Hej robaczki ^^
Mały prezencik na dzień kobiet w postaci kolejnego rozdziału :)
Mam nadzieję, że się spodoba :)
_______________________________________________________________
Potter spojrzał
na swojego Mistrza eliksirów z nieskrywaną pogardą.
- Czy ktokolwiek
może mi powiedzieć o tu się wyprawia i gdzie ja do diabła jestem? I dlaczego
jestem tutaj z tobą? - chłopak uniósł brwi patrząc z nienawiścią na swojego
nauczyciela.
- Z łaski swojej Potter zamilcz to zaraz wszystkiego się dowiesz – odrzekł
Snape napawając się faktem, że biedne złote lwiątko nie wie co się dzieje.
Jedno było pewne
plan Chrisa budził w nim lekkie obawy. Dla niego pojawianie się jako Voldemort
to samobójstwo. W końcu Potter nie jest dzieckiem bardziej niż szoku, którego
spodziewał się jego mistrz Snape obawiał się ataku ze strony głupiego Pottera.
Sądził, że lepiej gdyby Chris nie przywdziewał wyglądu swojego brata, a
pozostał sobą, jednak ten uparł się, że tak właśnie będzie lepiej. Severus
obawiał się, że Christian w swojej upartości nie posłucha jego rady. Mógł więc
mieć tylko nadzieję, że chłopak nie rzuci od razu serią zaklęć. Cóż on swoją
część zadania wykonał, a w dalszej części nie zamierzał uczestniczyć.
Przeczuwał bowiem, że lada moment zrobi się tu niezwykle gorąco, a on chciałby
jeszcze trochę pożyć.
- Rusz się
Potter. Nie zamierzam stracić całego dnia na patrzenie na twoją zdezorientowaną
twarz – warknął profesor.
- Nigdzie nie idę cholera wie co mnie tam czeka – odwarknął chłopak.
- Dobrze ci radzę, żebyś poszedł za mną po dobroci inaczej będę zmuszony użyć
siły – ostrzegł go Snape.
Potter warknął cicho,
ale ruszył za mężczyzną. Może i pokonał Voldemorta, ale po prawdzie nie do
końca sam. Wątpił więc by w starciu z czarodziejem o wiele starszym od niego
mógł wygrać. Jednak nie zamierzał pokazywać, że obawiałby się starcia ze
Snapem. Severus zaprowadził Pottera do dużego pokoju, który okazał się być
salonem i wskazał duży wygodnie wyglądający fotel w pobliżu kominka. Harry
skorzystał z zaproszenia i rozsiadł się w owym fotelu uprzednio rejestrując
fakt, że jego obicie jest w zgnito zielonym kolorze. Chłopak zaczął z wolna
rozglądać się po pokoju zauważając co rusz, że nie tylko fotel ma barwy
Slitherinu. Ściany pokoju również były w kolorze zieleni ze srebrnymi
ornamentami, a nad kominkiem wisiał ogromny wąż i spoglądał na siedzących.
Harremu przypadł do gustu wystrój pomieszczenia i z ciekawością oczekiwał
spotkania z owym nieznajomym, który go zaprosił.
- Doskonale
Potter. Ty tu sobie posiedź, a ja oznajmię mojemu przyjacielowi, że już się
zjawiłeś. – poinformował go mężczyzna.
- Obawiam się, że nigdzie się nie wybieram – odparł sarkastycznie chłopak.
- Nie bądź impertynencki Potter, albo po powrocie pozbawię cię znacznej ilości
punktów – ostrzegł nietoperz.
- Nie zrobi pan tego, bo tak samo jak mnie zależy panu na wygraniu pucharu
domów – odparł spokojnie Harry.
Sev zaklął
szpetnie pod nosem. Cholerny gnojek miał rację. Może jednak wróci tutaj razem z
Chrisem i popatrzy sobie na reakcję Pottera? Tak.. to może być dobrą nagrodą a
to, że musi z nim przebywać. Nie zaszczycając już Pottera odpowiedzią zniknął z
komnaty, by udać się do gabinetu Chrisa. Mężczyzna zapukał do drzwi, po czym
otworzył je i wślizgnął się do ciemnego pomieszczenia, w którym jedynym źródłem
światła były świecie. Najwyraźniej Chris podobnie jak jego brat lubił półmrok.
