17 stycznia 2016

ROZDZIAŁ X – Ktoś chce cię poznać

Cześć wszystkim;)

Oto pojawił się nowy rozdział co bardzo mnie cieszy i mam nadzieję, że was też ;)
Nie będę zanudzać wstępami więc zapraszam do lektury ;]



_______________________________________________________________


- Mam pewien plan Severusie – odezwał się nagle mężczyzna. Naczelny postrach Hogwartu utkwił w nim spojrzenie. – Już wiem jak zwabić do mnie Pottera. 
- Zatem podziel się ze swoim sługą tą wiedzą – mruknął Snape
- Spokojnie Severusie zaraz wszystkiego się dowiesz, bowiem twoja rola jest kluczowa by chłopak mógł się tu zjawić – Sev czekał z rosnącą ciekawością na plany Chrisa. – Dostaniesz ode mnie specjalne pióro, które będzie zaklętym świstoklikiem. Każ chłopakowi przyjść do ciebie w ramach szlabanu. Powiedz, że będzie musiał przepisać jakieś twoje notatki, czy cokolwiek innego, ale masz to zrobić tak by dotknął pióra razem z tobą. Ono przeniesie was do mnie, a resztą już ja się zajmę – mruknął – jak sądzisz czy taki wygląd mu się spodoba? – uśmiechnął się iście diabelsko i mruknął coś pod nosem, a już po chwili w pomieszczeniu zamiast Chrisa stał sam Lord Voldemort. Snape uśmiechnął się drwiąco.
- Jeśli chcesz by z miejsca zaczął rzucać w ciebie zaklęciami to…
- Ależ Severusie sądzę, że to najsampierw spowoduje szok i niedowierzanie – przerwał mu wracając do swojego wyglądu.
- Dobrze, zatem. Z przyjemnością wykonam twój plan mistrzu – uśmiechnął się chytrze.
- Doskonale, zatem weź pióro, oraz tę kartkę, jest to świstoklik, który przeniesie cię do Hogwartu. Będę oczekiwać was w piątek po zajęciach – uśmiechnął się zadowolony. 


Jego plan powoli zaczyna się ziszczać, a jeśli Sev ma rację, pokazanie chłopakowi prawdy powinno w zupełności wystarczyć by Potter zrozumiał, gdzie jest właściwa strona barykady. Mężczyzna pożegnał się ze Snapem, po czym wrócił do swojego gabinetu. Musiał na piątek wszystko dokładnie przygotować. Co prawda dziś był dopiero poniedziałek, więc dni miał sporo, ale nie lubił zostawiać rzeczy na ostatnią chwilę.


***  


Gdyby ktokolwiek w chwili obecnej w jakimś sposobem zaglądnął do wierzy Gryfindoru mógłby stwierdzić, że albo uczniowie po niespełna miesiącu nauki już przygotowują się do egzaminów, albo w Gryfindorze panuje cicha wojna. Jedno było pewne takiej ciszy w pokoju wspólnym Lwów już dawno nie było. Nikt, ale to nikt nie rozmawiał ze sobą, nikt się nie śmiał, każdy siedział sam zapatrzony w książkę, albo czmychał do sypialni. Może by pomyśleć, że MCgonagall siedzi razem z nimi i pilnuje, jednak surowej nauczycielki transmutacji nie było w wierzy, więc nie mogła być powodem tych dziwnych zachowań. Tak tym razem to Hermiona Granger powodowała, że w pokoju wspólnym panowała absolutna cisza, a wszystko za sprawą, kłótni pomiędzy nią, a Ronem, która miała miejsce niespełna godzinę temu



/około godziny wcześniej/


- Ron uspokój się w końcu – Hermiona nie mogła już dłużej znieść zachowania przyjaciela. – Od początku roku zachowujesz się jak niespełna rozumu. Najpierw naskakujesz na Harrego, potem nagle chcesz się godzić, a kolejnego stwierdzasz, że to nie ma jednak sensu..
- Jak byś nie była tak zaślepiona to byś zauważyła ten dziwny błysk w jego oczach. On się zmienił Hermi i zdecydowanie nie na leprze. Nie wiem, co się dzieje, ale otacza go ponura aura
- Nie przesadzaj, to wciąż nasz Harry.. - zaoponowała
- A ty niby patrzysz na to z takim spokojem? Tylko czekać, aż zacznie nazywać cię szlamą, a mnie zdrajcą krwi – prychnął. Po ostatnim starciu zdecydował, że za nic nie wyciągnie ponownie ręki do Pottera. Skoro ich odtrącił to niech żyje sobie sam pośród węży.
- Ronaldzie Wesley teraz to przesadziłeś! Jak śmiesz twierdzić, że Twój najlepszy przyjaciel mógłby zrobić coś tak okropnego!
- Jak mógłbym?! Jak?! Pragnę przypomnieć, co ma na przedramieniu! Myślę, że ślepa nie jesteś! Poza tym pragnę przypomnieć, że ja chciałem wyciągną rękę. Sądziłem, że się pomyliłem, że Potter działał pod wpływem stresu, że to wina Malfoya, ale sama widziałaś jak nas potraktował. Hermiono ON ZAŻĄDAŁ DOWODU PRZYJAŹNI! Przyjaciel tak nie postępuje!
- Ron błagam…
- Taka prawda Nasz Harry to już nie ta sama osoba, teraz jest taki sam jak inne węże, podstępny, arogancki, zapatrzony w siebie – warknął rudzielec
- Ron masz natychmiast zaprzestać zachowujesz się dziecinnie!
- Przestań mówić mi, co mam robić!
- Nie przestanę, dopóki nie zaczniesz zachowywać się jak dorosły, a nie jak dziecko!
- Jak zachowuję się jak dziecko?! Że ja?! Świetnie! Więc idź sobie to swojego Pottera, niech nazywa cię szlamą, niech każe ci wykonywać jakieś ciemne sprawunki, może każe się tytułować kolejnym voldemortem, ale nie licz, że stanę w twojej obronie! Zdrajczyni! W sumie wiesz, co? Sądzę, że Malfoy i Potter mają trochę racji naprawdę jesteś szlamą, bo tylko szlama nie potrafiłaby zauważyć, gdzie kończy się granica przyjaźni!!! – wybuchnął rudzielec. 


Dopiero, gdy chłopak wykrzyczał, co miał do wykrzyczenia zdał sobie sprawę, że przesadził. Zdecydowanie powiedział o jedną rzecz za dużo. Hermiona patrzyła na niego szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, jak gdyby widziała go po raz pierwszy w życiu. Po chwili sama wybuchła.


