8 marca 2016

Rozdział XI - Wyjaśnienia

Hej robaczki ^^

Mały prezencik na dzień kobiet w postaci kolejnego rozdziału :)
Mam nadzieję, że się spodoba :)


_______________________________________________________________



Potter spojrzał na swojego Mistrza eliksirów z nieskrywaną pogardą.


- Czy ktokolwiek może mi powiedzieć o tu się wyprawia i gdzie ja do diabła jestem? I dlaczego jestem tutaj z tobą? - chłopak uniósł brwi patrząc z nienawiścią na swojego nauczyciela.
- Z łaski swojej Potter zamilcz to zaraz wszystkiego się dowiesz – odrzekł Snape napawając się faktem, że biedne złote lwiątko nie wie co się dzieje.


Jedno było pewne plan Chrisa budził w nim lekkie obawy. Dla niego pojawianie się jako Voldemort to samobójstwo. W końcu Potter nie jest dzieckiem bardziej niż szoku, którego spodziewał się jego mistrz Snape obawiał się ataku ze strony głupiego Pottera. Sądził, że lepiej gdyby Chris nie przywdziewał wyglądu swojego brata, a pozostał sobą, jednak ten uparł się, że tak właśnie będzie lepiej. Severus obawiał się, że Christian w swojej upartości nie posłucha jego rady. Mógł więc mieć tylko nadzieję, że chłopak nie rzuci od razu serią zaklęć. Cóż on swoją część zadania wykonał, a w dalszej części nie zamierzał uczestniczyć. Przeczuwał bowiem, że lada moment zrobi się tu niezwykle gorąco, a on chciałby jeszcze trochę pożyć.


- Rusz się Potter. Nie zamierzam stracić całego dnia na patrzenie na twoją zdezorientowaną twarz – warknął profesor.
- Nigdzie nie idę cholera wie co mnie tam czeka – odwarknął chłopak.
- Dobrze ci radzę, żebyś poszedł za mną po dobroci inaczej będę zmuszony użyć siły – ostrzegł go Snape.


Potter warknął cicho, ale ruszył za mężczyzną. Może i pokonał Voldemorta, ale po prawdzie nie do końca sam. Wątpił więc by w starciu z czarodziejem o wiele starszym od niego mógł wygrać. Jednak nie zamierzał pokazywać, że obawiałby się starcia ze Snapem. Severus zaprowadził Pottera do dużego pokoju, który okazał się być salonem i wskazał duży wygodnie wyglądający fotel w pobliżu kominka. Harry skorzystał z zaproszenia i rozsiadł się w owym fotelu uprzednio rejestrując fakt, że jego obicie jest w zgnito zielonym kolorze. Chłopak zaczął z wolna rozglądać się po pokoju zauważając co rusz, że nie tylko fotel ma barwy Slitherinu. Ściany pokoju również były w kolorze zieleni ze srebrnymi ornamentami, a nad kominkiem wisiał ogromny wąż i spoglądał na siedzących. Harremu przypadł do gustu wystrój pomieszczenia i z ciekawością oczekiwał spotkania z owym nieznajomym, który go zaprosił.


- Doskonale Potter. Ty tu sobie posiedź, a ja oznajmię mojemu przyjacielowi, że już się zjawiłeś. – poinformował go mężczyzna.
- Obawiam się, że nigdzie się nie wybieram – odparł sarkastycznie chłopak.
- Nie bądź impertynencki Potter, albo po powrocie pozbawię cię znacznej ilości punktów – ostrzegł nietoperz.
- Nie zrobi pan tego, bo tak samo jak mnie zależy panu na wygraniu pucharu domów – odparł spokojnie Harry.


