleciałem. Hermiona mnie od tego odwiodła i dzisiaj jestem jej cholernie wdzięczy. Harry uniósł zdziwiony brwi.
- Serio? Na prawdę jedno z was ma więcej oleju i całe szczęście - westchnął.
- Harry proszę cię, nie chcemy się znów kłócić - weszła im w powoli kiełkującą sprzeczkę Hermiona.
- Dokładnie - zawtórował jej Ron. - Ja na prawdę nie chcę się już kłócić Chcę cię przerosić za to, co mówiłem i za swoje zachowanie. Na prawdę stary brakuje nam ciebie - głos rudzielca był szczery. Harry westchnął mentalnie. No i co on ma z nimi zrobić?
- Na prawdę - zaczął ostrym tonem - domyślam się, że czytaliście artykuł, który napisała Rita, i nagle was olśniło. Przypomnieliście sobie o mnie? - gorzki ton Harrego zszokował oboje. - Nie zaczynaj Hermiona - uciszył dawną przyjaciółkę nim ta zdążyła się odezwać Doceniam to, że nagle chcecie się pogodzić, ale nie zapominam tego jak zachowaliście się nie tak dawno, a zwłaszcza ty Ron. - Rudzielec poczerwieniał z zażenowania. - Na prawdę sądzicie, że jak teraz przyjdziecie i mnie przeprosicie to będzie okay? Wybaczę wam i znów będzie jak dawniej? Domyślam się, że tak, bo tacy jesteście. Wierni, aczkolwiek lekko nieufni. Wybaczcie, ale nie potrafię wam całkowicie zaufać. Obawiam się, że będziecie musieli mmi udowodnić swoje dobre zamiary - powiedział, a jego oczy błyszczały lekko fanatycznym blaskiem. Hermionę zaczęło to niepokoić. Coś było nie tak tylko, co?
- Owszem, ale zostawię tłumaczenie tego na później. Są rzeczy ważniejsze Harry - odpowiedziała, a brunet westchnął. Czyli nie odwlecze niechcianego momentu. Tym razem jednak nie Hermi, a Ron się odezwał.
- Stary po pierwsze to chciałem cię przerosić za swoje zachowanie. Serio, zachowałem się jak skończony debil - wymamrotał. Harry roześmiał się złośliwie.
- Nie da się ukryć, ale sądził, że przeprosiny zrekompensują wszystko? Że przytulę cię, podam rękę, czy co tam i będzie fajnie? Mylisz się, poleciałeś do Dumbledora.. - nie skończył po przerwał mu zirytowany ton rudzielca.
- Tak się składa, że nie poleciałem. Hermiona mnie od tego odwiodła i dzisiaj jestem jej cholernie wdzięczy. Harry uniósł zdziwiony brwi.
- Serio? Na prawdę jedno z was ma więcej oleju i całe szczęście - westchnął.
- Harry proszę cię, nie chcemy się znów kłócić - weszła im w powoli kiełkującą sprzeczkę Hermiona.
- Dokładnie - zawtórował jej Ron. - Ja na prawdę nie chcę się już kłócić Chcę cię przerosić za to, co mówiłem i za swoje zachowanie. Na prawdę stary brakuje nam ciebie - głos rudzielca był szczery. Harry westchnął mentalnie. No i co on ma z nimi zrobić?
- Na prawdę - zaczął ostrym tonem - domyślam się, że czytaliście artykuł, który napisała Rita, i nagle was olśniło. Przypomnieliście sobie o mnie? - gorzki ton Harrego zszokował oboje. - Nie zaczynaj Hermiona - uciszył dawną przyjaciółkę nim ta zdążyła się odezwać Doceniam to, że nagle chcecie się pogodzić, ale nie zapominam tego jak zachowaliście się nie tak dawno, a zwłaszcza ty Ron. - Rudzielec poczerwieniał z zażenowania. - Na prawdę sądzicie, że jak teraz przyjdziecie i mnie przeprosicie to będzie okay? Wybaczę wam i znów będzie jak dawniej? Domyślam się, że tak, bo tacy jesteście. Wierni, aczkolwiek lekko nieufni. Wybaczcie, ale nie potrafię wam całkowicie zaufać. Obawiam się, że będziecie musieli mmi udowodnić swoje dobre zamiary - powiedział, a jego oczy błyszczały lekko fanatycznym blaskiem. Hermionę zaczęło to niepokoić. Coś było nie tak tylko, co?
***
Chris siedział w wydolnym
dużym fotelu w bibliotece rezydencji Blacks Chadows i czekał. Od wysłania
listów minęła niespełna jedna doba, a on już się niepokoił. Wiedział, że takim
siedzeniem i denerwowaniem się czasu nie przyspieszy i lepiej by go spożytkował
gdyby coś poczytał, albo czymkolwiek się zajął. Jednak jak na złość nic nie
potrafiło odwrócić jego uwagi od faktu, że czas mijał, a nikt się nie pojawiał.