- Ronaldzie Weasley!!! Teraz przesadziłeś!!!! Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny! Nawet nie próbuj mnie przepraszać, lepiej żebym cię nie widziała na oczy, bo nie ręczę za siebie!!!
Ron zamknął usta. Wiedział, że w chwili obecnej cokolwiek chciałby powiedzieć, nie odniesie to pozytywnego efektu, a zwykłe przepraszam tutaj nie wystarczy. Chłopak wstał i udał się do sypialni. Wiedział, że najlepiej będzie zejść dziewczynie z oczu.


/chwila obecna/



Ta grobowa cisza panowała mniej więcej od około trzydziestu minut. Nikt nie odważył się odezwać i nie zanosiło się na to, żeby ktokolwiek w najbliższym czasie miał taki zamiar. Sama Hermiona powoli zaczynała się uspokajać, co było widać po jej oczach, bowiem powoli zapełniały się łzami. W końcu dziewczyna podniosła się z fotela przy kominku i szybko opuściła pokój wspólny przechodząc przez dziurę w portrecie. Dopiero, gdy portret zasunął przejście w pokój rozbrzmiał gwarem podnieconych szeptów. Coś się działo i dotyczyło to byłej trójcy gryfonów, więc tym chętniej lwy chciały wszystko wiedzieć.

*** 


Harry Westchnął zrezygnowany. Liczył, że ta rozmowa nie nadejdzie zbyt szybko, a jednak Draco właśnie wprosił się do jego pokoju i rozsiadł na jego łóżku, a teraz jeszcze patrzył się na niego tym swoim przenikliwym spojrzeniem. Przeklęty Malfoy.


- Czego chcesz Malfoy – zaczął agresywnie chłopak.
- Och, więc wracamy do początku tak Potter – zakpił blondyn – a już myślałem, że mamy to za sobą i że ten pocałunek ci się podobał
- A jeśli powiem, że mi się nie podobał, a wręcz przeciwnie? Że rzygać mi się po nim chciało? – Potter był zbyt spięty by przyznać się, że było wręcz odwrotnie.
- Kłamiesz Potty i ja to widzę. Powiedz prawdę i lepiej wybierz mądrze, bo drugiej szansy nie będzie – ostrzegł do blondyn.
- Och czyżby wielki paniczyk miał ochotę na mój tyłek? – zakpił Potter.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo.
- To ty wyobrażasz sobie za dużo. To, co miało miejsce przed chwilą to był zwykły pocałunek. 
Całkiem przypadkowy i zupełnie niepotrzebny – odezwał się spokojnie Potter. -  Sądzę, więc, że nie ma sensu szukać dziury w całym. Najlepiej zapomnieć o sprawie i zachowywać się jak by nigdy nic. 


Malfoy spojrzał na niego unosząc sugestywnie brwi. Więc taka jest odpowiedź złotego chłopca. Niech cię przeklęty Poterze. Jak on śmiał tak powiedzieć. Przecież też mu się podobało i sam odpowiedział na ten pocałunek. No, ale skoro twierdzi, że to nic, tylko chwila słabość to niech tak będzie. Jakem Malfoy obiecuje, że Potter na kolanach wróci błagając o kolejny pocałunek, a nawet o coś więcej, a w tedy on Draco Malfoy poczeka, aż chłopak ukorzy się mu u stup i dopiero jak go przeprosi i będzie błagać to łaskawie może zgodzi się na jeden niewinny pocałunek.


- Doskonale Potty, skoro tak twierdzisz, nie zajmuje ci już czasu – warknął ewidentnie zły i szybko opuścił sypialnię Harrego.


Potter opadł na łóżko oddychając ciężko. Tak będzie lepiej. Zdecydowanie lepiej. Więc dlaczego u diabła wcale nie czuł się dobrze?


***

Potter znów obudził się z powodu promieni słonecznych wpadających do jego pokoju. Znów nie zasłonił okien. Niech to szlak! Na dodatek Malfoy odzywa się do niego tylko w tedy, gdy jest to konieczne, na domiar złego jeszcze zaliczył szlaban u Snape w piątek, czy ten tydzień mógł być jeszcze gorszy? Lepiej nie wiedzieć. Właśnie zaczynał się czwartek. W czwartek mieli tylko dwa zajęcia z rana dwie godziny eliksirów, a potem OPCM i oba z Gryfonami. Mógł mieć tylko nadzieję, że na OPCM nie trafi w parze na gryfona, bo mógłby przypadkiem użyć o jeden czar za dużo. Potter ubrał się szybko wcześniej biorąc prysznic. Ogarnął włosy poprawił się, wziął książki i wyszedł z sypialni. Omiótł spojrzeniem pokój wspólny jednak irytującego blond dupka w nim nie było. Najwyraźniej poszedł już na śniadanie. Harry jednak głodny nie był tak, że ucztę w wielkiej Sali sobie darował. Posiedział chwilę dłużej w pokoju wspólnym, a gdy stwierdził, że już pora udał się do Sali eliksirów. Jakie było jego zdziwienie, gdy obok Dracona siedziała nie, kto inny jak Pansy. Na dodatek wyglądała na niebywale zadowoloną z siebie, czego nie można było powiedzieć o Draco, chodź ewidentnie starał się wyglądać na zadowolonego z obecności dziewczyny. Potter uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Ktoś tu chyba przesadza. Jednak to nie jogo sprawa. Usiadł na końcu przy wolnym stoliku. Dla niego nawet lepiej. Zero irytujących obecności. Samemu nawet lepiej mu będzie myśleć.


- Potter ostrzegam nie wysadź mi sali, nie wiem, dlaczego nie siedzisz z panem Malfoyem, ale ostrzegam oboje, że jeśli tej Sali coś się stanie to panowie nie zakończą edukacji. Czujcie się ostrzeżeni – mruknął nietoperz.


