Cześć wszystkim;)
Oto pojawił się nowy rozdział co bardzo mnie cieszy i mam nadzieję, że was też ;)
Nie będę zanudzać wstępami więc zapraszam do lektury ;]
_______________________________________________________________
- Mam pewien plan Severusie – odezwał się nagle mężczyzna.
Naczelny postrach Hogwartu utkwił w nim spojrzenie. – Już wiem jak zwabić do
mnie Pottera.
- Zatem podziel się ze swoim sługą tą wiedzą – mruknął Snape
- Spokojnie Severusie zaraz wszystkiego się dowiesz, bowiem twoja rola jest
kluczowa by chłopak mógł się tu zjawić – Sev czekał z rosnącą ciekawością na
plany Chrisa. – Dostaniesz ode mnie specjalne pióro, które będzie zaklętym
świstoklikiem. Każ chłopakowi przyjść do ciebie w ramach szlabanu. Powiedz, że
będzie musiał przepisać jakieś twoje notatki, czy cokolwiek innego, ale masz to
zrobić tak by dotknął pióra razem z tobą. Ono przeniesie was do mnie, a resztą
już ja się zajmę – mruknął – jak sądzisz czy taki wygląd mu się spodoba? –
uśmiechnął się iście diabelsko i mruknął coś pod nosem, a już po chwili w
pomieszczeniu zamiast Chrisa stał sam Lord Voldemort. Snape uśmiechnął się
drwiąco.
- Jeśli chcesz by z miejsca zaczął rzucać w ciebie zaklęciami to…
- Ależ Severusie sądzę, że to najsampierw spowoduje szok i niedowierzanie –
przerwał mu wracając do swojego wyglądu.
- Dobrze, zatem. Z przyjemnością wykonam twój plan mistrzu – uśmiechnął się
chytrze.
- Doskonale, zatem weź pióro, oraz tę kartkę, jest to świstoklik, który
przeniesie cię do Hogwartu. Będę oczekiwać was w piątek po zajęciach –
uśmiechnął się zadowolony.
Jego plan powoli zaczyna się ziszczać, a jeśli Sev ma rację,
pokazanie chłopakowi prawdy powinno w zupełności wystarczyć by Potter
zrozumiał, gdzie jest właściwa strona barykady. Mężczyzna pożegnał się ze
Snapem, po czym wrócił do swojego gabinetu. Musiał na piątek wszystko dokładnie
przygotować. Co prawda dziś był dopiero poniedziałek, więc dni miał sporo, ale
nie lubił zostawiać rzeczy na ostatnią chwilę.
***
Gdyby ktokolwiek w chwili obecnej w jakimś sposobem
zaglądnął do wierzy Gryfindoru mógłby stwierdzić, że albo uczniowie po
niespełna miesiącu nauki już przygotowują się do egzaminów, albo w Gryfindorze
panuje cicha wojna. Jedno było pewne takiej ciszy w pokoju wspólnym Lwów już
dawno nie było. Nikt, ale to nikt nie rozmawiał ze sobą, nikt się nie śmiał,
każdy siedział sam zapatrzony w książkę, albo czmychał do sypialni. Może by
pomyśleć, że MCgonagall siedzi razem z nimi i pilnuje, jednak surowej
nauczycielki transmutacji nie było w wierzy, więc nie mogła być powodem tych
dziwnych zachowań. Tak tym razem to Hermiona Granger powodowała, że w pokoju
wspólnym panowała absolutna cisza, a wszystko za sprawą, kłótni pomiędzy nią, a
Ronem, która miała miejsce niespełna godzinę temu
/około godziny wcześniej/
- Ron uspokój się w końcu – Hermiona nie mogła już dłużej
znieść zachowania przyjaciela. – Od początku roku zachowujesz się jak niespełna
rozumu. Najpierw naskakujesz na Harrego, potem nagle chcesz się godzić, a
kolejnego stwierdzasz, że to nie ma jednak sensu..
- Jak byś nie była tak zaślepiona to byś zauważyła ten dziwny błysk w jego
oczach. On się zmienił Hermi i zdecydowanie nie na leprze. Nie wiem, co się
dzieje, ale otacza go ponura aura
- Nie przesadzaj, to wciąż nasz Harry.. - zaoponowała
- A ty niby patrzysz na to z takim spokojem? Tylko czekać, aż zacznie nazywać
cię szlamą, a mnie zdrajcą krwi – prychnął. Po ostatnim starciu zdecydował, że
za nic nie wyciągnie ponownie ręki do Pottera. Skoro ich odtrącił to niech żyje
sobie sam pośród węży.