Sev zaklął szpetnie pod nosem. Cholerny gnojek miał rację. Może jednak wróci tutaj razem z Chrisem i popatrzy sobie na reakcję Pottera? Tak.. to może być dobrą nagrodą a to, że musi z nim przebywać. Nie zaszczycając już Pottera odpowiedzią zniknął z komnaty, by udać się do gabinetu Chrisa. Mężczyzna zapukał do drzwi, po czym otworzył je i wślizgnął się do ciemnego pomieszczenia, w którym jedynym źródłem światła były świecie. Najwyraźniej Chris podobnie jak jego brat lubił półmrok.


- Witaj Severusie, przyprowadziłeś chłopaka? – postać siedząca w wysokim fotelu odwróciła się w stronę mężczyzny.
- Tak mój panie, czeka na ciebie w salonie – Snape skłonił się lekko.
- Doskonale, zatem zaprowadź mnie do niego. Sam zaś będziesz mógł, albo z nami zostać, albo zostawić nas samych – Chris dał mężczyźnie wybór.
- Jeśli pozwolisz chętnie zostanę – na ustach profesora pojawił się złośliwy uśmiech.
- Jeśli tego chcesz nie widzę przeciwwskazań – Chris uśmiechnął się pobłażliwie.

Mężczyzna wstał z fotela i wziął do ręki różdżkę. Nakierował ją na siebie i szybko mruknął kilka zaklęć, które całkowicie zmieniły jego wygląd zewnętrzny. Teraz przed Severusem stał nie kto inny jak sam Lord Voldemort.
- Zatem chodźmy – mruknęła postać kryjąc twarz w kapturze.
Snape skłonił się i poprowadził swojego pana przez wąski korytarz do ostatniej komnaty, gdzie na jednym z foteli blisko kominka siedział młody chłopak w okularach i z blizną na czole.
- Potter zechciej przywitać swojego gospodarza – mruknął Severus czym spowodował, że Harry oderwał wzrok od igrających w kominku płomieni, a skierował go na profesora i towarzyszącą mu postać. Mężczyzna, w kapturze uśmiechnął się pod nosem. Przedstawienie czas zacząć mruknął do siebie po czym spokojnym wolnym gestem zrzucił z głowy kaptur.
- Witaj Harry Potterze – zwrócił się do chłopaka.



***



Draco chodził poirytowany po swojej komnacie. Przeklęty złoty chłopiec nie raczył powiedzieć mu, że zarobił szlaban. Na dodatek ani jego, ani jego wuja nie ma w zamku. Coś się święciło, a on Draco nie wiedział co. Niech no tyko wrócą do Hogwartu już on im powie co o tym myśli.



***



Hermiona od pamiętnej kłótni nie odzywała się do Rona. Unikała też jego spojrzeń oraz starała się jak najrzadziej przebywać w jego obecności chyba, że było to konieczne bo odbywały się akurat zajęcia. Jednak jak tylko się kończyły dziewczyna znikała. Ron starał się od tamtego czasu za wszelką cenę pogodzić z dziewczyną, jednak ona nie chciała go słuchać. Wiedział, że może mieć pretensje tylko do siebie. Gdyby w tedy nie przesadził, gdyby nie poniosły go emocje.. Zaraz jest ktoś na kogo mógł spokojnie przerzucić swoją złość – Potter. Tak to przez niego pokłócił się z Hermioną i to przez niego inni gryfoni patrzą na niego jak na najgorsze zło świata.



***



- TO TY!! – wrzasnął Harry – TO NIE MOŻLIWE TY JESTEŚ MARTWY! TY NIE ŻYJESZ! 
- Uspokój się Harry Potterze – cicho odezwała się postać – nic ci tu nie grozi
- NIC MI NIE GROZI?! NIC?! I TO MÓWISZ TY?! – Potter nie wydawał się uspokajać.


Chris obserwował jego wybuch śmiejąc się w duchu dokładnie tego się spodziewał. Mógł teraz spokojnie zdjąć zaklęcie. Wyciągnął różdżkę i machnął nią nad sobą. Lord Voldemort zniknął, a na jego miejscu stał przystojny młody mężczyzna uśmiechając się z lekka ironicznie. Ta nagła zmiana wywołała kolejny szok u Pottera.