Potter tylko prychnął. Nie martwił się o swoje zdolności do tworzenia eliksirów i już niebawem miał udowodnić temu cholernemu nietoperzowi, że jego ukochana śmierdząca sala po tych zajęciach nadal będzie w jednym kawałku no chyba, że longbottom postanowi poeksperymentować. Snape zadał im eliksir i zaraz cała klasa wzięła się do roboty, a sam nietoperz krążył między nimi komentując to, co robili. Najczęściej jednak pojawiał się nie przy kociołku Pottera, a przy kociołku Wesleya i longbottoma, racząc klasę komentarzami o nieudolności tej dwójki uczniów oraz o tym, że nie pojmuje, jakim cudem wciąż chodzą na jego zajęcia, skoro nie potrafią uwarzyć prostych eliksirów. Dwie godziny minęły jednak znacznie szybciej niż Harry przypuszczał i ku zawodzie Snapa jego eliksir był równie dobry, co eliksir Granger oraz Malfoya, toteż nietoperz nie miał się, do czego przyczepić. Potter szybko opuścił lochy starając się opanować wewnętrznego chochlika, który pojawił się znikąd widząc jak Pansy klei się do Dracona. Wiedział ze jemu nie sprawia to przyjemności, jednak nie zmieniało to faktu, że ślizgonka zdecydowanie pozwalała sobie zdaniem chłopaka na zbyt dużo. Może jednak źle zrobił odtrącając chłopaka. Chodź zaraz, zaraz, chwileczkę on go nie odtrącił tylko kazał przystopować. Zdecydowanie wina leży po stronie Malfoya, a nie po stronie Harrego. Kolejna lekcja minęła jeszcze szybciej. Syriusz chyba zdawał się nie widzieć cichej wojny pomiędzy Ronem, Hermioną, Harrym i Draco, bowiem poustawiał ich w pary. Nieszczęsnemu Ronowi oberwało się na tyle mocno od Hermiony, że wylądował w skrzydle szpitalnym, za to Hermiona udawała, ze nie zauważyła, iż chłopak nie zdąży się obronić. Nie mniej zażarta walka jednak bez ofiar toczyła się między Draco i Potterem. Jednak tutaj nie tylko różdżki poszły w ruch. Spojrzeniami, bowiem też otaksowali się przez cały czas trwania pojedynku. Po skończonych zajęciach Potter znów nie mógł nigdzie namierzyć cholernego arystokraty, jednak udawał, że wcale nie interesuje go jego położenie. W końcu w każdej chwili mógł sprawdzić to na pewnej mapie. 
Sam Draco też wcale nie był w lepszym humorze niż Potter. Najpierw przyssała się do niego Pansy, w sumie pozwolił dziewczynie siedzieć obok siedzieć licząc, że Potter będzie zazdrosny, ale chyba się przeliczył, bowiem chłopak nie wykazał najmniejszego zainteresowania tym faktem. Poza tym pewnie zauważył, że Draco nie cieszy się z nowej towarzyszki w ławce. Przeklęty Potter. Potem pojedynek, w którym oboje dali z siebie wszystko. Po zajęciach Draco starał się unikać Pottera. Wiedział, że to idiotyczne, w końcu w ten sposób zachowuje się trochę dziecinnie, jednak był na Pottera zły, chodź zły to chyba słabe określenie, był na niego wściekły. Harry go odtrącił, a jego się nie odtrąca. Już on pokaże temu cholernemu byłemu gryfonowi.
Potter do końca dnia był niespokojny. Sam do końca nie wiedział czy powodem jego niepokoju jest fakt, że nigdzie w pobliżu nie widzi irytującego ślizgońskiego dupka. Czy to, że jutro czekał go po zajęciach szlaban z profesorem Snapem. W końcu dzień się skończył i Potter położył się do łózka. Jednak po raz pierwszy od dawna śnił mu się koszmar, z którego chłopak obudził się z głośnym krzykiem. Na dodatek nie rzucił wokół siebie zaklęć wyciszających, przez co obok niego siedział Draco przyglądając mu się intensywnie jak gdyby chciał wyczytać, co mu się śniło.

- Czego? – warknął 
- Jakie milutkie powitanie – prychnął Malfoy – wrzeszczałeś jak opętany przez sen. Jeszcze chwila, a obudziłbyś wszystkich, więc postanowiłem się zjawić i cię obudzić – zakomunikował.
- wielkie dzięki a teraz zmiataj – warknął
- to maja być twoje podziękowania – prychnął blondyn
- a na coś ty liczył – brunet spojrzał na niego kpiąco


Blondyn przyglądał mu się przez chwilę intensywnie jak gdyby nad czymś się zastanawiał. Jednak po dłuższej chwili zrezygnował podnosząc się z łóżka.


- Świetnie Potter, skoro się obudziłeś i twój jazgot nie mąci ciszy nocnej to idę się położyć
- Czyżbyś potrzebował snu dla urody? – zakpił Potter
- W przeciwieństwie do ciebie, ja dbam o swój wygląd w końcu, kto wie, kiedy ktoś zechce wyznać mi miłość – powiedział teatralnym szeptem.
- Ta już widzę te tłumy wielbicielek i wielbicieli chcących całować twe stopy – brunet uniósł brew
- Zdziwiłbyś się Potter
- Jakoś w to wątpię Malfoy
- Mów, co chcesz, ja i tak wiem, że ty też chętnie byś stanął w tej kolejce
- Zapomnij Malfoy. Prędzej piekło zamarznie niż ja raczę się zainteresować takim dupkiem z przerośniętym ego jak ty.

Malfoy uniósł brwi i spojrzał na niego, jednak twarz Pottera nie wskazywała jakoby te słowa miały być żartem. Draco poczuł się dotknięty.
- Świetnie Potter, życzę miłej nocy – warknął i opuścił jego pokój.


Harry wpatrywał się w drzwi lekko zdezorientowany. Chyba przesadził. Tak zdecydowanie przesadził. Wstał i pospiesznie założył na siebie koszulę, po czym wyszedł z pokoju, i zapukał do drzwi należących do dormitorium Dracona. Jednak odpowiedziała mu cisza.


- Malfoy otwórz po dobroci, albo wejdę przy użyciu siły – ostrzegł
Po chwili drzwi otwarły się.
- czego chcesz Potter?
- Wracamy do początku Malfoy?
- Sam tego chciałeś – warknął zimno blondyn
- Uspokój się Malfoy nic nie zrobiłem
- Czyżby wielki zbawca świata miał amnezję? – zakpił Draco
- nie wydaje mi się – odparł ostrożnie Potter – powiedzmy, że jest mi przykro z powodu wypowiedzianych słów
- i powinno ci być przykro, ale nie licz, ze ci wybaczę!
- przestań zachowywać się jak rozpieszczony paniczyk!
-to ty się tak zachowujesz – warknął blondyn
- wcale nie jesteś lepszy – odburknął brunet
- przestań być arogancki Potter.
- przestań być arogancki Malfoy.
- przestań po mnie powtarzać Potter.
- przestań po mnie powtarzać Malfoy.
- Potter!
- Malfoy!
- Dobrze ci radzę Potter
- Dobrze ci radzę Mafoy – haremu zaczynała się ta gra słów podobać
- Ty cholerny impertynencki rozpieszczony, arogancki… - jednak niedane było Draconowi dokończyć tego potoku obelg, bowiem Harry uciszył go zamykając mu usta pocałunkiem.


