Hej, ho i czołem^^
Witam w nowym roku i z tego miejsca chcę złożyć spóźnione życzenia pomyślnego roku 2016 ;)
Mam dla was nowy rozdział i mam nadzieję, że uda mi się częściej dodawać te rozdzialiki;/
No nic, nie będę nudzić niepotrzebnym spamieniem;]
Ps. Mam nadzieję, że pomimo tak rzadko pojawiających się rozdziałów ktoś to czyta xD
Witam w nowym roku i z tego miejsca chcę złożyć spóźnione życzenia pomyślnego roku 2016 ;)
Mam dla was nowy rozdział i mam nadzieję, że uda mi się częściej dodawać te rozdzialiki;/
No nic, nie będę nudzić niepotrzebnym spamieniem;]
Ps. Mam nadzieję, że pomimo tak rzadko pojawiających się rozdziałów ktoś to czyta xD
_______________________________________________________________________
Draco
wszedł bez pozwolenia do pokoju swojego wuja, jednak jego samego w nim nie
zastał. Zaczął się zastanawiać gdzie mógł aktualnie podziewać się Severus. Nie
bardzo mu się to podobało tym bardziej, że Potter może wrócić dopiero pod
wieczór. Mógł mieć tylko cień nadziei, iż dyrektor nie pofatyguje się do ich
komnat w celu osobistego spotkania z chorym. Na razie postanowił wrócić do
swojej sypialni. Może stanie cię mały cud i cholerny złoty chłopiec pakujący
się w tarapaty wróci w przeciągu godziny, albo dwóch?
***
Dyrektor
wysłał Pansy Parkinson, aby natychmiast przysłała do niego Pottera. Musiał coś
omówić z tym chłopakiem. Nie mógł przecież pozwolić, aby ten durny dzieciak
zepsuł wszystko, nad czym tyle pracował. Jednak od wysłania ślizgonki minął już
kwadrans, a Potter nie raczył się pokazać w jego komnatach. Co prawda Severus
poinformował go wczoraj o tym, że chłopak zachorował jednak nie przeszkodziło
mu to w wezwaniu go do siebie. Ponadto chory Potter może być bardziej skoro na
ustępstwa, w końcu w chorobie człowiek chce mieć jak najwięcej spokoju. Albus
niecierpliwił się jednak na razie postanowił czekać. Być może Potter śpi,
chociaż w tym wypadku powinni go obudzić, ale niech im będzie poczeka sobie
chwilę, a jak czekanie mu się znudzi o wybierze się w odwiedziny do domu
Salazara Slitherina.
***
Potter spędził u wujostwa dwie godziny. Gdy wyszedł od razu aportował się w okolicach zakazanego lasu. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu przemknął do ukrytego tunelu, którym wrócił do pokoju życzeń. Teraz pozostało tylko wrócić niezauważonym do własnej sypialni. Jednak, gdy tylko wyszedł zza obrazu zauważył Dracona nerwowo przechadzającego się przy oknie. Jednak, gdy tylko obraz się zasunął blondyn odwrócił się szybko.
- No nareszcie wróciłeś – w jego głosie dało się słyszeć cień ulgi. Potter spojrzał na niego zdziwiony.
- No przecież nie zamierzałem tam zostawać dłużej niż to konieczne – zakpił – a co się stało smoczku stęskniłeś się za mną? – Postanowił troszkę podrażnić się z chłopakiem jednak jego spojrzenie szybko ostudziło zapędy Harrego. – Coś się stało? Tak?
- Brawo, widzę, że jednak pod tą stertą włosów skrywa się mózg – zakpił blondyn. – Do rzeczy. Dubmledore wysłał Pansy, aby poinformowała, że masz się zjawić u niego jak najszybciej gdyż szanowny dyr. Chce z tobą porozmawiać – poinformował go Draco. Harry zaklął szpetnie, na co chłopak uniósł brwi zdziwiony znajomością takich słów przez złotego chłopca.
- Akurat teraz musiał mnie wołać? Nie szczególnie mam ochotę na spotkani przy herbatce z tym parszywym krętaczem i manipulatorem – warknął powodując, że blondyn utkwił w nim zdziwione spojrzenie.
- Możesz mi wyjaśnić, o czym ty do diabła mówisz, Potter? – Spytał zdezorientowany slizgon.
- Nie teraz, wyjaśnię ci wszystko obiecuje, ale chciałbym pogadać o tym również z Severusem – odparł szybko.
- Czekaj czy ty właśnie nazwałeś mojego wuja imieniem? Na Odyna świat się kończy, albo Potter zwariował – blondyn czuł się kompletnie zdezorientowany, co nie było zbyt miłe.
- Mniejsza o to Draco, wszystkiego się dowiesz masz moje słowo, ale najpierw muszę spotkać się z szanownym dyrem nim on uraczy skromne progi Slitherinu – prychnął – jednak wcześniej przydałoby się kilka zaklęć, po których będę wyglądać jak by mnie zaatakowała jakaś paskudna choroba – mruknął.
- Da się zrobić – wyszczerzył się Draco celując w niego swoją różdżka i szepcząc pod nosem kilka nieskomplikowanych zaklęć, a już po chwili Potter wyglądał jak okaz nadający się tylko do izolatki.
- Dobra.. robota – mruknął pociągając nosem
- Nie ma, za co Potty, a teraz się pospiesz, oczywiście idę z tobą, ktoś musi ci towarzyszyć, w końcu jesteś tak chory, że ledwo możesz utrzymać się na nogach – zakpił blondyn, czym wywołał urywany śmiech Harrego.