- Witaj Severusie,
przyprowadziłeś chłopaka? – postać siedząca w wysokim fotelu odwróciła się w
stronę mężczyzny.
- Tak mój panie, czeka na ciebie w salonie – Snape skłonił się lekko.
- Doskonale, zatem zaprowadź mnie do niego. Sam zaś będziesz mógł, albo z nami
zostać, albo zostawić nas samych – Chris dał mężczyźnie wybór.
- Jeśli pozwolisz chętnie zostanę – na ustach profesora pojawił się złośliwy
uśmiech.
- Jeśli tego chcesz nie widzę przeciwwskazań – Chris uśmiechnął się pobłażliwie.
Mężczyzna wstał
z fotela i wziął do ręki różdżkę. Nakierował ją na siebie i szybko mruknął
kilka zaklęć, które całkowicie zmieniły jego wygląd zewnętrzny. Teraz przed
Severusem stał nie kto inny jak sam Lord Voldemort.
- Zatem chodźmy
– mruknęła postać kryjąc twarz w kapturze.
Snape skłonił
się i poprowadził swojego pana przez wąski korytarz do ostatniej komnaty, gdzie
na jednym z foteli blisko kominka siedział młody chłopak w okularach i z blizną
na czole.
- Potter
zechciej przywitać swojego gospodarza – mruknął Severus czym spowodował, że
Harry oderwał wzrok od igrających w kominku płomieni, a skierował go na
profesora i towarzyszącą mu postać. Mężczyzna, w kapturze uśmiechnął się pod
nosem. Przedstawienie czas zacząć mruknął do siebie po czym spokojnym wolnym
gestem zrzucił z głowy kaptur.
- Witaj Harry
Potterze – zwrócił się do chłopaka.
***
Draco chodził
poirytowany po swojej komnacie. Przeklęty złoty chłopiec nie raczył powiedzieć
mu, że zarobił szlaban. Na dodatek ani jego, ani jego wuja nie ma w zamku. Coś
się święciło, a on Draco nie wiedział co. Niech no tyko wrócą do Hogwartu już
on im powie co o tym myśli.
***
Hermiona od
pamiętnej kłótni nie odzywała się do Rona. Unikała też jego spojrzeń oraz
starała się jak najrzadziej przebywać w jego obecności chyba, że było to
konieczne bo odbywały się akurat zajęcia. Jednak jak tylko się kończyły
dziewczyna znikała. Ron starał się od tamtego czasu za wszelką cenę pogodzić z
dziewczyną, jednak ona nie chciała go słuchać. Wiedział, że może mieć pretensje
tylko do siebie. Gdyby w tedy nie przesadził, gdyby nie poniosły go emocje..
Zaraz jest ktoś na kogo mógł spokojnie przerzucić swoją złość – Potter. Tak to
przez niego pokłócił się z Hermioną i to przez niego inni gryfoni patrzą na
niego jak na najgorsze zło świata.
***
- TO TY!! –
wrzasnął Harry – TO NIE MOŻLIWE TY JESTEŚ MARTWY! TY NIE ŻYJESZ!
- Uspokój się Harry Potterze – cicho odezwała się postać – nic ci tu nie grozi
- NIC MI NIE GROZI?! NIC?! I TO MÓWISZ TY?! – Potter nie wydawał się uspokajać.
Chris obserwował
jego wybuch śmiejąc się w duchu dokładnie tego się spodziewał. Mógł teraz
spokojnie zdjąć zaklęcie. Wyciągnął różdżkę i machnął nią nad sobą. Lord
Voldemort zniknął, a na jego miejscu stał przystojny młody mężczyzna
uśmiechając się z lekka ironicznie. Ta nagła zmiana wywołała kolejny szok u
Pottera.