***

Piątek zaczął się całkiem normalnie. Nie licząc Dracona, który chodził po Hogwarcie z miną „jestem zwycięzcą” i Pottera, który miał minę „nie tym razem, teraz to ja wiodę tryumf” wszystko inne było całkowicie takie same i monotonne. Piątek był dniem, w którym ich jedynymi zajęciami była transmutacja. Tak, więc zaraz po zajęciach Potter z miną cierpiętnika udał się do komnat Severusa Snapa w celu odbycia szlabanu. Draco na odchodnym pocieszał go, że na pewno Snape chce coś mu przekazać, jednak Harry nie był tego tak pewny. Poza tym skoro coś od niego chciał to mógł normalnie kazać mu przyjść, a nie dawać szlabany. Harry zapukał do drzwi a po usłyszeniu cichego wejść odtworzył je.

- Dzień dobry panie profesorze – Potter spojrzał na Snapea
- A pan Potter, jak miło, że raczyłeś przyjść, siadaj – nietoperz wskazał mu krzesło za stolikiem. Zaraz też podał mu kulka karet i opasły tom. Potter spojrzał na niego zdziwiony. – Miałem przygotować testy dla pierwszych klas, ale skoro przyszedłeś to sobie trochę popiszesz – mruknął z lodowatym uśmiechem.


Harry zacisnął usta w wąską linię byle tylko nie powiedzieć czegoś, co zagwarantuje mu dożywotnie sprzątanie Sali eliksirów. Snape uśmiechnął się wrednie widząc, że Potterowi nie podoba się ten rodzaj szlabanu. Gdyby nie musiał użyć pióra, jako swistoklika chętnie wybrałby dla Pottera gorszy rodzaj kary. Opanował jednak ten tor myśli i podszedł do chłopaka.


- Nie wyciągaj swojego pióra będziesz pisał jednym z moich, które nie pozwoli, na żadne kombinowanie podczas przepisywania – warknął nietoperz.
Harry tylko kiwnął głową i wyciągnął dłoń po pióro, które mistrz eliksirów wyciągnął w jego stronę. Jednak, gdy tylko jego dłoń dotknęła pióra, Harry poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka i już wiedział, co się dzieje. Po chwili wylądowali na jakieś posadzce. Potter odskoczył od nauczyciela.

- Snape, co to ma znaczyć?- warknął wyciągając różdżkę.
- Uspokój się Potter, nic ci nie grozi, po prostu jest tu ktoś, kto bardzo chce cię poznać – kąciki ust Seva uniosły się w lekkim uśmiechu. 

6 stycznia 2016

ROZDZIAŁ IX– Czyżby zaczynały się kłopoty?

Hej, ho i czołem^^
Witam w nowym roku i z tego miejsca chcę złożyć spóźnione życzenia pomyślnego roku 2016 ;)
Mam dla was nowy rozdział i mam nadzieję, że uda mi się częściej dodawać te rozdzialiki;/
No nic, nie będę nudzić niepotrzebnym spamieniem;]
Ps. Mam nadzieję, że pomimo tak rzadko pojawiających się rozdziałów ktoś to czyta xD


_______________________________________________________________________



Draco wszedł bez pozwolenia do pokoju swojego wuja, jednak jego samego w nim nie zastał. Zaczął się zastanawiać gdzie mógł aktualnie podziewać się Severus. Nie bardzo mu się to podobało tym bardziej, że Potter może wrócić dopiero pod wieczór. Mógł mieć tylko cień nadziei, iż dyrektor nie pofatyguje się do ich komnat w celu osobistego spotkania z chorym. Na razie postanowił wrócić do swojej sypialni. Może stanie cię mały cud i cholerny złoty chłopiec pakujący się w tarapaty wróci w przeciągu godziny, albo dwóch?

***

Dyrektor wysłał Pansy Parkinson, aby natychmiast przysłała do niego Pottera. Musiał coś omówić z tym chłopakiem. Nie mógł przecież pozwolić, aby ten durny dzieciak zepsuł wszystko, nad czym tyle pracował. Jednak od wysłania ślizgonki minął już kwadrans, a Potter nie raczył się pokazać w jego komnatach. Co prawda Severus poinformował go wczoraj o tym, że chłopak zachorował jednak nie przeszkodziło mu to w wezwaniu go do siebie. Ponadto chory Potter może być bardziej skoro na ustępstwa, w końcu w chorobie człowiek chce mieć jak najwięcej spokoju. Albus niecierpliwił się jednak na razie postanowił czekać. Być może Potter śpi, chociaż w tym wypadku powinni go obudzić, ale niech im będzie poczeka sobie chwilę, a jak czekanie mu się znudzi o wybierze się w odwiedziny do domu Salazara Slitherina.

***

Potter spędził u wujostwa dwie godziny. Gdy wyszedł od razu aportował się w okolicach zakazanego lasu. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu przemknął do ukrytego tunelu, którym wrócił do pokoju życzeń. Teraz pozostało tylko wrócić niezauważonym do własnej sypialni. Jednak, gdy tylko wyszedł zza obrazu zauważył Dracona nerwowo przechadzającego się przy oknie. Jednak, gdy tylko obraz się zasunął blondyn odwrócił się szybko.