- Niezła zagrywka Smoczku – zaśmiał się brunet
***
Potter spędził u wujostwa dwie godziny. Gdy wyszedł od razu aportował się w okolicach zakazanego lasu. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu przemknął do ukrytego tunelu, którym wrócił do pokoju życzeń. Teraz pozostało tylko wrócić niezauważonym do własnej sypialni. Jednak, gdy tylko wyszedł zza obrazu zauważył Dracona nerwowo przechadzającego się przy oknie. Jednak, gdy tylko obraz się zasunął blondyn odwrócił się szybko.
- No nareszcie wróciłeś – w jego głosie dało się słyszeć cień ulgi. Potter spojrzał na niego zdziwiony.
- No przecież nie zamierzałem tam zostawać dłużej niż to konieczne – zakpił – a co się stało smoczku stęskniłeś się za mną? – Postanowił troszkę podrażnić się z chłopakiem jednak jego spojrzenie szybko ostudziło zapędy Harrego. – Coś się stało? Tak?
- Brawo, widzę, że jednak pod tą stertą włosów skrywa się mózg – zakpił blondyn. – Do rzeczy. Dubmledore wysłał Pansy, aby poinformowała, że masz się zjawić u niego jak najszybciej gdyż szanowny dyr. Chce z tobą porozmawiać – poinformował go Draco. Harry zaklął szpetnie, na co chłopak uniósł brwi zdziwiony znajomością takich słów przez złotego chłopca.
- Akurat teraz musiał mnie wołać? Nie szczególnie mam ochotę na spotkani przy herbatce z tym parszywym krętaczem i manipulatorem – warknął powodując, że blondyn utkwił w nim zdziwione spojrzenie.
- Możesz mi wyjaśnić, o czym ty do diabła mówisz, Potter? – Spytał zdezorientowany slizgon.
- Nie teraz, wyjaśnię ci wszystko obiecuje, ale chciałbym pogadać o tym również z Severusem – odparł szybko.
- Czekaj czy ty właśnie nazwałeś mojego wuja imieniem? Na Odyna świat się kończy, albo Potter zwariował – blondyn czuł się kompletnie zdezorientowany, co nie było zbyt miłe.
- Mniejsza o to Draco, wszystkiego się dowiesz masz moje słowo, ale najpierw muszę spotkać się z szanownym dyrem nim on uraczy skromne progi Slitherinu – prychnął – jednak wcześniej przydałoby się kilka zaklęć, po których będę wyglądać jak by mnie zaatakowała jakaś paskudna choroba – mruknął.
- Da się zrobić – wyszczerzył się Draco celując w niego swoją różdżka i szepcząc pod nosem kilka nieskomplikowanych zaklęć, a już po chwili Potter wyglądał jak okaz nadający się tylko do izolatki.
- Dobra.. robota – mruknął pociągając nosem
- Nie ma, za co Potty, a teraz się pospiesz, oczywiście idę z tobą, ktoś musi ci towarzyszyć, w końcu jesteś tak chory, że ledwo możesz utrzymać się na nogach – zakpił blondyn, czym wywołał urywany śmiech Harrego.
- Niezła zagrywka Smoczku – zaśmiał się brunet
Oboje
chłopców opuściło pokój życzeń i skierowało się do gabinetu dyrektora
zastanawiając się, o co może chodzić staremu piernikowi.
***
Dyrektor zdecydowanie
zaczynał tracić cierpliwość. Minęło już dwie godziny ile ten cholerny chłopak
każe a siebie czekać. Wygląda na to, że najwyższa pora na odwiedzenie pokoi
ślizgonów. Gdy Dumbledore podniósł się z fotela usłyszał pukanie do drzwi. Na
jego twarzy pojawił się cień uśmiechu szaleńca. Czyżby Potter raczył przyjść.
Drzwi otwarły się i jego oczom ukazał się oczekiwany przybysz wraz z drugim
mniej oczekiwanym, a wręcz niespodziewanym gościem.
- Pan Potter i Pan
Draco, jak miło, że mnie odwiedziliście – na twarzy dyra pojawił się dobrotliwy
uśmiech na widok, którego Harrego, aż skręciło od środka
- Chciał mnie pan widzieć dyrektorze – odezwał się brunet cichym głosem.
- Tak, tak Harry, jednak tylko ciebie, więc pozwolisz, że pan Dracon opuści moje komnaty? – Harry tylko pokiwał głową i dał znak blondynowi, aby ten wyszedł. Malfoy posłuchał go jednak zrobił to z ociąganiem.
- Dobrze Harry – uśmiechnął się do niego Albus – przepraszam, że ściągam cię do siebie, gdy jesteś chory, ale to sprawa, która nie mogła dłużej czekać – westchnął dyrektor.
- Wierzę panie dyrektorze, że nie fatygowałby pan mojej osoby, gdyby rzeczywiście nie było to koniecznie – odpowiedział przymilnie Potter.
- Cieszę się mój chłopce, że to rozumiesz. Sprawa, o której chcę z tobą porozmawiać to sprawa Voldemorta – Harry spojrzał zdziwiony na profesora i po chwili zakaszlał imitując przeziębienie.
- Przecież Voldemort nie żyje prawda Dyrektorze? – Harry spojrzał na niego pytająco, a w jego dużych zielonych oczach mignął cień strachu – o tak chłopak zdecydowanie coraz lepiej umiał grać.
- Spokojnie Harry, nie musisz się bać nic ci nie grozi – zapewnił go dyrektor – Voldemort rzeczywiście nie żyje, tutaj chodzi o jego zwolenników. Zakon Feniksa zauważył dziwne poruszenie pośród dawnych popleczników Lorda, dlatego martwimy się, czy któryś z nich nie postanowił przejąć pałeczki po swoim panu – wyjaśnił.