- Co.. co się.. dzieje? – tym razem krzyk przeszedł w cichy półszept. 
- Jeśli zechcesz mnie wysłuchać Harry to obiecuję, że wszystkiego się dowiesz – odpowiedział Chris.
- Kim.. kim ty jesteś? – spytał chłopaka.
- Ach no tak nie przedstawiłem się wybacz – uśmiechnął się drwiąco – jestem Christian Marvolo Ridle i jestem bratem Toma Marvolo Ridla – odpowiedział obserwując reakcję chłopaka.


Harry otworzył szeroko oczy, a jego usta lekko się rozchyliły. W tym, krótkim momencie przypominał jednego z tępych osiłków Malfoya. Jednak nic dziwnego, w końcu nie na co dzień zostaje się uraczonym informacją, że twój największy wróg ma brata. Chris napawał się szokiem jaki wywołał w młodym czarodzieju, za to Snape patrzył na wyraz twarzy chłopaka z politowaniem i to on odezwał się pierwszy.


- Panie Potter racz zamknąć usta i zmienić wyraz twarzy. Chcę wierzyć, że posiada pan chodź nikłe pokłady inteligencji – mruknął naczelny postrach Hogwartu.
Harry oprzytomniał na słowa Severusa i otrząsnął się z pierwszego szoku.
- Doskonale – mruknął Sev.
- Dziękuję Severusie – uśmiechnął się lekko Chris. – Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę pierwszą mistyfikację, którą cię uraczyłem – odezwał się tym razem do Harrego – jednak sądziłem, że tak będzie lepiej – mruknął mężćzyzna.


Harry wciąż jednak milczał. W jego głowie powstawało pytanie za pytaniem. Jakim cudem Voldemort ma brata? Czemu nikt mu nie powiedział, że go ma? Czy ktoś wie jeszcze, że on żyje? Chris i Sev obserwowali młodzieńca czekając tym razem na jego ruch.


- Czemu.. czemu ja nic nie wiedziałem? Czemu dyrektor nic nie powiedział o tym, że Tom miał brata? Czyżby sam też nie wiedział? – spytał skołowany zielonooki.
- Obawiam się, że dyrektor doskonale wie, że jestem bratem Toma oraz najpewniej wie, że żyję – odpowiedział Chris.
- Więc dlaczego nic mi nie powiedział? – spytał buntowniczo Potter.
- A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Chris.

Potter zamyślił się na chwilę. Porównywał szczątkowe informacje uzyskane od Chrisa z tym co dowiedział się od swojego wujostwa i zaczynał powoli w to wierzyć.
- Chcecie mi wszyscy wmówić, że dyrektor jest tym złym, a Voldemort to ten dobry? Czy was wszystkich popierdoliło?
- Język Panie Potter – ostrzegł go Snape jednak Chris tylko podniósł rękę.
- My w przeciwieństwie do niego nic ci nie chcemy wmówić – odparł białowłosy z lekkim uśmiechem. – Ja daję ci wybór. Możesz wysłuchać mojej historii, a potem zdecydować czy nadal ufasz dyrektorowi, czy jednak nie.


Chris był przekonany, że Potter przystanie na tę propozycję. Widział po nim, że dzieciak jest rozchwiany, że łaknie prawdy jak powietrza. Bardzo go to cieszyło. Nie wiedział jeszcze kto, ale najwyraźniej ktoś zachwiał w nim niepodważalność Dumbledore, a to działało na jego korzyść. Najwyższy czas by dać staremu piernikowi porządną lekcję życia.


- Zgoda, niech tak będzie – odpowiedział brunet. 
- Doskonała decyzja Harry, zatem usiądźmy wygodnie, a ja przejdę do historii. Ostrzegam tylko, że do krótkich ona nie należy więc będziesz musiał uzbroić się w cierpliwość – ostrzegł chłopaka.
- Spokojnie, potrafię być niebywale cierpliwy – odparł zielonooki.