- Ronaldzie Wesley teraz to przesadziłeś! Jak śmiesz twierdzić, że Twój
najlepszy przyjaciel mógłby zrobić coś tak okropnego!
- Jak mógłbym?! Jak?! Pragnę przypomnieć, co ma na przedramieniu! Myślę, że ślepa
nie jesteś! Poza tym pragnę przypomnieć, że ja chciałem wyciągną rękę.
Sądziłem, że się pomyliłem, że Potter działał pod wpływem stresu, że to wina
Malfoya, ale sama widziałaś jak nas potraktował. Hermiono ON ZAŻĄDAŁ DOWODU
PRZYJAŹNI! Przyjaciel tak nie postępuje!
- Ron błagam…
- Taka prawda Nasz Harry to już nie ta sama osoba, teraz jest taki sam jak inne
węże, podstępny, arogancki, zapatrzony w siebie – warknął rudzielec
- Ron masz natychmiast zaprzestać zachowujesz się dziecinnie!
- Przestań mówić mi, co mam robić!
- Nie przestanę, dopóki nie zaczniesz zachowywać się jak dorosły, a nie jak
dziecko!
- Jak zachowuję się jak dziecko?! Że ja?! Świetnie! Więc idź sobie to swojego
Pottera, niech nazywa cię szlamą, niech każe ci wykonywać jakieś ciemne sprawunki,
może każe się tytułować kolejnym voldemortem, ale nie licz, że stanę w twojej
obronie! Zdrajczyni! W sumie wiesz, co? Sądzę, że Malfoy i Potter mają trochę
racji naprawdę jesteś szlamą, bo tylko szlama nie potrafiłaby zauważyć, gdzie
kończy się granica przyjaźni!!! – wybuchnął rudzielec.
Dopiero, gdy chłopak wykrzyczał, co miał do wykrzyczenia
zdał sobie sprawę, że przesadził. Zdecydowanie powiedział o jedną rzecz za
dużo. Hermiona patrzyła na niego szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, jak
gdyby widziała go po raz pierwszy w życiu. Po chwili sama wybuchła.
- Ronaldzie Weasley!!! Teraz przesadziłeś!!!! Mam nadzieję,
że jesteś z siebie dumny! Nawet nie próbuj mnie przepraszać, lepiej żebym cię
nie widziała na oczy, bo nie ręczę za siebie!!!
Ron zamknął usta. Wiedział, że w chwili obecnej cokolwiek
chciałby powiedzieć, nie odniesie to pozytywnego efektu, a zwykłe przepraszam
tutaj nie wystarczy. Chłopak wstał i udał się do sypialni. Wiedział, że
najlepiej będzie zejść dziewczynie z oczu.
/chwila obecna/
Ta grobowa cisza panowała mniej więcej od około trzydziestu
minut. Nikt nie odważył się odezwać i nie zanosiło się na to, żeby ktokolwiek w
najbliższym czasie miał taki zamiar. Sama Hermiona powoli zaczynała się uspokajać,
co było widać po jej oczach, bowiem powoli zapełniały się łzami. W końcu
dziewczyna podniosła się z fotela przy kominku i szybko opuściła pokój wspólny
przechodząc przez dziurę w portrecie. Dopiero, gdy portret zasunął przejście w
pokój rozbrzmiał gwarem podnieconych szeptów. Coś się działo i dotyczyło to
byłej trójcy gryfonów, więc tym chętniej lwy chciały wszystko wiedzieć.
***
Harry Westchnął zrezygnowany. Liczył, że ta rozmowa nie
nadejdzie zbyt szybko, a jednak Draco właśnie wprosił się do jego pokoju i
rozsiadł na jego łóżku, a teraz jeszcze patrzył się na niego tym swoim
przenikliwym spojrzeniem. Przeklęty Malfoy.
- Czego chcesz Malfoy – zaczął agresywnie chłopak.
- Och, więc wracamy do początku tak Potter – zakpił blondyn – a już myślałem,
że mamy to za sobą i że ten pocałunek ci się podobał
- A jeśli powiem, że mi się nie podobał, a wręcz przeciwnie? Że rzygać mi się
po nim chciało? – Potter był zbyt spięty by przyznać się, że było wręcz
odwrotnie.
- Kłamiesz Potty i ja to widzę. Powiedz prawdę i lepiej wybierz mądrze, bo
drugiej szansy nie będzie – ostrzegł do blondyn.
- Och czyżby wielki paniczyk miał ochotę na mój tyłek? – zakpił Potter.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo.
- To ty wyobrażasz sobie za dużo. To, co miało miejsce przed chwilą to był
zwykły pocałunek.