- Co.. co się..
dzieje? – tym razem krzyk przeszedł w cichy półszept.
- Jeśli zechcesz mnie wysłuchać Harry to obiecuję, że wszystkiego się dowiesz –
odpowiedział Chris.
- Kim.. kim ty jesteś? – spytał chłopaka.
- Ach no tak nie przedstawiłem się wybacz – uśmiechnął się drwiąco – jestem
Christian Marvolo Ridle i jestem bratem Toma Marvolo Ridla – odpowiedział
obserwując reakcję chłopaka.
Harry otworzył
szeroko oczy, a jego usta lekko się rozchyliły. W tym, krótkim momencie
przypominał jednego z tępych osiłków Malfoya. Jednak nic dziwnego, w końcu nie
na co dzień zostaje się uraczonym informacją, że twój największy wróg ma brata.
Chris napawał się szokiem jaki wywołał w młodym czarodzieju, za to Snape
patrzył na wyraz twarzy chłopaka z politowaniem i to on odezwał się pierwszy.
- Panie Potter
racz zamknąć usta i zmienić wyraz twarzy. Chcę wierzyć, że posiada pan chodź
nikłe pokłady inteligencji – mruknął naczelny postrach Hogwartu.
Harry
oprzytomniał na słowa Severusa i otrząsnął się z pierwszego szoku.
- Doskonale –
mruknął Sev.
- Dziękuję Severusie – uśmiechnął się lekko Chris. – Mam nadzieję, że wybaczysz
mi tę pierwszą mistyfikację, którą cię uraczyłem – odezwał się tym razem do
Harrego – jednak sądziłem, że tak będzie lepiej – mruknął mężćzyzna.
Harry wciąż
jednak milczał. W jego głowie powstawało pytanie za pytaniem. Jakim cudem
Voldemort ma brata? Czemu nikt mu nie powiedział, że go ma? Czy ktoś wie
jeszcze, że on żyje? Chris i Sev obserwowali młodzieńca czekając tym razem na
jego ruch.
- Czemu.. czemu
ja nic nie wiedziałem? Czemu dyrektor nic nie powiedział o tym, że Tom miał
brata? Czyżby sam też nie wiedział? – spytał skołowany zielonooki.
- Obawiam się, że dyrektor doskonale wie, że jestem bratem Toma oraz najpewniej
wie, że żyję – odpowiedział Chris.
- Więc dlaczego nic mi nie powiedział? – spytał buntowniczo Potter.
- A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Chris.
Potter zamyślił
się na chwilę. Porównywał szczątkowe informacje uzyskane od Chrisa z tym co
dowiedział się od swojego wujostwa i zaczynał powoli w to wierzyć.
- Chcecie mi
wszyscy wmówić, że dyrektor jest tym złym, a Voldemort to ten dobry? Czy was
wszystkich popierdoliło?
- Język Panie Potter – ostrzegł go Snape jednak Chris tylko podniósł rękę.
- My w przeciwieństwie do niego nic ci nie chcemy wmówić – odparł białowłosy z
lekkim uśmiechem. – Ja daję ci wybór. Możesz wysłuchać mojej historii, a potem
zdecydować czy nadal ufasz dyrektorowi, czy jednak nie.
Chris był
przekonany, że Potter przystanie na tę propozycję. Widział po nim, że dzieciak
jest rozchwiany, że łaknie prawdy jak powietrza. Bardzo go to cieszyło. Nie
wiedział jeszcze kto, ale najwyraźniej ktoś zachwiał w nim niepodważalność
Dumbledore, a to działało na jego korzyść. Najwyższy czas by dać staremu
piernikowi porządną lekcję życia.
- Zgoda, niech
tak będzie – odpowiedział brunet.
- Doskonała decyzja Harry, zatem usiądźmy wygodnie, a ja przejdę do historii.
Ostrzegam tylko, że do krótkich ona nie należy więc będziesz musiał uzbroić się
w cierpliwość – ostrzegł chłopaka.
- Spokojnie, potrafię być niebywale cierpliwy – odparł zielonooki.