- Rozumiem, jednak, co to ma wspólnego ze mną? – zdziwił się Potter.
- Chciałbym, abyś po szpiegował dla mnie w Slitherinie. Teraz, gdy tam mieszkasz masz idealny dostęp do tego, co robią ślizgoni, czy zgodzisz się mi pomóc Harry? – Dyrektor wpatrywał się w niego wyczekująco.
- Chciał mnie pan widzieć dyrektorze – odezwał się brunet cichym głosem.
- Tak, tak Harry, jednak tylko ciebie, więc pozwolisz, że pan Dracon opuści moje komnaty? – Harry tylko pokiwał głową i dał znak blondynowi, aby ten wyszedł. Malfoy posłuchał go jednak zrobił to z ociąganiem.
- Dobrze Harry – uśmiechnął się do niego Albus – przepraszam, że ściągam cię do siebie, gdy jesteś chory, ale to sprawa, która nie mogła dłużej czekać – westchnął dyrektor.
- Wierzę panie dyrektorze, że nie fatygowałby pan mojej osoby, gdyby rzeczywiście nie było to koniecznie – odpowiedział przymilnie Potter.
- Cieszę się mój chłopce, że to rozumiesz. Sprawa, o której chcę z tobą porozmawiać to sprawa Voldemorta – Harry spojrzał zdziwiony na profesora i po chwili zakaszlał imitując przeziębienie.
- Przecież Voldemort nie żyje prawda Dyrektorze? – Harry spojrzał na niego pytająco, a w jego dużych zielonych oczach mignął cień strachu – o tak chłopak zdecydowanie coraz lepiej umiał grać.
- Spokojnie Harry, nie musisz się bać nic ci nie grozi – zapewnił go dyrektor – Voldemort rzeczywiście nie żyje, tutaj chodzi o jego zwolenników. Zakon Feniksa zauważył dziwne poruszenie pośród dawnych popleczników Lorda, dlatego martwimy się, czy któryś z nich nie postanowił przejąć pałeczki po swoim panu – wyjaśnił.
- Rozumiem, jednak, co to ma wspólnego ze mną? – zdziwił się Potter.
- Chciałbym, abyś po szpiegował dla mnie w Slitherinie. Teraz, gdy tam mieszkasz masz idealny dostęp do tego, co robią ślizgoni, czy zgodzisz się mi pomóc Harry? – Dyrektor wpatrywał się w niego wyczekująco.
Harry zaśmiał się w
duchu z naiwności Dyrektora. Czy ten stary wariat naprawdę sądził, że on Harry
Potter mu pomoże? Oczywiście, że pomoże, jednak nie za darmo i nie tak jak by
tego oczekiwał dyrektor. Jeśli stary zgred chce mieć szpiega to go dostanie,
jednak to nie on będzie działał na warunkach Dumbledora, lecz Dumbledore będzie
grał tak jak Potter będzie tego chciał już on się o to postara.
- Oczywiście Panie
dyrektorze. Zawsze może pan na mnie liczyć. Nie chcemy przecież by komukolwiek
stała się krzywda. Świat ma już dość bolesnych wspomnień po jednym
czarnoksiężniku i nie potrzebuje kolejnego – Potter odegrał idealnie
zatroskanego bohatera, który martwi się przyszłością świata.
- Ach mój wspaniały, dzielny chłopcze, wiedziałem, że się zgodzisz. Wszak jesteś taki sam jak twoi rodzice, dzielny i odważny – dyrektor postanowi połechtać ego Pottera licząc, że jeszcze bardziej zaskarbi sobie chłopaka.
- Dziękuję z te miłe słowa dyrektorze – Harry zarumienił się na policzkach, co oddało jeszcze lepszy efekt zawstydzonego złotego chłopca.
- Ach mój wspaniały, dzielny chłopcze, wiedziałem, że się zgodzisz. Wszak jesteś taki sam jak twoi rodzice, dzielny i odważny – dyrektor postanowi połechtać ego Pottera licząc, że jeszcze bardziej zaskarbi sobie chłopaka.
- Dziękuję z te miłe słowa dyrektorze – Harry zarumienił się na policzkach, co oddało jeszcze lepszy efekt zawstydzonego złotego chłopca.
Dyrektor w duszy aż
piał z zachwytu. Wyglądało na to, że chłopak wciąż je mu z ręki i nic, ale to
nic się nie zmieniło i nawet ten cholerny artykuł nie wpłynął na opinię Harrego
o nim.
- A właśnie mój chłopcze, czy miałeś ostatnio w rękach Proroka? – spytał patrząc na jego reakcję. Harry spodziewał się tego, więc nie dał nic po sobie poznać.
- Nie panie dyrektorze. Nie czytam tego szmatławca, ponieważ Rita zamieszcza tam same kłamstwa, jednak zauważyłem dziwne poruszenie i spojrzenia w moja stronę, więc najwyraźniej znów wstawiła jakiś kompromitujący mnie artykuł – Harry udał, że nie ma pojęcia o ostatnim artykule, a nawet odegrał role wiecznie pokrzywdzonego przez Ritę biednego nastolatka.
- Rozumiem Harry, nawet mnie to cieszy i masz rację, Rita znów napisała coś o tobie i dobrze zrobiłeś nie czytając tego bowiem to kolejny stek bzdur, ale postaram się, by napisała sprostowanie – obiecał wspaniałomyślnie.
- Dziękuję Panie dyrektorze, pańska pomoc tak wiele dla mnie znaczy – zapewnił chłopak, co wywołało uśmiech na twarzy starca.