Całkiem przypadkowy i zupełnie niepotrzebny – odezwał się
spokojnie Potter. - Sądzę, więc, że nie
ma sensu szukać dziury w całym. Najlepiej zapomnieć o sprawie i zachowywać się
jak by nigdy nic.
Malfoy spojrzał na niego unosząc sugestywnie brwi. Więc taka
jest odpowiedź złotego chłopca. Niech cię przeklęty Poterze. Jak on śmiał tak
powiedzieć. Przecież też mu się podobało i sam odpowiedział na ten pocałunek. No,
ale skoro twierdzi, że to nic, tylko chwila słabość to niech tak będzie. Jakem
Malfoy obiecuje, że Potter na kolanach wróci błagając o kolejny pocałunek, a
nawet o coś więcej, a w tedy on Draco Malfoy poczeka, aż chłopak ukorzy się mu
u stup i dopiero jak go przeprosi i będzie błagać to łaskawie może zgodzi się
na jeden niewinny pocałunek.
- Doskonale Potty, skoro tak twierdzisz, nie zajmuje ci już
czasu – warknął ewidentnie zły i szybko opuścił sypialnię Harrego.
Potter opadł na łóżko oddychając ciężko. Tak będzie lepiej.
Zdecydowanie lepiej. Więc dlaczego u diabła wcale nie czuł się dobrze?
***
Potter znów obudził się z powodu promieni słonecznych
wpadających do jego pokoju. Znów nie zasłonił okien. Niech to szlak! Na dodatek
Malfoy odzywa się do niego tylko w tedy, gdy jest to konieczne, na domiar złego
jeszcze zaliczył szlaban u Snape w piątek, czy ten tydzień mógł być jeszcze
gorszy? Lepiej nie wiedzieć. Właśnie zaczynał się czwartek. W czwartek mieli
tylko dwa zajęcia z rana dwie godziny eliksirów, a potem OPCM i oba z Gryfonami.
Mógł mieć tylko nadzieję, że na OPCM nie trafi w parze na gryfona, bo mógłby
przypadkiem użyć o jeden czar za dużo. Potter ubrał się szybko wcześniej biorąc
prysznic. Ogarnął włosy poprawił się, wziął książki i wyszedł z sypialni.
Omiótł spojrzeniem pokój wspólny jednak irytującego blond dupka w nim nie było.
Najwyraźniej poszedł już na śniadanie. Harry jednak głodny nie był tak, że
ucztę w wielkiej Sali sobie darował. Posiedział chwilę dłużej w pokoju
wspólnym, a gdy stwierdził, że już pora udał się do Sali eliksirów. Jakie było
jego zdziwienie, gdy obok Dracona siedziała nie, kto inny jak Pansy. Na dodatek
wyglądała na niebywale zadowoloną z siebie, czego nie można było powiedzieć o
Draco, chodź ewidentnie starał się wyglądać na zadowolonego z obecności
dziewczyny. Potter uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Ktoś tu chyba przesadza.
Jednak to nie jogo sprawa. Usiadł na końcu przy wolnym stoliku. Dla niego nawet
lepiej. Zero irytujących obecności. Samemu nawet lepiej mu będzie myśleć.
- Potter ostrzegam nie wysadź mi sali, nie wiem, dlaczego
nie siedzisz z panem Malfoyem, ale ostrzegam oboje, że jeśli tej Sali coś się
stanie to panowie nie zakończą edukacji. Czujcie się ostrzeżeni – mruknął
nietoperz.