***
Dumbledore od
samego rana chodził niespokojny. Przeczuwał, że ma się dzisiaj wydarzyć coś co
podziała na jego niekorzyść, jednak nie potrafił określić co. Miał ochotę
wezwać do siebie Pottera, ale kazał mu przyjść nie dalej niż kilka dni temu, a
nie chciał wzbudzać w chłopaku niepokoju. Przyzwyczaił go bowiem do niezbyt
częstych wizyt u siebie. Miał nadzieję, że to dziwne przeczucie niepokoju jest
tylko zwykłym przeczuciem i że nic złego się nie wydarzy.
***
- Wiesz Harry,
tak sobie pomyślałem, że jest lepszy sposób byś wszystko zrozumiał – mruknął
nagle Chris.
- Lepszy? – Potter uniósł lekko jedną brew. – Ostrzegam, jeśli zechcesz rzucić
na mnie jakiekolwiek zaklęcie będę się bronić.
- Spokojnie nie mam takiego zamiaru. Pokażę ci kilka wspomnień. Chodź za mną.
Harry musiał przyznać, że to nie głupi pomysł. Zawsze może sprawdzić
wiarygodność tych wspomnień, żeby mieć pewność, że ni przy nich nie mieszał.
Mężczyzna poprowadził go korytarzem ku schodom prowadzącym na drugie piętro, a
tam udali się ku prawemu skrzydłu rezydencji by stanąć przed ścianą. Chris
wyciągnął różdżkę i stuknął nią wypowiadając jakieś zaklęcie. Przed nimi
pojawiły się drzwi.
- Zapraszam do
środka Harry – Chris zrobił zapraszający gest.
- Gdzie Profesor Snape? – spytał chłopak zauważając, że znienawidzonego belfera
nie ma z nimi.
- Sądzę, że postanowił dać nam trochę prywatności i zapewne został w salonie,
ale jeśli nie czujesz się pewnie mogę go zawołać – zapewnił Chris.
- To nie jest koniecznie – zaoponował szybko były gryfon.
- Zatem wejdź i poznaj prawdę
Harry wszedł do
niedużego pomieszczenia, w którym znajdowała się misa ustawiona na wysokim
podeście. Myślosiewnia. Znał ją, gdyż taką samą widział u Dumbledora. Stary
piernik wyjaśnił mu co to jest, do czego służy i jak tego używać.
- Zatem Harry
pozwól, że zabiorę cię na przechadzkę do przeszłości – mruknął nalewając
pierwszą fiolkę, by potem nalewać kolejne.
Harry Przyłożył twarz
do tafli wody i poczuł znajome szarpnięcie. Po chwili leciał w dół, aż
wylądował w jakiś pomieszczeniu. Po chwili otrząsnął się i zauważył obok siebie
Chrisa. Najwyraźniej postanowił mu towarzyszyć. Zielonooki wstał i rozejrzał
się w okól siebie. Po chwili dostrzegł młodego na oko siedmio może
ośmioletniego chłopca, który siedział w bibliotece czytając książkę gdy do
pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i zielonych oczach.
Spojrzał surowo na dziecko.
- Christianie nie garb
się – usłyszał chłodne polecenie natychmiast prostując plecy. – Doskonale gdzie
twój brat Tom?
- Nie wiem ojcze, powinien być w Sali ćwiczeń – odpowiedział chłopiec.
- Czy nie wydaje ci się, że ktoś jeszcze powinien tam być? – surowe spojrzenie
mężczyzny spowodowało, że po plecach chłopaka przeszły ciarki.
- Masz rację ojcze, już tam idę – odpowiedział szybko i czmychnął z biblioteki
ku zadowoleniu swojego ojca.
Chłopiec pobiegł długim
korytarzem, aż do jego końca gdzie ów korytarz rozgałęział się. Młody Chris
skręcił w lewo i znów przebiegł całą długość. Tym razem nie było kolejnego rozgałęzienia lecz drzwi,
które chłopiec popchnął. Gdy się otwarły znaleźli się w ogromnej pustej Sali.