- No nareszcie wróciłeś – w jego głosie dało się słyszeć cień ulgi. Potter spojrzał na niego zdziwiony.
- No przecież nie zamierzałem tam zostawać dłużej niż to konieczne – zakpił – a co się stało smoczku stęskniłeś się za mną? – Postanowił troszkę podrażnić się z chłopakiem jednak jego spojrzenie szybko ostudziło zapędy Harrego. – Coś się stało? Tak?
- Brawo, widzę, że jednak pod tą stertą włosów skrywa się mózg – zakpił blondyn. – Do rzeczy. Dubmledore wysłał Pansy, aby poinformowała, że masz się zjawić u niego jak najszybciej gdyż szanowny dyr. Chce z tobą porozmawiać – poinformował go Draco. Harry zaklął szpetnie, na co chłopak uniósł brwi zdziwiony znajomością takich słów przez złotego chłopca.
- Akurat teraz musiał mnie wołać? Nie szczególnie mam ochotę na spotkani przy herbatce z tym parszywym krętaczem i manipulatorem – warknął powodując, że blondyn utkwił w nim zdziwione spojrzenie.
- Możesz mi wyjaśnić, o czym ty do diabła mówisz, Potter? – Spytał zdezorientowany slizgon.
- Nie teraz, wyjaśnię ci wszystko obiecuje, ale chciałbym pogadać o tym również z Severusem – odparł szybko.
- Czekaj czy ty właśnie nazwałeś mojego wuja imieniem? Na Odyna świat się kończy, albo Potter zwariował – blondyn czuł się kompletnie zdezorientowany, co nie było zbyt miłe.
- Mniejsza o to Draco, wszystkiego się dowiesz masz moje słowo, ale najpierw muszę spotkać się z szanownym dyrem nim on uraczy skromne progi Slitherinu – prychnął – jednak wcześniej przydałoby się kilka zaklęć, po których będę wyglądać jak by mnie zaatakowała jakaś paskudna choroba – mruknął.
- Da się zrobić – wyszczerzył się Draco celując w niego swoją różdżka i szepcząc pod nosem kilka nieskomplikowanych zaklęć, a już po chwili Potter wyglądał jak okaz nadający się tylko do izolatki.
- Dobra.. robota – mruknął pociągając nosem
- Nie ma, za co Potty, a teraz się pospiesz, oczywiście idę z tobą, ktoś musi ci towarzyszyć, w końcu jesteś tak chory, że ledwo możesz utrzymać się na nogach – zakpił blondyn, czym wywołał urywany śmiech Harrego.
- Niezła zagrywka Smoczku – zaśmiał się brunet

Oboje chłopców opuściło pokój życzeń i skierowało się do gabinetu dyrektora zastanawiając się, o co może chodzić staremu piernikowi.

***

Dyrektor zdecydowanie zaczynał tracić cierpliwość. Minęło już dwie godziny ile ten cholerny chłopak każe a siebie czekać. Wygląda na to, że najwyższa pora na odwiedzenie pokoi ślizgonów. Gdy Dumbledore podniósł się z fotela usłyszał pukanie do drzwi. Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu szaleńca. Czyżby Potter raczył przyjść. Drzwi otwarły się i jego oczom ukazał się oczekiwany przybysz wraz z drugim mniej oczekiwanym, a wręcz niespodziewanym gościem.

- Pan Potter i Pan Draco, jak miło, że mnie odwiedziliście – na twarzy dyra pojawił się dobrotliwy uśmiech na widok, którego Harrego, aż skręciło od środka
- Chciał mnie pan widzieć dyrektorze – odezwał się brunet cichym głosem.
- Tak, tak Harry, jednak tylko ciebie, więc pozwolisz, że pan Dracon opuści moje komnaty? – Harry tylko pokiwał głową i dał znak blondynowi, aby ten wyszedł. Malfoy posłuchał go jednak zrobił to z ociąganiem.
- Dobrze Harry – uśmiechnął się do niego Albus – przepraszam, że ściągam cię do siebie, gdy jesteś chory, ale to sprawa, która nie mogła dłużej czekać – westchnął dyrektor.
- Wierzę panie dyrektorze, że nie fatygowałby pan mojej osoby, gdyby rzeczywiście nie było to koniecznie – odpowiedział przymilnie Potter.
- Cieszę się mój chłopce, że to rozumiesz. Sprawa, o której chcę z tobą porozmawiać to sprawa Voldemorta – Harry spojrzał zdziwiony na profesora i po chwili zakaszlał imitując przeziębienie.
- Przecież Voldemort nie żyje prawda Dyrektorze? – Harry spojrzał na niego pytająco, a w jego dużych zielonych oczach mignął cień strachu – o tak chłopak zdecydowanie coraz lepiej umiał grać.
- Spokojnie Harry, nie musisz się bać nic ci nie grozi – zapewnił go dyrektor – Voldemort rzeczywiście nie żyje, tutaj chodzi o jego zwolenników. Zakon Feniksa zauważył dziwne poruszenie pośród dawnych popleczników Lorda, dlatego martwimy się, czy któryś z nich nie postanowił przejąć pałeczki po swoim panu – wyjaśnił.
- Rozumiem, jednak, co to ma wspólnego ze mną? – zdziwił się Potter.
- Chciałbym, abyś po szpiegował dla mnie w Slitherinie. Teraz, gdy tam mieszkasz masz idealny dostęp do tego, co robią ślizgoni, czy zgodzisz się mi pomóc Harry? – Dyrektor wpatrywał się w niego wyczekująco.

Harry zaśmiał się w duchu z naiwności Dyrektora. Czy ten stary wariat naprawdę sądził, że on Harry Potter mu pomoże? Oczywiście, że pomoże, jednak nie za darmo i nie tak jak by tego oczekiwał dyrektor. Jeśli stary zgred chce mieć szpiega to go dostanie, jednak to nie on będzie działał na warunkach Dumbledora, lecz Dumbledore będzie grał tak jak Potter będzie tego chciał już on się o to postara.

- Oczywiście Panie dyrektorze. Zawsze może pan na mnie liczyć. Nie chcemy przecież by komukolwiek stała się krzywda. Świat ma już dość bolesnych wspomnień po jednym czarnoksiężniku i nie potrzebuje kolejnego – Potter odegrał idealnie zatroskanego bohatera, który martwi się przyszłością świata.
- Ach mój wspaniały, dzielny chłopcze, wiedziałem, że się zgodzisz. Wszak jesteś taki sam jak twoi rodzice, dzielny i odważny – dyrektor postanowi połechtać ego Pottera licząc, że jeszcze bardziej zaskarbi sobie chłopaka.
- Dziękuję z te miłe słowa dyrektorze – Harry zarumienił się na policzkach, co oddało jeszcze lepszy efekt zawstydzonego złotego chłopca.

Dyrektor w duszy aż piał z zachwytu. Wyglądało na to, że chłopak wciąż je mu z ręki i nic, ale to nic się nie zmieniło i nawet ten cholerny artykuł nie wpłynął na opinię Harrego o nim.