- Cieszę się Harry, że pokładasz we mnie tyle wiary, a teraz już jesteś wolny, leć i się połóż, bo widzę, że nie czujesz się najlepiej – pogonił go dyrektor.
- Dziękuję dyrektorze – Harry nawet wysilił się na uśmiech w stronę Dumbledora, po czym opuścił jego gabinet i udał się do swojej sypialni.
Gdy tylko Potter wyszedł Dumbledore udał się do tajnego pokoju, który znajdował się za regałem z księgami w jego gabinecie. Pokój ten był niewielkim pomieszczeniem, w którym znajdował się jedynie stolik z kryształową kulą, która na nim spoczywała. Kula ta zawierała przepowiednię, o której starzec pragnął zapomnieć. Jednak dzień, w którym posłał, bo ową wieszczkę, nie zapomni nigdy.
***
Do stojącego
mężczyzny podeszła niewysoka, acz starsza już kobieta drobnej postury ubrana
jak żebraczka.
- Nic dla pani nie mam – odparł czarnowłosy automatycznie nie chcą by ta zdążyła o cokolwiek prosić. Kobieta jednak obdarzyła młodzieńca uśmiechem.
- Nie musisz się martwić Albusie Dubledorze, ja nic od ciebie nie chcę, ale ty ode mnie owszem – odpowiedziała.
- Skąd wiesz, kim jestem i dlaczego sądzisz, że to ja cokolwiek mógłbym chcieć od ciebie – zdziwił się młodzieniec.
- Może, dlatego, że sam po mnie posłałeś bym przepowiedziała ci twoją przyszłość – zasugerowała delikatnie.
- Chcesz mi powiedzieć, że jesteś wieszczką, o której sprowadzenie prosiłem? – Zdziwił się.
- Zgadza się, a ja przybyłam spełnić twą prośbę i przepowiedzieć ci przyszłość. Jednak wcześniej chciałam uprzedzić, że mało, kto zgadza się na poznanie swego losu, bowiem wielu popada w szaleństwo, czy jesteś gotowy podjąć to ryzyko? – spojrzała na niego wzrokiem, od którego przebiegły Albusowi ciarki po plecach.
- Tak jestem pewien, że chcę wiedzieć, co mnie czeka – odparł hardo.
- A więc dobrze – mruknęła. –Pozwól teraz za mną, wątpię, bowiem byś chciał słyszeć o swojej przyszłości na ulicy – mruknęła, na co Dubledor tylko pokiwał głową i ruszył za nią.
- Nic dla pani nie mam – odparł czarnowłosy automatycznie nie chcą by ta zdążyła o cokolwiek prosić. Kobieta jednak obdarzyła młodzieńca uśmiechem.
- Nie musisz się martwić Albusie Dubledorze, ja nic od ciebie nie chcę, ale ty ode mnie owszem – odpowiedziała.
- Skąd wiesz, kim jestem i dlaczego sądzisz, że to ja cokolwiek mógłbym chcieć od ciebie – zdziwił się młodzieniec.
- Może, dlatego, że sam po mnie posłałeś bym przepowiedziała ci twoją przyszłość – zasugerowała delikatnie.
- Chcesz mi powiedzieć, że jesteś wieszczką, o której sprowadzenie prosiłem? – Zdziwił się.
- Zgadza się, a ja przybyłam spełnić twą prośbę i przepowiedzieć ci przyszłość. Jednak wcześniej chciałam uprzedzić, że mało, kto zgadza się na poznanie swego losu, bowiem wielu popada w szaleństwo, czy jesteś gotowy podjąć to ryzyko? – spojrzała na niego wzrokiem, od którego przebiegły Albusowi ciarki po plecach.
- Tak jestem pewien, że chcę wiedzieć, co mnie czeka – odparł hardo.
- A więc dobrze – mruknęła. –Pozwól teraz za mną, wątpię, bowiem byś chciał słyszeć o swojej przyszłości na ulicy – mruknęła, na co Dubledor tylko pokiwał głową i ruszył za nią.
Kobieta poprowadziła
go do niewielkiej chatki, która była kompletnie na uboczu i nie rzucała się w
oczy. Wieszczka otworzyła drzwi i zaprosiła swojego rozmówce gestem do środka.
Czarnowłosy mężczyzna wszedł do środka i rozglądnął się ukradkiem po
pomieszczeniu. Izdebka, w której się znaleźli nie była wielka. Na ścianach
wisiały dziwne i budzące lęk obrazy, z sufitu zwisała lampa w kształcie węża,
który wił się wokół żarówki cicho sycząc. Dywan był w bladozielonym kolorze, a
na nim stał niewielki stoli, zaś po jego obu stronach krzesła. Na środku na
miękkiej atłasowej poduszce spoczywała kryształowa kula.
- Usiądź – kobieta
wskazała krzesło naprzeciwko siebie, a gdy mężczyzna zajął miejsce ona również
to uczyniła. – Zatem powiedz mi, co najbardziej chcesz wiedzieć – spojrzała na
niego swoimi złotymi oczami.
- Jak już wspomniałem chcę znać swoją przyszłość – odpowiedział wpatrując się w jej oczy i mając wrażenie jak by był nimi hipnotyzowany.
- Jesteś tego pewien? To wielkie ryzyko, niewielu potrafi udźwignąć brzemię swojej przyszłości – ostrzegła.
- Ja je udźwignę, a gdy zajdzie taka potrzeba to nawet zmienię – mruknął.
- Więc niech tak będzie. Spójrz teraz w kulę, a ja ci powiem, co cię czeka.