No nie do końca pustej bo już ktoś w niej był.
- No nareszcie Chris –
odezwał się inny dziecięcy głos.
- Mogłeś po mnie przyjść Tom – odburknął bratu
- No mogłem, ale mi się nie chciało – zaśmiał się brunet.
- Jesteś okropny Tom – białowłosy nadął zabawnie policzki
~
Wspomnienie skończyło
się, a jego miejsce zajęło kolejne. Tym razem jego oczom ukazała się komnata, w
której znajdowało się spore łoże, niewielkie biurko i kilka szaf. Najwyraźniej
był to czyjś pokój. Po chwili Harry spostrzegł do kogo należał. Na łóżku
siedział Chris, ale już nie miał siedmiu lat. Siedzący chłopak mógł mieć lat
około piętnastu. Młodzieniec siedział czytając jakąś książkę. Gdy Harry
przyjrzał jej się bliżej zauważył, że był to podręcznik eliksirów. Nagle drzwi
komnaty otwarły się i do pokoju weszła kobieta. Była wysoka i szczupła. Jej
włosy miały biały kolor, a oczy szmaragdowy kolor. Teraz przynajmniej wiedział
do kogo podobny był Chris, a do kogo Tom.
Chłopak podniósł głowę i spojrzał na kobietę.
- Witaj matko –
uśmiechnął się lekko.
- Witaj synu, widzę, że znów czytasz o eliksirach – uśmiechnęła się.
- Owszem, są bardzo ciekawe – odpowiedział.
- Skoro tak bardzo cię interesują może zostaniesz mistrzem eliksirów?
- Rozważam taką opcję. Gdy skończę naukę chcę startować na nauczyciela –
poinformował ją.
- Bardzo mnie to cieszy mój synu. Obyś robił to co kochasz.
~
To wspomnienie również
dobiegło końca i Harry został porwany do kolejnego. Tym razem Chris oraz Tom
byli dorośli i Harremu ciężko było oszacować ile mogą mieć lat.
- Tom uspokój się – Chris starał się uspokoić wzburzonego brata. Wyglądało na
to, że chwilę temu coś się stało.
- Jak mam się uspokoić? No jak? Oni nie żyją!!! Rozumiesz? – Tom krzyczał
wściekle.
- Tak, rozumiem, ale krzyk nie wróci im życia. Poza tym to byli już starzy
ludzie. Taka jest kolej rzeczy bracie – starał się uspokoić chłopaka.
- Nie wierzę, że umarli naturalnie, nie wierzę Chris to mi śmierdzi –
odpowiedział.
- Obyś się mylił – powiedział smutno Chris.
~
Kolejna fiolka i
kolejne wspomnienie.
-Nie!Nie!Nie! Ona nie mogła umrzeć! To nie możliwe! – Tom wypadł z domu jak
burza. – Odnajdę go! Odnajdę i zamorduje!
- Opanuj się nic mu nie udowodnisz, a tylko dasz satysfakcję gdy pozwolisz by
cię zabił – Chris położył dłonie na ramionach brata starając się nad nim
zapanować.
- Nie mów mi co mi wolno, a co nie! Wiesz tak samo jak ja kto to zrobił –
odwarknął.
- Owszem, masz rację, ale nie rozumiem jego motywów, nasi rodzice nie zrobili
nic złego – Chris zamyślił się.
- Zamierzam z nim walczyć – odezwał się nagle Tom znacznie spokojniejszym
tonem.
~
Srebrzysta nić spływała
do misy, by znów porwać Harrego w przeszłość.
- To szaleństwo – wysoka zakapturzona postać zdawała się z czymś nie zgadzać.
- Wiesz równie dobrze jak ja, że to jedyny sposób by się czegoś dowiedzieć –
odezwała się skryta w cieniu postać.
- Nie chcę żebyście uczynili go strażnikiem tajemnicy to szaleństwo –
zaoponowała postać.
- Może i masz rację Tom, ale to jedyny sposób by dowiedzieć się co ten
szaleniec kombinuje.