Potter tylko prychnął. Nie martwił się o swoje zdolności do
tworzenia eliksirów i już niebawem miał udowodnić temu cholernemu nietoperzowi,
że jego ukochana śmierdząca sala po tych zajęciach nadal będzie w jednym
kawałku no chyba, że longbottom postanowi poeksperymentować. Snape zadał im
eliksir i zaraz cała klasa wzięła się do roboty, a sam nietoperz krążył między
nimi komentując to, co robili. Najczęściej jednak pojawiał się nie przy
kociołku Pottera, a przy kociołku Wesleya i longbottoma, racząc klasę
komentarzami o nieudolności tej dwójki uczniów oraz o tym, że nie pojmuje,
jakim cudem wciąż chodzą na jego zajęcia, skoro nie potrafią uwarzyć prostych
eliksirów. Dwie godziny minęły jednak znacznie szybciej niż Harry przypuszczał
i ku zawodzie Snapa jego eliksir był równie dobry, co eliksir Granger oraz
Malfoya, toteż nietoperz nie miał się, do czego przyczepić. Potter szybko
opuścił lochy starając się opanować wewnętrznego chochlika, który pojawił się znikąd
widząc jak Pansy klei się do Dracona. Wiedział ze jemu nie sprawia to
przyjemności, jednak nie zmieniało to faktu, że ślizgonka zdecydowanie
pozwalała sobie zdaniem chłopaka na zbyt dużo. Może jednak źle zrobił
odtrącając chłopaka. Chodź zaraz, zaraz, chwileczkę on go nie odtrącił tylko
kazał przystopować. Zdecydowanie wina leży po stronie Malfoya, a nie po stronie
Harrego. Kolejna lekcja minęła jeszcze szybciej. Syriusz chyba zdawał się nie
widzieć cichej wojny pomiędzy Ronem, Hermioną, Harrym i Draco, bowiem
poustawiał ich w pary. Nieszczęsnemu Ronowi oberwało się na tyle mocno od
Hermiony, że wylądował w skrzydle szpitalnym, za to Hermiona udawała, ze nie zauważyła,
iż chłopak nie zdąży się obronić. Nie mniej zażarta walka jednak bez ofiar
toczyła się między Draco i Potterem. Jednak tutaj nie tylko różdżki poszły w
ruch. Spojrzeniami, bowiem też otaksowali się przez cały czas trwania
pojedynku. Po skończonych zajęciach Potter znów nie mógł nigdzie namierzyć
cholernego arystokraty, jednak udawał, że wcale nie interesuje go jego
położenie. W końcu w każdej chwili mógł sprawdzić to na pewnej mapie.
Sam Draco też wcale nie był w lepszym humorze niż Potter. Najpierw przyssała
się do niego Pansy, w sumie pozwolił dziewczynie siedzieć obok siedzieć licząc,
że Potter będzie zazdrosny, ale chyba się przeliczył, bowiem chłopak nie
wykazał najmniejszego zainteresowania tym faktem. Poza tym pewnie zauważył, że
Draco nie cieszy się z nowej towarzyszki w ławce. Przeklęty Potter. Potem pojedynek,
w którym oboje dali z siebie wszystko. Po zajęciach Draco starał się unikać
Pottera. Wiedział, że to idiotyczne, w końcu w ten sposób zachowuje się trochę
dziecinnie, jednak był na Pottera zły, chodź zły to chyba słabe określenie, był
na niego wściekły. Harry go odtrącił, a jego się nie odtrąca. Już on pokaże
temu cholernemu byłemu gryfonowi.
Potter do końca dnia był niespokojny. Sam do końca nie wiedział czy powodem
jego niepokoju jest fakt, że nigdzie w pobliżu nie widzi irytującego
ślizgońskiego dupka. Czy to, że jutro czekał go po zajęciach szlaban z
profesorem Snapem. W końcu dzień się skończył i Potter położył się do łózka.
Jednak po raz pierwszy od dawna śnił mu się koszmar, z którego chłopak obudził
się z głośnym krzykiem. Na dodatek nie rzucił wokół siebie zaklęć wyciszających,
przez co obok niego siedział Draco przyglądając mu się intensywnie jak gdyby
chciał wyczytać, co mu się śniło.
- Czego? – warknął
- Jakie milutkie powitanie – prychnął Malfoy – wrzeszczałeś jak opętany przez
sen. Jeszcze chwila, a obudziłbyś wszystkich, więc postanowiłem się zjawić i
cię obudzić – zakomunikował.
- wielkie dzięki a teraz zmiataj – warknął
- to maja być twoje podziękowania – prychnął blondyn
- a na coś ty liczył – brunet spojrzał na niego kpiąco
Blondyn przyglądał mu się przez chwilę intensywnie jak gdyby
nad czymś się zastanawiał. Jednak po dłuższej chwili zrezygnował podnosząc się
z łóżka.
- Świetnie Potter, skoro się obudziłeś i twój jazgot nie
mąci ciszy nocnej to idę się położyć
- Czyżbyś potrzebował snu dla urody? – zakpił Potter
- W przeciwieństwie do ciebie, ja dbam o swój wygląd w końcu, kto wie, kiedy
ktoś zechce wyznać mi miłość – powiedział teatralnym szeptem.
- Ta już widzę te tłumy wielbicielek i wielbicieli chcących całować twe stopy –
brunet uniósł brew
- Zdziwiłbyś się Potter
- Jakoś w to wątpię Malfoy
- Mów, co chcesz, ja i tak wiem, że ty też chętnie byś stanął w tej kolejce
- Zapomnij Malfoy. Prędzej piekło zamarznie niż ja raczę się zainteresować
takim dupkiem z przerośniętym ego jak ty.