***



Dumbledore od samego rana chodził niespokojny. Przeczuwał, że ma się dzisiaj wydarzyć coś co podziała na jego niekorzyść, jednak nie potrafił określić co. Miał ochotę wezwać do siebie Pottera, ale kazał mu przyjść nie dalej niż kilka dni temu, a nie chciał wzbudzać w chłopaku niepokoju. Przyzwyczaił go bowiem do niezbyt częstych wizyt u siebie. Miał nadzieję, że to dziwne przeczucie niepokoju jest tylko zwykłym przeczuciem i że nic złego się nie wydarzy.



***



- Wiesz Harry, tak sobie pomyślałem, że jest lepszy sposób byś wszystko zrozumiał – mruknął nagle Chris.
- Lepszy? – Potter uniósł lekko jedną brew. – Ostrzegam, jeśli zechcesz rzucić na mnie jakiekolwiek zaklęcie będę się bronić.
- Spokojnie nie mam takiego zamiaru. Pokażę ci kilka wspomnień. Chodź za mną.

Harry musiał przyznać, że to nie głupi pomysł. Zawsze może sprawdzić wiarygodność tych wspomnień, żeby mieć pewność, że ni przy nich nie mieszał. Mężczyzna poprowadził go korytarzem ku schodom prowadzącym na drugie piętro, a tam udali się ku prawemu skrzydłu rezydencji by stanąć przed ścianą. Chris wyciągnął różdżkę i stuknął nią wypowiadając jakieś zaklęcie. Przed nimi pojawiły się drzwi.


- Zapraszam do środka Harry – Chris zrobił zapraszający gest.
- Gdzie Profesor Snape? – spytał chłopak zauważając, że znienawidzonego belfera nie ma z nimi.
- Sądzę, że postanowił dać nam trochę prywatności i zapewne został w salonie, ale jeśli nie czujesz się pewnie mogę go zawołać – zapewnił Chris.
- To nie jest koniecznie – zaoponował szybko były gryfon.
- Zatem wejdź i poznaj prawdę

Harry wszedł do niedużego pomieszczenia, w którym znajdowała się misa ustawiona na wysokim podeście. Myślosiewnia. Znał ją, gdyż taką samą widział u Dumbledora. Stary piernik wyjaśnił mu co to jest, do czego służy i jak tego używać.
- Zatem Harry pozwól, że zabiorę cię na przechadzkę do przeszłości – mruknął nalewając pierwszą fiolkę, by potem nalewać kolejne.

Harry Przyłożył twarz do tafli wody i poczuł znajome szarpnięcie. Po chwili leciał w dół, aż wylądował w jakiś pomieszczeniu. Po chwili otrząsnął się i zauważył obok siebie Chrisa. Najwyraźniej postanowił mu towarzyszyć. Zielonooki wstał i rozejrzał się w okól siebie. Po chwili dostrzegł młodego na oko siedmio może ośmioletniego chłopca, który siedział w bibliotece czytając książkę gdy do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i zielonych oczach. Spojrzał surowo na dziecko.


- Christianie nie garb się – usłyszał chłodne polecenie natychmiast prostując plecy. – Doskonale gdzie twój brat Tom?
- Nie wiem ojcze, powinien być w Sali ćwiczeń – odpowiedział chłopiec.
- Czy nie wydaje ci się, że ktoś jeszcze powinien tam być? – surowe spojrzenie mężczyzny spowodowało, że po plecach chłopaka przeszły ciarki.
- Masz rację ojcze, już tam idę – odpowiedział szybko i czmychnął z biblioteki ku zadowoleniu swojego ojca.