Świstoklik zaklęty w liście nie był ustawiony na żadną konkretną godzinę. Czar
można było aktywować w każdym momencie wystarczyło wypowiedzieć magiczne słowa,
które znał tylko śmierciożerca, także nawet gdyby jakimś sposobem ktokolwiek
odkrył, że owy list to świstoklik i tak by go nie aktywował. Nagle poczuł, że bariery
ochronne rezydencji kogoś przepuściły. Jednak tylko jedna osoba się pojawiła. Chris
podniósł się z fotela i wyszedł na spotkanie swojego gościa.
***
Hermiona była zła, że
cała rozmowa nie potoczyła się po jej myśli. Przecież to miało się skończyć
zbiorowym przytuleniem i miało być jak dawniej. Jednak tak się nie skończyło.
Harry zażądał od nich dowodu wierności i przyjaźni, ale jak? Obawiała się, że
czas to zweryfikuje, a to martwiło ją najbardziej. Czas, bowiem był
nieprzewidywalnym graczem. Ron też był z tego niezadowolony, ale tak jak i jego
przyjaciółka gotowy uwodnić swoją przyjaźń i wierność, tylko pytanie, kiedy i
jak?
***
Zakapturzona postać
rozglądała się po rezydencji, którą znała jak własny dom. List, który postać
trzymała w dłoni został wypuszczony i lekko opadł na podłogę. Z głowy
nieznajomego zsunął się ciemny kaptur i światło padło na twarz przybyłego, który
przyglądał się stojącemu w bezpiecznej odległości mężczyźnie.
- Ktoś ty i dlaczego
mnie tu sprowadziłeś? – Cichy chłodny głos rozniósł się echem po korytarzu.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz Severusie, jeśli zechcesz ze mną udać się do salonu i porozmawiać – odpowiedział mężczyzna. Snape zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Skąd wiesz, kim jestem? – Severus sięgnął po różdżkę jednak ta już tkwiła w dłoni nieznajomego.
- Nie obawiaj się mnie – na twarzy mężczyzny pojawił się cień uśmiechu – chętnie zwrócę ci twoją własność, ale wpierw obiecaj, że nie zaatakujesz mnie, ja ze swojej strony zapewnia, że nie zamierzam ciebie atakować – zapewnił przybyłego.
- Niech tak będzie, jednak jeden nieprzemyślany ruch z twojej strony, a jesteś martwy, a wierz mi rzucenie avady nie jest dla mnie czymś niewykonalnym – zakpił Severus.
- Wiem o tym Voldemort bardzo sobie to w tobie cenił – zapewnił go mężczyzna. Przywołanie wspomnienia nieżyjącego Toma wzbudziło zainteresowanie gościa,
- Skąd o tym wiesz? – Spytał Snape.
- Ponieważ Tom Marvolo Riddle był moim bratem, a ja jestem Christian Marvolo Riddle i jeśli pozwolisz chciałbym z tobą porozmawiać i wszystko ci wyjaśnić – odpowiedział spokojnie.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz Severusie, jeśli zechcesz ze mną udać się do salonu i porozmawiać – odpowiedział mężczyzna. Snape zmarszczył brwi w zamyśleniu.
- Skąd wiesz, kim jestem? – Severus sięgnął po różdżkę jednak ta już tkwiła w dłoni nieznajomego.
- Nie obawiaj się mnie – na twarzy mężczyzny pojawił się cień uśmiechu – chętnie zwrócę ci twoją własność, ale wpierw obiecaj, że nie zaatakujesz mnie, ja ze swojej strony zapewnia, że nie zamierzam ciebie atakować – zapewnił przybyłego.
- Niech tak będzie, jednak jeden nieprzemyślany ruch z twojej strony, a jesteś martwy, a wierz mi rzucenie avady nie jest dla mnie czymś niewykonalnym – zakpił Severus.
- Wiem o tym Voldemort bardzo sobie to w tobie cenił – zapewnił go mężczyzna. Przywołanie wspomnienia nieżyjącego Toma wzbudziło zainteresowanie gościa,
- Skąd o tym wiesz? – Spytał Snape.
- Ponieważ Tom Marvolo Riddle był moim bratem, a ja jestem Christian Marvolo Riddle i jeśli pozwolisz chciałbym z tobą porozmawiać i wszystko ci wyjaśnić – odpowiedział spokojnie.
Snape wyglądał jak
dostał nieciekawym zaklęciem. Jakoś nie do końca wierzył w słowa Christiana.