- Nie podoba mi się to. Uważam, że to szaleństwo, ale nie mogę zmusić was do
niczego. Mogę tylko prosić, żebyście byli ostrożni – odparł zrezygnowany
mężczyzna.
- O to możesz być spokojny, będziemy bardzo ostrożni. Poza tym wiesz, że
spodziewamy się dziecka i nie chcemy by przedwcześnie musiało zostać sierotą.
- Wiem – mruknął Tom. – Zatem powodzenia przyjaciele.
Z cienia wysunęły się
dwie postacie. Kobieta o płomienno rudych włosach i zielonych oczach oraz
mężczyzna w okularach i niesfornych czarnych włosach. Harry rozpoznał w nich
swoich rodziców.
~
To wspomnienie miało
być ostatnim. Jednak Harry nie rozumiał dlaczego to właśnie to wspomnienie
napawa go niepokojem.
-Sev co się dzieje? – Tom spojrzał na nauczyciela przenikliwie.
- Mam złe wieści. Potterowie.. nie żyją – powiedział cicho.
- Niemożliwe.. – Tom usiadł na fotelu. – Kiedy?
- Wczoraj. Dumbledore zjawił się w dolinie Godryka i pozbawił życia Jamesa oraz
Lili. Jednak oszczędził chłopca.
- Dlaczego? – zdziwił się Voldemort.
- Ponieważ Lili przed śmiercią poświęciła się dla chłopca ofiarując mu tarczę –
odpowiedział Snape.
- Co z nim się stanie?
- Dumbledore zaniósł chłopca do siostry Lili. Jednak mam obawy czy czegoś nie
kombinuje – mruknął Sev.
- Obserwuj go.
- Jak rozkażesz mój panie – Snape aportował się z cichym trzaskiem
pozostawiając Toma samego.
Ten zaś wstał i udał się do ostatniej komnaty na końcu rezydencji. Wszedł do
pokoju, którego wcześniej nie było widać.
- Ach Tom, jak miło cię
widzieć – Harry najpierw usłyszał głos dopiero potem zlokalizował właściciela.
-Witaj Chris – Tom obdarzył brata czymś na kształt uśmiechu.
- Coś się stało i nie próbuj kłamać widzę po twojej minie – ostrzegł chris.
Ciemnowłosy mężczyzna
chcąc nie chcąc powiedział bratu najnowsze informacje. Chris po raz kolejny z
rzędu próbował wyperswadować bratu, że pomysł iż on będzie tu siedział podczas
gdy całą reszta nadstawia karku jest zgoła nierozsądny jednak Voldemort nie
chciał o tym słyszeć. Zdecydowanie nie chciał by Christian był narażony na atak
tego cholernego pomylonego starca. W zdecydowanych słowach powiedział bratu co
o tym myśli po czym pożegnał się i wyszedł.
~
Harry siedział
na podłodze próbując przyswoić nowe informacje i fakty. Wyglądało na to, że te
wspomnienia są prawdziwe, a to by oznaczało, że Dursleyowie nie kłamali gdy z
nimi rozmawiał. Świat stawał właśnie na głowie. Christian przyglądał się
młodemu czarodziejowi uważnie jednak nie odzywał się. Czekał, aż ten odezwie
się pierwszy. Po upływie około dziesięciu minut doczekał się tego.
- Przez tyle lat
karmiony byłem kłamstwami… przez te wszystkie lata wierzyłem, że człowiek,
którego zabiłem jest zły. Że to on jest winny śmierci moich rodziców i wielu
innych ludzi…
- Nie zadręczaj się tym teraz Harry – Chris spojrzał na niego nieco łagodniej.
- Przestań.. Czemu Tom nigdy mi nie powiedział? Przecież mógł to zrobić –
wypomniał chłopak.
- Nie wydaje mi się by miał ku temu sposobność. Nie zauważyłeś, że Dumbledore
starał się zawsze mieć na ciebie oko? – zauważył białowłosy.