Chłopiec pobiegł długim korytarzem, aż do jego końca gdzie ów korytarz rozgałęział się. Młody Chris skręcił w lewo i znów przebiegł całą długość. Tym razem nie  było kolejnego rozgałęzienia lecz drzwi, które chłopiec popchnął. Gdy się otwarły znaleźli się w ogromnej pustej Sali. No nie do końca pustej bo już ktoś w niej był.
- No nareszcie Chris – odezwał się inny dziecięcy głos.
- Mogłeś po mnie przyjść Tom – odburknął bratu
- No mogłem, ale mi się nie chciało – zaśmiał się brunet.
- Jesteś okropny Tom – białowłosy nadął zabawnie policzki


~


Wspomnienie skończyło się, a jego miejsce zajęło kolejne. Tym razem jego oczom ukazała się komnata, w której znajdowało się spore łoże, niewielkie biurko i kilka szaf. Najwyraźniej był to czyjś pokój. Po chwili Harry spostrzegł do kogo należał. Na łóżku siedział Chris, ale już nie miał siedmiu lat. Siedzący chłopak mógł mieć lat około piętnastu. Młodzieniec siedział czytając jakąś książkę. Gdy Harry przyjrzał jej się bliżej zauważył, że był to podręcznik eliksirów. Nagle drzwi komnaty otwarły się i do pokoju weszła kobieta. Była wysoka i szczupła. Jej włosy miały biały kolor, a oczy szmaragdowy kolor. Teraz przynajmniej wiedział do kogo podobny był Chris, a do kogo Tom.  Chłopak podniósł głowę i spojrzał na kobietę.


- Witaj matko – uśmiechnął się lekko.
- Witaj synu, widzę, że znów czytasz o eliksirach – uśmiechnęła się.
- Owszem, są bardzo ciekawe – odpowiedział.
- Skoro tak bardzo cię interesują może zostaniesz mistrzem eliksirów?
- Rozważam taką opcję. Gdy skończę naukę chcę startować na nauczyciela – poinformował ją.
- Bardzo mnie to cieszy mój synu. Obyś robił to co kochasz.


~


To wspomnienie również dobiegło końca i Harry został porwany do kolejnego. Tym razem Chris oraz Tom byli dorośli i Harremu ciężko było oszacować ile mogą mieć lat.

- Tom uspokój się – Chris starał się uspokoić wzburzonego brata. Wyglądało na to, że chwilę temu coś się stało.
- Jak mam się uspokoić? No jak? Oni nie żyją!!! Rozumiesz? – Tom krzyczał wściekle.
- Tak, rozumiem, ale krzyk nie wróci im życia. Poza tym to byli już starzy ludzie. Taka jest kolej rzeczy bracie – starał się uspokoić chłopaka.
- Nie wierzę, że umarli naturalnie, nie wierzę Chris to mi śmierdzi – odpowiedział.
- Obyś się mylił – powiedział smutno Chris.

~


Kolejna fiolka i kolejne wspomnienie.

-Nie!Nie!Nie! Ona nie mogła umrzeć! To nie możliwe! – Tom wypadł z domu jak burza. – Odnajdę go! Odnajdę i zamorduje! 
- Opanuj się nic mu nie udowodnisz, a tylko dasz satysfakcję gdy pozwolisz by cię zabił – Chris położył dłonie na ramionach brata starając się nad nim zapanować.
- Nie mów mi co mi wolno, a co nie! Wiesz tak samo jak ja kto to zrobił – odwarknął.
- Owszem, masz rację, ale nie rozumiem jego motywów, nasi rodzice nie zrobili nic złego – Chris zamyślił się.
- Zamierzam z nim walczyć – odezwał się nagle Tom znacznie spokojniejszym tonem.


~


Srebrzysta nić spływała do misy, by znów porwać Harrego w przeszłość.