Malfoy uniósł brwi i spojrzał na niego, jednak twarz Pottera
nie wskazywała jakoby te słowa miały być żartem. Draco poczuł się dotknięty.
- Świetnie Potter, życzę miłej nocy – warknął i opuścił jego
pokój.
Harry wpatrywał się w drzwi lekko zdezorientowany. Chyba
przesadził. Tak zdecydowanie przesadził. Wstał i pospiesznie założył na siebie
koszulę, po czym wyszedł z pokoju, i zapukał do drzwi należących do dormitorium
Dracona. Jednak odpowiedziała mu cisza.
- Malfoy otwórz po dobroci, albo wejdę przy użyciu siły –
ostrzegł
Po chwili drzwi otwarły się.
- czego chcesz Potter?
- Wracamy do początku Malfoy?
- Sam tego chciałeś – warknął zimno blondyn
- Uspokój się Malfoy nic nie zrobiłem
- Czyżby wielki zbawca świata miał amnezję? – zakpił Draco
- nie wydaje mi się – odparł ostrożnie Potter – powiedzmy, że jest mi przykro z
powodu wypowiedzianych słów
- i powinno ci być przykro, ale nie licz, ze ci wybaczę!
- przestań zachowywać się jak rozpieszczony paniczyk!
-to ty się tak zachowujesz – warknął blondyn
- wcale nie jesteś lepszy – odburknął brunet
- przestań być arogancki Potter.
- przestań być arogancki Malfoy.
- przestań po mnie powtarzać Potter.
- przestań po mnie powtarzać Malfoy.
- Potter!
- Malfoy!
- Dobrze ci radzę Potter
- Dobrze ci radzę Mafoy – haremu zaczynała się ta gra słów podobać
- Ty cholerny impertynencki rozpieszczony, arogancki… - jednak niedane było
Draconowi dokończyć tego potoku obelg, bowiem Harry uciszył go zamykając mu
usta pocałunkiem.
***
Piątek zaczął się całkiem normalnie. Nie licząc Dracona,
który chodził po Hogwarcie z miną „jestem zwycięzcą” i Pottera, który miał minę
„nie tym razem, teraz to ja wiodę tryumf” wszystko inne było całkowicie takie
same i monotonne. Piątek był dniem, w którym ich jedynymi zajęciami była transmutacja.
Tak, więc zaraz po zajęciach Potter z miną cierpiętnika udał się do komnat Severusa
Snapa w celu odbycia szlabanu. Draco na odchodnym pocieszał go, że na pewno
Snape chce coś mu przekazać, jednak Harry nie był tego tak pewny. Poza tym
skoro coś od niego chciał to mógł normalnie kazać mu przyjść, a nie dawać
szlabany. Harry zapukał do drzwi a po usłyszeniu cichego wejść odtworzył je.
- Dzień dobry panie profesorze – Potter spojrzał na Snapea
- A pan Potter, jak miło, że raczyłeś przyjść, siadaj – nietoperz wskazał mu
krzesło za stolikiem. Zaraz też podał mu kulka karet i opasły tom. Potter
spojrzał na niego zdziwiony. – Miałem przygotować testy dla pierwszych klas,
ale skoro przyszedłeś to sobie trochę popiszesz – mruknął z lodowatym uśmiechem.
Harry zacisnął usta w wąską linię byle tylko nie powiedzieć czegoś,
co zagwarantuje mu dożywotnie sprzątanie Sali eliksirów. Snape uśmiechnął się
wrednie widząc, że Potterowi nie podoba się ten rodzaj szlabanu. Gdyby nie
musiał użyć pióra, jako swistoklika chętnie wybrałby dla Pottera gorszy rodzaj
kary. Opanował jednak ten tor myśli i podszedł do chłopaka.
- Nie wyciągaj swojego pióra będziesz pisał jednym z moich,
które nie pozwoli, na żadne kombinowanie podczas przepisywania – warknął
nietoperz.
Harry tylko kiwnął głową i wyciągnął dłoń po pióro, które
mistrz eliksirów wyciągnął w jego stronę. Jednak, gdy tylko jego dłoń dotknęła
pióra, Harry poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka i już wiedział, co się
dzieje. Po chwili wylądowali na jakieś posadzce. Potter odskoczył od
nauczyciela.
- Snape, co to ma znaczyć?- warknął wyciągając różdżkę.
- Uspokój się Potter, nic ci nie grozi, po prostu jest tu ktoś, kto bardzo chce
cię poznać – kąciki ust Seva uniosły się w lekkim uśmiechu.