- A właśnie mój chłopcze, czy miałeś ostatnio w rękach Proroka? – spytał patrząc na jego reakcję. Harry spodziewał się tego, więc nie dał nic po sobie poznać.
- Nie panie dyrektorze. Nie czytam tego szmatławca, ponieważ Rita zamieszcza tam same kłamstwa, jednak zauważyłem dziwne poruszenie i spojrzenia w moja stronę, więc najwyraźniej znów wstawiła jakiś kompromitujący mnie artykuł – Harry udał, że nie ma pojęcia o ostatnim artykule, a nawet odegrał role wiecznie pokrzywdzonego przez Ritę biednego nastolatka.
- Rozumiem Harry, nawet mnie to cieszy i masz rację, Rita znów napisała coś o tobie i dobrze zrobiłeś nie czytając tego bowiem to kolejny stek bzdur, ale postaram się, by napisała sprostowanie – obiecał wspaniałomyślnie.
- Dziękuję Panie dyrektorze, pańska pomoc tak wiele dla mnie znaczy – zapewnił chłopak, co wywołało uśmiech na twarzy starca.
- Cieszę się Harry, że pokładasz we mnie tyle wiary, a teraz już jesteś wolny, leć i się połóż, bo widzę, że nie czujesz się najlepiej – pogonił go dyrektor.
- Dziękuję dyrektorze – Harry nawet wysilił się na uśmiech w stronę Dumbledora, po czym opuścił jego gabinet i udał się do swojej sypialni.

Gdy tylko Potter wyszedł Dumbledore udał się do tajnego pokoju, który znajdował się za regałem z księgami w jego gabinecie. Pokój ten był niewielkim pomieszczeniem, w którym znajdował się jedynie stolik z kryształową kulą, która na nim spoczywała. Kula ta zawierała przepowiednię, o której starzec pragnął zapomnieć. Jednak dzień, w którym posłał, bo ową wieszczkę, nie zapomni nigdy.

***

Do stojącego mężczyzny podeszła niewysoka, acz starsza już kobieta drobnej postury ubrana jak żebraczka.
- Nic dla pani nie mam – odparł czarnowłosy automatycznie nie chcą by ta zdążyła o cokolwiek prosić. Kobieta jednak obdarzyła młodzieńca uśmiechem.
- Nie musisz się martwić Albusie Dubledorze, ja nic od ciebie nie chcę, ale ty ode mnie owszem – odpowiedziała.
- Skąd wiesz, kim jestem i dlaczego sądzisz, że to ja cokolwiek mógłbym chcieć od ciebie – zdziwił się młodzieniec.
- Może, dlatego, że sam po mnie posłałeś bym przepowiedziała ci twoją przyszłość – zasugerowała delikatnie.
- Chcesz mi powiedzieć, że jesteś wieszczką, o której sprowadzenie prosiłem? – Zdziwił się.
- Zgadza się, a ja przybyłam spełnić twą prośbę i przepowiedzieć ci przyszłość. Jednak wcześniej chciałam uprzedzić, że mało, kto zgadza się na poznanie swego losu, bowiem wielu popada w szaleństwo, czy jesteś gotowy podjąć to ryzyko? – spojrzała na niego wzrokiem, od którego przebiegły Albusowi ciarki po plecach.
- Tak jestem pewien, że chcę wiedzieć, co mnie czeka – odparł hardo.
- A więc dobrze – mruknęła. –Pozwól teraz za mną, wątpię, bowiem byś chciał słyszeć o swojej przyszłości na ulicy – mruknęła, na co Dubledor tylko pokiwał głową i ruszył za nią.

Kobieta poprowadziła go do niewielkiej chatki, która była kompletnie na uboczu i nie rzucała się w oczy. Wieszczka otworzyła drzwi i zaprosiła swojego rozmówce gestem do środka. Czarnowłosy mężczyzna wszedł do środka i rozglądnął się ukradkiem po pomieszczeniu. Izdebka, w której się znaleźli nie była wielka. Na ścianach wisiały dziwne i budzące lęk obrazy, z sufitu zwisała lampa w kształcie węża, który wił się wokół żarówki cicho sycząc. Dywan był w bladozielonym kolorze, a na nim stał niewielki stoli, zaś po jego obu stronach krzesła. Na środku na miękkiej atłasowej poduszce spoczywała kryształowa kula.

- Usiądź – kobieta wskazała krzesło naprzeciwko siebie, a gdy mężczyzna zajął miejsce ona również to uczyniła. – Zatem powiedz mi, co najbardziej chcesz wiedzieć – spojrzała na niego swoimi złotymi oczami.
- Jak już wspomniałem chcę znać swoją przyszłość – odpowiedział wpatrując się w jej oczy i mając wrażenie jak by był nimi hipnotyzowany.
- Jesteś tego pewien? To wielkie ryzyko, niewielu potrafi udźwignąć brzemię swojej przyszłości – ostrzegła.
- Ja je udźwignę, a gdy zajdzie taka potrzeba to nawet zmienię – mruknął.
- Więc niech tak będzie. Spójrz teraz w kulę, a ja ci powiem, co cię czeka.

Albus utkwił wzrok w kuli. Wpatrywał się intensywnie w jej matową taflę. Sam nie widział nic w owej kuli i nawet zaczął się zastanawiać czy aby ten pomysł słuchania przepowiedni był dobry. Nigdy specjalnie w to nie wierzył. Nawet mimo tego, że sam był czarodziejem i spotkał wiele dziwnych rzeczy oraz wiele dziwnych istot nadal ciężko mu było uwierzyć, że ktoś może znać jego przyszłość. Jednak wciąż wpatrywał się w kulę czekając z niecierpliwością na to, co powiem mu kobieta.

- Masz wątpliwości w swoim sercu, nie jesteś pewien czy chcesz cokolwiek wiedzieć, a może nawet czy wierzysz, że możesz się dowiedzieć – mruknęła, co spowodowało, że Dubledore drgnął. –Odpręż się Albusie… nie myśl już o niczym… masz tylko patrzeć – jej głos był cichy, spokojny, prawie usypiający. Mężczyzna wpatrywał się w kulę już znacznie spokojniejszy. Nie czuł już żadnego niepokoju, a po jego głowie nie kołatało się milion myśli. Z tego dziwnego stanu odrętwienia wyrwał go lekko zmieniony głos kobiety.


W tę noc gdy księżyc na niebie zapłonie
dziecko się narodzi w srebrzystej koronie

złote dziecię co będzie miało wielką siłę
by krętactwu i złu kres położyć w chwilę

Dziecię z rodu złotego ma być twym przekleństwem
silniejszego od niego próżno szukać w świecie

Gdy dziedzic się narodzi dwa zwaśnione rody
przyjdzie czas najwyższy by w końcu pogodzić

dwóch najsilniejszych w ten czas razem stanie
by kres położyć przeklętej mamonie.