- Jak już wspomniałem chcę znać swoją przyszłość – odpowiedział wpatrując się w jej oczy i mając wrażenie jak by był nimi hipnotyzowany.
- Jesteś tego pewien? To wielkie ryzyko, niewielu potrafi udźwignąć brzemię swojej przyszłości – ostrzegła.
- Ja je udźwignę, a gdy zajdzie taka potrzeba to nawet zmienię – mruknął.
- Więc niech tak będzie. Spójrz teraz w kulę, a ja ci powiem, co cię czeka.
Albus utkwił wzrok w
kuli. Wpatrywał się intensywnie w jej matową taflę. Sam nie widział nic w owej
kuli i nawet zaczął się zastanawiać czy aby ten pomysł słuchania przepowiedni
był dobry. Nigdy specjalnie w to nie wierzył. Nawet mimo tego, że sam był
czarodziejem i spotkał wiele dziwnych rzeczy oraz wiele dziwnych istot nadal
ciężko mu było uwierzyć, że ktoś może znać jego przyszłość. Jednak wciąż
wpatrywał się w kulę czekając z niecierpliwością na to, co powiem mu kobieta.
- Masz wątpliwości w
swoim sercu, nie jesteś pewien czy chcesz cokolwiek wiedzieć, a może nawet czy
wierzysz, że możesz się dowiedzieć – mruknęła, co spowodowało, że Dubledore drgnął. –Odpręż się Albusie… nie myśl już o niczym… masz tylko patrzeć – jej
głos był cichy, spokojny, prawie usypiający. Mężczyzna wpatrywał się w kulę już
znacznie spokojniejszy. Nie czuł już żadnego niepokoju, a po jego głowie nie
kołatało się milion myśli. Z tego dziwnego stanu odrętwienia wyrwał go lekko
zmieniony głos kobiety.
W tę noc gdy księżyc na niebie zapłonie
dziecko się narodzi w srebrzystej koronie
złote dziecię co będzie miało wielką siłę
by krętactwu i złu kres położyć w chwilę
dziecko się narodzi w srebrzystej koronie
złote dziecię co będzie miało wielką siłę
by krętactwu i złu kres położyć w chwilę
Dziecię z rodu złotego ma być twym przekleństwem
silniejszego od niego próżno szukać w świecie
Gdy dziedzic się narodzi dwa zwaśnione rody
przyjdzie czas najwyższy by w końcu pogodzić
dwóch najsilniejszych w ten czas razem stanie
by kres położyć przeklętej mamonie.
silniejszego od niego próżno szukać w świecie
Gdy dziedzic się narodzi dwa zwaśnione rody
przyjdzie czas najwyższy by w końcu pogodzić
dwóch najsilniejszych w ten czas razem stanie
by kres położyć przeklętej mamonie.
Albus słuchał tego z
niepokojem. Każde kolejne słowo było dla niego coraz bardziej oczywiste, o kogo
może chodzić. Jednak jak to możliwe? Nie.. to nie może się tak skończyć. On
Albus Persival Wulfryk Brian Dubledore nie dopuści, aby jego przyszłość tak
wygląda. Wieszczka ocknęła się ze swojego dziennego stanu i spojrzała na mężczyznę.
- Dowiedziałeś się
czegoś chciał przybyszu, a teraz zapłać coś winien i odejdź swoja drogą –
rzekła.
- Nigdzie się nie wybieram z pustymi rękami i sam mruknął, po czym obezwładnił kobietę i aportował się pozostawiając dom kompletnie pusty.
- Nigdzie się nie wybieram z pustymi rękami i sam mruknął, po czym obezwładnił kobietę i aportował się pozostawiając dom kompletnie pusty.
***
Starzec otrząsnął się
ze swoich wspomnień, które pojawiły się na widok leżącej kobiety. Dyrektor
podszedł do łózka, które nie było widoczne od razu, lecz dopiero, gdy pokój
miał pewność, że w środku znajduje się nie, kto inny jak Dubledore. Na posłaniu
spoczywała kobieta. Wyglądała na około czterdzieści może pięćdziesiąt lat. Czas
się dla niej zatrzymał w dniu, w którym odmówiła współpracy. Mężczyzna był
grzeczny, poprosił tylko raz, a ona odmówiła. W tedy podał jej eliksir
bezsennego snu, lecz specjalnie zmodyfikowany tak, aby osoba zapadła w sen i
obudziła się dopiero na wyraźne życzenie tego, kto owy eliksir podał. Pochylił
się i pogładził leżąco po policzku.
- Ach Esmerald,
gdybyś tylko się zgodziła nie musiałabyś teraz spać – westchnął odchodząc od
kobiety i podchodząc do kuli. – Widzisz Esm, ta kula jest bez ciebie kompletnie
bezużyteczna, a jednak jeszcze jej nie rozbiłem, wiesz, dlaczego? No tak.. Skąd
możesz wiedzieć. Och Esmi w tej kuli jest cząstka ciebie, jeśli ja rozbiję
zginiesz. Jednak nie martw się to i tak niebawem się stanie ukochana, bowiem
gdy się obudzisz i ponownie mi odmówisz nie pozostawisz mi wyjścia. I chodź
wierz mi najdroższa zabicie ciebie jest ostatnia rzeczą, której bym pragnął,
gdy będę zmuszony zrobię to – mruknął pochylając się i składając na ustach
leżącej krótki pocałunek, by następnie odwrócić się i opuścić pomieszczenie.