Niby jak on miałby być bratem Toma? Przecież nie jest do niego ani trochę
podobny. Zero jakiegokolwiek podobieństwa. Sev dokładnie lustrował mężczyznę
jednak jak na złość nigdzie nie widział podobieństwa do Toma
- Jakoś ci nie wierzę,
ale pójdę z tobą i dam ci szansę wszystko wyjaśnić. – Decyzje podjął w ułamku sekundy.
Może to te oczy? Może to w nich dostrzegł ten cień podobieństwa? Cokolwiek to
było Chris dostał swoją szansę. Mężczyzna kiwnął głową.
- Zatem zapraszam za mną – odwrócił się i pokierował ich do salonu.
- Zatem zapraszam za mną – odwrócił się i pokierował ich do salonu.
Snape doskonale
wiedział gdzie mają iść, ale spokojnie pozwolił mężczyźnie prowadzić, a gdy już
zaleźli się w salonie oboje zajęli miejsca przy kominku, a po chwili pojawiły się
przekąski i napoje.
- No dobrze – odezwał się
bez wstępów Snape – wyjaśnij mi, zatem dlaczego skoro rzekomo jesteś jego
bratem nikt o tobie nie wiedział?
- Cóż… - zaczął powoli Chris. Mimo, że wiedział, iż takie pytania będą padać, jakoś ciężko mu było na nie odpowiadać. Westchnął jednak i kontynuował – Cóż… Tom potrafił być nadopiekuńczy – brew mistrza eliksirów wymownie uniosła się do góry – przez, co nie chciał by ktokolwiek mnie poznał przynajmniej dopóki Albus Dumbledore żyje i czyha na jego życie bowiem w tedy zapragnął by i mojej śmierci. Nie raz próbowałem wyperswadować mu, że nie jestem małym dzieckiem, które nieustannie potrzebuje opieki dorosłego i potrafię sam o siebie zadbać, więc mógłbym mu pomóc, ale o był uparty jak osioł. Nie chciałbym pojawiał się na zebraniach, czy wychodził ze swojego pokoju, gdy ktokolwiek inny poza nim i mną znajdował się w rezydencji, a że niestety często ktoś się tutaj pojawiał t praktycznie nieustannie przesiadywałem w zamkniętym prawym skrzydle posiadłości, do której nikt poza nim nie miał wstępu. Drażniło mnie to. Czułem się niechroniony, ale odepchnięty. Miałem wrażenie, że on nie chce mnie ratować, ale się boi, że mógłbym podważyć jego autorytet. Jednak, gdy próbowałem z nim rozmawiać wyśmiewał mnie, Twierdził, że mam wybujałą wyobraźnie i żebym nie opowiadał głupot. W końcu dałem sobie spokój i praktycznie przestałem w ogóle wychodzić z mojego pokoju. Nawet, gdy rezydencja była pusta ja siedziałem w czterech ścianach. Brat często mnie odwiedził, jednak jakoś mi to nie pomagało. Tamtego dnia, gdy szykowano się do walki po raz pierwszy od dłuższego czasu znów się zbuntowałem. Krzyczałem, że idę z wami, że mogę się przydać, że też znam potężne zaklęcia, że dam sobie radę, a co najważniejsze, że chcę go chronić. Byłem gotowy, czułem się gotowy, ale według Toma to nie wystarczyło. Nie pozwolił mi z wami iść, a gdy chciałem uciec, użył zaklęcia, które przywiązało mnie do łóżka i spowodowało utratę przytomności. Czar, który rzucił był potężny i mógł być zdjęty tylko na dwa sposoby, albo przez osobę, która go rzucała, albo samoistnie, gdy osoba odpowiedzialna za niego umarła. Gdy więc czar przestał działać, a ja zauważyłem podnosząc się z łózka, że jego nigdzie nie ma już wiedziałem, że nie przeżył tej bitwy, że Potter wygrał i tym samym pogrążył świat czarodziejów, bowiem skazał go na łaskę tego pomylonego starca. Nie wiedziałem, co robić. Pomimo, że czasami Tom działał mi na nerwy to jednak był moim bratem i kochałem go. Przez tego cholernego starca on nie miał nawet pogrzebu, bo społeczność czarodziejska uważa go za zło wcielone. Sam ciemna nocą odnalazłem ciało i sprowadziłem tutaj gdzie pochowałem go w rodzinnym grobowcu. Potem zastanawiałem się, co dalej. Z jednej strony najchętniej zabiłbym i Dumbledora i Pottera, a z drugiej strony ten dzieciak nie wie, co czyni słuchając ślepo rad starca. Dlatego postanowiłem najpierw sprowadzić ciebie Severusie oraz Lucjusza, bowiem wam mój brat ufał najbardziej i spytać czy podążycie za mną tak jak podążyliście za moim bratem i pomożecie mi położyć kres głupocie dyrektora Hogwartu?