Albus słuchał tego z niepokojem. Każde kolejne słowo było dla niego coraz bardziej oczywiste, o kogo może chodzić. Jednak jak to możliwe? Nie.. to nie może się tak skończyć. On Albus Persival Wulfryk Brian Dubledore nie dopuści, aby jego przyszłość tak wygląda. Wieszczka ocknęła się ze swojego dziennego stanu i spojrzała na mężczyznę.

- Dowiedziałeś się czegoś chciał przybyszu, a teraz zapłać coś winien i odejdź swoja drogą – rzekła.
- Nigdzie się nie wybieram z pustymi rękami i sam mruknął, po czym obezwładnił kobietę i aportował się pozostawiając dom kompletnie pusty.

***

Starzec otrząsnął się ze swoich wspomnień, które pojawiły się na widok leżącej kobiety. Dyrektor podszedł do łózka, które nie było widoczne od razu, lecz dopiero, gdy pokój miał pewność, że w środku znajduje się nie, kto inny jak Dubledore. Na posłaniu spoczywała kobieta. Wyglądała na około czterdzieści może pięćdziesiąt lat. Czas się dla niej zatrzymał w dniu, w którym odmówiła współpracy. Mężczyzna był grzeczny, poprosił tylko raz, a ona odmówiła. W tedy podał jej eliksir bezsennego snu, lecz specjalnie zmodyfikowany tak, aby osoba zapadła w sen i obudziła się dopiero na wyraźne życzenie tego, kto owy eliksir podał. Pochylił się i pogładził leżąco po policzku.
- Ach Esmerald, gdybyś tylko się zgodziła nie musiałabyś teraz spać – westchnął odchodząc od kobiety i podchodząc do kuli. – Widzisz Esm, ta kula jest bez ciebie kompletnie bezużyteczna, a jednak jeszcze jej nie rozbiłem, wiesz, dlaczego? No tak.. Skąd możesz wiedzieć. Och Esmi w tej kuli jest cząstka ciebie, jeśli ja rozbiję zginiesz. Jednak nie martw się to i tak niebawem się stanie ukochana, bowiem gdy się obudzisz i ponownie mi odmówisz nie pozostawisz mi wyjścia. I chodź wierz mi najdroższa zabicie ciebie jest ostatnia rzeczą, której bym pragnął, gdy będę zmuszony zrobię to – mruknął pochylając się i składając na ustach leżącej krótki pocałunek, by następnie odwrócić się i opuścić pomieszczenie.

***

Harry cieszył się, że to spotkanie nie trwało jednak zbyt długo gdyż zaklęcia Dracona właśnie straciły resztki mocy i już zdecydowanie nie wyglądał jak osoba przechodząca ciężką chorobę. W drodze do dormitorium Slitherinu chłopak zdał sobie sprawę, że gdy rozmawiał ze starcem ten przez krótką chwilę nie spuszczał z niego wzroku. Czyżby w tedy rzucał na niego jakieś niewerbalne zaklęcie? Musi spytać Draco czy zna jakieś księgi gdzie można by się dowiedzieć czegokolwiek o zaklęciach tworzących blizny. Chyba, że wykorzysta Hermionę i Rona, w końcu mają mu udowodnić swoja wierność. Jednak nie był przekonany czy to właśnie w te sposób chce te ich wierność testować…
Gdy tylko przekroczył próg pokoju wspólnego Slitherinu obok niego pojawił się Draco. Potter uśmiechnął się pod nosem, ale wskazał głową na swój pokój. Draco skinął lekko i podążył za brunetem. Gdy znaleźli się sami Harry dla bezpieczeństwa rzucił kilka zaklęć wyciszających.

- Potty czyżbyś chciał mi wyznać swoje gorące uczucia i boisz się, aby moje fanki nie rzuciły się na ciebie z rozpaczy? – Zakpił blondyn.
- Ależ nie smoczku, wręcz przeciwnie zamierzam tu i teraz posiąść twoje dziewictwo i po prostu chciałem ci podarować trochę dyskrecji no, ale jeśli chcesz, aby twoje fanki słyszały twoje jęki to nie ma sprawy – odgryzł się Potter.
- Och Harry jak tak możesz – udał zrozpaczenie Draco – Chciałem z tym poczekać do naszego ślubu.
- Draco, Draco, Draco musisz zrozumieć, że nie mogę dłużej czekać, gdy twój seksowy tyłek przechadza mi się tuż pod nosem – mruknął brunet z kpiarskim uśmiechem na ustach.
- No wiesz, co Harry, więc chcesz mi powiedzieć, że od samego początku chodzi ci tylko o mój tyłek? – Draco przyłożył sobie teatralnie dłoń do serca i usiadł udając, że jest mu słabo.
- Och już tak nie dramatyzuj smoczku, oczywiście, że nie chodzi mi tylko o twój tyłek, przód też jest pewnie interesujący – zaśmiał się Potter. Draco wywrócił oczami, ale też się roześmiał.
- Potter na prawdę powinieneś uważać na to, co do mnie mówisz, bo zacznę przypuszczać, że mnie podrywasz – prychnął blondyn.
- Może, może Draco, kto wie, co przyniesie przyszłość – odparł tajemniczo czym spowodował zdekoncentrowanie u Mafoya. Jednak nie trwało to długo. Blondyn szybko otrząsnął się z lekkiego szoku.
- No, no, czyżby święty Potty nie był jednak taki święty? – mruknął z nonszalanckim uśmiechem. Potter tylko wystawił mu dziecinnie język, na co obaj chłopcy zaczęli się śmiać. Po chwili jednak oboje uspokoili się, a na ich twarzach zblaknął cień ostatnich uśmiechów.
- Więc, o co chodzi Harry? Czego chciał od ciebie Dumbledor i czego dowiedziałeś się od wujostwa? – Spytał blondyn przypatrując się brunetowi. Chłopak zawahał się przez chwilę, jednak postanowił powiedzieć Draconowi prawdę, w końcu i tak będzie potrzebował jego pomocy. Jednak nie zamierzał mówić mu prawdy bez zabezpieczenia.
- Wyjaśni ci, czego się dowiedziałem, ale musisz złożyć mi przysięgę wieczystą, że nikomu nie powiesz, wybacz, ale wciąż w pełni ci nie ufam – mruknął brunet. Draco zacisnął zęby. Mógł się spodziewać, że ta miła pogawędka nie spowoduje, że złoty chłopiec zechce podzielić się z nim wszystkim bez mrugnięcia okiem.
- Ranisz moje uczucia Harry, nie muszę składać żadnych przysiąg, poza tym do złożenia przysięgi potrzebna jest osoba trzecia – zauważył trzeźwo.
- Wiem i dlatego chciałbym, żebyśmy poszli do Profesora Snape’a – powiedział twardo chłopak.
- Nie ma go – mruknął blondyn.
- Kiedy wróci? – chłopak nie dał po sobie poznać, że zdziwiła go ta informacja.
- Nie wiem, musisz podjąć decyzję, jednak nie musisz się obawiać, że komukolwiek coś powiem – zapewnił go blondyn.
- Wiesz, co fretko? To, że przed sekundą prawie z tobą flirtowałem nie znaczy, że powierzę ci własne sekrety, kto wie czy nie polecisz i nie zaczniesz dzielić się nimi z całą resztą domu Slitherina – prychnął chłopak nim ugryzł się w język.