***
Harry cieszył się, że
to spotkanie nie trwało jednak zbyt długo gdyż zaklęcia Dracona właśnie
straciły resztki mocy i już zdecydowanie nie wyglądał jak osoba przechodząca
ciężką chorobę. W drodze do dormitorium Slitherinu chłopak zdał sobie sprawę,
że gdy rozmawiał ze starcem ten przez krótką chwilę nie spuszczał z niego
wzroku. Czyżby w tedy rzucał na niego jakieś niewerbalne zaklęcie? Musi spytać
Draco czy zna jakieś księgi gdzie można by się dowiedzieć czegokolwiek o
zaklęciach tworzących blizny. Chyba, że wykorzysta Hermionę i Rona, w końcu
mają mu udowodnić swoja wierność. Jednak nie był przekonany czy to właśnie w te
sposób chce te ich wierność testować…
Gdy tylko przekroczył próg pokoju wspólnego Slitherinu obok niego pojawił się Draco. Potter uśmiechnął się pod nosem, ale wskazał głową na swój pokój. Draco skinął lekko i podążył za brunetem. Gdy znaleźli się sami Harry dla bezpieczeństwa rzucił kilka zaklęć wyciszających.
- Potty czyżbyś chciał mi wyznać swoje gorące uczucia i boisz się, aby moje fanki nie rzuciły się na ciebie z rozpaczy? – Zakpił blondyn.
- Ależ nie smoczku, wręcz przeciwnie zamierzam tu i teraz posiąść twoje dziewictwo i po prostu chciałem ci podarować trochę dyskrecji no, ale jeśli chcesz, aby twoje fanki słyszały twoje jęki to nie ma sprawy – odgryzł się Potter.
- Och Harry jak tak możesz – udał zrozpaczenie Draco – Chciałem z tym poczekać do naszego ślubu.
- Draco, Draco, Draco musisz zrozumieć, że nie mogę dłużej czekać, gdy twój seksowy tyłek przechadza mi się tuż pod nosem – mruknął brunet z kpiarskim uśmiechem na ustach.
- No wiesz, co Harry, więc chcesz mi powiedzieć, że od samego początku chodzi ci tylko o mój tyłek? – Draco przyłożył sobie teatralnie dłoń do serca i usiadł udając, że jest mu słabo.
- Och już tak nie dramatyzuj smoczku, oczywiście, że nie chodzi mi tylko o twój tyłek, przód też jest pewnie interesujący – zaśmiał się Potter. Draco wywrócił oczami, ale też się roześmiał.
- Potter na prawdę powinieneś uważać na to, co do mnie mówisz, bo zacznę przypuszczać, że mnie podrywasz – prychnął blondyn.
- Może, może Draco, kto wie, co przyniesie przyszłość – odparł tajemniczo czym spowodował zdekoncentrowanie u Mafoya. Jednak nie trwało to długo. Blondyn szybko otrząsnął się z lekkiego szoku.
- No, no, czyżby święty Potty nie był jednak taki święty? – mruknął z nonszalanckim uśmiechem. Potter tylko wystawił mu dziecinnie język, na co obaj chłopcy zaczęli się śmiać. Po chwili jednak oboje uspokoili się, a na ich twarzach zblaknął cień ostatnich uśmiechów.
- Więc, o co chodzi Harry? Czego chciał od ciebie Dumbledor i czego dowiedziałeś się od wujostwa? – Spytał blondyn przypatrując się brunetowi. Chłopak zawahał się przez chwilę, jednak postanowił powiedzieć Draconowi prawdę, w końcu i tak będzie potrzebował jego pomocy. Jednak nie zamierzał mówić mu prawdy bez zabezpieczenia.
- Wyjaśni ci, czego się dowiedziałem, ale musisz złożyć mi przysięgę wieczystą, że nikomu nie powiesz, wybacz, ale wciąż w pełni ci nie ufam – mruknął brunet. Draco zacisnął zęby. Mógł się spodziewać, że ta miła pogawędka nie spowoduje, że złoty chłopiec zechce podzielić się z nim wszystkim bez mrugnięcia okiem.
- Ranisz moje uczucia Harry, nie muszę składać żadnych przysiąg, poza tym do złożenia przysięgi potrzebna jest osoba trzecia – zauważył trzeźwo.
- Wiem i dlatego chciałbym, żebyśmy poszli do Profesora Snape’a – powiedział twardo chłopak.
- Nie ma go – mruknął blondyn.
- Kiedy wróci? – chłopak nie dał po sobie poznać, że zdziwiła go ta informacja.
- Nie wiem, musisz podjąć decyzję, jednak nie musisz się obawiać, że komukolwiek coś powiem – zapewnił go blondyn.
- Wiesz, co fretko? To, że przed sekundą prawie z tobą flirtowałem nie znaczy, że powierzę ci własne sekrety, kto wie czy nie polecisz i nie zaczniesz dzielić się nimi z całą resztą domu Slitherina – prychnął chłopak nim ugryzł się w język.
Gdy tylko przekroczył próg pokoju wspólnego Slitherinu obok niego pojawił się Draco. Potter uśmiechnął się pod nosem, ale wskazał głową na swój pokój. Draco skinął lekko i podążył za brunetem. Gdy znaleźli się sami Harry dla bezpieczeństwa rzucił kilka zaklęć wyciszających.
- Potty czyżbyś chciał mi wyznać swoje gorące uczucia i boisz się, aby moje fanki nie rzuciły się na ciebie z rozpaczy? – Zakpił blondyn.
- Ależ nie smoczku, wręcz przeciwnie zamierzam tu i teraz posiąść twoje dziewictwo i po prostu chciałem ci podarować trochę dyskrecji no, ale jeśli chcesz, aby twoje fanki słyszały twoje jęki to nie ma sprawy – odgryzł się Potter.