Snape słuchał go w
skupieniu, a z każdym kolejnym słowem nabierał coraz większej pewności, że
mężczyzna nie kłamie i rzeczywiście jest bratem jego przyjaciela. Severus
musiał przyznać, że niejako odczuł ulgę wiedząc, że jednak jest ktoś, kto być może
będzie w stanie walczyć z tym cholernym wielbicielem dropsów jak równy z
równym. Pozostaje jednak jeszcze sprawa Pottera.
- Jestem teraz
przekonany, że mówisz prawdę i rzeczywiście jesteś bratem Toma, zatem obiecuję,
że będę wierny Tobie i twoim ideałom tak jak byłem wierny twojemu bratu –
Severus skłonił się przed nim
- Raduje mnie twoja decyzja Severusie – uśmiechnął się Chris.
- Jednak pozostaje sprawa chłopaka. Co zamierzasz uczynić z Harrym Potterem mój Panie?
- Najpierw spróbuję przekonać do siebie chłopaka, a czytają ostatnio gazety mam wrażenie, że nie powinno to być jakoś specjalnie trudne. Jednak, jeśli się mi nie powiedzie to chłopak wraz ze starcem zginie – Snape pokiwał głową.
- Sądzę, że to może się udać. Chłopak jest rozchwiany. Nie rozumie, co się dzieje. Starzec przez lata karmił go kłamstwami, a teraz sam widzi, że chłopak wymyka mu się z rąk. Potter już mu nie ufa, stał się strasznie czujny. Nawet nie rozmawia ze sowimi przyjaciółmi z Gryffindoru odkąd tiara na początku roku nagle przeniosła go do Slitherinu – wyjaśnił po krótce przebieg ostatnich tygodni od początku semestru.
- To dobra wieść Severusie. To powinno wiele ułatwić. Chłopak potrzebuje prawdy, więc ja dam mu tę prawdę, a potem pozwolę zdecydować – Chris w ułamku sekundy podjął decyzję, co nie umknęło uwag Severusa, który musiał przyznać, że ten mężczyzna szybko zdobędzie szacunek i zaufanie wśród wszystkich zwolenników Voldemorta.
- Raduje mnie twoja decyzja Severusie – uśmiechnął się Chris.
- Jednak pozostaje sprawa chłopaka. Co zamierzasz uczynić z Harrym Potterem mój Panie?
- Najpierw spróbuję przekonać do siebie chłopaka, a czytają ostatnio gazety mam wrażenie, że nie powinno to być jakoś specjalnie trudne. Jednak, jeśli się mi nie powiedzie to chłopak wraz ze starcem zginie – Snape pokiwał głową.
- Sądzę, że to może się udać. Chłopak jest rozchwiany. Nie rozumie, co się dzieje. Starzec przez lata karmił go kłamstwami, a teraz sam widzi, że chłopak wymyka mu się z rąk. Potter już mu nie ufa, stał się strasznie czujny. Nawet nie rozmawia ze sowimi przyjaciółmi z Gryffindoru odkąd tiara na początku roku nagle przeniosła go do Slitherinu – wyjaśnił po krótce przebieg ostatnich tygodni od początku semestru.
- To dobra wieść Severusie. To powinno wiele ułatwić. Chłopak potrzebuje prawdy, więc ja dam mu tę prawdę, a potem pozwolę zdecydować – Chris w ułamku sekundy podjął decyzję, co nie umknęło uwag Severusa, który musiał przyznać, że ten mężczyzna szybko zdobędzie szacunek i zaufanie wśród wszystkich zwolenników Voldemorta.
***
Privet Drive jak zawsze
było pogrążone w niezwykłej ciszy, która jednak została przerwana przez ciche
pukanie do drzwi numeru czwartego. Słysząc to kobieta niepewnie poszła otworzyć
drzwi jednak, gdy to zrobiła nie spodziewała się ujrzeć tej jednej konkretnej
osoby przed swoim domem.
- Powiedz tylko,
dlaczego? – padło pytanie z ust jej siostrzeńca.
Dzięki z a zawiadomienie, że nowy rozdział
OdpowiedzUsuń(bardzo ciekawy) już jest
:)
Pozdrawiam i życzę moc - dużo weny/wolnego czasu (proszę wybrać lub nie)
O jak zwykle cudowny rozdział. ♥•♥
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny i czasu. ~WMM
<333 bardzo dziekuje za dedykacje! Bardzo ciekawy rozdzial, tego się po Albusie nie spodziewalam ;D :*
OdpowiedzUsuń