- To szaleństwo – wysoka zakapturzona postać zdawała się z czymś nie zgadzać.
- Wiesz równie dobrze jak ja, że to jedyny sposób by się czegoś dowiedzieć – odezwała się skryta w cieniu postać.
- Nie chcę żebyście uczynili go strażnikiem tajemnicy to szaleństwo – zaoponowała postać.
- Może i masz rację Tom, ale to jedyny sposób by dowiedzieć się co ten szaleniec kombinuje.
- Nie podoba mi się to. Uważam, że to szaleństwo, ale nie mogę zmusić was do niczego. Mogę tylko prosić, żebyście byli ostrożni – odparł zrezygnowany mężczyzna.
- O to możesz być spokojny, będziemy bardzo ostrożni. Poza tym wiesz, że spodziewamy się dziecka i nie chcemy by przedwcześnie musiało zostać sierotą.
- Wiem – mruknął Tom. – Zatem powodzenia przyjaciele.

Z cienia wysunęły się dwie postacie. Kobieta o płomienno rudych włosach i zielonych oczach oraz mężczyzna w okularach i niesfornych czarnych włosach. Harry rozpoznał w nich swoich rodziców.


~


To wspomnienie miało być ostatnim. Jednak Harry nie rozumiał dlaczego to właśnie to wspomnienie napawa go niepokojem.

-Sev co się dzieje? – Tom spojrzał na nauczyciela przenikliwie.
- Mam złe wieści. Potterowie.. nie żyją – powiedział cicho.
- Niemożliwe.. – Tom usiadł na fotelu. – Kiedy?
- Wczoraj. Dumbledore zjawił się w dolinie Godryka i pozbawił życia Jamesa oraz Lili. Jednak oszczędził chłopca.
- Dlaczego? – zdziwił się Voldemort.
- Ponieważ Lili przed śmiercią poświęciła się dla chłopca ofiarując mu tarczę – odpowiedział Snape.
- Co z nim się stanie?
- Dumbledore zaniósł chłopca do siostry Lili. Jednak mam obawy czy czegoś nie kombinuje – mruknął Sev.
- Obserwuj go.
- Jak rozkażesz mój panie – Snape aportował się z cichym trzaskiem pozostawiając Toma samego. 

Ten zaś wstał i udał się do ostatniej komnaty na końcu rezydencji. Wszedł do pokoju, którego wcześniej nie było widać.

- Ach Tom, jak miło cię widzieć – Harry najpierw usłyszał głos dopiero potem zlokalizował właściciela.
-Witaj Chris – Tom obdarzył brata czymś na kształt uśmiechu.
- Coś się stało i nie próbuj kłamać widzę po twojej minie – ostrzegł chris.


Ciemnowłosy mężczyzna chcąc nie chcąc powiedział bratu najnowsze informacje. Chris po raz kolejny z rzędu próbował wyperswadować bratu, że pomysł iż on będzie tu siedział podczas gdy całą reszta nadstawia karku jest zgoła nierozsądny jednak Voldemort nie chciał o tym słyszeć. Zdecydowanie nie chciał by Christian był narażony na atak tego cholernego pomylonego starca. W zdecydowanych słowach powiedział bratu co o tym myśli po czym pożegnał się i wyszedł.


~


Harry siedział na podłodze próbując przyswoić nowe informacje i fakty. Wyglądało na to, że te wspomnienia są prawdziwe, a to by oznaczało, że Dursleyowie nie kłamali gdy z nimi rozmawiał. Świat stawał właśnie na głowie. Christian przyglądał się młodemu czarodziejowi uważnie jednak nie odzywał się. Czekał, aż ten odezwie się pierwszy. Po upływie około dziesięciu minut doczekał się tego.


- Przez tyle lat karmiony byłem kłamstwami… przez te wszystkie lata wierzyłem, że człowiek, którego zabiłem jest zły. Że to on jest winny śmierci moich rodziców i wielu innych ludzi…
- Nie zadręczaj się tym teraz Harry – Chris spojrzał na niego nieco łagodniej.
- Przestań.. Czemu Tom nigdy mi nie powiedział? Przecież mógł to zrobić – wypomniał chłopak.
- Nie wydaje mi się by miał ku temu sposobność. Nie zauważyłeś, że Dumbledore starał się zawsze mieć na ciebie oko? – zauważył białowłosy.
- Niby jak? Wzywał mnie do siebie raptem z trzy albo cztery razy do roku – odparł chłopak.
- A czy nie miałeś przypadkiem „przyjaciół” którzy nie odstępowali cię na krok? – spytał mężczyzna.