- Och Harry jak tak możesz – udał zrozpaczenie Draco – Chciałem z tym poczekać do naszego ślubu.
- Draco, Draco, Draco musisz zrozumieć, że nie mogę dłużej czekać, gdy twój seksowy tyłek przechadza mi się tuż pod nosem – mruknął brunet z kpiarskim uśmiechem na ustach.
- No wiesz, co Harry, więc chcesz mi powiedzieć, że od samego początku chodzi ci tylko o mój tyłek? – Draco przyłożył sobie teatralnie dłoń do serca i usiadł udając, że jest mu słabo.
- Och już tak nie dramatyzuj smoczku, oczywiście, że nie chodzi mi tylko o twój tyłek, przód też jest pewnie interesujący – zaśmiał się Potter. Draco wywrócił oczami, ale też się roześmiał.
- Potter na prawdę powinieneś uważać na to, co do mnie mówisz, bo zacznę przypuszczać, że mnie podrywasz – prychnął blondyn.
- Może, może Draco, kto wie, co przyniesie przyszłość – odparł tajemniczo czym spowodował zdekoncentrowanie u Mafoya. Jednak nie trwało to długo. Blondyn szybko otrząsnął się z lekkiego szoku.
- No, no, czyżby święty Potty nie był jednak taki święty? – mruknął z nonszalanckim uśmiechem. Potter tylko wystawił mu dziecinnie język, na co obaj chłopcy zaczęli się śmiać. Po chwili jednak oboje uspokoili się, a na ich twarzach zblaknął cień ostatnich uśmiechów.
- Więc, o co chodzi Harry? Czego chciał od ciebie Dumbledor i czego dowiedziałeś się od wujostwa? – Spytał blondyn przypatrując się brunetowi. Chłopak zawahał się przez chwilę, jednak postanowił powiedzieć Draconowi prawdę, w końcu i tak będzie potrzebował jego pomocy. Jednak nie zamierzał mówić mu prawdy bez zabezpieczenia.
- Wyjaśni ci, czego się dowiedziałem, ale musisz złożyć mi przysięgę wieczystą, że nikomu nie powiesz, wybacz, ale wciąż w pełni ci nie ufam – mruknął brunet. Draco zacisnął zęby. Mógł się spodziewać, że ta miła pogawędka nie spowoduje, że złoty chłopiec zechce podzielić się z nim wszystkim bez mrugnięcia okiem.
- Ranisz moje uczucia Harry, nie muszę składać żadnych przysiąg, poza tym do złożenia przysięgi potrzebna jest osoba trzecia – zauważył trzeźwo.
- Wiem i dlatego chciałbym, żebyśmy poszli do Profesora Snape’a – powiedział twardo chłopak.
- Nie ma go – mruknął blondyn.
- Kiedy wróci? – chłopak nie dał po sobie poznać, że zdziwiła go ta informacja.
- Nie wiem, musisz podjąć decyzję, jednak nie musisz się obawiać, że komukolwiek coś powiem – zapewnił go blondyn.
- Wiesz, co fretko? To, że przed sekundą prawie z tobą flirtowałem nie znaczy, że powierzę ci własne sekrety, kto wie czy nie polecisz i nie zaczniesz dzielić się nimi z całą resztą domu Slitherina – prychnął chłopak nim ugryzł się w język.
Mina Dracona mówiła
sama za siebie. Tym razem przesadził. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bowiem
chłopak szybko opuścił jego dormitorium. Potter zaklął szpetnie pod nosem. No
pięknie ma, na co zasłużył. Przesadził. Jednak nie bardzo wiedział jak to teraz
rozegrać. Malfoy na pewno jest w tym momencie na niego obrażony, co nie ułatwia
mu wcale dalszej rozmowy. Westchnął i wyszedł z sypialni by udać się do pokoju,
w którym przebywała fretka. Zapukał do drzwi, a gdy nie usłyszał zgody
właściciela na wejście po prostu się wprosił do środka.
- Potter masz stąd
natychmiast wyjść – Draco był ewidentnie zły.
- Malfoy uspokój się i przestań wkurzać, nie przyszedłem toczyć wojny – mruknął cicho.
- Niby jak mam się nie denerwować? Najpierw prawie ze mną flirtujesz, a za chwilę żądasz ode mnie przysięgi wieczystej? Tak się nie robi Potty. Uraziłeś mnie – blondyn nie spuszczał z niego wzroku, z którego bił lekki smutek
- Malfoy uspokój się i przestań wkurzać, nie przyszedłem toczyć wojny – mruknął cicho.
- Niby jak mam się nie denerwować? Najpierw prawie ze mną flirtujesz, a za chwilę żądasz ode mnie przysięgi wieczystej? Tak się nie robi Potty. Uraziłeś mnie – blondyn nie spuszczał z niego wzroku, z którego bił lekki smutek
Harry zacisnął usta w
wąską linię. Zdawał sobie sprawę, że przesadził, jednak nie miał ochoty na
przepraszanie, w końcu nie zrobił nic złego. Malfoy obserwował go uważnie w
końcu stwierdził, że to na nic Potter nie przeprosi.
- Idź już sobie
Potter. Nie ma sensu, żebyś tutaj dłużej przebywał. Jak wróci profesor Snape
poinformuję cię o tym, o ile nadal będziesz chciał cokolwiek mi powiedzieć –
odezwał się cicho blondyn.
Harry nagle jakby oprzytomniał. Co on w ogóle wyczynia. Zachowuje się w tym momencie jak Voldi, który nikomu nie ufał. Odtrącił od siebie te przerażające myśli i spojrzał na Draco.