Mina Dracona mówiła sama za siebie. Tym razem przesadził. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bowiem chłopak szybko opuścił jego dormitorium. Potter zaklął szpetnie pod nosem. No pięknie ma, na co zasłużył. Przesadził. Jednak nie bardzo wiedział jak to teraz rozegrać. Malfoy na pewno jest w tym momencie na niego obrażony, co nie ułatwia mu wcale dalszej rozmowy. Westchnął i wyszedł z sypialni by udać się do pokoju, w którym przebywała fretka. Zapukał do drzwi, a gdy nie usłyszał zgody właściciela na wejście po prostu się wprosił do środka.

- Potter masz stąd natychmiast wyjść – Draco był ewidentnie zły.
- Malfoy uspokój się i przestań wkurzać, nie przyszedłem toczyć wojny – mruknął cicho.
- Niby jak mam się nie denerwować? Najpierw prawie ze mną flirtujesz, a za chwilę żądasz ode mnie przysięgi wieczystej? Tak się nie robi Potty. Uraziłeś mnie – blondyn nie spuszczał z niego wzroku, z którego bił lekki smutek
Harry zacisnął usta w wąską linię. Zdawał sobie sprawę, że przesadził, jednak nie miał ochoty na przepraszanie, w końcu nie zrobił nic złego. Malfoy obserwował go uważnie w końcu stwierdził, że to na nic Potter nie przeprosi.
- Idź już sobie Potter. Nie ma sensu, żebyś tutaj dłużej przebywał. Jak wróci profesor Snape poinformuję cię o tym, o ile nadal będziesz chciał cokolwiek mi powiedzieć – odezwał się cicho blondyn.

Harry nagle jakby oprzytomniał. Co on w ogóle wyczynia. Zachowuje się w tym momencie jak Voldi, który nikomu nie ufał. Odtrącił od siebie te przerażające myśli i spojrzał na Draco.

- Okey.. rozumiem – westchnął. – Ja…  Przepraszam Draco – Harry opuścił głowę zażenowany – lepiej już pójdę – odwrócił się z zamiarem opuszczenia komnaty blondyna, jednak nie zdążył zrobić nawet kroku gdy poczuł jak na jego nadgarstku zaciska się dłoń Malfoya.

- Wiesz co Potty, czasami zastanawiam się jak można być, aż tak bardzo przewidywalnym – zaśmiał się cicho.

Harry nadął lekko policzki i zamierzał rzucić jakąś ciętą ripostę jednak Draco śmiejąc się cicho zbliżył swoją twarz do jego twarzy, co spowodowało, że na policzki bruneta wystąpiły lekkie rumieńce. Harry poczuł się trochę dziwnie będąc zbyt blisko Dracona. Na dodatek jego serce biło tak szybko jak by chciało wyskoczyć z jego piersi. Draco uśmiechnął się na ten widok z satysfakcją. Podejrzewał, co nieco przy zagrywkach Pottera, ale musiał przyznać, że ten chłopak potrafił jednak zaskakiwać. Mimo, że tak bezwstydnie go kusił to, gdy tylko on Draco Malfoy znalazł się zbyt blisko chłopak najwyraźniej tracił nad sobą kontrolę.

- Co… to robisz? – Harry z trudem wyszeptał te słowa w stronę chłopaka.
- A nie widać? – Draco uśmiechnął się zawadiacko, co spowodowało, że pod Harrym ugięły się kolana.
- Draco.. Przestań… to nie jest… dobry pomysł – zaprotestował cicho brunet.
- Ciiii Harry – chłopak przyłożył mu palec do ust, przez co mógł poczuć jak wargi chłopaka drżą. Blondyn przełknął gulę, która pojawiła mu się w gardle i stawiając wszystko na jedną kartę pochylił się i złożył na ustach bruneta dłuższy pocałunek.

Harry mógł tylko wpatrywać się w niego z przerażeniem, gdy usta chłopaka zbliżały się do jego własnych. Jednak, gdy tylko miękkie wargi Draco spoczęły na jego wargach Harry przestał się opierać i poddał się przyjemności chwili delikatnie i trochę niepewnie oddając ten pocałunek i przymykając oczy, aby móc się nim rozkoszować. Draco był zadowolony z reakcji Pottera. Musiał przyznać przed sobą, że bał się, iż chłopak go odtrąci. Chodź jak by pomyśleć to w każdej chwili Harry, może to zrobić. Jeszcze nie tak dawno skakali sobie do gardeł, a tu nagle się całują? Chodź blondynowi ten niesforny brunet podobał się już od dawna i miał nadzieję, że Potter tego nie spieprzy. Po krótkiej chwili, która dla nich obu trwała niczym wieczność Malfoy odsunął się od Harrego ale nie puszczał chłopaka gdyż ten wyglądał jak by miał za chwilę zemdleć. Draco przypatrywał się twarzy bruneta szukając na niej oznak obrzydzenia, lub niechęci, lecz nic takiego na niej nie znalazł. Po chwili Harry otrząsnął się z szoku i wyplątał z objęć blondyna.


- Żeby tak podstępnie – mruknął, jednak jego twarz zdobił lekki uśmiech. – Iście Malfoyowskie zagranie – prychnął.
- Ma się ten talent mój były gryfonku – odgryzł się szybko.
- Och tyko mi tu nie popadnij w samo zachwyt smoczku – zażartował brunet.
- O to nie musisz się martwić samo zachwytu mam w dostatku..
- No tak w końcu większego narcyza od ciebie jeszcze nie spotkałem – wpadł mu w słowo złoty chłopiec.
- Harry… - Draco nagle spoważniał – nie sądzisz, że musimy porozmawiać? – brunet tylko skinął głową czując, że czeka ich długa noc.

Zaczarowani