Żyłka na czole chłopaka drgnęła. Czyżby Ron i Hermiona działali pod dyktando tego starego zgreda? Jeśli rzeczywiście tak było nigdy im tego nie wybaczy.
- Proponuje wracać do salonu. Sądzę, że Snape będzie chciał już wracać do szkoły. W końcu Twój szlaban nie powinien trwać w nieskończoność – przypomniał zielonookiemu.
- Ach racja szlaban – mruknął chłopak – całkowicie o nim zapomniałem – przyznał spokojnie.
- Nie wątpię. Przy takich atrakcjach – mruknął Chris co spowodowało, że kąciki ust Harrego drgnęły w lekkim uśmiechu.


Mężczyzna ruszył korytarzem, a za nim niczym cień podążył czarnowłosy młodzieniec. Oboje udali się na powrót do salonu gdzie oczekiwał na nich nauczyciel. Snape nawet nie drgnął gdy weszli do komnaty. Jedyne co zrobił to utkwił w nich świdrujące spojrzenie.


- Zatem Harry czy już coś zdecydowałeś? – spytał białowłosy.
- Na razie nie, jednak wiedz, że nie ufam Dumbledorowi. Nie znaczy to jednak, że od razu polecę za tobą – ostrzegł mężczyznę.
- To oczywiste. Zatem wracajcie teraz do szkoły, wkrótce znów się spotkamy Harry Potterze – Chris uśmiechnął się tajemniczo.
- Zatem do zobaczenia – mruknął Potter.

Severus wstał z fotela i spojrzał na obu rozmawiających. Po chwili wziął pióro i podał je Potterowi.
- Do zobaczenia mistrzu – uśmiechnął się chłodno.
- Do zobaczenia Severusie


Harry dotknął pióra i od razu poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka, a już po chwili znaleźli się w gabinecie Snapea. Harry wciąż lekko oszołomiony ilością informacji nie ustał stabilnie po teleportacji i wylądował na ziemi. Chwilę trwało nim świat wokół niego przestał wirować.


- Potter, jeśli zamierzasz rzygać to z łaski swojej poza obrębem moich komnat albo każę ci to zjeść – ostrzegł go Snape.
- Nie będzie to koniecznie panie profesorze. Już mi znacznie lepiej – odpowiedział chłopak.
- Skoro tak to zmiataj z moich komnat, ale to już – warknął nietoperz. 
- Oczywiście. Dobranoc Profesorze Snape.



Harry opuścił komnaty mistrza eliksirów i udał się do dormitorium slitherinu. Cały czas myślał nad tym co pokazał mu Chris. Wyglądało na to, że od samego początku był oszukiwany przez człowieka, któremu zaufał. Jak mógł być tak naiwny.. tak głupi. Na dodatek najprawdopodobniej Hermiona i Ron byli na każde zawołanie starca co jeszcze bardziej irytowało bruneta. Miał wielką ochotę pójść do komnat Albusa i zapytać go o to wszystko. Brunet wziął kilka głębszych oddechów i skierował się do dormitorium. Gdy znalazł się przed wejściem wymruczał hasło i wszedł do środka. W pokoju wspólnym siedziało kilka osób, które na jego widok zamilkły. Potter prychnął pod nosem i udał się do swojej komnaty. Nareszcie będzie miał trochę ciszy i spokoju co pozwala na spokojne przemyślenie tego co się dzisiaj dowiedział jak i tego co dane mu się było dowiedzieć wcześniej od jego wujostwa.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawy rozdział... <3 Dopiero co znalazłam twojego bloga. Naprawdę miło się czyta. Mam nadzieję że nowy rozdział dodasz jak najszybciej.
    Pozdrawia i życzy duuuużo weny
    Pierożek

    OdpowiedzUsuń

Zaczarowani