Harry nagle jakby oprzytomniał. Co on w ogóle wyczynia. Zachowuje się w tym momencie jak Voldi, który nikomu nie ufał. Odtrącił od siebie te przerażające myśli i spojrzał na Draco.
- Okey.. rozumiem –
westchnął. – Ja… Przepraszam Draco –
Harry opuścił głowę zażenowany – lepiej już pójdę – odwrócił się z zamiarem
opuszczenia komnaty blondyna, jednak nie zdążył zrobić nawet kroku gdy poczuł
jak na jego nadgarstku zaciska się dłoń Malfoya.
- Wiesz co Potty, czasami zastanawiam się jak można być, aż tak bardzo przewidywalnym – zaśmiał się cicho.
- Wiesz co Potty, czasami zastanawiam się jak można być, aż tak bardzo przewidywalnym – zaśmiał się cicho.
Harry nadął lekko
policzki i zamierzał rzucić jakąś ciętą ripostę jednak Draco śmiejąc się cicho zbliżył
swoją twarz do jego twarzy, co spowodowało, że na policzki bruneta wystąpiły
lekkie rumieńce. Harry poczuł się trochę dziwnie będąc zbyt blisko Dracona. Na
dodatek jego serce biło tak szybko jak by chciało wyskoczyć z jego piersi.
Draco uśmiechnął się na ten widok z satysfakcją. Podejrzewał, co nieco przy
zagrywkach Pottera, ale musiał przyznać, że ten chłopak potrafił jednak
zaskakiwać. Mimo, że tak bezwstydnie go kusił to, gdy tylko on Draco Malfoy
znalazł się zbyt blisko chłopak najwyraźniej tracił nad sobą kontrolę.
- Co… to robisz? –
Harry z trudem wyszeptał te słowa w stronę chłopaka.
- A nie widać? – Draco uśmiechnął się zawadiacko, co spowodowało, że pod Harrym ugięły się kolana.
- Draco.. Przestań… to nie jest… dobry pomysł – zaprotestował cicho brunet.
- Ciiii Harry – chłopak przyłożył mu palec do ust, przez co mógł poczuć jak wargi chłopaka drżą. Blondyn przełknął gulę, która pojawiła mu się w gardle i stawiając wszystko na jedną kartę pochylił się i złożył na ustach bruneta dłuższy pocałunek.
- A nie widać? – Draco uśmiechnął się zawadiacko, co spowodowało, że pod Harrym ugięły się kolana.
- Draco.. Przestań… to nie jest… dobry pomysł – zaprotestował cicho brunet.
- Ciiii Harry – chłopak przyłożył mu palec do ust, przez co mógł poczuć jak wargi chłopaka drżą. Blondyn przełknął gulę, która pojawiła mu się w gardle i stawiając wszystko na jedną kartę pochylił się i złożył na ustach bruneta dłuższy pocałunek.
Harry mógł tylko
wpatrywać się w niego z przerażeniem, gdy usta chłopaka zbliżały się do jego
własnych. Jednak, gdy tylko miękkie wargi Draco spoczęły na jego wargach Harry
przestał się opierać i poddał się przyjemności chwili delikatnie i trochę
niepewnie oddając ten pocałunek i przymykając oczy, aby móc się nim
rozkoszować. Draco był zadowolony z reakcji Pottera. Musiał przyznać przed
sobą, że bał się, iż chłopak go odtrąci. Chodź jak by pomyśleć to w każdej
chwili Harry, może to zrobić. Jeszcze nie tak dawno skakali sobie do gardeł, a
tu nagle się całują? Chodź blondynowi ten niesforny brunet podobał się już od
dawna i miał nadzieję, że Potter tego nie spieprzy. Po krótkiej chwili, która
dla nich obu trwała niczym wieczność Malfoy odsunął się od Harrego ale nie
puszczał chłopaka gdyż ten wyglądał jak by miał za chwilę zemdleć. Draco
przypatrywał się twarzy bruneta szukając na niej oznak obrzydzenia, lub
niechęci, lecz nic takiego na niej nie znalazł. Po chwili Harry otrząsnął się z
szoku i wyplątał z objęć blondyna.
- Żeby tak podstępnie
– mruknął, jednak jego twarz zdobił lekki uśmiech. – Iście Malfoyowskie
zagranie – prychnął.
- Ma się ten talent mój były gryfonku – odgryzł się szybko.
- Och tyko mi tu nie popadnij w samo zachwyt smoczku – zażartował brunet.
- O to nie musisz się martwić samo zachwytu mam w dostatku..
- No tak w końcu większego narcyza od ciebie jeszcze nie spotkałem – wpadł mu w słowo złoty chłopiec.
- Harry… - Draco nagle spoważniał – nie sądzisz, że musimy porozmawiać? – brunet tylko skinął głową czując, że czeka ich długa noc.
- Ma się ten talent mój były gryfonku – odgryzł się szybko.
- Och tyko mi tu nie popadnij w samo zachwyt smoczku – zażartował brunet.
- O to nie musisz się martwić samo zachwytu mam w dostatku..
- No tak w końcu większego narcyza od ciebie jeszcze nie spotkałem – wpadł mu w słowo złoty chłopiec.
- Harry… - Draco nagle spoważniał – nie sądzisz, że musimy porozmawiać? – brunet tylko skinął głową czując, że czeka ich długa noc.
no super jak ja się nie mogłam tego doczekać , rozdział jak zwykle świetny , czekam na ciąg dalszy tylko mam nadzieje że nie znowu za pół roku , dużo weny życzę
OdpowiedzUsuń