- Niby jak? Wzywał mnie do siebie raptem z trzy albo cztery razy do roku –
odparł chłopak.
- A czy nie miałeś przypadkiem „przyjaciół” którzy nie odstępowali cię na krok?
– spytał mężczyzna.
Żyłka na czole
chłopaka drgnęła. Czyżby Ron i Hermiona działali pod dyktando tego starego
zgreda? Jeśli rzeczywiście tak było nigdy im tego nie wybaczy.
- Proponuje
wracać do salonu. Sądzę, że Snape będzie chciał już wracać do szkoły. W końcu
Twój szlaban nie powinien trwać w nieskończoność – przypomniał zielonookiemu.
- Ach racja szlaban – mruknął chłopak – całkowicie o nim zapomniałem – przyznał
spokojnie.
- Nie wątpię. Przy takich atrakcjach – mruknął Chris co spowodowało, że kąciki
ust Harrego drgnęły w lekkim uśmiechu.
Mężczyzna ruszył
korytarzem, a za nim niczym cień podążył czarnowłosy młodzieniec. Oboje udali
się na powrót do salonu gdzie oczekiwał na nich nauczyciel. Snape nawet nie
drgnął gdy weszli do komnaty. Jedyne co zrobił to utkwił w nich świdrujące
spojrzenie.
- Zatem Harry
czy już coś zdecydowałeś? – spytał białowłosy.
- Na razie nie, jednak wiedz, że nie ufam Dumbledorowi. Nie znaczy to jednak,
że od razu polecę za tobą – ostrzegł mężczyznę.
- To oczywiste. Zatem wracajcie teraz do szkoły, wkrótce znów się spotkamy
Harry Potterze – Chris uśmiechnął się tajemniczo.
- Zatem do zobaczenia – mruknął Potter.
Severus wstał z
fotela i spojrzał na obu rozmawiających. Po chwili wziął pióro i podał je Potterowi.
- Do zobaczenia
mistrzu – uśmiechnął się chłodno.
- Do zobaczenia Severusie
Harry dotknął
pióra i od razu poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka, a już po chwili
znaleźli się w gabinecie Snapea. Harry wciąż lekko oszołomiony ilością informacji
nie ustał stabilnie po teleportacji i wylądował na ziemi. Chwilę trwało nim
świat wokół niego przestał wirować.
- Potter, jeśli
zamierzasz rzygać to z łaski swojej poza obrębem moich komnat albo każę ci to
zjeść – ostrzegł go Snape.
- Nie będzie to koniecznie panie profesorze. Już mi znacznie lepiej –
odpowiedział chłopak.
- Skoro tak to zmiataj z moich komnat, ale to już – warknął nietoperz.
- Oczywiście. Dobranoc Profesorze Snape.
Harry opuścił
komnaty mistrza eliksirów i udał się do dormitorium slitherinu. Cały czas
myślał nad tym co pokazał mu Chris. Wyglądało na to, że od samego początku był
oszukiwany przez człowieka, któremu zaufał. Jak mógł być tak naiwny.. tak
głupi. Na dodatek najprawdopodobniej Hermiona i Ron byli na każde zawołanie
starca co jeszcze bardziej irytowało bruneta. Miał wielką ochotę pójść do
komnat Albusa i zapytać go o to wszystko. Brunet wziął kilka głębszych oddechów
i skierował się do dormitorium. Gdy znalazł się przed wejściem wymruczał hasło
i wszedł do środka. W pokoju wspólnym siedziało kilka osób, które na jego widok
zamilkły. Potter prychnął pod nosem i udał się do swojej komnaty. Nareszcie
będzie miał trochę ciszy i spokoju co pozwala na spokojne przemyślenie tego co
się dzisiaj dowiedział jak i tego co dane mu się było dowiedzieć wcześniej od
jego wujostwa.
Bardzo ciekawy rozdział... <3 Dopiero co znalazłam twojego bloga. Naprawdę miło się czyta. Mam nadzieję że nowy rozdział dodasz jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńPozdrawia i życzy duuuużo weny
Pierożek